Mój codzienny makijaż

Kwiecień 1, 2013

Często pytacie mnie o to kiedy w całości zaprezentuję swój codzienny makijaż. Do tej pory nie miałam czasu, ale na szczęście posiedziałam trochę w domu i święta i sekundka wolnego się znalazła.

Jak już wiecie dla mnie w makijażu liczy się ilość. Musimy pamiętać żeby nałożyć na siebie jak najwięcej kosmetyków. Naturalność? Naturalność jest dobra w przedszkolu. Potem każda prawdziwa kobieta MUSI pozmieniać swoje rysy twarzy przy pomocy konturowania, mocnych podkreśleń brwi, podkładu przynajmniej trzy tony ciemniejszego (mam nadzieję, że nie dałyście sobie wmówić tych bzdur o dopasowywaniu odcienia podkładu na policzku? Warto wiedzieć, że lepiej dopasować go do brązowych mebli w salonie, żeby odpowiednio komponować się z tłem podczas świątecznych obiadów i romantycznych kolacji) oraz kolorowych cieni do powiek.

Pamiętajmy! Jesteśmy brzydkie! Wymalujmy się więc najbardziej jak się da, to może uda się kogoś poderwać! Czerwona szminka, smuki ajs i dużo bronzera na pewno sprawią, że ten przystojniak z klatki obok omiecie nas swoim spojrzeniem.

Ja robię to tak:

kosmetyki 084

Na zdjęciu widać, że moim ulubionym trendem w codziennym makijażu jest dolna powieka w stylu Edyty Górniak. Biały kawałek skóry wcale nie wygląda dziwnie,kiedy cała reszta jest brązowa. Jeżeli wydaje Ci się, że jest to trochę nienaturalne – mam dla Ciebie radę – spróbuj przez pierwsze 3 miesiące nakładać sobie 12 warstw rozświetlacza pod oko. Po takim czasie powinnaś się już przyzwyczaić i 8 nie powinno stanowić problemu.

Jedyny problem jaki mam z tym mejkapem to usta. Nie sądzicie, że za słabo je podkreśliłam? Skończyła mi się śliwkowa pomadka i musiałam ratować się ekstraktem z buraka, ale nie do końca jestem zadowolona z efektu. Poradzilibyście mi coś innego?

ps. Ten post to oczywiście żart ;) Spójrzcie na datę. 

 

 

 

Noście czapki!

Październik 16, 2017

Czuję, że mam misję. Jeszcze kilka lata temu płakałam, kiedy musiałam założyć czapkę. Wydawało mi się, że wyglądam w niej w najlepszym wypadku jak grzyb, a w najgorszym jak plemnik. Byłam pewna, że noszenie czarnych sukienek nie ma sensu, bo nie da się wyglądać w sukience i w czapce dobrze. Nie zamieniłam oczywiście sukienek na ciuchy zimowe. Po prostu nie nosiłam czapek. Nie mogłam na siebie w nich patrzeć. Nauszniki, opaski i inne tego typu towary zastępcze również nie wchodziły w grę. Jako kobieta dobrze ubrana nie mogłam psuć efektu czapką. Potrafiłam wyjść z domu z gołą głową podczas naprawdę bardzo niskiej temperatury.

Taaaaaak.

A potem zaczęłam być wiecznie przeziębiona. I robiłam takie numery, że chodziłam w czapce, ale kiedy zbliżałam się do miejsca, w którym miałam się spotkać ze znajomymi, to szybko chowałam czapkę do torebki. Żeby mnie przypadkiem nikt w niej nie zobaczył. Bo przecież wyglądam  ŹLE.

Całkowicie wyleczyłam się z kompleksu noszenia czapki podczas wizyty w Oslo. Przed wyjazdem kupiłam sobie śliczną czapkę. Zgubiłam ją pierwszego dnia. Zgubić czapkę w Polsce, to jest problem, bo znalezienie ładnej trochę trwa. Zgubić czapkę w Oslo to jest DRAMAT, bo na żadną cię nie stać. Serio – gdybym chciała kupić sobie czapkę , która w miarę mi się podoba, musiałbym wydać w Norwegii na nią tyle, ile w Polsce na sukienkę. Odpuściłam. Kupiłam jedną z tańszych. Miała srebrne cekiny.

Nie miałam wyjścia, przyzwyczaiłam się do niej.

Kilka lat później mogę się pochwalić tym, że wygrałam z systemem i mam w szafie mnóstwo przepięknych, wełnianych, ciepłych i niegryzących czapek. A od kiedy w mojej marce jest ponad 20 modeli, o krojach w których wygląda się super (naaaaprawdę!), to noszenie czapki stało się mega przyjemnością.

Po pierwsze dorosłam i nie muszę już całemu światu udowadniać, że seksownie wyglądam z gołą głową przy minusowych temperaturach. A po drugie mam w sklepie naprawdę wełniane czapki, w których każdy wygląda dobrze. Tegorocznym hitem jest model HAT no. 17 czyli szara smerfetka. Każdy, każdy, dosłownie każdy wygląda w niej BOSKO! Okay, każda. Panowie jeszcze nie próbowali.

Jeśli mi nie wierzysz, to na Facebooku Monika Kamińska możesz obejrzeć filmik (kliknij TUTAJ) podczas którego przymierzam wszystkie czapki.

A jeśli mi wierzysz to nie zwlekaj i po prostu:

I nigdy więcej nie marźnij!

P.S. Stałe czytelniczki pamiętają: pierwsza opublikowana wersja tego wpisu powstała pięć (!) lat temu, w czasach kiedy jeszcze nawet jeszcze nie myślałam o własnej marce i czapkach. Życie potrafi zaskoczyć!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.