Jak zapanować nad własnym życiem? Organizacja czasu

Marzec 26, 2014

Czujesz, że czas przecieka ci przez palce? Całe dnie spędzasz na Facebooku? Krąży ci po głowie myśl, że jesteś źle zorganizowany? Ściągasz kolejną aplikację do zarządzania samym sobą?

To normalne. Takie mamy czasy, że bierzemy na siebie coraz więcej obowiązków. Żeby się w tym nie pogubić trzeba być naprawdę dobrze zorganizowaną osobą. Możecie mi wierzyć lub nie, ale tego da się nauczyć. Okay, musicie mu uwierzyć, bo jeszcze pięć – sześć lat temu byłam przykładem najbardziej roztrzepanej osoby na świecie. Potrafiłam zgubić wszystko, zapomnieć o każdej możliwej rzeczy i stracić pół dnia na szukanie czegoś, czego w ogóle nie było tam gdzie tego szukałam. Nie ogarniałam totalnie niczego. Do tego stopnia, że pomimo iż z własnej woli chodziłam na wszystkie wykłady i ćwiczenia na studiach, a nawet prowadziłam szczegółowe notatki, to przez sesją musiałam odbić od kogoś w całości jego zeszyt, bo z mojego wypadały kserówki albo gubiły się ważne strony.

Trwało to do momentu w którym olśniło mnie, że albo natychmiast się ogarnę albo zwariuję, a przede wszystkim nie zdam licencjatu na 5, a taki cel sobie wtedy wyznaczyłam. Kupiłam kalendarz, posprzątałam pokój, a następnie zostałam najbardziej pilną i poukładaną osobą jaką znam.

Przez pewien czas byłam nawet nieziemsko pedantyczna. Na szczęście to już opanowałam i teraz panuje u mnie normalny porządek. Oczywiście zdarza mi się coś przeoczyć, ale są to raczej wyjątki (odpukać) i wypadki przy pracy w granicach błędu statystycznego (znów odpukać).

W każdym razie mogę Wam sprzedać kilka trików, które pomogą Wam zapanować nad wszechobecnym chaosem. Trochę się boję, że kiedy tak publicznie się pochwalę, to powrócą demony dawnych czasów i coś spektakularnie zawalę, więc trzymajcie lepiej za mnie kciuki w najbliższym czasie ;)

A tymczasem przechodzimy do konkretów – jak zapanować nad swoim życiem?

 

 

 

  • dzienbezkawy dzienbezkawy

    Nareszcie coś dla mnie. Ale…. mogę zacząć od poniedziałku? :)

    • Nie ma mowy :P

      • dzienbezkawy dzienbezkawy

        Nie masz serca.. wymieniłaś je na czarną sukienkę?

  • W życiu stosuję się do większości punktów. Moja praca zawodowa polega dobrej organizacji pracy (tabelki, papierki), więc nie mogę się w tym wszystkim pogubić. Muszę przyznać się, że punkt o pozbywaniu się sentymentalizmu dopiero niedawno zaczęłam wcielać w życie. Wyrzuciłam wszystkie stare bilety, rachunki, potwierdzenia itp. Dość spore pudełko po butach. Teraz mam więcej miejsca na półce i jakoś mi tak lżej. :)

  • Do sprzątania codziennie się stosuję, a dodatkowo co pół roku robię wieeelkie porządki, w czasie których zadaję każdej możliwej rzeczy sakramentalne pytanie: czy użyłam cię w ciągu ostatniego roku? Jeśli odpowiedź rzeczy brzmi „nie”, rozstajemy się na wieki wieków.

    • O nieeeeeeee, zapomniałam o tym punkcie. Okay, napiszę jeszcze notkę o sprzątaniu w szafie :D

      • Julia Ż-t

        Oooo, koniecznie! Z tym sobie kompletnie nie radzę. Układam, porządkuje, wyrzucam i przerzucam a po tygodniu i tak wszystko jest zwinięte w kulę i wpychane na siłę.

  • Dagna Parynow

    Zginelabym, gdybym nie byla rozganizowana. Poza tym…im wiecej obowiazkow – tym bardziej jestesmy zorganizowani. Od piatku jestem czlonkiem Prezydium Samorzadu Studentow i jednym z organizatorow juwenaliow i balu studenta – jest cisnienie :) uwielbiam moj charakter spoleczniaka.

    • o to, to, to (choć ja jestem aspołeczniakiem akurat :D)
      ps. słowo rozganizowana jest moim faworytem tygodnia <3

      • Dagna Parynow

        Hahahahaha. Coz za niesforne me palce dzis! ;D

    • Trzymam kciuki w takim razie!

      • Dagna Parynow

        A dzis podjelam meska decyzje, ze napisze artykul naukowy na majowa Konferencje Naukowa Bezpieczenstwa i Obronnosci. Czasem sobie mysle, ze zdecydowanie za duzo obowiazkow juz mam, a i tak pre przed siebie dalej i chce wiecej i mocniej i intensywniej. To takie niezdrowe. Wracam do domu o 21 i zamiast odmozdzyc sie – czytam ustawy, rozporzadzenia, regulaminy, publikacje naukowe. Wyciskam z siebie wszystko na maksa jak tylko sie da.

  • Większość z tych rzeczy stosuję, w przeciwnym razie bym umarła (poza tym, żeby nie brać na siebie za dużo, bo zawsze biorę). Mam papierowy kalendarz (w tablecie też miałam ale tablet czeka aż go zaniosę do naprawy) i korzystam z niego kilkanaście razy dziennie. Post o trikach w trakcie sprzątania uzupełniłabym o: wstaw pralkę zanim zabierzesz się za resztę, tak mi przyszło do głowy :) Podobnie jak Ty Moniko byłam przykładem nieogarnięcia życiowego, w moim wypadku także bałaganiarstwa i lenistwa gdzieś tak do 22 roku życia. I byłam wiecznie zmęczona oraz strasznie nieszczęśliwa. Teraz moja doba ma 48 godzin, ja martwię się głównie o to jak często mogę nie być na zajęciach bo akurat jestem w biurze i z kim się zamienić na zmiany w pracy żeby zdążyć do teatru, albo czy jak zacznę śpiewać o ósmej rano bo zaczynam pracę o 10 to sąsiedzi mnie zastrzelą. I mimo że w piątek potrafię paść na łóżko tak jak stoję po elementarnym demakijażu i umyciu zębów (zwłaszcza, jeśli po pracy od razu biegłam do opery), to organizacja czasu i narzucenie sobie szalonego tempa pomaga w zasadzie we wszystkim. A ponieważ w domu nie potrafię odpoczywać (bo zawsze znalazłoby się coś jeszcze do zrobienia a jeśli tego nie robię to mam poczucie winy (no chyba że akurat śpię)) to moim ostatnim punktem jest ta chwila, kiedy podnosi się batuta i kurtyna idzie w górę. Moje „silent place”, które większości ludzi kojarzy się raczej z słusznej wagi panią w hełmie wikinga wydającą dźwięki o częstotliwościach zrozumiałych dla nietoperzy.
    Pralka z jasnym wstawiona, pokój i kuchnia sprzątnięte, zdjęcia dla kandydatów do przejęcia mojego pokoju porobione, ciemne do prania czeka grzecznie na krześle, ja w międzyczasie zjadłam kaszę gryczaną z pomidorami i napisałam zdecydowanie za długi komentarz na Twoim blogu :) fajna notka, o mnie :)

    • kasza i dlugie komentarze <3

    • Paulina Angelika Kulik

      O, to o praniu to też mój patent. Wracam z pracy po 21, zanim się położę spać koło północy, to pranie zdąży się zrobić i rozwiesić :)

  • Ogromniasty lajk za tego posta. Sama muszę zacząć się ogarniać. Życiowy harmider nieco ucichł, ale syf po sobie pozostawił. Trzeba iść do pionu.

  • Mistrzowski wpis <3

  • bazyllia

    patrzenie w okienko piekarnika nie przyspiesza pieczenia? ale jak to… :)

    • Mogłabys sie nie chwalic, ze masz piekarnik z przyszlosci.

      • Ta czynność nie przyspiesza pieczenia ale podnosi jakość wypieku w myśl zasady „Pańskie oko konia tuczy” ;)

  • kasia

    przedostatni punkt czytalam milion razy :D doskonale sie moge utozsamic z takim typem osoby:D jak czegos od razu nie zrobie, dreczy mnie to caly dzien:/ dobry tekst!

  • Organizacja sprzyja efektywności i jest dobra na zabijanie prokrastynacji :)
    Tak więc „Don’t panic, organize!”

  • ja umiem wyrzucać wszystko (nawet nieużywane książki oddałam do biblioteki, niefortunne ciuchy lecą jak złoto), ale nie potrafię się przekonać do wywalania starych gazet. logicznie rzecz biorąc wiem, że nawet jeśli w którejś był jakiś świetny artykuł, to i tak go już nie znajdę. Ale wywalić ten stos makulatury… to mnie przerasta.

    • Paulina Angelika Kulik

      Ja wymyśliłam, że powycinam tylko to, co mnie z danej gazety zainteresowało i wkładam do teczki. Potem z tych rzeczy z kategorii ‚ładne’ robię scrapbooka, czyli własny magazyn :) I mniej miejsca i przyjemność :)

      • Cwane :) Ja w trzymam tylko kilka Pressów. Reszta do makulatury poszła, a od nie kupuje. Teraz mam tylko prenumeratę Vouge, no ale oglądanie zdjęć w druku można mi wybaczyć :D

        • Paulina Angelika Kulik

          To jeszcze tylko dodam, że pomysł powstał, kiedy zapchała mi się tablica korkowa i coś musiałam z tymi wszystkimi ciekawymi rzeczami zrobić :)

          • To gratuluję, że się udało z sym scrapbookiem, mi też było baardzo cięzko rozstac się z ogromną stertą magazynów i gazet, więc poswiecilam kilka dni na wycinanki i reszte wyrzucilam,.. taa… gdzieś one są, raz na rok się na nie natykam podczas sprzątania (taką gruba teczke niełatwo przeoczyć ;) Summa summarum- u mnie się nie sprawdziło. Teraz na bieząco wywalam magazyny a artukuły badz przepisy wycinam z rzadka.

      • chytre :) dzięki. idę po nożyczki!

    • Monika Paciorek

      Dobre , ale to oznaczaloby ze musialabym pozbyc sie tych wszytskich magazynow !!! (ktorych i tak nie przegladam)

  • Cecylia Owczarek

    Mam taki sam kalendarz..tylko muszę na początek w nim zrobić porządek bo wystaje z niego tysiąc kartek i karteczek :)
    a masz może tajemniczą radę jak zrobić by naczynia same się zmywały? :)

    • Paulina Angelika Kulik

      Co do kalendarzy – w tym roku w empiku widziałam mnóstwo modeli z wewnętrzną kieszonką na ‚papirki’. Kupiłam jeden i go kocham :)

      • Cecylia Owczarek

        W moim jest kieszonka..ale niewystarczająco duża :)
        Też kocham swój – ogarnia moją zagubioną rzeczywistość :)

  • matylda.semadeni

    Nigdy nie udało mi się rano pójść na pocztę. :(

  • Pingback: Dżins na co dzień. | JagaDesign()

  • Magdaa

    Czy masz problem z tak zwanym ‚lenistwem’ ? Czy ciężko było Ci stać się zorganizowaną ? Jak u Ciebie było z treningami (chodzi mi o bieganie szczególnie) ciężko było Ci się za nie zabrać ? Od niedawna czytam Twojego bloga i jestem nim zachwycona, zamierzam przeczytać większość Twoich postów :)

    • Hej, bardzo mi miło :) Jeżeli chodzi o lenistwo to nie mam na nie czasu ;) Zostanie zorganizowaną osobą wcale nie było takie trudne – wymagało jednego gruntownego sprzątania i kupienia kalendarza. Natomiast do treningów potrafię się czasem zmuszać i często idę pobiegać tylko z rozsądku. Potem oczywiście jestem bardzo z siebie dumna i zadowolona :D

  • W moim przypadku to kwestia zawsze wykształcenia nawyków. Męczy mnie dezorganizacja. Jest to dość zabawne, ponieważ z drugiej strony naprawdę lubię spontaniczność. Mimo to mam tendencję do robienia wszystkiego, a zarazem niczego. Dlatego ja muszę robić wszystko po kolei. Poza tym im mniej rzeczy posiadam, tym lepiej. Nie mówiąc już o tym, by robić coś spokojnie. Najwięcej błędów popełniam, gdy chcę zrobić coś już i teraz. Zupełnie nie myśląc o konsekwencjach.
    Są jednak dni, w których nie panuję nad rzeczywistością. To także mi odpowiada. Mimo wszystko wychodzę z założenia, że dobre zorganizowanie wymieniam w swoim życiu na jakościowe poczucie spokoju.

    • Wiadomo. Ja się ostatnio tak zaplątałam, że parmezan schowałam do zlewu, ale totalne tego dnia nie wiedziałam już co robię :D

  • Martyna H.

    Obawiam się, że się od Ciebie uzależniłam! Czytam każdy Twój post i chce to wprowadzać w życie – więcej kosmetyków naturalnych, niemięsnej żywności, afirmacji życia, wewnętrznego spokoju, ćwiczeń i rozsądku, dzięki! ;)

    • To musisz jesc tez wiecej pizzy :D

  • Większość Twoich porad to takie oczywiste oczywistości a jednak… nie jestem w stanie się do nich stosować od tak :) Sama mam podobny sentyment, o którym piszesz – może nie do pustych opakowań ale do podobnych bibelotów, podobnych szczególnie pod względem „ważności”. Jestem bardzo zorganizowana dla osób z zewnątrz, ale mam na głowie tyle obowiązków, że ja sama uważam się za kogoś mega roztrzepanego bo wciąż przekładam jakieś rzeczy na jutro. Czasem po prostu się zastanawiam czy nie powinnam kilku rzeczy sobie z tej głowy odjąć, nie byłam nigdy mistrzem multitaskingu zresztą działa mi na nerwy to, że żyjemy w czasach, kiedy tyle rzeczy robi się na raz (chociażby umyj głowę jak pieczesz pizzę, wykonaj milion telefonów jak jedziesz autem i jeszcze w tym samochodzie najlepiej się uczesz i pomaluj) a w rezultacie nie skupiamy się na jednej rzeczy, która nawet jeśli błaha powinna zostać wykonana dobrze. Poza tym taki multitasking oznacza, że mamy tyle do zrobienia, że jeśli nie będziemy robić wszystkiego jednocześnie to nigdy się nie wyrobimy, a ja nie chcę wcale tak szybko żyć chyba pora odrobinę zwolnić

    • Wiele rzeczy jednocześnie robię tylko kiedy są to rzeczy mało istotne (sorry pizzo). W przypadku całej reszty ważny jest podpunkt, który znajduje się niżej, czyli pracując nie używamy fejsika ;)

  • przydatne porady, najgorzej jednak jest wprowadzic to wszystko w zycie,a le po mału, małymi kroczkami czlowiek moze ogarnac swoja przestrzen i swoje zycie :)

  • Aleksandra

    Dzięki Twojej radzie o przestawieniu zegarka nie spoznilam sie właśnie na pociąg :) muszę zastosować sie do reszty, dzięki :)

  • Pingback: Podsumowanie miesiąca – marzec (instagram mix i nie tylko)()

  • Tak, skąd ja to znam. Ciężko mi się zorganizować;/

  • Pingback: Jak mieć więcej energii w ciągu dnia? 13 sztuczek()

  • Kiedyś uważałem, że jestem bardzo dobrze zorganizowany. Nadal tak uważam, tyle że od kilku miesięcy pojawiło się dużo więcej rzeczy do ogarnięcia niż kiedyś. Zacząłem więc korzystać z elektronicznego kalendarza. Nie podeszła mi jednak ta forma. Przerzuciłem się na kartkę obok notebooka i to był strzał w dziesiątkę! Problem polega jednak na tym, że by zapisać coś na kartce estetycznie, muszę poświęcić na to dłuższą chwilę (ach to odzwyczajenie się od ręcznego pisania!). W konsekwencji, przestało mi się w pewnym momencie chcieć to robić. I wtedy zapanował chaos, który wraz z bałaganem na biurku utrzymuje się od jakiegoś już czasu. Do tego dołożyłem jeszcze odstawienie sportu i pracę przy włączonym facebooku. Czyli wszystkie grzechy główne skumulowały się. No i wyszła masakra. Dlatego pora na przebudzenie. Od jutra stopniowo zaprowadzam na nowo harmonię, bo tak dłużej się nie da.

  • Saga Sachnik

    O, ja podpisuję się pod patentem z przestawianiem zegarka i budzika do przodu! I tak się wszędzie spóźniam, ale obawiam się, że to już jest uwarunkowane genetycznie…

    A bez papierowego kalendarza nie wyobrażam sobie życia. I wydrukowanego planu zajęć z wszystkimi dodatkowymi godzinami i kursami wklejonego w każdy miesiąc.

  • Dla rzeczy sentymentalnych mam „pudełko wspomnień”. Tam wrzucam rzeczy typu: zdjęcia, których nie chcę wyrzucać, ale w ramkę też ich nie wstawię, pamiętniki, ubrania ważne dla mnie z jakiegoś powodu, które nie nadają się już do noszenia, jakieś listy sprzed dziesięciu lat itd. Pudełko leży sobie spokojnie w szafie, a ja nie mam problemu w wymyślaniem miejsca dla rzeczy, które są dla mnie pamiątkowe, ale nie pełnią już żadnej innej funkcji. ;)

  • Stosuję się do większości z tych zasad, jednak często o nich zapominam z przypływu nagłych wypadków i natłoku obowiązków. Zapisuję sobie zatem Twój cenny wpis, aby w razie czego szybko tu wrócić i wszystko sobie przypomnieć :)

  • Martyshka Wypych

    „Najtrudniejsze rzeczy rób na początku dnia – trzeba iść na pocztę, wysłać przelewy, załatwić coś strasznie nudnego?” Boże! Jak ja bym chciała, żeby to były moje najtrudniejsze rzeczy do zrobienia w ciągu dnia! (płacz)

  • Karolina

    No więc, to chore ale jestem zaprzeczeniem każdej części tego wpisu. Nie nosze zegarka, nigdy nie nosiłam, nie mam poczucia czasu, nie wiem od czego zacząć, ba nawet nie umiałabym sobie wymyślić punktów do wykonania danego dnia, mam w głowie kompletny chaos. od lat nie posługuję się kalendarzem. Żadnym. Ani ściennym a na książkowy szkoda mi pieniędzy bo i tak uznam pół godziny wpisywania w niego wszystkiego za bezowocne, gdyż nie wierzę w moją samodyscyplinę, ja po prostu jestem jak ten urwis! w dodatku bycie mamą ani trochę mnie nie poukładało, tylko potęguje moje frustracje. Ponieważ dziecko z natury raczej nie ma grafiku to wykorzystałam to i po dwóch i pół roku jeszcze tego nie zmieniłam. niczego nie jestem w stanie zaplanować i wykonać w porę. W moim domu jest bałagan, nie mam metod na własne dziecko, zawsze moja reakcja zależna jest od mojego nastroju i tego jak wysokie tony obierze moja córcia aby mi coś zakomunikować… Wczoraj ogarnął mnie straszny kac moralny, doszłam do wniosku, że żyję w bałaganie, tak materialnie jak mentalnie, co gorsze mała nabrała już moich bałaganiarskich nawyków. Czuje sie tak rozpuszczona i nie nauczona porządku, że nie mam wiary w to, czy uda mi się cokolwiek poukładać i zamienić złe nawyki na dobre… :( dziękuję za ten wpis, chociaż trochę inspiruje i podaje receptę…tylko bardzo trudno mi będzie mój bałagan wpisać w te uporządkowane zasady postępowania.

  • Ola

    No dobra, tylko z biurkiem mam problem. Macie jakieś pomysły na pozbycie się/organizację piętrzących się dokumentów?

    • Tak, należy je wysłać kurierem do księgowej :D

  • Mam podobnie z organizacją czasu i technologiami – do żadnej aplikacji nie jestem w stanie się przekonać – tylko papier i długopis/ołówek w ręce! Też lubię ogarniać wizualnie rzeczy do zrobienia, więc często robię mapy myśli, dlatego zaopatrzyłam się ostatnio – zamiast w zwykły notes – w szkicownik A4 na spirali. Świetne rozwiązanie, co prawda ciężko włożyć do torebki i nosić ze sobą, ale do użytku domowego jak najbardziej :)

  • adula

    Myśle że to dobre rady i sama staram się ich stosować.:-) :-) :-) :-) :-)

  • Anna Bak

    Pani Moniko
    Proszę zdradzić czy pracowała Pani gdzieś indziej – w zawodzie ? I jednocześnie założyła Pani bloga i z czasem zaczął to być sposób na zycie ?

    • Pracowałam jako logopeda przez trzy lata, bloga założyłam wcześniej – na studiach. Sam blog w sobie nigdy nie był dla mnie sposobem na życie, stało się tym dopiero założenie własnej marki

Księżna bez cekinów

Maj 21, 2018

Mam wrażenie, że po Meghan Markle spodziewano się wszystkiego, ale nie minimalistycznej sukni ślubnej. Na wiele tygodni przed uroczystością serwisy plotkarskie prześcigały się w podawaniu informacji, w świetle których przyszła żona Harry’ego – d e l i k a t n i e mówiąc – nie wypadała najlepiej. Wystarczy wspomnieć ustawki jej ojca z fotografami, liczne komentarze na temat tego, że tak naprawdę nie jest zakochana, tylko cwana, lub list jej brata, w którym ten wyraźnie zachęcał przyszłego męża Markle, żeby odwołał uroczystość. Do tego doszły tysiące artykułów o tym, jak drogi ma być cały ślub, za który zapłacą oczywiście podatnicy.

Wyobrażam sobie, że dla przyszłej panny młodej musiał to być horror. Mam chociaż nadzieję, że aktorskie doświadczenie pozwoliło jej trochę mniej stresować się transmisją telewizyjną na cały świat; ja bym chyba umarła z przerażenia. Nie da się ukryć, że atmosfera przed ślubem była gęsta aż do przesady. Tymczasem mam wrażenie, że wszystkim liczącym nie tylko funty, lecz także na jakąś ślubną katastrofę główna sprawczyni całego zamieszania zagrała na nosie. Jednocześnie, jak przystało na własny ślub, świetnie się przy tym bawiąc.

Pierwsza kreacja Megan, w której jeszcze wtedy przyszła księżna pojawiła się w kaplicy św. Jerzego, to projekt brytyjskiej projektantki Clare Waight Keller dla francuskiego domu mody Givenchy. Zgodnie z oficjalnymi informacjami podanymi przez rodzinę królewską Markle wybrała Keller ze względu na „ponadczasowy i elegancki wygląd, nienaganne krawiectwo oraz swobodną postawę”. Tkanina, z której uszyto suknię, została wyprodukowana specjalnie na tę okazję przez jedną z europejskich tkalni. Jest to oczywiście jedwab (podwójnie tkany), który wyróżnia się niezwykle subtelnym połyskiem. Jeśli istnieje coś takiego jak „matowy połysk”, to właśnie tak tę suknię można opisać.

Konstrukcja sukni – a w zasadzie jej dekolt w łódkę – nawiązuje  po pierwsze do słynnego projektu Givenchy, w którym Audrey Hepburn, mistrzyni minimalizmu, pojawiła się w filmie „Funny Face”.

W przeciwieństwie do wersji filmowej sukni Megan zdecydowała się na rękawy o długości 3/4 oraz bardzo nowoczesny dół, który jest połączeniem kilku kawałków tkaniny zszytych sześcioma szwami. Geometrycznie, skromnie i jednocześnie bardzo na luzie. Do takiej kreacji Markle swobodnie mogła nałożyć tiarę królowej Marii oraz pięciometrowy welon. Dzięki naturalnej fryzurze i prawie niewidocznemu makijażowi prezentowała się lekko, dziewczęco i przynajmniej o sześć lat młodziej niż w rzeczywistości. Cuda minimalizmu.

Jeśli interesują Cię kulisy, to na Twitterze The Royal Family pojawiły się rysunki projektu sukni. Wyjaśniono również, że kwiaty na trenie Megan miały wymiar polityczny – symbolizowały pięćdziesiąt trzy kraje Wspólnoty Narodów.

Bardzo prawdopodobne jest również, że suknia inspirowana była kreacją ślubną Angeli Brown, pierwszej ciemnoskórej kobiety, która została księżną.

 

I chociaż o pierwszej sukni ślubnej najsłynniejszej panny młodej 2018 r. mogę śmiało powiedzieć, że jest zachwycająca, to jednak jeszcze bardziej oszalałam na punkcie kreacji, w którą Megan przebrała się po południu, żeby udać się na mniej oficjalną część, czyli na wesele dla rodziny i przyjaciół.

Druga suknia ślubna Megan to projekt Stelli McCartney uszyty z białej jedwabnej krepy. Dzięki odkrytym plecom i zapięciu sukienki na szyi znów podkreślone są ramiona Megan – i słusznie, bo są przepiękne. Delikatnie rozkloszowany, lecz ekstremalnie prosty w formie dół pięknie zamykał sylwetkę. Całość została uzupełniona koktajlowym pierścionkiem należącym do księżnej Diany oraz wykonanymi z jedwabnego atłasu butami młodej, pochodzącej z Florencji marki Aquazzura. Natomiast prawie niewidoczny makijaż oraz lekko niedbały kok dodawały księżnej niesamowicie dużo uroku.

Najciekawsze pozostaje to, że o żadnej z tych sukni nie da się więcej napisać. Obydwie nie miały falbanek, cekinów, wszytych diamentów ani niczego, co można by było przez długie akapity analizować. Próżno szukać na twarzy Markle dwudziestu warstw podkładu, bronzera lub rozświetlacza; wydaje mi się też, że nawet z lupą trudno byłoby znaleźć w jej włosach ciężkie produkty do stylizacji. Mimo to panna młoda wyglądała w obydwu kreacjach obłędnie pięknie, świeżo i przede wszystkim po swojemu. A to dzięki temu, że wybrano szlachetne, naturalne tkaniny oraz ponadczasowe kroje.

Zaskakujący, ale piękny i niesamowicie uroczy wybór jak na księżną. Mam nadzieję, że wpłynie bardzo mocno na modę ślubną w kolejnych latach, ponieważ – jak to mawiał jeden z moich wykładowców – lepsze jest zawsze wrogiem dobrego.

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Pewnie mi w to nie uwierzycie, ale kiedyś nie byłam pewna siebie. Dziesięć lat temu wszystkiego i wszystkich sie bałam. Byłam oczywiscie najgłośniejsza i najmądrzejsza, ale nie miało to nic wspólnego z pewnością siebie. Dziś jest zupełnie inaczej i o tym możecie przeczytać w nowym wpisie na blogu (link w bio), a jak już przeczytacie to razem z #Dermika zapraszam Was na stronę kobiecahistoria.pl gdzie możecie opowiedzieć swoją historię i wygrać cudowne nagrody  ❤  Bardzo jestem ciekawa jak u Was było z pewnością siebie. Miałyście ja od zawsze czy przyszła z czasem? #kobiecahistoria #pewnoscsiebie #onthetable #onthewhitetable #kosmetyki #flatlay #springmood #instaflowers #vsco #springmood  Czasami gdzieś biegnę tylko po to żeby zrobić zdjęcie  #warsaw #spring #springinwarsaw #pinknature #pinkflowers #spring2018 #igerswarsaw #vsco #vscopoland
 • Sand Suit • Przyznam szczerze, że nie wiem jak wyglądało moje życie bez garniturów. Kocham sukienki i nigdy z nich nie zrezygnuję, ale damski garnitur to jest totalnie inny poziom ubierania się, szczególnie do pracy. Albo szczególnie wtedy, kiedy długie spodnie garniturowe możesz zamienić na krótkie lub udawać, że jesteś rodowitą Włoszką...mam nadzieję, że włosy mnie nie zdradzają  Suit: @monikakaminska_official #suit #womaninsuit #ootd #streetstyle #warsaw #vscofashion #reallife #elegantstyle #classy #woolsuit #ootdgoals #streetstyleluxe  "Teraz już wiem, że raj to nie jest konkretne miejsce, które można znaleźć, ale to, jak się czujesz przez krótką chwilę w swoim życiu". Szukam w swoim zapracowanym życiu chwil, w których mogę po prostu się śmiać, rozmawiać i nie zastanawiać, co będzie za chwilę. Szukam ludzi z którymi mogę zapomnieć, czy jestem we Włoszech czy w Warszawie. Szukam przygód, które zapamiętam mocniej niż niejedno zdjęcie pięknej plaży. Tak bardzo latem szukam emocji. A lato mamy w tym roku wyjątkowo wcześnie. #italianlifestyle #italy #apulia #polignanodaamare #italianmoments #reallife #vscotravel #tvtravel #travelawesome
 Pojechałam do Włoch kupować tkaniny do @monikakaminska.com Dowcip polega na tym, że najlepsze tkalnie są tam gdzie jest wilgotno, czyli...ciągle pada. W związku z powyższym kiedy podczas majówki w Polsce było 30 stopni, to ja we Włoszech miałam tych stopni 15 i deszcz od świtu do nocy. Po trzech dniach spędzonych w magazynach, na halach produkcyjnych i w samochodzie (4 kilkuugodzinne spotkania dziennie, a na obiad kanapki z supermarketu) nawet ja - człowiek robot - byłam skrajnie zmęczona. Na szczęście na weekend miałam zaplanowane tylko zwiedzanie. I tak w piątek wieczorem jadąc z Bielli do Portofino postanowiłam iść spać gdziekolwiek. Nie było czasu na analizy i szukanie fajnych lokalizacji. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy obudziłam się w Rapallo i odkryłam, że jest to jedno z ładniejszych włoskich miasteczek w których byłam. Cudowne widoki, przepiękne budynki i obłędna kuchnia Ligurii. To miasto jest tak cudne, że dwa dni później Cinque Terre nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia. Uwielbiam takie włoskie niespodzianki!  Podróż do Włoch, która w moim przypadku nie jest pracą to coś bardzo nietypowego. Udało mi sie jednak niedawno wyrwać na kilka dni do Apulii i zostałam totalnie zauroczona. Mnóstwo pięknych, małych miasteczek! Mam nadzieję, że jak naszybciej tam wrocę  ❤ #puglia #italyphotos #italiandays #italy #travelawesome #poliganoamare
 "Jest tyle dziewczyn w Portofino, a zobaczyłeś właśnie mnie". #portofino #italyphotos #italy #italiandream #italianmoments #vscotravel #italytrip #vscoitalia #italiandays #travelawesome #tv_travel   Kiedy rzeczywistość wygląda lepiej niż ikonki w telefonie  #barcelonalovers #barcelona #bcn #bcntravel #trip #triptobarcelona #travelawesome #traveltobarcelona #sunset #barcelonetta #beach #barcelonabeach #skyporn #pinknature #calm #chill #relax #winterinbarcelona #travelblogger #spain #catalonia
 Znacie @ubierajsieklasycznie ? Maria właśnie wydała pierwszą książkę. Gratulacje! #warsztatstylu #mariamlynska #ubierajsieklasycznie #onthetable #onthewhitetable #flatlay #morning #morningsun #coffee  Wejdę wszedzie tylko po to żeby zrobić zdjęcie  #bunkerselcarmel #barcelona #spain #catalonia #trip #travel #perfectview #tv_travel #city #barcelonalovers #igersbarcelona #bunkers #europe #triptobarcelona #visitbarcelona #bcn #lovebcn #bcnlovers #visitbarcelona #barcelonaphoto