Mizofonia – denerwują Cię dźwięki? Nie jesteś sam

Czerwiec 9, 2015

Denerwują to mało powiedziane. Niektóre dźwięki najprawdopodobniej doprowadzają Cię do szału.

To trwa już od dzieciństwa

Zaczęło się od tego, że będąc dzieckiem, siedziałam w pokoju, podczas kiedy moja mama przeglądała gazetę w poszukiwaniu jakiejś konkretnej informacji, którą już wcześniej w niej widziała. Dlatego kartkowała tę gazetę szybko. NIESAMOWICIE SZYBKO. Strony szeleściły, a ja myślałam, że oszaleję. Dosłownie w ciągu 3 sekund od usłyszenia tego dźwięku robiłam się wściekła i zbliżałam się, nazwijmy to wprost, do agresji.

Jakiś czas później odkryłam, że nienawidzę słuchać dźwięków, które wydają moi domownicy podczas jedzenia posiłków. Krojenie ogórka, stukanie widelcem o talerz, a już tym bardziej mlaskanie, gryzienie, siorbanie, żucie i przełykanie potrafiły mnie wyprowadzić z równowagi. Wiem, że to brzmi abstrakcyjnie i masakrycznie głupio, ale nie żartuję. Jedno mlaśnięcie potrafiło mnie tak niesamowicie wkurzyć, że nie byłam w stanie przez kilka następnych minut skupić się na niczym innym.

Dlaczego o tym piszę?

Postanowiłam napisać tę notkę z dwóch powodów. Po pierwsze zawsze myślałam, że jestem jakimś nienormalnym przypadkiem i na pewno nikogo innego na świecie dźwięki tak nie denerwują. Po drugie odkryłam, że moja „nienormalność” wcale nie jest nienormalnością, a do tego ma swoją medyczną nazwę.

 

baner-poziomy

 

  • 1519ann .

    nie miałam pojęcia, że jest coś takiego.. myślałam, że jestem szurnięta. Ale mam tak samo, nikt z bliskich przy mnie nie może niczego zjeść, bo te dźwięki doprowadzają mnie do obłędu. Tylko szkoda, że tak mało się o tym słyszy, dlatego że każda osoba, której zwrócę uwagę, że mi przeszkadza dźwięk, który wydaje, obraża się lub sławna odzywa: ty pewnie nie mlaszczesz. Odkąd zaczęłam mieszkać w bloku pojawił się kolejny problem- chodzenie sąsiada nad głową, które tylko ja słyszę i przez to baaaaardzo tego pana nie lubię :(
    Pozdrawiam i cieszę się, że taki temat został poruszony

  • Magdalenaen

    Jeżeli ktoś je głośno, skrzypi nożem po talerzu, składa przy mnie tekturowe pudełko itp. dostaję ciężkiej nerwicy w przeciągu ułamka sekundy. potrzebuję chwili żeby ochłonąć. Cieszę się, że nie jestem jedyna.

  • nawet nie wiedziałam, ze to ma swoją nazwę. Ja to sobie tłumaczyłam tym, że mam ponad przeciętny słuch, który w dzieciństwie został nazwany „słuchem absolutnym” i dlatego przez wiele lat grałam na pianinie. Ale wracając do mizofonii – bo teraz już wiem że to się tak mądrze nazywa – denerwują mnie nawet bardzo ciche dźwięki – rozmowa sąsiadów za ścianą, grające radio czy telewizor – aby usnąć i spać spokojnie muszę mieć idealną ciszę a nie daj boże w nocy mój boyfriend napije się kawy i odłoży na spodek filiżankę – ten dźwięk potrafi mnie poderwać na nogi – koszmar. Co ciekawe TV oglądam na granicy słyszalności bo nie muszę mieć dźwięku na cały regulator – rzadko przez to chodzę do kina bo wkurza mnie to, że jest za głośno ale np. na koncercie ulubionego zespołu kompletnie mi to nie przeszkadza. Dźwięk w ipodzie też mam nastawiony na cały regulator, więc WTF?

    • Może dlatego, że muzyka jest dla Ciebie dźwiękiem pożądanym, a poza tym jest harmonijna, czego nie do końca da się powiedzieć o pozostałych dźwiękach. Też to mam i też czułam się z tym źle dopóki się nie dowiedziałam, że to przytrafia się wielu osobom.

  • Hnacia

    Chrupanie, gryzienie i żucie mi nie przeszkadza. Dostaje jednak szału kiedy słyszę odgłosy łapczywego jedzenia, przełykania, mlaskania, głośnego oddychania i… kaszlu. Tak, szaleję i mam ochotę krzyczeć gdy słyszę kasłających ludzi. Chyba nikt mnie z tym nie pobije.

    • Monika

      No nie, irytować może, czasem się nic nie zrobi, gorzej jakbyś mówiła, że mają nie kaszleć, bo Cię to irytuje, to by było już niezbyt fajne z Twojej strony ;p No bo wiadomo, takie życie, czasem ktoś zakaszle, więc mimo, że irytuje, to nie ich wina wtedy, bywa.

  • O rety! Mnie to nie dotyczy (tzn. wiadomo, np. mlaskanie jest okropne, ale to chyba każdy tak twierdzi…?), jednak już moją mamę te rzeczy również doprowadzały do złości. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego tak się czepia jedzenia jabłek czy orzeszków. Co śmieszniejsze, przeszkadzało jej jedynie to u kogoś, sama sobie nie przeszkadzała, więc wypominaliśmy jej tę niekonsekwencję ;)

    • Bo to ponoć tak działa, że jak samemu wydajesz ten dźwięk, to nie przeszkadza, ale u mnie nie zawsze się to sprawdza.

      • karolina

        ale faktem jest, że nie pójdę już do kina bez popcornu, kiedy wiem, ze w koło wczyscy będą chrupać.. trezba też jeść samemu, wydawać podobne dźwięki i wtedy faktycznie łatwiej to znieść…

    • Gdyby każdy twierdził, że mlaskanie jest okropne, świat byłby tak bardzo lepszym miejscem :)

  • Nuszczyńska Natalia

    Chrupanie już mnie nie rusza, bo sama kocham chrupać, ale… klucze luźno w kieszeni (czasami nawet u ludzi przechodzących drugą stroną ulicy) lub parskanie i pociąganie nosem, mylenie słów, gwizdanie najgorsze! Krzyki, a już w ogóle dziecięce krzyki, trzaskanie drzwiami, brzęczenie… Dzięki, Monika, bo naprawdę myślałam, że jestem walnięta czy mam jakąś nadsłuchowość, ewentualnie po prostu bardzo łatwo się wkurwiam :D

  • Najtrudniejsze w walce z różnymi „chorobami” jest przede wszystkim społeczne niezrozumienie lub brak jakiejkolwiek świadomości na dany temat, z czego wynikają tego typu stwierdzenia „Przejdzie Ci”, itp, o których wspomniałaś w swojej notce, lub słowa, które chyba najbardziej mogą zaboleć „Przesadzasz, przecież nic Ci nie jest”. Wtedy taka osoba czuje jakby jej trudność/ problem nie miał żadnego znaczenia, a to może naprawdę kogoś zaboleć.

  • Monika

    Stukanie w klawiaturę, ale właśnie takie ciche, na tych nowszych klawiaturach doprowadza mnie do szału. Do tego jak ktoś przeżuwa (nie mlaska, tylko przeżuwa normalnie) dostaję szału. Nie mogę też słuchać jak ktoś pije np. herbatę i ten moment kiedy ją połyka. Głośny oddech w nocy, drapanie się po skórze, to wszystko jest w stanie doprowadzić mnie nawet do bólu głowy. Ale ja myślałam, że wszystkich to drażni, a teraz się okazuje, że ja mam jednak problem :D

  • Dorota

    Też tak mam, ale twierdzę, że to nie mój problem, tylko że ludzie powinni się nauczyć jeść bezdżwięcznie :P Nienawidzę siorbania, mlaskania, przełykania, jak ktoś pije wodę, dzwoni łyżką po zębach (szlag, savoir vivre uczy, że łyżkę się przykłada do ust i przechyla, a wszyscy z uporem maniaka ją gryzą). Sapanie (tzn, normalne oddychanie też :P), te wszystkie dźwięki to jakby mi ktoś widelcem po mózgu jeździł ;)

  • Nekomusume

    Zastanawiam się, czy to ‚problem pierwszego świata’ – czy ludzie kiedyś/trzeci świat cierpieli na to, czy to nam się trochę ‚nie poprzewracało w głowach’? Ja dostaję świra od dziecka też. Najgorsza jest właśnie niemoc, ta wewnętrzna agresja, że nie mogę komukolwiek zwrócić uwagi, bo zaraz usłyszę, że się czepiam.
    Mnie doprowadza do szału mój ojciec – jest osobą, która lubi na siebie zwracać uwagę, więc odkąd pamiętam teatralnie kaszlał (koszmar), stękał, syczał przez zęby… Dramat. Ja go więc teatralnie ignorowałam.

  • Iwona Witos

    ja jeszcze nie cierpię odgłosu łyżeczki mieszajacej cukier. Oraz kaszlenia i pociągania nosem. Furia po prostu. Ja mogę za to kaszleć do woli :)

  • Kto by pomyślał, że nazwano moją przypadłość? Ja przede wszystkim słyszę, więcej niż inni. Np. Kilka metrów ode mnie stoi szklanka z gazującą pepsi, a ja słyszę pękające bąbelki jako świst. Trochę piasku pod kapciami, a mi zęby dęba stają. O mlaskaniu, chrapaniu, chrupaniu nie wspomnę. Katorga. Latający w nocy komar nie da mi zasnąć, muszę wstać i zabić, bo nerwowo się wykończę. Ciężko z tym żyć.

  • Basia

    Hej, dzięki że o tym piszesz, bardzo mnie cieszy, że mizofonia staje się coraz lepiej znanym problemem :)
    Ja o jej istnieniu dowiedziałam się parę lat temu przypadkiem z infografiki, chyba na kwejku lub podobnej stronie i bardzo mi ulżyło, że nie jestem nienormalna :)
    Dla mnie NAJGORSZE jest pociąganie nosem i o ile w autobusie można po prostu włożyć słuchawki, to mam zawsze problem w kościele. Nauczyłam się już nawet prawie bezbłędnie odróżniać ludzi, którzy pociągają nosem i zaraz przestaną (bo przyszli z dworu do ciepłego pomieszczenia i mają taki chwilowy katar) od tych, którzy mają taki odruch i będą pociągać przez cały czas – od takich osób się oddalam ;)

    Drugim problemem u mnie jest sapanie, głośne oddychanie i chrapanie, czyli ogólnie dźwięki spania. Od jakichś 15 lat śpię ze stoperami do uszu, bo inaczej nie jestem w stanie zasnąć z kimś w pokoju. Mam rozkminę, co zrobić jak będę miała dziecko, przecież muszę je w nocy słyszeć…

  • Czy irytują Cie też odgłosy własnego gryzienia? Czy w związku z tym sama starasz się jeść „cicho”? Bo to frapujące – jeśli chorych irytują odgłosy innych, to czemu nie własne? To trochę wygląda jak fobia społeczna.

    • Basia

      Gdzieś czytałam, że istotą mizofonii jest to, że irytujące są dźwięki pojawiające się w nieregularnych odstępach czasu, takie, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć i się „przygotować” na to, że nastąpią. Jak sami wydajemy dźwięki, to jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy dokładnie się pojawią i jak dokładnie będą brzmieć, więc takie na ogół nie irytują.

  • PS Nie możesz nigdy jeść niczego ze mną, bo gryzę „jakbym żuła kości małych zwierząt” cytując Marshalla z „How I Met Your Mother” ;).

  • Meg

    O swoich problemach z dźwiękami wiem od dawna. To co mnie wkurza to kapiąca woda z kranu (nie wytrzymam jak nie dokręcę), chrapania i sapanie oraz niestety oddychanie drugiej osoby, gdy leżymy blisko siebie w łóżku :( Dlatego zawsze śpię w stoperach i tragedia jest gdy ich zapomnę zabrać w podróż. Nie lubię też cichych dźwięków, np. szumu komputera czy bardzo cicho włączonego programu w telewizji. Takie cisze szumy doprowadzają mnie do szału. Za to zupełnie nie przeszkadza mi szum uliczny, chrupanie (ba! uwielbiam) czy skrzypienie. Mój M. bardzo się temu dziwi ale co poradzić.Taki mój urok.

  • karolina

    sama tak miałam w dzieciństwie, denerwowały mnie „dźwięki” wydawane przez śpiącą w tym samym pokoju siostrę – tzn. ja je okreslałam jako „sapanie”.. Pamiętam wiele nieprzespanych nocy z tego powodu, potem w internacie, akademikach i w ogóle mogłam spać jedynie w stoperach.. Równie wyprowadzająco z równowagi działał na mnie odgłos kapiącej wody, tykania zegara, stłumiony rytm muzyki – w ogóle każdy powtrzający się dźwięk na który zwróciłam uwagę i potem już się nie mogłam od niego uwolnić.. Myślę też, że nie ma czegoś takiego jak sama nadwrażliwość na jakiś dźwięk – jest to pewnie jakaś forma nerwicy, ktora w tej nadwrażliwości się przejawia, na zbytnim koncentrowaniu się na, zdawałoby się normalnych, odgłosach.. I jakimś takim nakręcaniu się – im bardziej chcemy ich nie słyszeć, tym bardziej je słyszymy..I chyba tym tropem trzeba by zmierzać w celu wyleczenia jej, moja na szczęście przeszła niedawno, w czasie stałego deficytu snu, kiedy to zaczęłam zasypiać bez problemu w każdej sytuacji i o każdej porze..

  • Wdowa Po Stalinie

    o jej, to jest takie coś? no to wygląda na to, że i ja jestem „chora” ;) jednak największa rzecz, jakiej nie mogę znieść i doprowadza mnie to do szaleństwa, to jest spożywanie jedzenia, mlaskanie, gryzienie, brrr, jak sobie pomyślę, to mnie już bierze :p nienawidzę, ale to chyba najbardziej takich dźwięków, reszta mnie aż tak nie rusza ;)

  • Subintabula

    No w końcu wiem, jak to się nazywa!
    Jak słyszę ciamkanie, mlaskanie, siorbanie, pociaganie nosem (raz w autobusie zareagowałam i dałam chusteczki – akurat się ta osoba bardzo z nich ucieszyła, bo nie miałam i mi było strasznie głupio), jedzenie mokrych rzeczy (jogurty etc., bo się łączy z ciamkaniem). Do tego szuranie, głośne przełykanie śliny, wkurza mnie nawet jak psy się liżą (stąd rozważam jedynie przygarnięcie kota, bo się zachowują pod tym względem ciszej). Nie zapominajmy o dzieciach >___>
    Najgorsze jest to, że mój mąż uwielbia mnie wkurzać i mi często ciamka do ucha :|
    Dobrze wiedzieć, że nie tylko na mam ochotę nosić ze sobą widelce i wtykać je sobie w oczy lub w uszy w gorszych chwilach :D

  • Większość opisywanych dźwięków jestem wstanie znieść, choć nierzadko wywołują u mnie dyskomfort albo lekką irytację, jednak nic nie przebije jednego, na który reaguję z prędkością światła – starsi ludzie mlaskający bezwarunkowo, np. w komunikacji miejskiej. Jestem przekonana, że oni sami często nie zdają sobie z tego sprawy i że wiek ma tu decydujące znaczenie, ale… nie potrafię tego znieść. Od razu odsuwam się / odchodzę, bo dostaję białej gorączki. Nie mam wiem, dlaczego reaguję tak skrajnie na to zjawisko, ale podobnie jak oni nie panują nad swoimi szczękami i mlaskaniem, ja nad rozbrajającą frustracją i całkowitą dekoncentracją w tych momentach.

  • Lini

    Ja juz od niedawna podejrzewałam, że moja reakcja na niektore dźwieki nie jest normalna. Od paru lat moja mama jest w związku z innym partnerem juz pare razy nazwalam go prostakiem, cebulakiem bo to co on robi właśnie to opisuje. Codziennie rano kiedy juz siedze w kuchni umyta i pomalowana pijąc spolojnie kawe lub jedząc śniadanie (wstaje pierwsza w domu) i on przychodzi i robi kawe zawsze tak glosno oddycha jak tylko o tym pomyśle mięśnie mi się napinają. Często go pytam czy on właśnie z maratonu wraca ze tak oddycha a on sie z tego śmieje, zawsze pijąc kawe siorna i wydaje charakterystyczny dźwiek aaa wzdychanie? tak to nazwe. Często od razu wychodze z kuchni kiedy on przyjdzie. Do tego jest on nałogowym palaczem i codziennie rano kaszle/żyga? Nie wiem jest w łazience i ten czas to 10 minut tortur bo nawet w moim pokoju wszystko słysze. Obiady z nimi to koszmar a jak przyjeżdża jego rodzina to mam depresje wszyscy tak mlaszczą, a jak jego tata pije coś zakaszlnie to wbijam sobie paznokcie. Raz na obiedzie siedzialam obok niego myslalam ze oszaleje chcialam wyjsc ale bylo za duzo ludzi, zeby sie przepchac musialoby wstac 7 osób, myślałam, że się rozpłacze. Z moimi siostrami nie jest inaczej,nie umieją jesć ani pić przełykaja w taki sposób ze wszystko słychać a jak mojej siostrze sie przy mnie odbije po jedzeniu to wywalam ją z pokoju na nie to po prostu krzycze non stop. Był taki czas, ze spalam z siostrą a ona w nocy mlaska jak krowa zdarzylo sie że ja uderzyłam w nocy zeby sie zamknęła. Najbardziej nienawidze tych rzeczy mlaskania siorbania oddychania połukania odbijania kaszlu i smarkania. Czyli takie naturalne? odgłosy. Bardzo pogorszyły mi sie relacje z rodziną przez ich zachowanie czy to jest mizofonia?

    • kasia

      Jak ja cie rozumiem! Ja mam wtedy uderzyc tego kogos w twarz! Wszyscy sie na mnie obrażają jak im zwracam uwage… a najgorsze ze moj chlopak tak strasznie mlaska przez sen… tak perfidnie tak glosno tak strasznie, i stuka zębami. Wbijam paznokcie w skore lub wkladam piesc w usta zeby nie krzyczec. Jak ktos przychodzi do mnie na obiad celowo nigdy nie daje ogorkow. To jest najgorsze… musze wyslac ta stronke chlopakowi moze choc troche mnie zrozumie…

  • Yv

    +dłubanie pestek słonecznika, wzdychanie, sapanie ehhhhh, ciężkie nasze życie :(

  • Kate Wnuk

    A mnie najbardziej denerwują dźwięki z TV….no jak ja tego pudła nie lubię….!!! Każdy mi się dzwił czemu nie mam TV… Nie mam bo nic w nim nie ma…Nie lubię ciamania i szurania butami…ale specjalnie mnie to nie wkurza :) Ciekawy artykuł… Może tu wrócę Pozdrawiam :)

  • drażni mnie tylko kaszlenie. takie ciągłe pokasływanie. coś strasznego. a poza tym lubię dźwięki i specjalnie sobie puszczam w pracy filmiki z asmr na których ludzie stukają, mlaskają, szurają i inne takie ;)

  • W tej chwili takie dźwięki mi nie przeszkadzają, ale Twój tekst przypomniał mi jedną współlokatorkę z akademika. Gryzienie marchewki, wypluwanie słonecznika czy poranne szuranie kapci doprowadzało mnie do szału. Zwracanie uwagi nie pomagało, musiałam uzbroić się w stopery, bo tylko tak byłam w stanie funkcjonować :)

  • The Natural Minimalism

    Gwizdanie, to jest to czego nienawidzę, a z powodowała to osoba która chodząc po klatce schodowej ciągle gwizdała, rano, wieczorem, w nocy. Byłam wtedy mała i tak mi się utrwaliło że jak ktoś gwiżdże to mnie to strasznie denerwuje. Ciężko się z tego raczej wyleczyć :)

    • Angelika Weber

      Tez nie znosze jak ktos gwizdze!

  • Angelika Weber

    Genialny wpis!!! jednak jest na to wytlumaczenie ^_^

  • anettSła

    haha nie jestem sama :)

  • Motylka

    Nawet nie wiedziałam, że to jest jakoś nazwane, że ktoś się pofatygował o nazwanie tego zjawiska. Myślałam, że po prostu mam taką nadwrażliwość na dźwięki, które zazwyczaj wychodzą z ust innych ludzi. Nienawidziłam ciamkania, mlaskania już od dziecka i nadal nie mogę tego ścierpieć. Albo jak ktoś głośno przełyka jak pije. Pieniądze jak szeleszczą podczas szybkiego przeliczania ich. Dłubanie słonecznika. I wiele innych dźwięków, które teraz nie przchodzą mi na myśl.

  • ae

    Mam słaby słuch, mój mąż przeciwnie – genialny – słyszy absolutnie wszystko, łącznie z tym, jak sąsiad mieszkający pod nami załatwia się albo wymiotuje w łazience. Mojego męża dźwięki nie ruszają. Mnie natomiast doprowadzają do białej gorączki. Kaszel męża, krztuszenie się w czasie picia/jedzenia mojego dziecka, wzdychanie mojej mamy, gdy coś ją boli, dźwięki wydawane przez innych w czasie spożywania posiłków. W ogóle nie rozumiem koncepcji jedzenia w drodze, w komunikacji miejskiej albo w pociągu. Nie rozumiem dlaczego w relacji KRK-WAWA, gdzie podróż trwa niecałe 3h, ktoś musi coś jeść – naprawdę nie można wytrzymać tyle, żeby usiąść spokojnie przy stole i ‚jak człowiek’ zjeść obiad czy kolację? Najgorzej jest w komunikacji miejskiej, gdy jest tłok – już nie raz wysiadłam i szłam do domu pieszo. Najbardziej nieznośne są dla mnie dźwięki wydawane przez starszych ludzi… i młodzież całującą się namiętnie w autobusie, w tłoku :). Z racji słabego słuchu, dotyczy to tylko tych najbliższych mym uszom dźwięków i ograniczenia przestrzennego (przy stole, w autobusie/tramwaju/metrze).
    Też kiedyś myślałam, że jestem dziwna. Bo denerwują mnie dźwięki albo zachowania ludzi (np. obcinanie paznokci w tramwaju), bo nie jestem w stanie wysikać się w publicznej toalecie :) choć tu też nie jestem taka odosobniona i na to też znalazłam panaceum…, ale zmieniłam również nastawienie. Trzeba ćwiczyć nadrzędną ideę asertywności i kwestia dziwności odchodzi w zapomnienie – polecam.

  • mlaskanie protezą – szczególnie babcie i dziadkowie w autobusie…. masakra!!!!

  • Klaudia chan

    Ja o mikrofonu dowiedziałam się może ok. 2 lata temu. Przecież to okropna choroba! Mam 15 lat, a już czuję się o 20 lat starsza. To jest niedorzeczne jak ta choroba potrafi zrojnowac życie. Mam siostrę blizniaczke, z którą mamy ten sam problem. Wszystko zaczęło się od dzieciństwa, byłyśmy nieznośne. Teraz jestem na skraju załamania. Potrafię wyrwać kubek mamie za to ze nim stuka i wyrwać od najgorszych. Ona ma tak e-papieros i jak nim pali i jest takie pyk to normalnie chyba 2 razy wzięłam ta fajkę i żucia nią o podłogę, a najgorsze jest to że zwrócić na coś uwagę i zaczyna ci przeszkadzać ciągle coś nowego i nie możesz się tego pozbyć. Uważają cie za chorodupka. Nikomu się nie zwierzysz bo w szkole to powiedzą innym i będą się śmiać. Jedynie komu powiedziałam to rodzinie, ale oni też mają tego dość i się im nie dziwie Bo Ja RÓWNIEŻ! mlaskanie, proteza, chrapanie, tkanin zegara, stukanie o telefon, telewizor, klawiatura, spotkanie, walenie kubkiem, życie gumy, szukanie, kaszlenie, słuchanie głośno muzyki. I do tego dochodzą również wzrokowe sprawy! Zakładanie nogi na nogę, trzymanie dziwnie palców? Patrzenie się glupowato w telefon, dziwnie układanie buzi, dotykania mnie. Najgorzej są turnieje. Jestem w klasie sportowej i jak gdzieś wyjeżdżamy to te debilki do 2 w nocy włączają światło chrupiące jedzą jak świnie i śmieją się jak głupie hieny. Ale czy to komuś przeszkadza? One sobie z tego sprawy nie zdają panusie. Codziennie przeplakuje dnie i noce. Ja i moja siostra żyjemy ciągle siebie przekrzykujac i uciszajac innych. Zawsze w trudnych sytuacjach szłam do babci i zawsze było świetnie bo tylko ona mnie rozumiała i nic mi w niej nie przeszkadzało. Jednak od wakacji ciągle u niej byłam i u dziadka. Teraz babcia mnie denerwuje jak mało kto gryzie wykładzie, długie nią w zębach… Najgorzej jest jak właśnie do niej przyjdę a ona z tą wynalazki w buzi mnie wita. Później jest czemu jestem taka zła, no ale przecież nie powiem ze mi przeszkadza, bo zranie bazie i będzie musiała wychodzić do kuchni, jeść ciszej jak to mama już robi. A jak jej powiem to już przestanę się z tym kryć. Będę wydzielają mordę i już. A ja tego nie chce mam tego dość. Ja potrzebuje pomocy to nie jest normalne. Gdzie nie pójdę źle się czuję, koleżanek nie mam bo ich nie lubię. One o tym nie wiedzą, ale ja je uważam jako panienki zaufane w sobie nie chce z nimi nigdzie chodzić. Idiotki. Ale marzę z siostrą by mieć kogoś bliskiego jak kiedyś w dzieciństwie, gdzie wszystko było piękne i śliczne. Ja po prostu chce mieć znów 6 lat i beztroskie życie. Piszę o tym by móc się wyżalić i szukać zrozumienia. Przepraszam za błędy? Które mogą wystąpić gdyż pisałam z telefonu :)

  • Julia mijoka

    Mam już serdecznie dość nieprzespanych nocy! Nic innego mi nie przeszkadza tylko chrapanie z którym stykam się co noc :) usłyszeć lekkie chrapniecie odczuwam od razu strach niepokój złość zaczynam się denerwować mam.ochotę coś rozwalić robi mi się.gorąco i Po kilku minutach (ok2) zaczynam płakać, tak płakać. Wale w ścianę chodzę ciągle do łazienki trzaskam drzwiami Chrząkam udaje kaszel tupie.. Próbuję robić wszystko aby dana osoba się obudziła.. Słucham muzyki ale jak słucham tk nie zasne, mam.dopiero 13 lat i każdej nocy mam ochotę wyjść i nie wrócić pomocy :(

    • Stopery do uszu woskowe, 2 zł w aptece i zaśniesz :)

  • Pingback: Irlandia – pierwsze spojrzenie na wyspę | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Dagmara Gadomska

    Nadwrażliwość słuchową można próbować „leczyć” poprzez terapię Johansena IAS, dzięki diagnozie Johansena można ją także zdiagnozować. Niestety ja też mam z tym problem :).

  • Monika G

    Jak miałam 8 lat strasznie zatykaly mi się uszy, okazało sie że muszę mieć usuniety migdał, chyba coś zpierdzielili bo nadal uszy mi się zatykaj. W każdym razie od tej pory jest wrażliwa na dźwięki, wszystko mi przeszkadza, nie wyobrazam jesc z moim bratem, jak przychodzi siada i koło mnie je , ja po prostu wychodze a jemu jest bardzo przykro. Wszystkich w domu już znerwicowalam, a teraz mieszkam z narzeczonym i ciągle jest, nie rób tego, nie rób tamtego, chłopak narazie to wytrzymuje ale jak długo to potrwa, szczególnie w nocy strasznie sapie, często go wyganiam do drugiego pokoju … Boje się że jak będę miała dzieci to im zniszcze życie, nie chce żeby mnie znienawidzily bo ciągle będę zwracać im uwagę…

  • Dulk9

    Ja mam ochotę tylko zabić tych co mlaskają podczas jedzenia albo żując gumę. Wyobrażam sobie wtedy jak ich brutalnie morduję i to pomaga tylko minimalnie. Ogólnie jestem bardzo spokojny i nie przejawiam agresji, nawet komarów mi żal zabijać, ale dźwięk mlaskania doprowadza mnie do szaleństwa. Oczywiście zawsze zachowuję kamienną twarz. Inna sprawa, że ludzie mlaskający są po prostu wychowani w oborze.

  • Roland Iks

    morduję codziennie w myślach, mam to samo, stopery noszę non stop

  • Martyna K

    Odgłos cieczy nalewanej do szklanki (efekt reklamy wody mineralnej, którą w radiu powtarzali pięć razy na godzinę jakieś 15 lat temu), chrapanie, wszelkie odgłosy jedzenia (żucie, chrupanie, głośne przełykanie, siorbanie), kwik (bo nie szczekanie) małych psów. Często wychodzę do drugiego pokoju jak ktoś coś je, bo ciśnienie mi skacze w ciągu sekundy.

  • Kaśka Cz

    Czy ktoś próbował już hipnozy??? A jeśli tak to proszę o opinię!

  • Anton

    Jak to dobrze i tragicznie zarazem że nie jestem sam. Czuje że im dalej tym gożej. Kiedyś dźwięki mlaskania,siorbania, jebanego szczekania psów bez powodu,powtarzania sie,dźwięki niektórych ptaków i wielu innych rzeczy mnie po prostu bardzo denerwowalo. Teraz doprowadza mnie do bólu głowy i momentalnie musze uciec od tego dźwieku bo inaczej boje sie że strace kontrole nad sobą. Naj gorsze jest to że dla innych jest to idiotyczne i nawet tych dźwieków nie zauwarzają a dla mnie jest to tak bolesne jak by mi ktos szpile w łeb wciskał za każdym razem. Mam 27 lat i czuje sie wykończony nerwowo. Pozdrawiam wszyskich walczących ze samym sobą.

Co jest kobiece?

Maj 31, 2017

Schowałam na dno szafy grube swetry, poczułam we włosach pierwszy letni wiatr i nagle mnie olśniło.

***

Pamiętam, jak w liceum zobaczyłam koleżankę, która ubrana była w koronkową bluzkę, a usta miała pomalowane błyszczykiem w kolorze delikatnej brzoskwini. Ten obraz uzupełniały delikatne, naturalnie kręcone włosy i bardzo uroczy sposób bycia. Spojrzałam na siebie. Spodnie w kant i koszula w kratę. U osiemnastolatki. Litości. Nagle poczułam, że chciałabym być taka jak ona: bardziej kobieca. Patrzyłam na swoje zachowawcze ubrania i zastanawiałam się, czy może jednak nie powinnam nosić krótszych sukienek i głębszych dekoltów. Korzystać, póki mogę. Podkreślać swoje atuty. Postanowiłam kupować sobie więcej rzeczy wykończonych koronką.

***

Chociaż mentalnie trzydziestkę przekroczyłam już dawno, to kalendarzowo dopiero się do niej zbliżam. I nie ukrywam, że jakiś czas temu strasznie się bałam, że najlepsze lata już za mną. Czytałam te wszystkie artykuły o tym, że życie zaczyna się po którymś tam roku życia, i zastanawiałam się, co to za – z góry przepraszam za słownictwo – bullshit. Przecież najlepsze lata (a raczej lato) mojego życia były wtedy, kiedy zdałam maturę, dostałam się na studia, miałam cztery miesiące wakacji i żadnych obowiązków na głowie! Piękniejsza, młodsza i bardziej wyluzowana już nigdy nie będę.

***

Przez pół mojego dorosłego życia udawałam osobę pewną siebie. Lata spędzone w kółkach teatralnych zaowocowały tym, że w zależności od okoliczności potrafiłam odegrać każdy typ charakteru. Najczęściej jednak ukrywałam się pod maską zdecydowania. Byłam niepewna siebie, przestraszona i totalnie zdezorientowana, ale nikt o tym nie wiedział. Poza jednym mężczyzną, który pewnego dnia powiedział mi: „…i życzę Ci, żebyś w końcu zaczęła być naprawdę pewna siebie”. Nie odpowiedziałam.

***

Dziś wiem, że jestem na najlepszym etapie mojego życia. Co więcej, jestem pewna, że za dziesięć lat, kiedy będę zbliżać się do czterdziestych urodzin, napiszę dokładnie to samo. Doceniłam doświadczenie i upływający czas. Kosztowało mnie to lata lepszych i gorszych decyzji, ale efekt jest wybitnie jednoznaczny. Wszystko przychodzi wtedy, kiedy ma przyjść, czyli głównie z wiekiem. Nie da się być kobiecą w wieku osiemnastu lat, bo wtedy, prawdę mówiąc, naprawdę niewiele się o kobiecości wie. I tak, jak też byłam kiedyś oburzona, że ktoś tak mówi. Cóż, prawo młodości, która jest przecież najmądrzejsza.

Dziś, w wieku prawie 29 lat, w końcu jestem zdecydowana, konkretna i naprawdę nie boję się niczego. A przede wszystkim jestem kobieca w pełnym tego słowa znaczeniu. To dzięki temu, że w końcu naprawdę stałam się pewna siebie. Nie ma nic bardziej kobiecego od pewności siebie. A to widać w ciele, głosie i każdym ruchu. Bez względu na to, czy mam na sobie sobie koronkę, czy dres.

 

baner-poziomy

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Kiedy twoja przyjaciółka drukuje ci ciebie w gazetach i oprawia w ramki  #niecala7 #nowybutik #naturalnetkaniny #monikakaminska #zackroman #harpersbazaar #esquire #smile #happytime #silkdress #bespokedress #bespoketailoring  #ilovegdn #molowbrzeznie #moloteka #gdansk #balticsea #lazyday #mondaymood
 Bardzo nam zależało żeby #niecala7 nie była po prostu kolejnym sklepem, lecz miejscem, w ktorym można z przyjemnością oraz w spokoju dopracować swój wizerunek. Dlatego dla Waszego komfortu mamy dwie duże przymierzalnie, a poza tym pufy, pianki (takie do jedzenia) i mnóstwo kwiatów! #nowybutik #naturalnetkaniny #monikakaminska #zackroman #bespoketailoring #madetomeasure #readytowear #interiorgoals #interiorinspo #peonies #instaflowers #marshmallow  Całe pół dnia urlopu w #gdansk #ilovegdn #miastogdansk #molowbrzeznie #flatlay #lazyday
 Brak pogody nie przeszkadza mi nad morzem zupełne. Przynajmniej nikt mi w kadr nie wchodzi :D #zatokasztuki #sopot #balticsea #summervibes #poland  Niecała 7 jest już oficjalnie otwarta. Zapraszamy Was w tygodniu w godz 11.00 - 19.00 oraz w soboty w godz. 11.00 - 19.00. Tym, którzy byli z nami w sobotę bardzo dziękujemy!!! #niecala7 #nowybutik #naturalnetkaniny #monikakaminska #zackroman #n7
 All I need is food #allineedisfood #foodporn #flatlay #ilovegdn #moloteka  Kończę psuć sobie spójny instagram informacją o tym, że razem z @zackroman_official jesteśmy w każdej relacji z Pitti Uomo w Vogue, jaka pojawiła się w Internecie. Mamy @vogueitalia @vogueparis @britishvogue @voguegermalny @voguerussia oraz @vogueukraine. Wszystkie stylizacje pochodzą oczywiście z @monikakaminska_official KOCHAM SWOJĄ PRACĘ!!! #pittiuomo #pittiuomo92 #pittipeople #pittiwoman #seersucker #seersuckersuit #sartorial #womaninsuit #bespoke #bespoketailoring
 Takie kadry tylko w #gdansk #ilovegdn #gdansk #mondaymood #moloteka #aperolspritz #balticsea #summervibes  Ja wiem, że to zdjęcie już było, ale teraz to ekstra repost z Instagrama @britishvogue, więc sami rozumiecie. MUSIAŁAM :D #pittiwoman #pittiuomo #pittiuomo92 #pu92 #britishvogue #vogue #sartorial #womaninsuit #seersucker #seersuckersuit #doublebreastedsuit #panamahat