14 najciekawszych faktów o walentynkach

Luty 14, 2016

W tym roku, zamiast przez cały dzień ogłaszać w każdym możliwym miejscu, że się „nie obchodzi walę tynów !!!!1111 bo to komercyjne i zachodnie święto, prawie tak samo złe jak to straszne halołin!1111111”, proponuję po prostu dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy związanych z tym świętem.

Ale zacznijmy od początku.

Po pierwsze – skąd wzięły się walentynki? Są dwie teorie.

Jedna mówi, że Walenty żył w III wieku po Chrystusie, w Cesarstwie Rzymskim, za panowania Klaudiusza II Gockiego. Cesarz zabronił młodym Rzymianom (od 18 do 37 lat) żenić się w czasie wojny. Był bowiem zdania, że rycerze bez rodzinnych zobowiązań lepiej walczą. Walenty łamał ten zakaz, udzielając walczącym ślubów. Z tego powodu został wtrącony do więzienia. Kiedy w nim przebywał, zakochał się w niewidomej córce swojego strażnika. Podobno pod wpływem tej miłości dziewczyna odzyskała wzrok. Cesarz jednak kazał zabić Walentego, który ostatni list do ukochanej podpisał słowami: „Od Twojego Walentego”. Egzekucję wykonano 14 lutego 269 roku.

Druga teoria głosi, że pierwowzorem walentynek był jeden z pogańskich zwyczajów. W nocy z 14 na 15 lutego obchodzono w Rzymie Luperkalia – święto poświęcone Luperkusowi, czyli pasterskiemu bogu plemion italskich, chroniącemu przed wilkami. Wszystko odbywało się w jaskini na Palatynie, gdzie zgodnie z treścią znanego mitu Romulus i Remus byli karmieni przez wilczycę. Najpierw składano ofiary ze zwierząt, a następnie kapłani ubrani w skórę świeżo zabitego kozła obiegali Palatyn i uderzali przechodniów rzemieniami ze skór zwierząt przeznaczonych na ofiarę. Szczególnie chętnie poddawały się temu rytuałowi kobiety – miał on bowiem gwarantować płodność.

A teraz czas na 14 ciekawostek o walentynkach!

1. Walentynkowe czekoladki zawdzięczamy Richardowi Cadbury’emu – założycielowi wielu manufaktur czekolady. To właśnie on w 1868 roku podarował swojej ukochanej pierwsze pudełko w kształcie serca, wypełnione słodkimi czekoladkami.

2. Mężczyźni odpowiadają za ok. 73% sprzedaży kwiatów w walentynki. W tym dniu najchętniej wręczają oni swoim ukochanym właśnie bukiety. I przy okazji – nawet 15% kobiet w USA sama sobie wysyła kwiaty w walentynki!

3. Ystävänpäivä, czyli walentynki w Finlandii, bardziej przypominają Dzień Przyjaźni i polegają na przypominaniu wszystkim bliskim osobom, że są ważni. Bardzo mi się taka opcja podoba, może czas wprowadzić ją u nas?

4. Czerwone róże – symbol miłości i walentynek – były ulubionymi kwiatami Wenus, rzymskiej bogini miłości.

5. 220 tysięcy – średnio tylu mężczyzn decyduje się każdego roku na oświadczyny w walentynki.

6. Dzień Zakochanych był już kilka wieków temu na tyle powszechny, że wspomina się o nim także w „Hamlecie” Shakespeare’a. „Dzień dobry, dziś święty Walenty,/ dopiero co świtać poczyna,/ młodzieniec snem leży ujęty,/ a hoża doń puka dziewczyna” – śpiewała Ofelia.

7. 1/3 mężczyzn woli nie dostawać prezentów z okazji walentynek. Inaczej to wygląda u kobiet – mniej niż 20% jest podobnego zdania.

8. Autorem pierwszej walentynki był Karol Orleański. W 1415 roku został ranny podczas bitwy pod Azincourt i wzięty do niewoli w Londynie (był zakładnikiem przez 25 lat). Siedząc w zamknięciu, postanowił napisać i wysłać list miłosny do swojej żony.

9. W walentynki wzięli ślub np. Elton John i Renate Blauel, Meg Ryan i Dennis Quaid oraz Pamela Anderson i Tommy Lee.

10.Piszesz artykuł lub robisz materiał o walentynkach i potrzebujesz wypowiedzi eksperta? Znajdziesz go na Uniwersytecie w Maryland. Pracuje tam specjalny zespół, zajmujący się edukowaniem mediów na temat walentynek.

11. W Japonii w walentynki to kobiety dają prezenty swoim ukochanym. Panowie odwdzięczają się miesiąc później, z okazji tzw. Białego Dnia. Najczęstszym prezentem jest biała czekolada.

12. Najdroższą walentynkę dostała Maria Callas. Była to karta z prawdziwego złota wysadzana szmaragdami i diamentami. Prezent kosztował 250 tysięcy dolarów.

13. Anna Boleyn dostała od Henryka VIII hebanową szkatułkę wysadzaną perłami, a w niej – jabłko pokryte różowym lukrem. Do dziś jest to bardzo popularny słodki podarunek w Anglii.

14. Według badań na jednym z amerykańskich uniwersytetów czekolada wygrała z całowaniem, ponieważ powoduje dłuższe i bardziej intensywne reakcje. I tego się trzymajmy. Zwłaszcza jeśli mowa o milce z oreo.

 

baner-poziomy

 

  • Milke z oreo dostalam dzis do porannej kwaki:)

  • Milka z Oreo jest dobra na każdą okazję :) ja osobiście nie jestem zwolenniczką drogich prezentów na Walentynki a już tym bardziej oświadczyn (trochę to mało oryginalne). Staram się jednak zawsze spędzić ten dzień z ukochaną osobą, zrobić wspólnie coś fajnego i w taki sposób pokazac sobie , że jesteśmy dla siebie ważni.

  • U mnie chyba z milką oreo wygrwa czekolada studentska! Fajne podejście do tematu, ale panowie oświadczający się w Walentynki lub w Boże Narodzenie wyobraźnią nie grzeszą :D

  • Czekolada oczywiście lepsza, oby tylko z dobrym nadzieniem ;)

A w zasadzie to co u mnie słychać?

Marzec 23, 2017

Chciałam opublikować notkę o tym, co warto robić wiosną, ale uznałam, że to już milion razy wszędzie było. Siedziałam więc przed otwartym wpisem w WordPressie i poczułam nagle chęć napisania takiego zwykłego tekstu – bez żadnej myśli przewodniej. Kiedy szesnaście (sic!) lat temu zakładałam pierwszego bloga, blogosfera właśnie na tym polegała. Na pisaniu o tym, co u mnie. I chociaż to dopiero profesjonalizacja internetowych pamiętniczków dokonała rewolucyjnej zmiany w moim życiu, to jednak przelewałam myśli na klawiaturę długo wcześniej. I na chwilę chciałabym do tej konwencji wrócić.

Mamy 23 marca 2017 r.

Jestem potwornie szczęśliwa. Tak, wiem, że „potwornie” i „szczęśliwa” do siebie nie pasują, ale Jeremi Przybora zawsze mówił, że coś mu się strasznie podoba – więc ja mogę być potwornie szczęśliwa.

W moim wymarzonym butiku trwa remont. Obecnie wybieramy krzesła i przyznam, że nie sądziłam, że to takie trudne. Mam nadzieję, że znajdziemy coś ciekawego. Szczególnie że kupiliśmy już genialne szklanki, tak więc krzesła nie mogą być gorsze. Szukam też czarnych, matowych filiżanek. Może widziałaś gdzieś ładne?

Co najważniejsze, myślałam, że dojazd z mieszkania do butiku będzie zajmował mi dużo czasu, ale okazało się, że w sumie nie jest tak tragicznie. To dobrze, bo naprawdę nienawidzę marnować czasu na dojazdy.

W weekend miałam całkiem udaną sesję zdjęciową nowych ubrań, zatem niedługo zobaczysz pięć nowych sukienek, a chwilę później dwie spódnice. Cały czas rozwijamy też moje małe dziecko, czyli projekt szycia limitowanych serii, które dostępne są tylko stacjonarnie. To coś pomiędzy szyciem na miarę a ready-to-wear. Ubrania są unikalne, a jednocześnie w przystępnej cenie. W marcu trochę zaszaleliśmy, bo uszyliśmy na przykład czerwone spódnice, które w ostrym słońcu łapią pomarańczowy odcień. Niesamowicie dodają energii.

A poza sklepem? W zasadzie im więcej mam pracy, tym więcej mam czasu dla siebie, a raczej: tym więcej staram się robić w wolnych chwilach.

Przede wszystkim wciągam jak pizzę książki Remigiusza Mroza. Jego „Wotum nieufności” ma zakończenie, którego na pewno zazdroszczą mu scenarzyści „House of Cards”. Nie przesadzam.

Poza tym oglądam bardzo dużo seriali. Wszystko dlatego, że nadal mam przed telewizorem postawiony orbitrek. Chociaż wszyscy wróżyli mi klęskę, to ćwiczę na nim regularnie. Aktualnie robię to, oglądając brytyjski kryminał psychologiczny pt. „Luther”. Szału nie ma, ale jest całkiem przyjemnie – i przede wszystkim ma wartką akcję, więc nadaje się do treningu. Na dniach będę musiała wrócić do biegania, bo choć faktycznie nie przytyłam przez całą zimę, a nawet schudłam w talii, to chyba mi się za bardzo mięśnie rozrosły na udach. Ewentualnie jest to wina tego, że teraz mieszkam na czwartym piętrze ekstremalnie wysokiej kamienicy, można więc liczyć jak za ósme. Bez windy oczywiście. Panowie z Ezakupów Tesco mnie nienawidzą, kiedy zamawiam zgrzewki wody mineralnej.

Uwaga, teraz będzie śmiesznie. Od stycznia chodzę również na zajęcia… tańca na szpilkach. Taaaaak, dobrze przeczytałaś. Zgrabne poruszanie się nigdy nie było moją zaletą, dlatego postanowiłyśmy się z koleżanką ogarnąć i zapisałyśmy na tzw. high heels. Niestety, ćwiczenie na każdych zajęciach nowej choreografii chyba nie jest do końca tym, o co nam chodziło. Szukamy więc czegoś innego – ostatnio chodzi nam po głowie balet dla dorosłych. Ponoć uczą też od podstaw takie sieroty ruchowe jak ja. Jeszcze nie jestem przekonana, więc jeśli słyszałaś o jakichś ciekawych zajęciach, które nie są czymś typowym jak salsa, a jednocześnie uczą ładniej się poruszać, to daj znać.

Przedwczoraj zgłupiałam na punkcie piosenki „Hard to Be a Woman” śpiewanej przez połowę jednego z moich ulubionych zespołów, czyli The Pierces. Słucham tego non stop. A ponieważ mamy wiosnę, to również śpiewam. Mam nadzieję, że sąsiedzi mnie nie słyszą. Nie to, żeby mi jakoś tragicznie szło, ale – biorąc pod uwagę częstotliwość – mogą uznać, że coś jest ze mną nie tak.

W ogóle słucham ostatnio bardzo dużo muzyki, co nie jest takie oczywiste, ponieważ w zasadzie można by powiedzieć, że przez ostatnie kilka lat jej unikałam. Jeśli chciałam czegoś lub kogoś posłuchać, to szłam na koncert. W każdym innym wypadku wybierałam ciszę. Nie wiem z jakiego powodu, ale dźwięki mnie denerwowały. Kiedy byłam na studiach, to nie wyjmowałam słuchawek z uszu i nie potrafiłam przejść pięciu metrów bez odsłuchania jakiejś piosenki oraz wyobrażania sobie, że biorę udział w teledysku. Potem chyba się zmęczyłam, a teraz czuję, że znów jestem na scenie i śpiewam dla publiczności. Taki tam płodozmian.

Poza tym jest mi zwyczajnie dobrze ze wszystkim. Ze sobą, z pogodą, z ludźmi, którzy mnie otaczają, i z tym, co robię. Mam nadzieję, że ta wiosna będzie cudowna, a po niej przyjdzie jeszcze lepsze lato. Nie mam wobec najbliższego pół roku żadnych konkretnych planów i oczekiwań. Wiem, że po otwarciu butiku pewnie nie odpocznę, ale jakoś niespecjalne mi to przeszkadza. Ciepłe dni zawsze są dla mnie okresem spontanicznych decyzji i chwil do zapamiętania na całe życie. I wierzę, że tak samo będzie w tym roku.

To tyle u mnie. A co słychać u Ciebie?

 

baner-poziomy

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Ok, Monday, let's do this! #mondaymorning #flatlay #morningligh #applejuice  Sunday morning #sundaymornng #relaxtime #teatime
 Tylko dla @timferriss jestem w stanie przerwać czytanie książki @remigiuszmroz #timferriss #toolsoftitans #instabook #flatlay #booklovers  Nowa, wiosenna paletka od @iliabeauty do kupienia w @rosetown_official Obłędne kolory! #ilia #rosetown #eyeshadow #flatlay #morningligh
 Na blogu dość nietypowa notka. O niczym konkretnym. #onthetable #flatlay #blogger #blog #flowers  Spring! #lalique #lamour #tulips #flowersgram #instaflowers
 #sky #inspo #nature #springinspired  #flowers #flatlay #inspo #onthetable #flowersgram
 Kilka sztuk tej soczyście kolorowej spódnicy czeka na Was na Poznańskiej 24/20 (wejście od Wspólnej 53, I piętro). Zapraszamy: pon - pt: 10.00 - 18.00 #minimalstyle #elegantstyle #ootd #fabrics  Spring is nature's way of saying: let's party! #springinspired #ootd #navybluedress #elegantstyle #blondhair #dresslovers