Dlaczego tak drogo? Czyli o tym, skąd się bierze cena ubrania

Październik 10, 2016

Pisze tę notkę tak naprawdę trochę dla siebie sprzed lat. Zanim założyłam markę modową, wydawało mi się, że wydanie kilkuset złotych na ubranie to płacenie tylko i wyłącznie za kaprys (i wakacje) projektanta. Po dwóch latach prowadzenia swojej firmy rozumiem, jak bardzo brakowało mi wtedy wiedzy. Dlatego postanowiłam się z Wami podzielić informacjami i kosztami, które pomogą Wam zrozumieć, skąd taka, a nie inna cena danego produktu.

Będę się tutaj opierać na doświadczeniu swoim oraz kilku znajomych marek. Ceny, które podam, będą cenami brutto, ponieważ taką sumę finalnie musimy za wszystkie niżej wymienione rzeczy zapłacić. Bardzo często będę się posługiwać widełkami, ponieważ różnice – chociażby w cenie za zszycie danego produktu – potrafią być bardzo duże. W większości znajomych mi przypadków niższa cena oznacza niższą jakość. Natomiast niekoniecznie wysoka cena zawsze oznacza wysoką jakość. Czasem jest to po prostu duża marża sklepu. Najłatwiej rozpoznać to po składzie ubrania oraz jakości zszycia.

Poniższe zestawienie dotyczy cen przeszywania całych kolekcji w pełnej rozmiarówce i nie ma nic wspólnego z szyciem na miarę. Zszycie większej ilości w określonych, powtarzających się rozmiarach jest po prostu znacznie tańsze niż szycie pojedynczej sztuki na miarę klienta.

Zaczynamy!

Cena ubrania to składowa wielu (naprawdę wielu!) rzeczy, które teraz postaram się Wam kolejno wymienić.

Tkanina

Cena najtańszej dobrej (podkreślam d o b r e j, słabą jakościowo można kupić taniej) wełny, jaką udało mi się znaleźć na rynku, to około 100–150 zł za metr przy zakupie całej belki (czyli minimum 30 metrów z koloru). Problem jest taki, że jej kolorystyka kończy się szybciej, niż się zaczęła, i za dużo się z tego uszyć nie da. Więcej kolorów jest dostępnych w cenie 250 zł za metr, również przy zakupie całej belki. Jeśli dysponujemy kwotami 350–400 zł na metr z belki, mamy już naprawdę ogromny wybór. Oczywiście są też tkaniny znacznie droższe, ale powiedzmy, że na rynku polskim w produktach RTW (ready to wear, czyli potocznie mówiąc: z wieszaka) raczej nie funkcjonują.

Zużycie tkaniny na sukienkę bez rękawów w rozmiarze XS to 1 metr. Zużycie tkaniny na sukienkę z rękawami i dołem z połowy koła w rozmiarze XL to prawie 2 metry.

Łatwo policzyć, że dobra tkanina potrafi naprawdę podnieść cenę ubrania. I oczywiście ktoś mógłby polemizować, że cena nie zawsze oznacza jakość, ale w przypadku tkanin się nie zgodzę. Dobre tkaniny zawsze dużo kosztują. Uwierzcie mi: wiele razy próbowałam znaleźć coś tańszego. Zawsze kończyło się to porażką jakościową i powrotem do droższych, ale mimo wszystko pewnych tkanin.

Przeszycie

Kolejny element znacznie wpływający na cenę ubrania to przeszycie całej kolekcji. Cena zszycia skomplikowanej sukienki z rękawem w warszawskiej szwalni potrafi wynieść nawet 200 zł. Cena za zszycie sukienki bez rękawów w szwalni o bardzo wątpliwej jakości szycia to tylko 30 zł. Znów rozchodzi się o to, czego szukamy. Jeśli efekt końcowy ma być dopracowany, to tanio nie będzie. Szwalnie, robiąc wycenę, uważnie patrzą, jakie mamy wymagania dotyczące szycia. Jeśli pilnujemy szwów, prawidłowego włożenia rękawa, dobrego zszycia podłożenia i prostych zaszewek – to cena będzie rosła szybciej, niż w Polsce kończy się lato.

Prawda jest taka, że byle jak dzianinę to każdy zszyć potrafi. I będzie tanio. Za to szukanie na przykład szwalni, która zszyje garnitur (a w szczególności marynarę) i jeszcze zrobi to dobrze, to naprawdę ekstremalnie droga wyprawa na Mount Everest.

Próbne modele

Zanim przeszyje się całą kolekcję, trzeba zawsze odszyć próbny model. Najczęściej dwa. Jeśli jest sporo problemów – to trzy. Próbny model kosztuje 2–3 razy więcej niż przeszycie jednej rzeczy w całej kolekcji. O tyle samo rośnie cena tkaniny, ponieważ kiedy kupujemy na metry, a nie na belki, również jest 2–3 razy drożej. Łącznie takie prototypowanie to czasem kilka tysięcy złotych. To wszystko również trzeba wliczyć w koszta finalnego produktu.

Konstrukcja, stopniowanie

Ubrania niestety nie szyją się z wzoru na manekinie ani też z rysunku w Paincie. Potrzebne są trafarety przygotowane przez konstruktorkę. To również nie jest tania zabawa, zwłaszcza jeśli chcemy zatrudnić kogoś, kto poświęci uwagę naszemu projektowi, a nie tylko zrobi lekko zmodyfikowaną kopię konkurencji. Tu znów kwoty liczymy w tysiącach.

Nie da się nie zauważyć, że próbne modele, konstrukcja oraz stopniowane to tak naprawdę koszta, które musimy policzyć w tysiącach złotych.

Dodatki krawieckie

W marynarce jest dziewięć guzików, a jeden guzik z masy perłowej farbowany na granatowo kosztuje na przykład 7 zł. Do tego dochodzi podszewka, lamówka, nici, wkłady, poduszki, metki, wszywki pielęgnacyjne, wieszaczki, suwaki itp. Pojedynczo to nie są jakieś wysokie sumy, ale zebrane razem muszą wpływać na cenę produktu, bo gdy się o nich zapomni, produkcja może się nie spiąć cenowo.

Zdjęcia

Prawie nikt nie bierze tego pod uwagę, ale zdjęcia generują gigantyczne koszta. Zorganizowanie jednodniowej sesji zdjęciowej, podczas której powstanie około 20 zdjęć, oznacza: wynajęcie studia, zatrudnienie fotografa, retuszera, makijażystki, fryzjera, modelki (i jej zgody na wykorzystanie wizerunku) oraz zorganizowanie cateringu. Łączna cena za takie działania to od 6 do 20 tys. złotych.

Do tego dochodzą zdjęcia packshotowe, których koszt to 70 zł za jedno zdjęcie odzieży na duchu. A często robi się przód, skos, tył oraz detale. I tak dla każdej rzeczy z kolekcji.

Logistyka, pakowanie, wysyłka

Kolejne koszta to transport. Nie tylko ubrań ze szwalni do magazynu i z magazynu do sklepu, lecz także na przykład sprowadzenie belki taniny z Anglii (płatne w funtach, żeby przypadkiem nie było za tanio). Warto pamiętać też o rzeczach, w które trzeba zainwestować, żeby ubrania wysyłać do klientów. Trzeba policzyć, ile kosztuje pudełko (min. 10 zł za pudełko koszulowe z logotypem, podobnie za torbę), bibuła, wstążka, koperta do paragonu, liścik z dedykacją, folia stretch, taśma klejąca, karton do wysyłki, pokrowce – tak mogłabym wymieniać DŁUGO. Wiem, że wyliczam szczegóły, ale faktury za takie rzeczy, o których się nie myśli w pierwszej kolejności, potrafią być całkiem spore. Zabawnie jest z wysyłką. Jeśli widzicie, że jest darmowa, to możecie mieć 100% pewności, że została wliczona w cenę produktu. Mnie na przykład było stać na darmową wysyłkę tylko na początku działalności, kiedy paczek było mniej, a Poczta Polska jeszcze wtedy nie podniosła cen.

Sklep stacjonarny, sklep internetowy, magazyn

Mówiąc wprost: ubrania gdzieś trzeba sprzedać oraz gdzieś trzymać. Wynajęcie lokalu w Warszawie to kilka tysięcy złotych. Lokal użytkowy często trzeba wyremontować oraz zająć się aranżacją przestrzeni. Czyli po prostu kupić meble, wieszaki (takie z logotypem będą droższe), stoły, krzesła itp. Do tego dochodzi magazyn. Część osób myśli, że sklep internetowy to mniejsze koszta, ale za jego prowadzenie również trzeba płacić, a na przykład PayU za realizację płatności pobiera całkiem dużą prowizję. Do tego jeszcze projektowanie skórki, a w późniejszym etapie e-coomerce manager itp. Kolejne tysiące pojawiają się na fakturach.

Pracownicy

Do sklepu potrzebny jest sprzedawca. Zamówienia ktoś musi pakować i wysyłać. Fajnie też mieć grafika. Przydałoby się też mieć nawet jeśli nie agencję, to doradcę od marketingu i PR. Ktoś musi zaprojektować logo, ustawić reklamy w social mediach (już o innych formach reklamy nawet nie wspominam, bo to dopiero są gigantyczne koszta), doradzić wizerunkowo. To jest dla tych ludzi regularna praca, za którą właściciele sklepów normalnie płacą. Ja na przykład na nowy logotyp musiałam po prostu przez kilka miesięcy oszczędzać.

VAT, podatek dochodowy, ZUS i inne cuda

Największy koszmar na koniec. ZUS (1000 zł miesięcznie) przy podatku dochodowym oraz VAT wydaje się czymś naprawdę małym. Jeśli sprzedam sukienkę za 1000 zł to muszę od tego oddać państwu VAT, czyli 186 zł, oraz podatek dochodowy, czyli 146 zł. Oczywiście te sumy się zmniejszają, jeśli bierze się na fakturę różne rzeczy i robi się koszta dla swojej firmy. Tak naprawdę VAT i podatek dochodowy to ogromna część tego, co płacimy, gdy kupujemy ubrania. I to po prostu właściciel firmy musi zapłacić państwu. Koniec kropka. To nie są jego pieniądze.

Prawdę mówiąc, nie wiem, czy czegoś po drodze nie zgubiłam. Ciągle mi się zdarza, że potrafi mnie zaskoczyć jakaś faktura albo koszt zakupu czegoś. Czasem więcej dnia spędzam w telefonie, używając kalkulatora niż Facebooka. Kiedyś wydawało mi się, że wydanie 800 zł na ubranie, torebkę lub buty to jest niewyobrażanie wysoka suma. Teraz nie sądzę oczywiście, że to kieszonkowe, ale zupełnie inaczej podchodzę do zakupów. Dzięki temu, że sama nadzoruję produkcję, nauczyłam się dość szybo rozpoznawać, kiedy cena oznacza jakość, a kiedy tylko i wyłącznie metkę.

W tym roku na targach tkanin Milano Unica w Mediolanie miałam bardzo śmieszny przypadek. Otóż poszłam wybierać szaliki. Spodobały mi się cztery konkretne. Zanim zdążyłam zapytać, jakie jest minimalne zamówienie oraz ile kosztują, przedstawicielka firmy, na której stoisku się znajdowałam, zaczęła trochę chichotać. Okazało się, że wybrałam cztery najdroższe produkty z całej kolekcji liczącej około 100 modeli. Mnie to wcale nie zdziwiło. Kiedy jeszcze chodziłam z mamą na zakupy, zawsze miała do mnie pretensje, że gdy wchodzę do sklepu, pierwsza rzecz, po którą sięgam, jest najdroższa. Cóż, moja krawcowa mówi, że to po prostu dobra ręka do tkanin.

Podsumowując tą anegdotą (śmiechom i dokazywaniom nie było końca): mam nadzieję, że mniej więcej zarysowałam Wam, dlaczego jakościowe ubrania produkowane od podstaw w Polsce tyle kosztują. Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania – pozostaję do Waszej dyspozycji w komentarzach pod notką!

 

 

 

  • Za każdym razem takie podliczenia zostawiają mnie ze szczęką na podłodze. To znaczy wiem, ile kosztuje prowadzenie mojej firmy, ale jakoś zawsze czuję się, jakbym oberwała po głowie, że tych kosztów jest tak strasznie dużo.

    • Wiesz ile razy oberwałam sama od siebie po głowie, pisząc tę notkę?

      • Domyślam się. A ja mam teraz tekst, który będę podsyłać znajomym, którzy pukają się w głowę, kiedy słyszą, że sukienka polskiej marki kosztuje 800-1000 zł, bo „przecież w sieciówce można kupić za 150-200” – ludzie zdają już sobie niekiedy sprawę, że cena zawiera VAT, ale wszystkie pozostałe składowe kosztów są dla nich zwykle jedną, wielką zagadką, nad którą się nie zastanawiają

  • Izabela K.

    Hahah, to zwracanie uwagi na najdroższą rzecz w sklepie to tzw. „złoty strzał” – mam dokładnie to samo odkąd pamiętam :-D Jednak widzę plusy – zazwyczaj omijam tandetę i zachwyca mnie tylko to, co dobrej jakości. Portfel nie zawsze jest zadowolony, ale na dłuższą metę takie podejście się opłaca,

    Odkąd zaczęłam się interesować technologią materiałów i wkręciłam się w nurt slow fashion, łatwiej jest mi wydać pieniądze na rzeczy dobrej jakości, bo wiem, że długo mi posłużą. Co prawda nie zawsze cena idzie w parze z jakością, o czym boleśnie się przekonałam kilka razy ale generalnie rzadko trafiam na totalne buble. Mój największy problem polega na tym, że zazwyczaj zanim coś kupię, mam w głowie idealną wersję tej rzeczy i nigdzie nie mogę potem takiej znaleźć :-D Zaczynam się mocno zastanawiać nad znalezieniem dobrej krawcowej.
    Co do ceny Twoich sukienek – za pierwszym razem naprawdę złapałam się za głowę, zwłaszcza że sieciówki przyzwyczaiły nas do kiecek za 99zł. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie są to ubrania dla klasy średniej a jakość po prostu musi kosztować. Na razie mnie nie stać, ale może kiedyś ;-)

    • Dlatego mam szycie na miarę. Szyjemy idealne wersje z głowy ;)

      • Zresztą, jak marka plasuje się na półce ubrań „ekskluzywnych”, na jakiej Twoje widzę, to, moim zdaniem, musi tyle kosztować, no po prostu, jakby te kiecki kosztowały 99 zł, to by już były „powszechnie dostępne”, a tak jest jednak jakaś bariera, co generalnie dość łatwo przesiewa klientelę. Chyba łatwo? To też ciekawe zagadnienie, opowiedz kiedyś o tym, kto Cię „nosi” :)

        • Faktycznie w markach ekskluzywnych nie konkuruje się ceną, ale prawda jest taka, że ja nie mam na tych ubraniach jakiejś gigantycznej marży, więc nie chciałabym ceny traktować jako odsiewania klientów, bo zupełnie nie o to mi chodzi.
          Noszą mnie w większości prawnicy, lekarze, wykładowcy uniwersyteccy i właściciele biznesów typu restauracje itp.

          • Dominika Rogala

            I jeden menedżer inżynier elektronik ;)

          • Racja!

  • Bardzo ciekawy post pokazujący od kuchni zagadnienia związane z szyciem – co tu dużo mówić – wysokiej jakości ładnych ubrań. Faktycznie nie zawsze sobie uświadamiamy, że nie tylko sama tkanina ale też morze tzw. „drobnizny” składa się na finalny koszt produktu.

    Nawiązując do tkaniny jako elementu determinującego jakość, za którą warto zapłacić więcej – jak widzę poliestrową sukienkę z sieciówki w cenie jak za zboże, to nie mogę się nadziwić. Za taką cenę można kupić metr wysokoskrętnej wełny albo wełny z jedwabiem i uszyć w domowym zaciszu podobną, idelanie na siebie skrojoną. Albo dołożyć i kupić jakieś cudeńko u Kamińskiej:)

    • Jak umiesz uszyć w domowym zaciszu jedwab, to może powinnam zatrudnić Cię jako krawcową, bo moje Panie od szycia na miarę już się łapią za głowę od ilości zamówień :D

  • Monika, super artykuł! Wiedziałam, że pokazywanie tego biznesu od, nomen omen, podszewki to świetna decyzja! Jestem niezmiernie ciekawa kolejnych wpisów z tego cyklu :) Moja mama jest krawcową (podrzuciłam jej zresztą ten post, więc pewnie tu zajrzy) i trochę znam ten cały proces, choć nie w aż tak, znowu nomen omen ;)), zakrojonej wersji, co mocno skrzywiło mnie na punkcie oglądania rzeczy w sieciówkach – zawsze mnie boli tak kiepska ich jakoś przy dość wysokiej, w stosunku do tej jakości, ceny. Nigdy nie chciało mi się tym jakoś specjalnie zaprzątać głowy, ale powoli dorastam do skompletowania porządnej, minimalistycznej garderoby, choć ciągle nie wiem, jak się za to zabrać.

    • Jak będziesz chciała żeby Ci pomóc to wiesz gdzie mnie szukać! A mama krawcowa też się do tego przyda. Zawód obecnie na wagę złota, a dużo ubrań, które już masz można poprawkami na pewno fajnie poprawić.

  • Rina Lou

    I tak można to wyliczać i przy ubraniach i przy innych artykułach, czy to meblach czy biżuterii czy akcesoriach. Zapomniałaś doliczyć jeszcze koszty takie jak: kasa fiskalna, dojazdy (targi, dostawcy, kontrahenci) i przede wszystkim Twój czas. Ale ten czas jest właściwie bezcenny.

  • Świetny post, bardzo fajnie, że pokazujesz jak to wygląda „od kuchni”. Co do VAT to ja nigdy się do niego nie przywiązywałam, zawsze wiedziałam, że to nie są moje pieniądze i po otrzymaniu przelewu od klienta od razu przerzucałam je na inne konto… Do momentu, w którym wypuściłam swój blogowy produkt. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że ten VAT jest we wszystkich produktach, które kupuję, bo wcześniej jakoś zupełnie o tym nie myślałam ;). I to naprawdę boli, bo razem z podatkiem dochodowym to daje prawie połowę ceny całości, a osoba kupująca zazwyczaj nie ma tego świadomości i jeszcze pyta „dlaczego tak drogo”. A u Ciebie te wszystkie koszty są naprawdę kosmiczne, podziwiam, że tak świetnie to ogarniasz :).

  • Iwona

    Super artykuł- dobrze pokazany koszt- z czego się składa i o czym, jako klientki, nie wiemy :)
    Nie zgodzę się tylko z jednym zdaniem : „Ceny, które podam, będą cenami brutto, ponieważ taką sumę finalnie musimy za wszystkie niżej wymienione rzeczy zapłacić.”
    Cenę brutto tak naprawdę płaci konsument finalny- klient-osoba fizyczna. W kalkulacji kosztu produktu firmy, która jest VAT-owcem posługujemy się kwotami netto, gdyż VAT z zakupów podlega odliczeniu od VAT-u ze sprzedaży, co czyni go neutralnym dla przedsiębiorcy. Owszem, kupując jako przedsiębiorca płacisz brutto, ale to jest dla Ciebie wydatek i na niego musisz mieć pieniądze, ale nie jest to tożsame z kosztem. Wydatek nie zawsze jest równy kosztowi. Dla Ciebie jako przedsiębiorcy kosztem jest netto, a dla mnie jako klienta brutto.

    • Ok, ale musisz te pieniądze najpierw mieć. Zanim sprzedasz produkt, to pół roku w niego inwestujesz.

      • Iwona

        oczywiście, dlatego napisałam,że jest to wydatek i jak najbardziej trzeba gotówkę wyłożyć brutto. Tylko jak potem kalkulujesz koszty to liczysz netto, bo VAT rozlicza się osobno. I ten VAT z zakupów odliczasz, czyli on Ci się „zwraca” . Ewentualnie do kosztu produktu możesz doliczyć koszt pieniądza z tytułu inwestowania półrocznego, ale to nie jest związane z VAT-em. I to była tylko moja, nieco rozwlekła, dygresja :)

  • W branży rowerowej i „rowerowej” jest podobnie.

    • nie kumam tego rozróżnienia :D

  • Ania

    Cieszę się, że napisałaś ten post. Miałam świadomość tego ile co kosztuje, jednak rozbite na części daje lepszy ogląd. Niestety, klasy średniej (a jak na swój wiek nie uważam, żebym zarabiała mało) na takie ubrania nie stać. Jeszcze buty lub kurtka, to jeszcze, jako produkt na kilka sezonów, ale bluzka czy sukienka.. Niestety :( Jeszcze nie ten etap. Szycie na miarę to w ogóle inna bajka… Ale jeśli tylko miałabym okazję pozwolić sobie na Twoje sukienki, to już bym klikała kupuj. Niestety, rzeczywistość sprowadza na ziemię :) Mimo wszystko podziwiam i kibicuję Moniko!

    • Niestety polskie zarobki w ogóle są fatalnie. Ja też nie zarabiam na tym biznesie jakiś gigantycznych sum :D A jak już zarobię to zaraz gdzieś jadę po tkaniny i kasa znika :D Ale przynajmniej się przyjemnie wydaje.
      Natomiast nie zgodzę się co do tego, że sukienka nie jest produktem na kilka sezonów. Nadal mam w szafie sukienki które kupiłam 6-7 lat temu. Trochę byłam szalona na studiach i zawsze wydawałam najwięcej na sukienki. Często od projektantów. Jedną mam nawet z jedwabiu. Co prawda teraz nie jest to moja szafa, a mojej mamy. Ale chodzi w nich nadal, albo pożyczam komuś na większe wyjścia ;)

      • Ania

        Bardziej mialam na myśli moja obawe, ze jak juz taka sukienkę bym miala to bylaby moim glownym ubraniem, a czestotliwosc = mimo wszystko szybsze niszczenie. Oczywiscie pranie i dbanie to wiadomo, ale patrzac na takie ulubione rzeczy w mojej szafie to nosze je zdecydowanie czesciej = częściej piore = szybciej sie niszczą. Moze kiedyś uda mi sie wpasc do Twojego sklepu jako nagroda dla samej siebie? :)

        • Wełny nie trzeba często prać ;)

          • KarMagKat

            Chyba że człowiek poci się trochę więcej niż przeciętny (ale wciąż za mało na leczenie farmakologiczne) – w moim przypadku bluzki i sukienki (generalnie „góry” strojów) mam na jeden raz… Dlatego nawet nie kupuję droższych bluzek, bo zwyczajnie nie wytrzymają mojego tempa ;)

  • U Ciebie mnie taka cena nie dziwi. Porządny produkt, porządna cena. Jednak ceny w sieciówkach to kosmos. Za płaszcz z poliestru, który się sfefluni po jednym sezonie (czuje to pod palcami) niektóre marki liczą po 4-5 stów. I takiej ceny nie zrozumiem i nie zaakceptuje. I nie kupię.
    Nie wiem czy kiedyś gratulowałam założenia marki – gratuluję! Kiedyś jak będę w Warszawie to odwiedzę Twój sklep, bardzo bym chciała zobaczyć na żywo Twoje cuda:)
    Aa i PayU jest najdroższe na rynku z tego co się nie mylę;)

    • Zapraszam!
      Najdroższe, ale najbardziej powszechne i najmniej problemowe, a to też ważne.

      • To fakt, marka ma opinię najdroższej ale też najmniej zawodnej:)
        Swoją drogą pracowałam tam i cieszy mnie, że jesteś z ich usług zadowolona:))

        • W sklepie internetowym masz 6429202 takich elementów jak PayU do ogarnięcia, więc jak się da, to wolę korzystać z naprawdę sprawdzonych rzeczy.

    • Ad poliester – nie tylko w sieciówkach takie cuda. Nieustannie widzę polskie, reklamujące się jako marka modowa, firmy, które za produkt z poliestru i na dodatek w rozmiarze uniwersalnym chcą 600 zł. ZA CO???

      • Tutaj po prostu za metkę. I za nic więcej.

      • Łukasz Knapik

        Uwierz, że dzianiny poliestrowe potrafią być sporo droższe niż bawełniane. Dobry poliester z jonami srebra, w wysokiej gramaturze, z powłoką zapobiegającą blaknięciu nadruku spowodowanego działaniem promieni UV musi kosztować, do tego skomplikowana konstrukcja składająca się z 8 – 10 paneli, sublimacja, szycie, wykończenie i końcowa cena za t-shirt w sklepie to np. 199 zł, gdzie bawełniany, prosty, bardzo dobrej jakości i również z nadrukiem może kosztować np. 69 zł.

        Moja firma produkuje odzież, obsługujemy dziesiątki polskich marek modowych od sportowych poprzez streetwear aż po high fashion. Młodzi projektanci wypuszczają na rynek produkty najwyższej jakości, których wielkie światowe koncerny odzieżowe Typu Inditex (Zara, Bershka, Pull&Bear, Massimo Dutti, Stradivarius, itd.) czy H&M mogą tylko pozazdrościć – prezentując miernej jakości ciuchy z Bangladeszu i innych Państw dalekiego wschodu. Co bardziej świadomy konsument doceni rodzimą produkcję i zauważy ogromną różnicę w jakości, wiedząc za co płaci.

        • Oczywiście, wszystko może być drogie, albo drogo wyprodukowane.

          • Łukasz Knapik

            To prawda. Dlatego warto budować świadomość klienta, czy to detalicznego (sklepowego) czy hurtowego (marki modowej), wtedy on sam potrafi ocenić to za co płaci :)

  • Ja jeszcze, również z punktu widzenia osoby prowadzącej firmę, dorzucę parę drobiazgów uniwersalnych chyba dla każdego przedsiębiorstwa, które też kosztują i skądś trzeba na nie wziąć pieniądze:
    samochód (+ ubezpieczenie, naprawy), paliwo do niego – nie każdy przedsiębiorca potrzebuje mobilności, ale jednak auto sporo ułatwia.
    Poza tym pierdoły biurowe, jak papier, notesy, długopisy, dziurkacze, wizytówki, pieczątki, i biurowe sprzęty oraz tak samo ważne, jak często pomijane: abonament na telefon, internet, hosting, serwery itp. Niby nic, ale jeśli policzyć, jakie jest miesięczne zużycie i koszt takich „niców”, to uzbiera się niemała sumka.

  • U mnie podobny problem jest z ceną za usługę mediacyjną. Jest to de facto usługa prawna. Jeśli jeszcze korzysta z niej przedsiębiorca to sobie VAT odliczy i dla niego to nie problem. Osoby fizyczne natomiast nie rozumieją dlaczego usługa kosztuje akurat tyle a nie mniej. Bo jeszcze jak coś kupujesz np. sukienkę czy płaszcz to masz coś namacalnego na dłużej i łatwiej wyskoczyć z kasy. A usługa mediacyjna czy inna, mimo że niekiedy rozwiązuje jakiś problem jest nienamacalna. Swoją drogą Państwu to na prawdę kupę kasy się w tych podatkach oddaje.

  • KarMagKat

    Tekst bardzo dobry. Pomijam już kwestię ceny materiału (wybierając bawełnę automatycznie cena spadnie, itp.), ale póki nie ma się styczności z prowadzeniem firmy, to nie wie się o tych wszystkich podatkach i kosmicznych sposobach rozliczania (podwójny dochodowy? czemu nie, może dorzućmy potrójny, żeby połatać kolejne dziury budżetowe…).
    Jako przeciętny konsument jestem bardzo ciekawa jak wygląda „przeciętna” cena produktu. Ale chodzi mi tu o ten moment, kiedy wszystkie osoby zaangażowane w proces powstawania, dostarczania i wszelakich form bycia, dostają należyta zapłatę (a nie wyzysk pracownika), środowisko nie jest podtruwane, gatunki nie są zagrożone a właściciel może spokojnie żyć i rozwijać biznes (nie chodzi mi o zdobywanie milionów, tylko o stabilną pozycję na rynku, i nie o comiesięczną walkę o byt). Materiał dobry, ale nie hiperjakość. Wiecie, taka przeciętna cena majtek, skarpetek, t-shirtu, jeansów, marynarki, koszuli… Czyli ten moment, kiedy wszyscy są zadowoleni. Bo niestety zawsze mam dylemat, czy płacąc za jakąś rzecz cena jest adekwatna do poniesionych kosztów. Jak już wspominałaś, wysoka cena nie oznacza automatycznie, że wszystko jest ok. Takie małe marzenie konsumenta :)

  • chciałabym wiedzieć, jak Ty, który materiał jest dobry, a który słabej jakości, żebym łatwo umiała odgadnąć, która firma mnie naciąga na płacenie za markę, a która po prostu ma dobrą markę i dobrą jakość.

    • To jest niestety kwestia praktyki. Ale wpadnij do mnie stacjonarnie kiedyś to postaram się pokazać podstawy :)

  • Anna

    Mnie te koszty nie dziwią, materiały świetnej jakości + porządne wykonanie przy niedużej skali produkcji muszą kosztować. Ale chciałam spytać o coś innego. Ostatnio na wielu blogach pojawiły się wpisy z wyborem płaszczy jesienno-zimowych. I widziałam kilka propozycji, które są produktami różnych początkujących polskich projektantek. Niby świetny materiał (wełna+kaszmir, albo wełna owcza+alpaka), podszewka też nie z plastiku, a cena ok. 500 zł. 500 zł to oczywiście też nie jest nie wiadomo jak mało, ale jeśli Twoje sukienki kosztują czasami więcej, to dlaczego płaszcz kosztuje tyle? Wiem, że wełna wełnie nierówna, wykonania ze zdjęcia też nie jestem w stanie ocenić, ale czy to w ogóle jest opłacalne dla tego producenta? Przy założeniu, że to nie jest jakaś ściema z materiałem i płaszcz nie pruje się przy pierwszym włożeniu…

    • Szczerze mówiąc wełna + kaszmir za 500 zł wydaje mi się mocno nierealną opcją, ponieważ tyle to u mnie wynosiły mniej więcej koszty produkcji, kiedy się zastanawiałam nad wprowadzeniem płaszcza do sklepu. I to z samej wełny, bez dodatku kaszmiru. Ale nie chcę tutaj snuć teorii spiskowych o innych firmach. Może szyją po kilkanaście tysięcy sztuk i mają zniżki, może kupują bardzo tanio tkaninę, albo bardzo tanio szyją. Nie wiem.

  • Pingback: Własna firma – wszystko, co warto wiedzieć przed założeniem działalności gospodarczej, cz. 2 • Ula Łupińska()

  • Pingback: 7 aspektów, na które warto zwracać uwagę przy wyborze odzieży ciążowej | Mumciuch.pl Piszemy dla ciebie mamo()

  • Bardzo dziękujemy za przydatny artykuł. Udostępniliśmy go na swoim fanpage, ponieważ warto podnosić świadomość konsumentów.

  • Pingback: Pół roku po otwarciu butiku | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: Dlaczego nie wiesz, co u mnie słychać? | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: W POSZUKIWANIU ZWYCZAJNEGO T-SHIRTA! – Miss Ferreira()

  • Pingback: Narodziny nowej marki: MNMLST czyli po prostu Minimalist | Innooka o modzie i urodzie()

  • Świetny artykuł. Nie dziwią mnie ceny ubrań z dobrych, naturalnych tkanin. Nie zastanawiałam się jednak nad tym, że nie tylko materiał tworzy kwotę na metce.

Noście czapki!

Październik 4, 2018

Czuję, że mam misję. Jeszcze kilka lata temu płakałam, kiedy musiałam założyć czapkę. Wydawało mi się, że wyglądam w niej w najlepszym wypadku jak grzyb, a w najgorszym jak plemnik. Byłam pewna, że noszenie czarnych sukienek nie ma sensu, bo nie da się wyglądać w sukience i w czapce dobrze. Nie zamieniłam oczywiście sukienek na ciuchy zimowe. Po prostu nie nosiłam czapek. Nie mogłam na siebie w nich patrzeć. Nauszniki, opaski i inne tego typu towary zastępcze również nie wchodziły w grę. Jako kobieta dobrze ubrana nie mogłam psuć efektu czapką. Potrafiłam wyjść z domu z gołą głową podczas naprawdę bardzo niskiej temperatury.

Taaaaaak.

A potem zaczęłam być wiecznie przeziębiona. I robiłam takie numery, że chodziłam w czapce, ale kiedy zbliżałam się do miejsca, w którym miałam się spotkać ze znajomymi, to szybko chowałam czapkę do torebki. Żeby mnie przypadkiem nikt w niej nie zobaczył. Bo przecież wyglądam  ŹLE.

Całkowicie wyleczyłam się z kompleksu noszenia czapki podczas wizyty w Oslo. Przed wyjazdem kupiłam sobie śliczną czapkę. Zgubiłam ją pierwszego dnia. Zgubić czapkę w Polsce, to jest problem, bo znalezienie ładnej trochę trwa. Zgubić czapkę w Oslo to jest DRAMAT, bo na żadną cię nie stać. Serio – gdybym chciała kupić sobie czapkę , która w miarę mi się podoba, musiałbym wydać w Norwegii na nią tyle, ile w Polsce na sukienkę. Odpuściłam. Kupiłam jedną z tańszych. Miała srebrne cekiny.

Nie miałam wyjścia, przyzwyczaiłam się do niej.

Kilka lat później mogę się pochwalić tym, że wygrałam z systemem i mam w szafie mnóstwo przepięknych, wełnianych, ciepłych i niegryzących czapek. A od kiedy w mojej marce jest ponad 10 modeli, o krojach w których wygląda się super (naaaaprawdę!), to noszenie czapki stało się mega przyjemnością.

Po pierwsze dorosłam i nie muszę już całemu światu udowadniać, że seksownie wyglądam z gołą głową przy minusowych temperaturach. A po drugie mam w sklepie naprawdę wełniane czapki, w których każdy wygląda dobrze.  Każdy, każdy, dosłownie każdy wygląda w nich BOSKO! Okay, każda. Panowie jeszcze nie próbowali.

A jeśli mi wierzysz to nie zwlekaj i po prostu:

I nigdy więcej nie marźnij!

P.S. Stałe czytelniczki pamiętają: pierwsza opublikowana wersja tego wpisu powstała pięć (!) lat temu, w czasach kiedy jeszcze nawet jeszcze nie myślałam o własnej marce i czapkach. Życie potrafi zaskoczyć!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Pierwszy raz od 4 lat, czyli od założenia własnej firmy udało mi się wyjechać na tak długi urlop. Poprzednio, zanim miałam @monikakaminska_official byłam trzy tygodnie w Portugalii (Lizbona, Porto, Madera) i prawdę mówiąc myślałam, że nigdy nie uda mi się tego powtórzyć, bo teraz powinnam być cały czas w pracy. ——————————————————————— Owszem, pracuję ekstremalnie dużo i nie zamierzam zwalniać tempa, ale cieszę się, że udało mi się samej sobie przypomnieć, że po hardcorowej pracy potrzebny jest też hardcorowy odpoczynek. Ostatnio o tym samym pisała @elajza Po takim resecie na wiele spraw zawodowych patrzy się inaczej, można podejść do nowych zadań ze świeżą głową i nagle okazuje się, że wcale nie były takie trudne jak się wydawało. Podróże naprawdę nie tylko niesamowicie kształcą, ale również dają olbrzymiego motywacyjnego kopa. ——————————————————————— Jestem już gotowa na listopad i grudzień w mojej firmie, które będą bardzo obciążające, bo moja marka w zimnych miesiącach przeżywa największe oblężenie. Nowości cały czas przychodzą do butiku (zaglądajcie na Niecałą), a ja nie mogę się sama doczekać aż zajmę się tymi wszystkimi ubraniami i akcesoriami  . . . #arizona #arizona #travelblogger #travelgirl #travelusa #traveller #summergirl #awesometravel #aggiepresets #kochampodroze #podróże #podrozowanie #summerstyle #ootd #summerchill #summervibes #soludos #levis  Just take me anywhere  #lake #usa #travel #awesomeearth #traveltousa #lakemead
 Because when you stop and look around, this life is pretty amazing. Zobaczenie Doliny Śmierci było jednym z moich największych marzeń podczas tej podróży. Nie zawiodłam się ani przez chwilę, miejsce robi niesamowite wrażenie. Warto zobaczyć je również z góry, szczególnie że w październiku temperatura nie była tam wyższa niż 30 stopni, więc można na spokojnie wszystko sobie pooglądać  ———————————————————————— #deathvalley #deathvalleynationalpark #deathvalleynp #deathvalleynps #travelblogger #travelgirl #travellers #traveltousa #awesomeview #dolinasmierci #usatravels #aggiepresets #travelphotography #travelholic #travelgram #travelandleisure #travellingthroughtheworld  To zdjęcie zrobiłam po przejściu 13 km w dół kanionu, zanim zorientowałam się, że prawie drugie tyle będę wracać biegnąc po ciemku na samą górę kanionu. Łącznie 25 km w morderczym tempie, ale przynajmniej mogę mówić, że wbiegłam na Grand Canyon  #grandcanyon #usa #travelawsome #view
 „The most important thing is to enjoy your life—to be happy—it's all that matters.” Audrey Hepburn ———————————————————————-Nie umiem opisać jaka jestem szczęśliwa, że tu przyleciałam i mogę oglądać na żywo wszystkie te miejsca, które do tej pory znałam tylko z telewizji, albo nie znałam wcale. ———————————————————————— Stany ekstremalnie zaskoczyły mnie swoją różnorodnością. Spodziewałam się mocnych wrażeń, ale nie sądziłam, że będę aż tak zachwycona. Moja wewnętrzna Włoszka jest chyba trochę zazdrosna  Spodziewajcie się, że będę Was atakować swoim szczęściem przez najbliższe dni  #tlpicks #happygirl #happylife  Do not wait; the time will never be ‘just right.’ Start where you stand, and work with whatever tools you may have at your command, and better tools will be found as you go along. #redrockcanyon #usa #travel #awesomeview
 Widzicie ten niepozorny „balkon” z lewej strony? To Skywalk nad Grand Canyon. Podłoga jest w nim szklana i widać cały dół kanionu. Niestety nie można tam robić zdjęć (chyba, że się zapłaci zatrudnionemu na miejscu fotografowi, który umówmy się, robi fatalne fotki), więc mogę Wam pokazać go tylko z tej perspektywy, ale i tak robi wrażenie. Szczególnie jeśli ktoś ma tak silny lęk wysokości jak ja  ———————————————————————Chyba niczego nie musiałam podczas tej podróży przełamywać tak często jak właśnie strachu przed wysokością. Weszłam wszędzie, gdzie chciałam wejść, ale z niektórych miejsc uciekałam ekstremalnie szybko  #tlpicks  #sunset ⭐️✨ Dla takich zachodów słońca warto podróżować  #arizona #sunsetinarizona #usa #travel #magic
 Te skrzynki na listy to jest tak filmowy kadr, że lepszego nie mogłam sobie wymarzyć do zdjęcia  #arizona #travel #traveltousa #awesometravel  „Never get so busy making a living that you forget to make a life.” #grandcanyon #grandcanyonsouthrim #grandcanyonsouth #usa #travelawsome