Różnice w podróżowaniu – po czym poznać, że jesteś dorosła?

Listopad 10, 2016

Pierwszy raz na samodzielne wakacje wyjechałam, mając 17 lat. I na tym powinnam ten wpis skończyć, ponieważ mama czyta mojego bloga, a nawet po tylu latach nie jestem pewna, czy chciałabym, żeby dowiedziała się, co działo się tamtego lipca.

Powiedzieć, że byłyśmy z koleżanką skrajnie nieodpowiedzialne, to tyle, co nie powiedzieć nic. Na pewno jednak trzeba zaznaczyć, że miałyśmy więcej szczęścia niż rozumu. Cóż, nie napiszę, że żałuję, bo skłamałabym. Jakieś wspomnienia na starość trzeba mieć. Natomiast kiedy patrzę na to z obecnej perspektywy, to zauważam, jak diametralnie zmienia się podejście do podróżowania, kiedy człowiek zbliża się do trzydziestki. Zobaczcie, jak wyglądało to u mnie, kiedy miałam 17 lat, a jak wygląda ponad 10 lat później.

Kierunek podróży

Kiedyś liczyły się dla mnie tylko i wyłącznie wakacje w mieście. Zawsze szukałam kwatery na wynajem w takiej odległości, żeby powrót z centrum nie wynosił więcej niż 10 zł taksówką. Nie ukrywajmy, chciałam mieć blisko do lokali, które odwiedza się, by spożyć złote i czerwone płyny. Jurata, Sopot, Kraków. To były moje cele.

Dzisiaj najchętniej wyjeżdżam na Mazury. Zaszywam się w środku lasu i cieszę z ciszy. Jeśli udaję się za granicę, to jednak preferuję wyspy niż duże miasta. Non stop żyję w biegu, więc chociaż poza Warszawą lubię zwolnić.

Jedzenie

Pamiętam taki pobyt w Spocie, kiedy przez miesiąc jadłam dwa razy dziennie zupę pomidorową (tzn. w moim wydaniu był to koncentrat z wodą) z zieloną soczewicą. Niczego więcej tam nie było. Wątpię, żeby moje ówczesne zdolności kulinarne pozwalały na dodanie chociaż pieprzu i soli. Najtańsze danie świata. Kolacja to była zjedzona w środku nocy zapiekanka w budce na Monciaku. Z zupkami chińskimi również byłam wtedy zakolegowana.

Dzisiaj, zanim zarezerwuję hotel, sprawdzam na zdjęciach, czy na pewno oferta śniadaniowa wygląda interesująco. Przed wyjazdem googluję również, jakie są najciekawsze restauracje w miejscu, do którego się udaję. Potrafię na ciekawe jedzenie wydać znacznie więcej pieniędzy niż na bilet lotniczy. I nie żałuję, bo odkrywanie świata poprzez smaki to dla mnie jedna z najciekawszych form podróżowania.

Znajomi

Bardzo szybko wyrosłam z tego, że na wakacje trzeba jechać ze znajomymi. Jednak miałam taki moment w życiu (która nastolatka nie miała?), że obsesyjnie bałam się pojechać dokądś sama. Wynikało to z braku pewności siebie. Bałam się, że wyjazd samemu świadczy o tym, iż nie jestem lubiana. W ten sposób pewnego lata trafiłam nad morze z grupą ludzi, z którą kompletnie nie mogłam się dogadać i której tak naprawdę nie lubiłam. Koszmar.

Obecnie minimum raz na rok muszę przez kilka dni pobyć całkowicie sama. Uwielbiam w pojedynkę zwiedzać nowe miejsca. Nie boję się poprosić w restauracji o jednoosobowy stolik i naprawdę świetnie bawię się sama ze sobą.

Wielkość bagażu

Naprawdę jestem zdziwiona, że jako nastolatka nie dorobiłam się prywatnej ciężarówki, która zabierałaby moje walizki na wakacje. Ponad 10 lat temu tygodniowy wyjazd na wakacje spakowałam się w bagaż, który ledwo byłam w stanie podnieść. Jestem przekonana, że gdyby konkursy na podnoszenie ciężarów zakładały podnoszenie walizek, a nie sztang, to miałabym złoty medal w kategorii młodzików. Dodatkowo kompletowanie tego wszystkiego zajmowało mi kilka dni. Poprzedzone oczywiście tygodniem zakupów.

Obecnie (nie licząc wyjazdów służbowych, bo moja praca wiąże się z zabieraniem dużej ilości ubrań) mieszczę się w bagaż podręczny i często zostaje mi jeszcze miejsce na zakupy, które przywożę do Polski. Znacznie skrócił się u mnie również czas pakowania – potrafię bez problemu zrobić to w 10 minut. Na zakupy ubraniowe, z wiadomych względów, nie muszę chodzić już wcale.

Hotele

Ponad 10 lat temu wygląd i wielkość miejsca, w którym będę spała, interesował mnie naprawdę średnio. Mam za sobą kila nocy w 8-osobowym pokoju w hostelu oraz niezliczoną ilość noclegów w akademikach, o których można powiedzieć wszystko, ale nie to, że były czyste i wygodne.

Teraz nie ukrywam: chcę mieć przyjemny hotel. Przyjemny – to znaczy ładny, w dobrej lokalizacji i w przystępnej cenie. Tak, stałam się bardziej wygodna, ale pracuję, więc uważam, że przyjemny odpoczynek mi się po prostu należy. Tobie też.

Obecnie korzystam ze strony Hotels.com, szczególnie z zakładki „Luksusowe hotele w niższych cenach”. Można tam znaleźć niesamowite perełki w korzystnych cenach. Teraz poluję na jakiś ciekawy hotel na początku roku we Włoszech. Bardzo wygodna jest też aplikacja mobilna, która pozwala na szybkie znalezienie odpowiedniego hotelu, kiedy już jesteśmy w trasie. Dzięki temu w trakcie podróży możesz być bardziej elastyczna.

Dzisiaj razem z Hotels.com mam dla Was łatwy konkurs, w którym możecie wygrać wyjazd!

Nagrody:

Miejsce 1

2 noclegi dla 2 osób w hotelu Alexander Plaza w Berlinie

2 bilety Ecolines z dowolnego miejsca w Polsce do Berlina

Miejsce 2

2 noclegi dla 2 osób w hotelu Swissôtel w Dreźnie

2 bilety Ecolines z dowolnego miejsca w Polsce do Drezna

Zadanie:

Na stronie Hotels.com zostaw krótki (max. 500 znaków) opis Twojej najbardziej nietypowej/ciekawej historii z podróży. Zaakceptuj otrzymywanie newslettera. Jurorzy wybiorą 5 najlepszych historii, a o zwycięzcach zdecydują w głosowaniu internauci. Najlepsze historie zostaną opublikowane na Facebooku Hotels.com oraz na stronie Hotels.com, gdzie będzie można oddawać na nie głosy. Można angażować znajomych do głosowania ;)



Powodzenia! Mam nadzieję, że Twoja historia wygra i wyślesz mi fotkę z wyjazdu!

 

 

 

  • Monika Waszynska

    Świetnie Cię rozumiem- z wiekiem zmienia się podejście do wielu rzeczy, w tym również do podróży. Konkurs- fajna opcja, zwłaszcza, że z Ecolines już kilka razy jeździłam i to naprawdę dobry komfortowy przewoźnik.

    • Trzymam kciuki za Twoje zgłoszenie <3

  • Ula

    Akurat w temacie jedzenia myślę, że właśnie wiele zmieniły czasy, a nie sam wiek. 10 lat temu w Polsce nie było praktycznie nic w porównaniu do knajp, które mamy teraz :)

  • Dagmara

    Chyba również i ja dojrzałam do bardziej świadomego podróżowania :) Masz ode mnie plusa za konkurs- uwielbiam takie inicjatywy na blogach! Chętnie bym się wybrała do Niemiec z Ecolines. Krótki weekendowy wypad zawsze się przyda! Pozdrawiam!

  • Moje wakacje musza być samotne i koniec. Na co dzień mam wokół siebie masę ludzi i podróż to głównie czas na pobycie wreszcie samemu. Nie znoszę jeździć z kimś bo podczas urlopu nie lubię chodzić na kompromisy. Chcę zwiedzić wszystkie miejsca, które chcę zwiedzić i zjeść wszystko co chcę zjeść, a nie rezygnować z czegoś bo mój towarzysz takiego jedzenia nie lubi ;) Jak dotychczas kazdy wyjazd z kimś kończył się potężną kłótnią.
    Potrafię wydać każde pieniądze na jedzenie i zwiedzanie ale oszczędzam na noclegach. Chcę jak najtaniej w najlepszej mozliwej lokalizacji. To też jeden z powodów przez które nie lubię towarzystwa. Większość osób ceni sobie wygodne hotele, podczas gdy ja mogę spać w ośmioosobowym dormie.

  • Pionierka

    Wygląda na to, że mam ponad 30 lat i nadal nie dorosłam. Tyle tylko, że zawsze miałam mikroskopijny bagaż, bo nie lubię bez sensu dźwigać. W wieku nastoletnim tak jak i dzisiaj uwielbiałam wypady w góry i łażenie z plecakiem, spanie w chatach i bazach namiotowych.
    Miejsca na nocleg wybieram najtańsze, 3-metrowy pokój w hostelu w Kijowie całkowicie mi wystarcza. Nie mam też problemu ze spaniem w wieloosobowych pokojach, chyba że planuję pracować. Zdarza się, że wszystko wydam na wyjazd i na jedzenie niewiele zostaje, choć ostatnio spadek kursu rubla i hrywny sprzyjały najedzeniu się.

    • Góry z plecakiem są super! I spanie w hostelach również, chociaż chrapanie może mocno dawać w kość.

      • Ja już jestem za stara i za wygodna ;D

      • Pionierka

        Chrapanie mam na co dzień w domu, więc mnie nie rusza :) Korki do uszu to genialny wynalazek. No i tylko w hostelu można z rana dostać wódkę prosto do łóżka :)

        • Wódka nawet z wieczora jest okropna ;))))

          • Pionierka

            W Polsce też mi wódka nie smakuje :)

Pół roku po otwarciu butiku

Grudzień 28, 2017

Rok temu mniej więcej o tej samej porze w moim mieszkaniu odbywał się bifor przed Blogowigilią (corocznym wigilijnym spotkaniem twórców internetowych). Typowa K(asia) mnie czesała, Janek z Konradem wymieniali informacje branżowe (#trudnesprawy), Roman przygotowywał drinki. Planowałam siedzieć cicho, ale nie dałam rady – musiałam się pochwalić, że w końcu, po wielu miesiącach poszukiwań, udało nam się znaleźć idealny lokal na nasz butik. Wtedy widzieliśmy go tylko raz, dwa dni wcześniej wieczorem. W środku nie działał prąd, więc wszystko musieliśmy oświetlać latarkami w telefonach. Po weekendzie byliśmy umówieni na kolejne oglądanie, tym razem w dzień.

Martwiłam się, że kiedy nastanie jasność, to okaże się, że to jednak nie jest miejsce, którego szukamy.

Dziś dokładnie pamiętam, jak w styczniu 2017 r. chodziliśmy po kamiennej podłodze już wtedy naszego butiku. Czas mija naprawdę ekstremalnie szybko. Rok temu wynajęliśmy nasz wymarzony butik przy Niecałej 7, pół roku temu w końcu udało nam się go otworzyć. Jak przez ten okres zmieniło się moje życie (bo nie ulega wątpliwości, że drastycznie)?

LEKCJE ŻYCIA

Byłam w tym roku na darmowym szkoleniu z zarządzania bezustannym kryzysem w biznesie. Domyślacie się, co mam na myśli. Tylu negatywnych emocji nie miałam w sobie nigdy w życiu i z żalem przyznaję, że bardzo odbiło się to na moim zdrowiu fizycznym i psychicznym. Śmiało mogę powiedzieć, że co nas nie zabije, to doprowadzi nas do nerwicy. Gdy patrzę na ten nasz remont z perspektywy, jasno widzę, że trafiliśmy po prostu na ekstremalnych partaczy, którzy wykorzystali nasz brak znajomości tematu, żeby wcisnąć nam swoje totalnie błędne pomysły, zarobić na nas i zniknąć. Mogłabym tak długo wylewać swoje żale, bo naprawdę boli mnie to, że dałam się tak łatwo nabrać. Napiszę jednak, że właśnie jesteśmy w trakcie kolejnego remontu. Tym razem mniejszego, bo tylko biura. Z innym architektem i inną ekipą budowlaną. I co? ZERO STRESU. Można? Można! Tym samym chciałabym zakomunikować, że nie ma takiego zawodowego bagna, z którego nie da się wyjść. I tego się trzymaj, kiedy trafi Ci się tak kiepski moment w pracy. Zawsze jest szansa ruszyć do przodu.

ORGANIZACJA PRACY

Wraz z przenosinami na Niecałą zmienił nam się czas pracy. Butik jest otwarty od 11:00 do 19:00, co w praktyce oznacza, że pracujemy cały dzień. Ja nadal uparcie trzymam się tego, że praca to praca, a bycie własnym szefem nie oznacza przyzwolenia na codzienne kilkugodzinne lunche. Dużo moich znajomych pracuje do godz. 16:00 i nie rozumie, że nie chcę wyjść z butiku przed 19:00. A prawda jest taka, że często nie wychodzę przed 21:00, bo we własnej firmie non stop jest coś do zrobienia. Oczywiście wiem, że to już niemodne, ale ja od zawsze mam taki styl życia i nie planuję go zmieniać. Kocham to, co robię. Wciąż podtrzymuję, że bez sumiennej i regularnej pracy, zwanej po prostu zapierdalaniem, nie da się osiągać swoich celów. Okay, albo ja swoich bym nie osiągnęła, ponieważ nieustannie wyznaczam sobie kolejne. Co ciekawe, od liceum odgrażałam się, że będę pracować po godzinie 12:00 (ponieważ uwielbiam spaaaaać), i w pewnym sensie mi się udało. Moim największym sukcesem jest to, że nie muszę wstawać o 6:00 rano. Choć mam energię, żeby w piątek o 23:00 zmieniać w butiku ekspozycje, to rano nie próbujcie mnie zmusić – nawet nie tyle do pracy, ile do wyjścia z domu o 8:00. O tej godzinie mogę władać światem jedynie z kanapy. Jestem naprawdę wdzięczna, że udało mi się to poukładać tak, jak zawsze chciałam.

INWESTOWANIE

Wielu osobom wydaje się, że skoro ktoś otwiera butik w środku miasta, to znaczy, że sypia na banknotach i kąpie się w bąbelkach z monet. Tymczasem rzeczywistość wygląda tak, że we wrześniu, inwestując w zimową kolekcję, dosłownie wyzerowałam swoje konto. Dlaczego? Otóż, żeby taki lokal na siebie zarobił, to poza całym szeregiem kosztów (pracownicy, lokal, wystrój, opakowania itp.) trzeba przede wszystkim zaopatrzyć się w towar, za który płaci się oczywiście z góry. A nigdy nie ma gwarancji, że uszyjemy coś, co na pewno się sprzeda, i nie utopimy ogromnych sum. Koszty rosną lawinowo. Wełna w ciągu roku drożeje o około 20% (jeśli interesuje Cię tematyka cen ubrań, to więcej na ten temat możesz przeczytać w moim tekście Skąd się bierze cena ubrania), a sytuację pogłębia fakt, że każda osoba, która orientuje się, że mamy butik w tym, a nie innym miejscu, nagle znacznie podnosi swoje stawki. Co gorsze: za wyższą ceną wcale nie idzie lepsza jakość. Po prostu dostajemy wyższą cenę. BO TAK.  To jest jakiś horror i pociesza mnie tylko fakt, że mieszkańcy budynku przy Niecałej mają ten sam problem, więc nie jestem sama. Nie można zadzwonić po hydraulika, bo okazuje się, że za sprawdzenie jednej rury bierze trzykrotnie więcej niż na tej samej ulicy, ale w starym bloku naprzeciwko. W ciągu pół roku musiałam więc nauczyć się inwestować od nowa oraz – co było dla mnie trudniejsze – negocjować lub też rezygnować ze współpracy z pewnymi osobami, które nagle zobaczyły we mnie maszynkę do zarabiania pieniędzy. Krótko mówiąc: często w telefonie myli mi się Facebook z kalkulatorem. Nie przestaję liczyć.

KOLEKCJE

Butik w nowym miejscu oraz publikacje w wielu zagranicznych magazynach modowych pozwoliły złapać mi wiatru w żagle i trochę zaczęłam szaleć. Do kolekcji ready-to-wear postanowiłam wprowadzić te elementy, które wcześniej szyłam sobie na miarę. Szerokie spodnie, dwurzędowe marynarki, minispódniczki oraz w końcu – tkaniny we wzory. Kiedy siedziałam na I piętrze showroomu na Poznańskej, to zdecydowanie przestrzeń mnie ograniczała i trochę negatywnie onieśmielała. Jeśli szyłam coś szalonego, to tylko dla siebie na Pitti. Nowa lokalizacja mnie wzmocniła, sprowadziła też trochę inny typ klientek i pozwoliła mi rozwijać się odważniej. Jara mnie to jak pizza w neapolitańskim piecu, bo po zakupach klientek widzę, że był to strzał w dziesiątkę. Nie dalej jak wczoraj Verona Suit nałożyła pani, która wygląda w tym zestawie lepiej niż ja i kupiła go, chociaż twierdziła, że nie jest fanką szerokich spodni. Ale leżały tak idealnie, że nie miała wyjścia – wzięła je od razu.

PRIORYTETOWANIE

Nie miałam nigdy problemy z zarządzaniem swoją pracą, ale butik wymaga ode mnie jeszcze silniejszego skupienia się i jeszcze szybszego analizowania sytuacji. Czasem w jednej chwili przychodzi nowa dostawa szalików, trzeba dodać garnitur do stanów magazynowych, znaleźć pokrowce na zapleczu, zająć się klientem w butiku, zmienić grafikę w sklepie online i odpisać na e-maile. Delegowanie zadań też się samo nie zrobi, wiele rzeczy trzeba wytłumaczyć. Oczywiście gdzieś w tle dzwoni telefon, w brzuchu burczy, a głowa domaga się kofeiny. Na szczęście uwielbiam taki rozgardiasz, mega mnie to nakręca i dzięki temu pracuję szybciej i efektywniej. Doceniam, że od zawsze robiłam mnóstwo naraz, bo dzięki temu jestem naprawdę wytrenowana w podejmowaniu decyzji, w jakiej kolejności zapanować nad sytuacją. Oczywiście zdarzają się też mniejsze bądź większe kryzysy, ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi.

SYTUACJE KRYZYSOWE

Kiedyś na każdy, nawet najmniejszy problem reagowałam płaczem. Dziś jedynie na co drugi. Trochę tu sobie śmieszkuję, ale nie tylko pół roku w butiku, lecz także trzy lata prowadzenia marki nauczyły mnie, że chociażbym stanęła na głowie, to na niektóre rzeczy nie mam wpływu. Bywały czasy, że potrafiło mnie to ekstremalnie załamać. Dziś wiem, że ważniejsze niż lamentowanie jest szybkie reagowanie, znalezienie rozwiązania i przeanalizowanie problemu, tak żeby nie doprowadzić ponownie do takiej sytuacji. Pogodziłam się z tym, że nie da się wszystkiego zrobić idealnie. To nie znaczy, że odpuszczam. Nic z tych rzeczy. Dalej cisnę na 250% normy, ale mniej siebie samobiczuję, jeśli popełnię jakiś błąd. Pomyłki są wpisane w pracę, ale jeśli mam świadomość, że robiłam wszystko rzetelnie, a po prostu przytrafił się pech, to jestem w stanie to przełknąć.

RADOŚĆ

Jeśli spacerujesz Niecałą, to możesz zauważyć, że czasem siedzę sobie za ladą butiku. To mi chyba daje najwięcej radości (poza dotykaniem tkanin…), bo dosłownie i namacalnie pokazuję, że to właśnie jest moje miejsce pracy. A to wcale nie jest takie oczywiste, jak mogłoby Ci się wydawać! Moje życie zmieniło się ekstremalnie szybko. Trzy lata temu pracowałam jako logopeda, chociaż już gdzieś z tyłu głowy czułam, że na pierwszych dwóch sukienkach, które wyprodukowałam, ten projekt się nie skończy. Od samego początku dawał mi podejrzenie dużo radości i sprawiał, że bez problemu mogę pracować, pracować, pracować i wciąż się z tego cieszyć. Cudowne uczucie!

NEVER ENDING STOOOORY

To nie jest tak, że butik się otwiera i już wszystko ma się gotowe raz na zawsze; że wystarczy wpaść w ciągu dnia na godzinkę, zrobić sobie selfie w lustrze i to by było na tyle z pracy. Jest doooooookładnie odwrotnie! Moja mama zawsze mówiła, że gdy już ma się dom, to trzeba się przyzwyczaić do tego, że ZAWSZE jest w nim coś do zrobienia. Z butikiem jest podobnie. Samo przebieranie manekinów i zmiana ekspozycji zajmują naprawdę dużo czasu, a to tylko niewielki procent rzeczy widocznych na zewnątrz. Tu jest tyle rzeczy do zrobienia, że czasami mam ochotę utopić sobie telefon w zupie, żeby przestał dzwonić. Ale później przypominam sobie, że nienawidzę bezczynności, a zupę kocham. Więc jej nie marnuję.

UCZENIE SIĘ

I na sam koniec coś, co będzie towarzyszyć mi do końca życia. Na szczęście. Kiedy pracowałam jako logopeda w szkole, to starsze koleżanki jak mantrę powtarzały mi, że dobry nauczyciel całe życie się uczy. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z właścicielem marki jest tak samo. Gdybym ze swoją wiedzą dotyczącą krawiectwa i biznesu zatrzymała się na tym, czego dowiedziałam się dwa lata temu, to jest więcej niż prawdopodobne, że nadal byłabym dokładnie tam, gdzie dwa lata temu. Wiem, że najgorsze, co może mi się przytrafić, to przeświadczenie o tym, że wiem już wszystko. Na szczęście natura obdarzyła mnie ekstremalnie dociekliwym umysłem, który kwestionuje dużo rzeczy, zadaje mnóstwo pytań oraz z dziką namiętnością zdobywa nową wiedzę. Totalnie nowy dla mnie temat to np. visual merchandising. Jeśli ktoś Ci kiedyś powie, że to po prostu ŁADNE ułożenie towarów w sklepie, to poproś go, żeby równie ładnie popukał się w czoło. Od samego otwarcia gdzieś z tyłu głowy miałam przeczucie, że z VM w naszym butiku coś jest nie tak. Kiedy znalazłam wolną chwilę, żeby ruszyć z tematem, a przy okazji z nieba spadł mi geniusz w tej dziedzinie (Jarek, pozdrawiam!), poczułam się jak dziecko, które od zera uczy się alfabetu. Niesamowicie ekscytujące zajęcie!

Nie będę pisać żadnego podsumowania roku. Chociaż mam poczucie, że może jednak w tym powinnam, to tak naprawdę wolę zabrać się do pracy nad tym, co planuję w 2018 r., niż podsumowywać coś, co już minęło. Napiszę tylko krótko: to był trudny rok, ale zdecydowanie najbardziej ekscytujący w całym moim życiu. A teraz czekam na następne przygody!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Poranna dawka inspiracji  #vogueitalia #onthetable #morningroutine #morningcoffee #flatlay #flatlayinspo #vogue #cozymorning #january2018 #gypshophila #whitetable #morning #coffe #coffelovers #coffetime #inspocafe #vogueinspo #coffeaddict #coffeebreak   @sam_edelman shoes Są tak ładne, że aż szkoda je zakładać  @shopbop #samedelman #shopbop #newshoes #shoesaddict
 Na relację z @pitti_uomo_ zapraszam Was na profil @monikakaminska_official #pittiuomo #pitti93 #pitti #pitti93 #pu93 #pittipeople #pittistyle #pittiphotos #redjacket #ootd #redcoat #woolcoat #wooljacket #streetstyle #womaninsuit #pittuwoman #elegantstyle #classy #sartorial #bespoketailoring #bespoke #luxuryfabrics  #monstera  #rondo1 #rondoonz1
 Zaraz znajdziecie się w owsiance  #raspberries #sundaymood #sundaymorning #breakfastinspo #sundaybreakfast #pooridge #winterbreakfast #onthetable #sundaychill #pornfood #healthfood #fruitlovers  Sunday  #sundaymood #valenciatrip #sky #vscotravel
 Prezent ode mnie dla mnie  @seebychloe / @shopbop #shopbop #bag #seebychloe  sun  #valencia #valenciatrip #vscotravel
 Szara wełniana czapka smerfetka @monikakaminska_official #ootd #wool #greywool #winterootd #streetstyle #minimalstreetstyle  Nature is pleased with simplicity #valencia #valenciatrip #vscotravel