Dla kogo jest szycie na miarę?

Listopad 23, 2016

Przyznaję się bez bicia, że zanim zaczęłam zajmować się ubraniami, miałam dość dziwne wyobrażenie o szyciu na miarę. Kojarzyło mi się ono z kiczowatymi sukienkami weselnymi (w kolorze pomarańczowym i koniecznie z dużą ilością kwiatowych aplikacji), które krawcowa szyje dla połowy wsi, bo Kasia z Pawłem biorą ślub, więc każda ciocia chce wyglądać najpiękniej.

Echhh, niezbyt mądra ja.

_dsf0689

Szara wełniana flanela na zimową sukienkę dla klientki. Mamy absolutnie boskie, miękkie i cieplutkie flanele w cenie 380 zł za metr bieżący, więc jeśli szukasz czegoś bardzo wygodnego, ale jednocześnie eleganckiego, to bardzo polecam. Wychodzą z niej przepiękne spodnie, sukienki, spódnice, a nawet kamizelki!

Cóż, teraz biję się w pierś i przeklinam stereotypy oraz swoje ubogie myślowo horyzonty sprzed lat. Nie od razu Kraków zbudowano. Wszyscy przecież uczyliśmy się kiedyś, czym się różni wełna od poliestru. Potem u mnie przyszedł czas na realizowaną bez kompromisów markę odzieżową. Dojście do szycia na miarę było dla mnie naturalnym etapem rozwoju. Obecnie nie wyobrażam sobie swojej garderoby bez ubrań szytych na miarę, a wizja pomarańczowej sukni została zastąpiona perfekcyjnie dopasowaną bordową sukienką w stylu power dressing. Sukienką, którą Claire Underwood chciałaby ze mnie zedrzeć i zabrać do swojej garderoby. 

_dsf0661

Wszystkie marynarki oraz płaszcze w wersji bespoke (szycie od zera na wymiar klienta) szyte są u mnie jako full canvas, czyli całkowicie na płótnie. Płótno to ten beżowy materiał, który wszywany jest pomiędzy tkaninę zasadniczą a podszewkę. To najbardziej prestiżowa, a jednocześnie najbardziej pracochłonna technika szycia miarowego, dzięki której jesteśmy w stanie uzyskać idealnie leżące ubranie.

Kiedy pisałam notkę o tym, że szycie na miarę będzie dostępne w moim sklepie, byłam przygotowana na umiarkowane zainteresowanie. Usługa powstała na wyraźną prośbę klientek (zresztą na długo przed notką, której nie miałam czasu napisać), ale wtedy było to zaledwie kilka osób. Szaleństwo zaczęło się później. Najpierw planowałam wypromować szycie miarowe uszytą dla siebie czerwoną sukienką wieczorową z odkrytymi plecami. Nie mogłam doczekać się jej sesji zdjęciowej. Mieliśmy ją zrealizować w czerwcu. Trochę się śmieję, kiedy o tym myślę, bo jest koniec listopada, a ja dopiero teraz wrzucam te zdjęcia. Ogromnie się cieszę, że robię to tak późno, bo mieliśmy tyle projektów do uszycia dla klientek, że zabrakło czasu na mój. To sukces!

_dsf0505

Szara flanela wybrana przez klientkę na jesienną sukienkę.

Po kilku pierwszych zamówieniach wiedziałam już, że będzie lepiej, niż się spodziewałam. Prawdziwy szok miałam jednak przeżyć dopiero, przyjmując od kilku klientek zlecenia nie na uszycie jednej sukienki, ale na wymianę prawie całej garderoby. Teraz jestem pewna, że szycie na miarę przeżywa w tej chwili swój powrót na rynek, a ja stoję w samym środku tego procesu. Doradzam przy wyborze tkanin, konsultuję kroje i analizuję wykończenia. Oraz bardzo często odpowiadam na pytanie: „Dla kogo tak naprawdę jest szycie miarowe?”.

Jeśli Ciebie też to interesuje, chętnie opowiem o tym na przykładzie klientek, które do mnie przychodzą.

_dsf0368-2

Podszewka wybrana przez klientkę do marynarki. Podszewki z zewnątrz w ogóle nie widać, więc nikt poza właścicielem o niej nie wie. Tego typu podszewek mamy kilkadziesiąt różnych wzorów. Można szaleć!

DLA KOGO JEST SZYCIE NA MIARĘ?

1. Dla osób, które nie chcą marnować czasu na zakupy

Nie da się ukryć, że w sieciówkach nie ma tego, czego szukasz. Nigdy nie było i nigdy nie będzie. Zwłaszcza jeśli mówimy o klasyce, najwyższej jakości i idealnym dopasowaniu. Możesz zmarnować całe dnie na wędrówki po sklepach. Przeglądać, szukać rozmiaru, koloru, przymierzać, odwiedzać kolejne sklepy. Czyli tracić czas. Możesz też jednak umówić się na szycie miarowe. Powiedzieć, czego chcesz, i to dostać.

Klientki, które szyją na miarę, wiedzą, że czas to pieniądz (albo sen). Wolą poświęcić go na swój rozwój, pracę albo relaks. A po ubrania przychodzą tam, gdzie dostaną dokładnie to, czego oczekują.

reakwy

Po lewej: rękaw Perfect Summer Dress (wyprzedana chabrowa sukienka) w wersji błękitnej. Po prawej: rękaw z rozcięciem (w sukience całkowicie według projektu klientki).

2. Dla osób, które szukają bardzo konkretnego produktu

Wymyśliłaś dla siebie czerwoną marynarkę bez podszewki? Zieloną flanelową sukienkę? Niebieską tweedową spódnicę? A może granatową jedwabną bluzkę? Obecnie korzystam z kilku tysięcy tkanin z najbardziej renomowanych tkalni na świecie (Scabal, W.Bill, HFW). Regularnie dodajemy nowe próbniki. Mam wełnę na każdą porę roku i ogromny wybór bawełny na koszule. Do tego jedwab, len itp. Wszystko, czego potrzebujesz, by stworzyć najwyższej jakości garderobę. Wybór kroju, koloru i tkaniny należy całkowicie do Ciebie. Twoje wymarzone ubranie jest w zasięgu ręki.

_dsf0364-2

Moje oczka w głowie – jedwabie, z których szyjemy bluzki i sukienki na miarę.

3. Dla osób, których ubrania nie interesują

Część moich klientek potrzebuje spójnej garderoby, w której ubrania nie tylko będą do siebie pasować, lecz także wywoływać odpowiedni efekt w pracy (np. kiedy jesteś dyrektorem dużej firmy). Tylko że klientki nie chcą mieć z „ciuchami” nic wspólnego. Nie interesuje ich szukanie idealnego szarego odcienia ani debatowanie nad tym, czy lepsza będzie marynarka jednorzędowa, czy dwurzędowa. Muszą się w coś ubrać, bo przecież w dresie chodzić nie będą, ale na tym kończy się ich zainteresowane modą. I słusznie. Niech każdy robi to, co lubi. Ja lubię szycie na miarę, więc po prostu przeprowadzam klientkę przez cały proces. Oczywiście ustalamy podstawy i nie szyjemy jej minispódniczki w panterkę, ale generalnie jest tak, że jeśli klientka nie chce się niczym zajmować, to wcale nie musi. Dopasujemy, wybierzemy i pomożemy we wszystkim. W poprzednim akapicie chwaliłam się, że mam kilka tysięcy tkanin do wyboru i jestem w stanie uszyć każdy krój. Ale wiem też, że to nie sztuka mieć dużo tkanin. Sztuką jest pomóc klientowi uszyć, to czego potrzebuje. I moja firma to właśnie robi.

_dsf0377-2

Szara flanela na spodnie dla klientki i zielona tkanina całoroczna na marynarkę dwurzędową.

4. Dla osób, które cenią sobie jakość, nie ilość

Mam wrażenie, że to jest jeden z największych frazesów ostatnich lat, jednak użyję go tutaj. Jeśli ktoś decyduje się na szycie miarowe, to jest to ostateczne potwierdzenie, że nie kolekcjonuje ubrań tylko po to, żeby mieć ich jak najwięcej. Wynika to z prostego powodu: ręczne zszycie ubrania na miarę trwa (więc slow fashion pojawia się mimochodem).

Do klasycznego szycia na miarę potrzebny jest krawiec z ogromnym doświadczeniem nie tylko w obsługiwaniu maszyny, lecz także (a może przede wszystkim) w konstrukcji i z wiedzą z materiałoznawstwa. Nie każdy potrafi zszyć marynarkę w wersji full canvas (czyli ręcznie na płótnie). Nie każdy jest w stanie uformować sukienkę z tropical wool (sucha, trudna w szyciu tkanina, ale dzięki temu bardzo przewiewna). I w końcu: nie każdy potrafi dopasować formę ubrania do sylwetki klienta. Praca nad takimi detalami wymaga czasu. Szycie na miarę jest najbardziej luksusową formą ubierania się, więc tutaj pracujemy na jakość, a nie na tempo.

_dsf0673

Kolejna nietypowa podszewka w marynarce. Jak widać, czarny nie musi być nudny!

5. Dla osób, które chcą poprawić proporcje swojej sylwetki

Szycie miarowe jest bardzo komfortowe. Klientka mówi, jak ma wyglądać jej ubranie, a ja razem z główną krawcową dopasowuję je do jej sylwetki. Dzięki temu, że cięcia oraz zaszewki dobierane są za każdym razem indywidualnie, istnieje możliwość pokreślenia autów oraz ukrycia mankamentów danej osoby. Jeśli więc marzysz o wyeksponowaniu talii, wymodelowaniu bioder oraz ukryciu ramion, to właśnie szycie na miarę pozwoli Ci zawrzeć wszystkie te elementy w jednym ubraniu.

_dsf0600-3

Biały jedwab na kopertową bluzkę dla klientki.

6. Dla osób, dla których ważna jest tkanina

Bardzo dbam o to, żeby – nie tylko w szyciu na miarę, lecz także w kolekcji ready to wear – korzystać z najwyższej jakości materiałów. Dlatego szyję wyłącznie z naturalnych tkanin pochodzących od sprawdzonych, znanych na całym świecie producentów. Zdarzają mi się klientki, które przychodzą do mnie z sukienkami innych marek i mówią, że chciałyby coś o podobnym odcieniu, ale nie z poliestru. Nie chcę teraz lamentować nad rzeczywistością i komentować poczynań firm szyjących drogie rzeczy z bardzo tanich tkanin. Niech każdy prowadzi swój biznes po swojemu. Jednak nie ukrywam, że cieszę się, iż coraz więcej osób orientuje się, że w pewnej cenie warto wymagać przede wszystkim jakości, a nie tylko metki.

_dsf0467-2

Tkanina na zimową spódnicę dla klientki. 

7. Dla osób, które chcą mieć niepowtarzalne ubrania

Jeśli wymyślisz sobie swój niepowtarzalny wzór i wybierzesz do niego tkaninę, możesz być pewna, że nie spotkasz nikogo innego w takim ubraniu. Projekt klientki jest projektem klientki i nigdy nikomu nie zostanie uszyty po raz drugi.

_dsf0529-2

Harris – jedna z wysp wchodzących w skład archipelagu Hebryd, położonego na północny zachód od Szkocji. Charakterystyczne dla tych wysp bardzo ciepłe i grube tkaniny, cenione ze względu na wysoką jakość i wytrzymałość, nazwano Harris Tweed. Jak łatwo się domyślić, na rynku nie brakowało podróbek. W roku 1993 Parlament Zjednoczonego Królestwa objął ochroną prawną tkaniny tweedowe produkowane na Hebrydach z czystej wełny dziewiczej, w zgodzie z określonymi normami. Zastrzeżono dla nich nazwę Harris Tweed.
W szyciu na miarę mamy dostępny oryginalny Harris Tweed. Bardzo polecamy go wszystkim, którzy zimą wiecznie marzną.

8. Dla osób, którym często zmienia się sylwetka

Szycie miarowe zapewnia ten komfort, że jeśli przytyjesz w biuście, a schudniesz w talii, to powiększymy Ci Twoją sukienkę od pasa w górę, a zmniejszymy od pasa w dół. Wszystko szyte jest z zapasami i zawsze bierzemy pod uwagę, że klientka za pół roku może wyglądać całkowicie inaczej. Takiego komfortu nie ma nigdzie indziej. (Okay, może poza moimi gotowymi produktami, które również są szyte tak, żeby w poprawkach krawieckich można było zmieniać je w dowolny sposób). To naprawdę ma być ubranie na lata.

Przychodzą do mnie różne klientki. Jedne wiedzą dokładnie, czego chcą, i mają zdjęcia, przykłady, swoje ubrania, wymyślony każdy element. Drugie nie mają zielonego pojęcia, o co im chodzi – poza tym, że ma to być czerwona sukienka. Radzimy sobie ze wszystkim.

W szyciu na miarę bardzo dużo ustalamy podczas pierwszej przymiarki, która tak naprawdę jest już drugim spotkaniem. Więc nawet jeśli nie do końca jesteś pewna, jak Twoje ubranie ma wyglądać, nie musisz bać się przychodzić na pierwsze spotkanie. Zapraszamy! Możesz nawet spróbować słownie opisać albo pokazać, o co Ci chodzi. Zrozumiemy. A kiedy już staniesz w swoim wymarzonym ubraniu przed lustrem, to jestem pewna, że od razu będziesz miała pomysł na kolejne. Jakość uzależnia.

_dsf0378-2

Guziki do płaszczy i marynarek oraz kaszmir na płaszcz na miarę. 

 

***

Umów się na spotkanie, wysyłając e-mail: kontakt@monikakaminska.com

lub dzwoniąc pod numer telefonu: +48 531 880 233.

Oficjalnie pracujemy od poniedziałku do piątku w godz. 10:00–18:00, ale przymiarki klientów miarowych realizujemy również po godz. 18:00 oraz w soboty. Wszystko dla Twojego komfortu!

http://monikakaminska.com

***

monika-13-10-horz

A na sam koniec (i początek) wspomniana wcześniej czerwona sukienka szyta na miarę.

 

 

 

  • Dobra, to ja się wypowiem jako „druga strona”, czyli właśnie klientka Moniki, która szyje u niej czerwony garnitur ze spodniami i spódnicą oraz zieloną sukienkę (to ta piękna zieleń ze zdjęcia powyżej). A dodatkowo jestem klientką, która zdecydowała się na szycie ze praktycznie wymienionych przez Monikę powodów :)
    Przyszłam do Moniki skupiona na rezultacie („ma być power suit! Czerwony!), kompletnie bez pomysłu na wykonanie. Otrzymałam wartościowe propozycje a przede wszystkim – przetworzenie wizji w mojej głowie na konkretny ubiór, który z każdą przymiarką zachwyca mnie coraz bardziej. Potrzebowałam doradztwa z zakresu dopasowania marynarki czy spódnicy do sylwetki – dostałam je. Gdyby nie fachowa pomoc prawdopodobnie wciąż analizowałabym kształt klap przy marynarce, nie mówiąc już o guzikach ;) Poza tym, mając tak specyficzną figurę jak moja szycie na miarę jest wybawieniem, oszczędnością czasu, nerwów… naprawdę sensownym rozwiązaniem. Zarówno Monika, jak i pani krawcowa to specjalistki i perfekcjonistki, skupione na tym, żeby szyte ubranie naprawdę było dopasowane – wszystko ma leżeć idealnie, nie ma miejsca na niedoróbki. Jestem po dwóch przymiarkach i powiem szczerze, że nie mogę się doczekać, bo już w tym momencie jestem absolutnie zachwycona: jakością tkaniny, dbałością o szczegół i pięknym krawiectwem. Po co mieć mnóstwo ubrań, skoro można mieć kilka ale takich, które przetrwają lata i będą nieustannie zachwycać? Polecam <3

    • To jest komenatarz warty dla mnie setki metrów tkanin. Dziękuję!

  • Nie wiem, ja kupuję duże ilości.

    • Może powinnaś sprzedawać także tkaniny! :D

      Szycie na miarę brzmi jak marzenie. W końcu możesz mieć idealnie takie, jakie chcesz, świetnej jakości. A nie drogi szit z sieciówek.

      • Sprzedaję. razem z usługą szycia na mirę ;)

    • To chyba pozostaje mi się obejść smakiem i polować na włoskie tkaniny w polskich sklepach internetowych. Może jeszcze zerknę na eBay.
      Powyżej zapominałam dopisać, że Twoja czerwona sukienka z dekoltem na plecach – coś cudnego:)

  • Moim marzeniem jest mieć uszytą całą garderobę :). To spory wydatek, ale jaki efekt. Nie wyobrażam sobie kupionej sukienki, marynarki – zwłaszcza na wielkie wyjścia. Dobrze uszyte rzeczy po prostu leżą o niebo lepiej i wyglądają jak milion dolarów :). No i można sobie samemu sklecić swój model – z jednego wziąć rękawy, z innego kołnierz. 100% tego, co chcemy :).

    • Pełna zgoda, ale aż tak bym nie krytykowała gotowej garderoby ;)

  • KarMagKat

    O tak, wszystko się zgadza. Był taki okres w sieciówkach, kiedy nie mogłam kupić sukienki – wszystkie przeze mnie mierzone jeżeli pasowały w biodrach, to wisiały w biuście i talii. Teraz jest trochę lepiej, ale jeżeli nie wpasowujemy się w akurat panujący model „uniwersalny”, na który szyte są ubrania (albo nie nosi się oversize) to szycie na miarę staje się bardzo atrakcyjne. Do tego ceny nie zawsze aż tak odbiegają od tych z sieciówek. 8 lat temu kilka moich koleżanek szyło sukienki na studniówkę u krawcowych. Cena ok.200zł z materiałem (oczywiście nie była to Twoja wełna) przy cenach sieciówkowych wypadała aż śmiesznie tanio.
    Dodatkowo dla mnie ma duże znaczenie fakt, że wspiera się lokalny rynek pracy. Planuję uszyć sobie kilka spódnic z koła/półkoła, w zależności od tego co wydarzy się szybciej: albo nauczę się w końcu szyć na maszynie po babci albo odłożę na wizytę u krawcowej ;)

  • Pingback: Czerwony płaszcz kaszmirowy szyty na miarę | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Barbara Sośnicka

    Świetny merytorycznie tekst. Zgadzam się ze wszystkimi punktami:)
    Muszę się jednak odnieść do twierdzeń o kiczowatych, pomarańczowych sukienkach, ciociach i weselach na wsi. Już nie po raz pierwszy czytam na blogach (przepraszam, że komentarz będzie tylko na Twoim, ale czara goryczy właśnie się przelała) „dowcipne”, stereotypowe wstępy o wiejskich weselach. Wszystko fajnie, tylko skąd te twierdzenia? Pochodzę z 800-osobowej wioski. Bywałam na weselach wiejskich, miejskich i wielkomiejskich. Towarzystwo z różnych sfer i o różnych profesjach. Tzw. wielkomiejskie „ciocie” pod względem stylu w większości nie umywały się do tych ze wsi. Poza tym, w znanych mi małych miasteczkach i na wsiach jest obecnie prawdziwy „boom” na pracownie krawieckie, w których uwaga: nie szyją kiczowatych, pomarańczowych sukienek.
    Pozdrawiam.

    • Oczywiście, że tak jest, ale w tekście liczy się szybkie porównanie, a nie wyliczanie wszystkich miejsc w których można taką osobę spotkać.

  • Pingback: [PO KOREKCIE] RTW, MTM i bespoke – trzy pojęcia, które MUSI znać każda elegancka kobieta | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: RTW, MTM i bespoke – trzy pojęcia, które MUSI znać każda elegancka kobieta | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: Dla kogo jest szycie na miarę?()

  • Pingback: Klasyczna sukienka za kolano | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Aleksandra

    Mam 17 lat i marzę o idealnej, klasycznej garderobie z wysokiej jakości tkanin. Buduję ją kawałek po kawałku, ze względu na budżet opieram głównie o wyprzedażowe perełki jak klasyczny bawełniany trencz w hm za 40 zł, trochę zbyt luźny, dzięki czemu krawcowa mogła go dopasować do mojej sylwetki, czy przypadkiem znaleziona gdzieś biała bawełniana koszula, o splocie, którego nie potrafię nazwać, ale który sprawia, że jest sztywna, ma głęboki kolor i się nie rozciąga. Prawdziwym wyzwaniem była dla mnie ołówkowa, wełniana spódnica na podszewce na formalne okazje. Szukałam bardzo długo i nie znalazłam. Wzrost prawie 180 i rozmiar na dole 42-44 nie ułatwiały sprawy. Wszystkie mierzone albo jakoś tak dziwnie opinały i się marszczyły, albo były za krótkie. Zdecydowałam się na szycie na miarę i efekt przerósł moje oczekiwania. Nie miałam pomysłu na to jak taka spódnica ma wyglądać (nie przypominam sobie, żeby kiedyś przymierzyła taką, która wyglądałaby dobrze). Wybrałam materiał, krawcowa podpowiedziała gdzie umieścić zaszewki. Spódnica rozłożona na płasko wygląda jak zwężająca się ołówkowa, na mnie kształtem przypomina literę A i ku mojemu zaskoczeniu (przy mojej sylwetce) sprawia, że wyglądam jakoś tak lekko. Już kombinuję co by tu jeszcze uszyć ;)
    Każdej nie zdecydowanej osobie – polecam ;) Tylko najpierw upewnijcie się, czy osoba, której powierzacie swój wizerunek zna się na rzeczy ;)

Pół roku po otwarciu butiku

Grudzień 28, 2017

Rok temu mniej więcej o tej samej porze w moim mieszkaniu odbywał się bifor przed Blogowigilią (corocznym wigilijnym spotkaniem twórców internetowych). Typowa K(asia) mnie czesała, Janek z Konradem wymieniali informacje branżowe (#trudnesprawy), Roman przygotowywał drinki. Planowałam siedzieć cicho, ale nie dałam rady – musiałam się pochwalić, że w końcu, po wielu miesiącach poszukiwań, udało nam się znaleźć idealny lokal na nasz butik. Wtedy widzieliśmy go tylko raz, dwa dni wcześniej wieczorem. W środku nie działał prąd, więc wszystko musieliśmy oświetlać latarkami w telefonach. Po weekendzie byliśmy umówieni na kolejne oglądanie, tym razem w dzień.

Martwiłam się, że kiedy nastanie jasność, to okaże się, że to jednak nie jest miejsce, którego szukamy.

Dziś dokładnie pamiętam, jak w styczniu 2017 r. chodziliśmy po kamiennej podłodze już wtedy naszego butiku. Czas mija naprawdę ekstremalnie szybko. Rok temu wynajęliśmy nasz wymarzony butik przy Niecałej 7, pół roku temu w końcu udało nam się go otworzyć. Jak przez ten okres zmieniło się moje życie (bo nie ulega wątpliwości, że drastycznie)?

LEKCJE ŻYCIA

Byłam w tym roku na darmowym szkoleniu z zarządzania bezustannym kryzysem w biznesie. Domyślacie się, co mam na myśli. Tylu negatywnych emocji nie miałam w sobie nigdy w życiu i z żalem przyznaję, że bardzo odbiło się to na moim zdrowiu fizycznym i psychicznym. Śmiało mogę powiedzieć, że co nas nie zabije, to doprowadzi nas do nerwicy. Gdy patrzę na ten nasz remont z perspektywy, jasno widzę, że trafiliśmy po prostu na ekstremalnych partaczy, którzy wykorzystali nasz brak znajomości tematu, żeby wcisnąć nam swoje totalnie błędne pomysły, zarobić na nas i zniknąć. Mogłabym tak długo wylewać swoje żale, bo naprawdę boli mnie to, że dałam się tak łatwo nabrać. Napiszę jednak, że właśnie jesteśmy w trakcie kolejnego remontu. Tym razem mniejszego, bo tylko biura. Z innym architektem i inną ekipą budowlaną. I co? ZERO STRESU. Można? Można! Tym samym chciałabym zakomunikować, że nie ma takiego zawodowego bagna, z którego nie da się wyjść. I tego się trzymaj, kiedy trafi Ci się tak kiepski moment w pracy. Zawsze jest szansa ruszyć do przodu.

ORGANIZACJA PRACY

Wraz z przenosinami na Niecałą zmienił nam się czas pracy. Butik jest otwarty od 11:00 do 19:00, co w praktyce oznacza, że pracujemy cały dzień. Ja nadal uparcie trzymam się tego, że praca to praca, a bycie własnym szefem nie oznacza przyzwolenia na codzienne kilkugodzinne lunche. Dużo moich znajomych pracuje do godz. 16:00 i nie rozumie, że nie chcę wyjść z butiku przed 19:00. A prawda jest taka, że często nie wychodzę przed 21:00, bo we własnej firmie non stop jest coś do zrobienia. Oczywiście wiem, że to już niemodne, ale ja od zawsze mam taki styl życia i nie planuję go zmieniać. Kocham to, co robię. Wciąż podtrzymuję, że bez sumiennej i regularnej pracy, zwanej po prostu zapierdalaniem, nie da się osiągać swoich celów. Okay, albo ja swoich bym nie osiągnęła, ponieważ nieustannie wyznaczam sobie kolejne. Co ciekawe, od liceum odgrażałam się, że będę pracować po godzinie 12:00 (ponieważ uwielbiam spaaaaać), i w pewnym sensie mi się udało. Moim największym sukcesem jest to, że nie muszę wstawać o 6:00 rano. Choć mam energię, żeby w piątek o 23:00 zmieniać w butiku ekspozycje, to rano nie próbujcie mnie zmusić – nawet nie tyle do pracy, ile do wyjścia z domu o 8:00. O tej godzinie mogę władać światem jedynie z kanapy. Jestem naprawdę wdzięczna, że udało mi się to poukładać tak, jak zawsze chciałam.

INWESTOWANIE

Wielu osobom wydaje się, że skoro ktoś otwiera butik w środku miasta, to znaczy, że sypia na banknotach i kąpie się w bąbelkach z monet. Tymczasem rzeczywistość wygląda tak, że we wrześniu, inwestując w zimową kolekcję, dosłownie wyzerowałam swoje konto. Dlaczego? Otóż, żeby taki lokal na siebie zarobił, to poza całym szeregiem kosztów (pracownicy, lokal, wystrój, opakowania itp.) trzeba przede wszystkim zaopatrzyć się w towar, za który płaci się oczywiście z góry. A nigdy nie ma gwarancji, że uszyjemy coś, co na pewno się sprzeda, i nie utopimy ogromnych sum. Koszty rosną lawinowo. Wełna w ciągu roku drożeje o około 20% (jeśli interesuje Cię tematyka cen ubrań, to więcej na ten temat możesz przeczytać w moim tekście Skąd się bierze cena ubrania), a sytuację pogłębia fakt, że każda osoba, która orientuje się, że mamy butik w tym, a nie innym miejscu, nagle znacznie podnosi swoje stawki. Co gorsze: za wyższą ceną wcale nie idzie lepsza jakość. Po prostu dostajemy wyższą cenę. BO TAK.  To jest jakiś horror i pociesza mnie tylko fakt, że mieszkańcy budynku przy Niecałej mają ten sam problem, więc nie jestem sama. Nie można zadzwonić po hydraulika, bo okazuje się, że za sprawdzenie jednej rury bierze trzykrotnie więcej niż na tej samej ulicy, ale w starym bloku naprzeciwko. W ciągu pół roku musiałam więc nauczyć się inwestować od nowa oraz – co było dla mnie trudniejsze – negocjować lub też rezygnować ze współpracy z pewnymi osobami, które nagle zobaczyły we mnie maszynkę do zarabiania pieniędzy. Krótko mówiąc: często w telefonie myli mi się Facebook z kalkulatorem. Nie przestaję liczyć.

KOLEKCJE

Butik w nowym miejscu oraz publikacje w wielu zagranicznych magazynach modowych pozwoliły złapać mi wiatru w żagle i trochę zaczęłam szaleć. Do kolekcji ready-to-wear postanowiłam wprowadzić te elementy, które wcześniej szyłam sobie na miarę. Szerokie spodnie, dwurzędowe marynarki, minispódniczki oraz w końcu – tkaniny we wzory. Kiedy siedziałam na I piętrze showroomu na Poznańskej, to zdecydowanie przestrzeń mnie ograniczała i trochę negatywnie onieśmielała. Jeśli szyłam coś szalonego, to tylko dla siebie na Pitti. Nowa lokalizacja mnie wzmocniła, sprowadziła też trochę inny typ klientek i pozwoliła mi rozwijać się odważniej. Jara mnie to jak pizza w neapolitańskim piecu, bo po zakupach klientek widzę, że był to strzał w dziesiątkę. Nie dalej jak wczoraj Verona Suit nałożyła pani, która wygląda w tym zestawie lepiej niż ja i kupiła go, chociaż twierdziła, że nie jest fanką szerokich spodni. Ale leżały tak idealnie, że nie miała wyjścia – wzięła je od razu.

PRIORYTETOWANIE

Nie miałam nigdy problemy z zarządzaniem swoją pracą, ale butik wymaga ode mnie jeszcze silniejszego skupienia się i jeszcze szybszego analizowania sytuacji. Czasem w jednej chwili przychodzi nowa dostawa szalików, trzeba dodać garnitur do stanów magazynowych, znaleźć pokrowce na zapleczu, zająć się klientem w butiku, zmienić grafikę w sklepie online i odpisać na e-maile. Delegowanie zadań też się samo nie zrobi, wiele rzeczy trzeba wytłumaczyć. Oczywiście gdzieś w tle dzwoni telefon, w brzuchu burczy, a głowa domaga się kofeiny. Na szczęście uwielbiam taki rozgardiasz, mega mnie to nakręca i dzięki temu pracuję szybciej i efektywniej. Doceniam, że od zawsze robiłam mnóstwo naraz, bo dzięki temu jestem naprawdę wytrenowana w podejmowaniu decyzji, w jakiej kolejności zapanować nad sytuacją. Oczywiście zdarzają się też mniejsze bądź większe kryzysy, ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi.

SYTUACJE KRYZYSOWE

Kiedyś na każdy, nawet najmniejszy problem reagowałam płaczem. Dziś jedynie na co drugi. Trochę tu sobie śmieszkuję, ale nie tylko pół roku w butiku, lecz także trzy lata prowadzenia marki nauczyły mnie, że chociażbym stanęła na głowie, to na niektóre rzeczy nie mam wpływu. Bywały czasy, że potrafiło mnie to ekstremalnie załamać. Dziś wiem, że ważniejsze niż lamentowanie jest szybkie reagowanie, znalezienie rozwiązania i przeanalizowanie problemu, tak żeby nie doprowadzić ponownie do takiej sytuacji. Pogodziłam się z tym, że nie da się wszystkiego zrobić idealnie. To nie znaczy, że odpuszczam. Nic z tych rzeczy. Dalej cisnę na 250% normy, ale mniej siebie samobiczuję, jeśli popełnię jakiś błąd. Pomyłki są wpisane w pracę, ale jeśli mam świadomość, że robiłam wszystko rzetelnie, a po prostu przytrafił się pech, to jestem w stanie to przełknąć.

RADOŚĆ

Jeśli spacerujesz Niecałą, to możesz zauważyć, że czasem siedzę sobie za ladą butiku. To mi chyba daje najwięcej radości (poza dotykaniem tkanin…), bo dosłownie i namacalnie pokazuję, że to właśnie jest moje miejsce pracy. A to wcale nie jest takie oczywiste, jak mogłoby Ci się wydawać! Moje życie zmieniło się ekstremalnie szybko. Trzy lata temu pracowałam jako logopeda, chociaż już gdzieś z tyłu głowy czułam, że na pierwszych dwóch sukienkach, które wyprodukowałam, ten projekt się nie skończy. Od samego początku dawał mi podejrzenie dużo radości i sprawiał, że bez problemu mogę pracować, pracować, pracować i wciąż się z tego cieszyć. Cudowne uczucie!

NEVER ENDING STOOOORY

To nie jest tak, że butik się otwiera i już wszystko ma się gotowe raz na zawsze; że wystarczy wpaść w ciągu dnia na godzinkę, zrobić sobie selfie w lustrze i to by było na tyle z pracy. Jest doooooookładnie odwrotnie! Moja mama zawsze mówiła, że gdy już ma się dom, to trzeba się przyzwyczaić do tego, że ZAWSZE jest w nim coś do zrobienia. Z butikiem jest podobnie. Samo przebieranie manekinów i zmiana ekspozycji zajmują naprawdę dużo czasu, a to tylko niewielki procent rzeczy widocznych na zewnątrz. Tu jest tyle rzeczy do zrobienia, że czasami mam ochotę utopić sobie telefon w zupie, żeby przestał dzwonić. Ale później przypominam sobie, że nienawidzę bezczynności, a zupę kocham. Więc jej nie marnuję.

UCZENIE SIĘ

I na sam koniec coś, co będzie towarzyszyć mi do końca życia. Na szczęście. Kiedy pracowałam jako logopeda w szkole, to starsze koleżanki jak mantrę powtarzały mi, że dobry nauczyciel całe życie się uczy. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z właścicielem marki jest tak samo. Gdybym ze swoją wiedzą dotyczącą krawiectwa i biznesu zatrzymała się na tym, czego dowiedziałam się dwa lata temu, to jest więcej niż prawdopodobne, że nadal byłabym dokładnie tam, gdzie dwa lata temu. Wiem, że najgorsze, co może mi się przytrafić, to przeświadczenie o tym, że wiem już wszystko. Na szczęście natura obdarzyła mnie ekstremalnie dociekliwym umysłem, który kwestionuje dużo rzeczy, zadaje mnóstwo pytań oraz z dziką namiętnością zdobywa nową wiedzę. Totalnie nowy dla mnie temat to np. visual merchandising. Jeśli ktoś Ci kiedyś powie, że to po prostu ŁADNE ułożenie towarów w sklepie, to poproś go, żeby równie ładnie popukał się w czoło. Od samego otwarcia gdzieś z tyłu głowy miałam przeczucie, że z VM w naszym butiku coś jest nie tak. Kiedy znalazłam wolną chwilę, żeby ruszyć z tematem, a przy okazji z nieba spadł mi geniusz w tej dziedzinie (Jarek, pozdrawiam!), poczułam się jak dziecko, które od zera uczy się alfabetu. Niesamowicie ekscytujące zajęcie!

Nie będę pisać żadnego podsumowania roku. Chociaż mam poczucie, że może jednak w tym powinnam, to tak naprawdę wolę zabrać się do pracy nad tym, co planuję w 2018 r., niż podsumowywać coś, co już minęło. Napiszę tylko krótko: to był trudny rok, ale zdecydowanie najbardziej ekscytujący w całym moim życiu. A teraz czekam na następne przygody!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Poranna dawka inspiracji  #vogueitalia #onthetable #morningroutine #morningcoffee #flatlay #flatlayinspo #vogue #cozymorning #january2018 #gypshophila #whitetable #morning #coffe #coffelovers #coffetime #inspocafe #vogueinspo #coffeaddict #coffeebreak   @sam_edelman shoes Są tak ładne, że aż szkoda je zakładać  @shopbop #samedelman #shopbop #newshoes #shoesaddict
 Na relację z @pitti_uomo_ zapraszam Was na profil @monikakaminska_official #pittiuomo #pitti93 #pitti #pitti93 #pu93 #pittipeople #pittistyle #pittiphotos #redjacket #ootd #redcoat #woolcoat #wooljacket #streetstyle #womaninsuit #pittuwoman #elegantstyle #classy #sartorial #bespoketailoring #bespoke #luxuryfabrics  #monstera  #rondo1 #rondoonz1
 Zaraz znajdziecie się w owsiance  #raspberries #sundaymood #sundaymorning #breakfastinspo #sundaybreakfast #pooridge #winterbreakfast #onthetable #sundaychill #pornfood #healthfood #fruitlovers  Sunday  #sundaymood #valenciatrip #sky #vscotravel
 Prezent ode mnie dla mnie  @seebychloe / @shopbop #shopbop #bag #seebychloe  sun  #valencia #valenciatrip #vscotravel
 Szara wełniana czapka smerfetka @monikakaminska_official #ootd #wool #greywool #winterootd #streetstyle #minimalstreetstyle  Nature is pleased with simplicity #valencia #valenciatrip #vscotravel