Biznesowy dekalog na 2017 rok (i resztę lat pracy)

Styczeń 2, 2017

Nie lubię podsumowywać minionego roku, bo mam wrażenie, że to taka wyliczanka sukcesów i udawanie, że porażki nie istniały. Chociaż na zewnątrz wszystko trzymało się bardzo dobrze, to od kulis rok 2016 był dla mnie fatalny. Kosztował mnie za dużo nerwów, a ja sama popełniłam ogromną ilość błędów. Nie wierzę w to, że od nowego roku wszystko się zmienia, i nie jestem typem osoby, która układa sobie z tej okazji postanowienia. Mimo wszystko coś mnie tchnęło i postanowiłam napisać biznesowy dekalog na 2017 rok (i resztę lat pracy). Uznałam, że skoro musiałam przeżyć bolesną naukę na swoich błędach, to może chociaż dla Ciebie będzie to mniej traumatyczne przeżycie, jeśli nauczysz się na moich. I nie martw się: ja już się podniosłam, otrzepałam koronę i biegnę dalej do przodu. Ty też tak zrób.

10 zasad pracy

1. Zapomnij o emocjach

Uniesienia, wzruszenia i szybkie reakcje są fajne we włoskich filmach. Biznesy lepiej robi się na chłodno.

2. Zatrudniaj specjalistów

A nie znajomych, kuzynów, wujków i ciocie, którzy chociaż świetnie robią grafiki, to jakoś nigdy nie mogą zdążyć na czas… Ale znacie się od dawna, więc przecież możesz poczekać.

3. Koncentruj się na zadaniach

A nie na plotkach, robieniu sobie kawy co pół godziny, odbieraniu telefonów od byłych chłopaków i sprawdzaniu statusów na Fejsie. Tego samego wymagaj od pracowników.

4. Ucz się

Jeśli wydaje Ci się, że wiesz o swojej branży wszystko, to znaczy, że reszta już dawno Cię przegoniła, a Ty właśnie zostajesz w dalekim tyle. Nigdy nie przestawaj się doskonalić.

5. Nie bój się

Nie bój się prawidłowo wyceniać swojej pracy, prosić innych o radę, podejmować nowych wyzwań.

6. Nie patrz na to, co robią inni

Ponieważ wtedy nie wymyślisz nic nowego. Myśl tylko o swoim produkcie.

7. Nie bądź niechlujna

Ani w pracy, ani w wyglądzie, ani w jedzeniu (to przecież trzy najważniejsze rzeczy w życiu). Pracuj sumiennie, wyglądaj elegancko, jedz smacznie. Drobne rzeczy tworzą cały dzień.

8. Pytaj innych o zdanie, ale nie przejmuj się wszystkimi odpowiedziami

 

 

 

  • Monika, bardzo madre slowa, chociaz nie prowadze wlasnego biznesu, biore je sobie mocno do serca i pozdrawiam serdecznie Beata

  • ZakamarkiCzasu

    Mam podobne podsumowanie roku 2016 i bardzo podobne plany na ten rok. Pięknie to wszystko ujęłaś! Biorę sobie to do serca.
    Pozdrawiam!

  • Ruda

    punkt 7: nie bądź niechlujny – jakie to trudne. Odstawianie dokumentów od razu na miejsce, prowadzenie dobrze dokumentacji (czy to wydruków, czy w komputerze), poprawianie wyglądu dokumentów, kiedy ma się już ich serdecznie dość i najchętniej wysłałoby się je do klienta, a tu: nie, przeczytać jeszcze raz, poprawić grafikę, wyjustować i co tam jeszcze…
    Jednak największy problem mam z niechlujnym jedzeniem, kiedy jestem sama – biorę kanapkę, sałatkę czy coś tam jeszcze i najchętniej usiadłabym na kanapie i włączyła jakiś filmik na youtube. Często tak robię, niestety. A potem przypominam sobie serial o Herculesie Poirot, który zawsze przykładał wagę do posiłków, nawet tych spożywanych w domu: eleganckie ubranie, porcelanowa zastawa, skupienie, brak pośpiechu. I nie ważne, czy jadł grzanki z dżemem, jajka na miękko, czy jakieś danie, którego przygotowanie trwało 4 godziny.

  • Pingback: Biznesowy dekalog na 2017 rok (i resztę lat pracy)()

Noście czapki!

Październik 16, 2017

Czuję, że mam misję. Jeszcze kilka lata temu płakałam, kiedy musiałam założyć czapkę. Wydawało mi się, że wyglądam w niej w najlepszym wypadku jak grzyb, a w najgorszym jak plemnik. Byłam pewna, że noszenie czarnych sukienek nie ma sensu, bo nie da się wyglądać w sukience i w czapce dobrze. Nie zamieniłam oczywiście sukienek na ciuchy zimowe. Po prostu nie nosiłam czapek. Nie mogłam na siebie w nich patrzeć. Nauszniki, opaski i inne tego typu towary zastępcze również nie wchodziły w grę. Jako kobieta dobrze ubrana nie mogłam psuć efektu czapką. Potrafiłam wyjść z domu z gołą głową podczas naprawdę bardzo niskiej temperatury.

Taaaaaak.

A potem zaczęłam być wiecznie przeziębiona. I robiłam takie numery, że chodziłam w czapce, ale kiedy zbliżałam się do miejsca, w którym miałam się spotkać ze znajomymi, to szybko chowałam czapkę do torebki. Żeby mnie przypadkiem nikt w niej nie zobaczył. Bo przecież wyglądam  ŹLE.

Całkowicie wyleczyłam się z kompleksu noszenia czapki podczas wizyty w Oslo. Przed wyjazdem kupiłam sobie śliczną czapkę. Zgubiłam ją pierwszego dnia. Zgubić czapkę w Polsce, to jest problem, bo znalezienie ładnej trochę trwa. Zgubić czapkę w Oslo to jest DRAMAT, bo na żadną cię nie stać. Serio – gdybym chciała kupić sobie czapkę , która w miarę mi się podoba, musiałbym wydać w Norwegii na nią tyle, ile w Polsce na sukienkę. Odpuściłam. Kupiłam jedną z tańszych. Miała srebrne cekiny.

Nie miałam wyjścia, przyzwyczaiłam się do niej.

Kilka lat później mogę się pochwalić tym, że wygrałam z systemem i mam w szafie mnóstwo przepięknych, wełnianych, ciepłych i niegryzących czapek. A od kiedy w mojej marce jest ponad 20 modeli, o krojach w których wygląda się super (naaaaprawdę!), to noszenie czapki stało się mega przyjemnością.

Po pierwsze dorosłam i nie muszę już całemu światu udowadniać, że seksownie wyglądam z gołą głową przy minusowych temperaturach. A po drugie mam w sklepie naprawdę wełniane czapki, w których każdy wygląda dobrze. Tegorocznym hitem jest model HAT no. 17 czyli szara smerfetka. Każdy, każdy, dosłownie każdy wygląda w niej BOSKO! Okay, każda. Panowie jeszcze nie próbowali.

Jeśli mi nie wierzysz, to na Facebooku Monika Kamińska możesz obejrzeć filmik (kliknij TUTAJ) podczas którego przymierzam wszystkie czapki.

A jeśli mi wierzysz to nie zwlekaj i po prostu:

I nigdy więcej nie marźnij!

P.S. Stałe czytelniczki pamiętają: pierwsza opublikowana wersja tego wpisu powstała pięć (!) lat temu, w czasach kiedy jeszcze nawet jeszcze nie myślałam o własnej marce i czapkach. Życie potrafi zaskoczyć!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.