Szycie na miarę, czyli najlepsza stylizacja mojego życia

Styczeń 17, 2017

Szycie na miarę to oczko w głowie mojej marki. Tym razem okazało się, że zaprowadziło mnie do najważniejszych gazet modowych na całym świecie!

Najpierw się cieszyłam, później tańczyłam taniec zwycięstwa, aż w końcu się popłakałam, a ze szczęścia dosłownie zrobiło mi się słabo. Moja stylizacja z drugiego dnia Pitti Uomo została doceniona przez takie tytuły jak: „Vogue”, „L’Officiel”, „Grazia”, „Elle Man” czy „Buro 24/7”. To naprawdę więcej, niż odważyłam się kiedykolwiek pomyśleć! Zwłaszcza że całość to szycie na miarę według mojego pomysłu i projektu. Wymarzyłam sobie szerokie spodnie z wysokim stanem, skośnymi kieszeniami i wielkim mankietem. Kiedy je włożyłam na pierwszej przymiarce, takie jeszcze nie do końca zszyte, to pierwsze zdanie, które powiedziałam do mojej krawcowej, brzmiało: „Wracam z Pitti Uomo i szyje mi pani identyczny model, ale w innym kolorze”. Okazało się, że w tych spodniach czuję się jak władczyni kraju pizzą i winem płynącego. Poza tym są niesamowicie wygodne. Nie chcę ich z siebie zdejmować!

Do spodni dobrałam kamizelkę z frakowymi klapami. Zestaw został uszyty ze szlachetnej wełny z naturalnym stretchem. Oznacza to, że skład tkaniny to 100% wełny i 0% elastanu. Natomiast dzięki zaawansowanej obróbce technologicznej wełna jest delikatnie rozciągliwa, dzięki czemu staje się niezwykle miękka i wygodna w noszeniu. Całość dopełniały: czerwony płaszcz, flanelowa koszula (uszyta w systemie MTM) i minimalistyczna torebka. Krawat i poszetka oczywiście są od Szarmanta.

Jeśli macie w głowie projekt ubrania, o którym marzycie, a nigdzie nie możecie znaleźć nic idealnego, to naprawdę warto uszyć to sobie na miarę. Ja od dawna marzyłam o szerokich spodniach, ale – jak to we własnej firmie bywa – właściciel na nic nie ma czasu, a już na pewno nie na szycie dla siebie. W każdym razie ogromnie cieszę się, że w końcu mi się udało, bo mam swój idealny zestaw w stylu power dressing i zamierzam chodzić w nim jak najczęściej!

aaa2

Spodnie, kamizelka, koszula, płaszcz – Monika Kamińska / szycie na miarę

Krawat, poszetka – Szarmant

Torebka – A.P.C. / Shopbop

Buty – Sam Edelman / Shopbop

fot. Maciej Cioch

IMG_1283

IMG_2703
IMG_1234

IMG_1453

IMG_1117

IMG_1477

IMG_1420

IMG_1469

IMG_1255

 

 

 

  • Gratulacje!

  • Super! Cieszę się że tak Cię docenili. Gratulacje!

  • makate

    Gratulacje ogromne!

  • Fantastycznie Ci w tej ceglastej czerwieni! Właściwie jaki to kolor?

    • Zależy w jakim świetle stoję, to przybiera różne odcienie czerwieni ;)

  • MrsGrono.com

    Super Moniko! 👌🏻

  • Avarati

    Nie dziwię się, że Ciebie docenili. Wyróżniałaś się spośród tłumu klasą. Nawet ludzie nieznający się na modzie czy ubraniach od razu Twoje stylizacje określiliby jako ekskluzywne ;)

    Pamiętam, że kiedyś pisałaś na fb, że ktoś określił Ciebie jako jasną wiosnę… Serio? Bo mi się wydaje, że jednak jesteś jasnym latem, cudownie wyglądasz w szarościach i zgaszonej czerwieni. W czerni również wyglądasz świetnie, wbrew temu, co propagują kolorystki, latom o mocnej urodzie i silnej kobiecości dobrze w tym kolorze ;)

    • Tak, ponoć jestem wiosną. Ale ja wierzę w rozświetlacz, a nie w analizę kolorystyczną :D

      • Avarati

        Powiem szczerze, że jakoś nie jestem w stanie uwierzyć w Twoją wiosenność, a najważniejsze jest to, by ubierać się w kolory, które pasują do naszej osobowości i urody. Nie jestem w stanie wyobrazić Ciebie w słodkich pastelach i wesołych żółciach, bo gryzłyby się z Twoją osobą ;) Kolory lata i zimy lepiej Ciebie oddają ;)

        Teoretycznie jestem latem, ale bezczelnie kradnę kolory zimie i jesieni ;)

        • Jest na blogu moja stylizacja w żółtej sukience :D

          • Avarati

            Hmm… ta żółć również znajduje się w palecie jasnego lata ;)

  • matylda.semadeni

    I ja bardzo się cieszę, że Ciebie docenili. I choć lubię bardzo kobiety w garniturach czy eleganckich spodniach, to jednak Ty najardziej zachwycasz mnie w sukience.

    Ale ten płaszcz! Wspaniały.

  • Gratulacje Monika! Klasa, klasa i jeszcze raz klasa! Należało Ci się te wyróżnienie! <3

  • Pingback: Granatowa klasyczna spódnica z naturalnym stretchem | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: Czego nie powinna nosić trzydziestolatka?()

  • I to jest właśnie potęga ubrań szytych na miarę. Idealne skrojone, dopasowane do sylwetki, a nie tylko do niektórych miejsc, a do niektórych już nie… :-)

  • Pingback: Seersucker suit – Pitti Uomo 92 | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

Pizzeria da Michele, Neapol – jak smakuje najsłynniejsza pizza świata?

Listopad 2, 2017

Nie wiem, jakim cudem się od tego nie roztyłam, ale mam świadków, którzy potwierdzą, że na studiach potrafiłam w tej samej restauracji zjeść pizzę jednego dnia wieczorem, a następnego na śniadanie. Co więcej, powtarzałam tę czynność kilka razy w tygodniu, wprawiając tym samym kelnerów w osłupienie. Cóż, być może prawdziwa jest moja teoria, że prawidłowo przygotowana pizza tak naprawdę nie jest bardzo tucząca. Inna sprawa, że ja zawsze jadłam margheritę z oliwą peperoncino. Nie da się ukryć, że to najlżejsza pizza, a ostra przyprawa dodatkowo podkręca metabolizm. Jednak dietetykiem nie jestem, to mądrzyć się nie będę. W każdym razie jedno jest pewne: od zawsze kochałam jeść.

Nie tylko pizzę. Po prostu jeść. Kiedyś nie umiałam tego nazwać, ale przeczytanie, a później obejrzenie Jedz, módl się, kochaj pomogło mi uświadomić sobie, że jedzenie jest dla mnie niezwykłym doświadczeniem. To jest jak podróżowanie – z tą różnicą, że czasem wystarczy skoczyć trzy ulice dalej, żeby doznać kulinarnego orgazmu. Napisałam „jak podróżowanie”? Może jednak powinnam użyć innego określenia… Tak czy siak, odkrywanie nowych smaków, testowanie potraw, delektowanie się każdym kęsem – to wszystko potrafi wywołać u mnie naprawdę magiczne emocje. Szczytem ekstazy jest oczywiście kuchnia włoska. Nie wiem, jak to się stało, że do tej pory byłam już około dwudziestu razy w kraju pizzy i makaronów, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze do Neapolu. Kilka dni temu w końcu udało mi się spełnić swoje największe kulinarne marzenie i zjeść w Pizzeria da Michele, czyli w tym słynnym miejscu, w którym Julia Roberts weszła w najważniejszy związek swojego życia.


I wcale jej się nie dziwię. Ale od początku, bo dostanie się do da Michele wcale nie jest takie łatwe. Na zdjęciach niżej widzicie typową kolejkę, która stoi przed wejściem w porze lunchu. Ja byłam tam pod koniec października, więc nawet nie chcę się zastanawiać, co musi dziać się w lipcu, kiedy jest więcej turystów.

Na początku trzeba się przedostać do środka i znaleźć kogoś z obsługi, kto mówi po angielsku. Następnie poprosić o papierowy numerek i wyjść na zewnątrz odstać swoje. Ja zostałam poinformowana, że mój czas oczekiwania wyniesie około 40 minut. W praktyce było to blisko 1,5 godziny. Można też zamówić pizzę na wynos (wydaje mi się, że to trwa krócej), ale bardzo chciałam zjeść w środku, więc czekałam.

Po wejściu kelner wskazał mi stolik. Nie dostałam menu, ponieważ jest ono wywieszone na ścianach. Z jakiego powodu? Jest ultrakrótkie. Tutaj nie dostaniecie pizzy z ananasem, brokułami, pieczarkami, szynką, boczkiem, jajkiem, cukinią i sosem czosnkowym. Są po prostu dwa rodzaje pizzy: margherita i marinara. Pierwsza to ciasto, sos pomidorowy i mozzarella. Druga to ciasto i sam sos. Koniec. Dziwne? Jakość nie potrzebuje dodatków. Porsche nie obkleja się naklejkami. Do minimalistycznej sukienki nie nakłada się… Okay, miało być o pizzy.

Kocham włoską kuchnię za prostotę. Mało składników, ale obłędna jakość. Cienkie ciasto, pachnące pomidory, najlepszy ser. Naprawdę nie potrzeba nic innego, żeby stworzyć danie, które zjecie w trzy sekundy. Pizza w da Michele jest oczywiście neapolitańska, czyli taka trochę pływająca. W 2009 r. została zastrzeżona przez Komisję Europejską jako wyrób tradycyjny i od tamtej pory można wyrabiać ją tylko według ściśle określonej receptury; możecie ją szczegółowo zgłębić we wniosku o rejestrację.

A jak smakuje? Jak herbata z miodem i cytryną w mroźny dzień, jak pierogi w Wigilię, jak pierwsze w sezonie truskawki, jak jagody prosto z lasu, jak arbuz w największy upał i trochę też jak tort urodzinowy, który idzie w biust.

Gwarantuję, że gdy skończysz jedną, to będziesz chciała zamówić drugą na deser. Zrób to. Nie pożałujesz!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.