Wiosenna stylizacja w mediolańskim stylu

Marzec 3, 2017

Tak, tak, w końcu mogę to napisać: wiosenna stylizacja na moim blogu. Mamy wiosnę! To znaczy jeszcze nie kalendarzową, ale tę w mojej głowie na pewno. I mam nadzieję, że w Twojej też.

Z kimkolwiek rozmawiałam, ten mówił jedno: luty był tragiczny. Na szczęście minął szybciej, niż Włosi piją espresso, a przed nami miesiące ciepełka, odkrytych pleców i lekkich butów. Zamykamy w szafie swetry i kozaki. Wyciągamy sukienki i szpilki. Oraz inspirujemy się narodem, który czerpie ze słońca najwięcej energii. Wiadomo, o kogo chodzi.

Moja pierwsza wiosenna stylizacja to połączenie lekkiej granatowej flaneli (którą doskonale znacie z notki: Spódnica z naturalnym stretchem) oraz szarych butów z najnowszej kolekcji Conhpol elite, inspirowanej Mediolanem.

Tkanina, z której uszyta jest sukienka, to dla mnie najlepsze rozwiązanie na okres przejściowy w naszym klimacie. Kiedy nie wiadomo, w co się ubrać – bo w ciągu dnia bywa już całkiem ciepło, ale mimo wszystko wieczory są chłodne – najlepszym rozwiązaniem jest wełniana flanela, która dostosowuje się do temperatury zewnętrznej i sprawia, że nie jest nam ani za gorąco, ani za zimno. Takie cuda z włoskiej wełny szczególnie miło nosi się z prostymi butami. Jak widzisz, obuwie Conhpol nie ma absolutnie żadnego ozdobnika! Naprawdę bardzo sobie cenię marki, które wiedzą, że mniej znaczy lepiej. I chociaż na początku trochę się bałam tej cienkiej szpilki, to już przy pierwszym włożeniu okazało się, że buty są niesamowicie wygodne. Miękkie w noszeniu, ale jednocześnie bardzo stabilne. Ten model dostępny jest też w kilku innych kolorach i przyznam, że ostrzę sobie zęby na pastelowy róż, ponieważ również świetnie wygląda w połączeniu z granatowymi ubraniami. Chociaż są także czerwone… Cóż, szczerze wierzę, że przed nami same słoneczne dni i mnóstwo okazji do takich stylizacji!

Buty: Conhpol elite

Sukienka: Monika Kamińska // szycie na miarę

Zdjęcia: Maciej Cioch

wpis powstał we współpracy z marką Cohnpol

 

 

 

  • MrsGrono.com

    Chcę ją! Nie długo do ciebie przyjdę! ❤

  • Brakuje mi jedynie biżuterii! :)

    • Dla mnie szpilki + fale + rozkloszowana sukienka + dekolt na plecach to już jest za dużo na biżuterię ;)))

  • emk

    Rewelacyjna sukienka 😁 Natomiast buty śliczne ale niestety najlepsze do siedzenia. Im robię się starsza tym bardziej doceniam obcasy 5-6cm

    • Do siedzenia to chyba nie ma żadnej różnicy ;)

      • emk

        W sumie jest- te ze szpiczastymi czubkami tez się potrafią dać we znaki po 10 godzinach- zwłaszcza w samochodzie

        • Nigdy nie prowadziłam w szpilach, więc tu się nie wypowiem ;)

  • Świetna stylizacja:) Sukienka cudowna, pozdrawiam!:)
    http://www.ladymademoiselle.pl/

  • www.misstwentysomething.com

    Uwielbiam sukienki, uwielbiam wszystko co kobiecie! Ta sukienka jest przepiekne i mimo, ze delikatna to wyroznia sie! Mysle ze na moje londynskie ulice bylaby idealna! Pozdrawiam :)

Pizzeria da Michele, Neapol – jak smakuje najsłynniejsza pizza świata?

Listopad 2, 2017

Nie wiem, jakim cudem się od tego nie roztyłam, ale mam świadków, którzy potwierdzą, że na studiach potrafiłam w tej samej restauracji zjeść pizzę jednego dnia wieczorem, a następnego na śniadanie. Co więcej, powtarzałam tę czynność kilka razy w tygodniu, wprawiając tym samym kelnerów w osłupienie. Cóż, być może prawdziwa jest moja teoria, że prawidłowo przygotowana pizza tak naprawdę nie jest bardzo tucząca. Inna sprawa, że ja zawsze jadłam margheritę z oliwą peperoncino. Nie da się ukryć, że to najlżejsza pizza, a ostra przyprawa dodatkowo podkręca metabolizm. Jednak dietetykiem nie jestem, to mądrzyć się nie będę. W każdym razie jedno jest pewne: od zawsze kochałam jeść.

Nie tylko pizzę. Po prostu jeść. Kiedyś nie umiałam tego nazwać, ale przeczytanie, a później obejrzenie Jedz, módl się, kochaj pomogło mi uświadomić sobie, że jedzenie jest dla mnie niezwykłym doświadczeniem. To jest jak podróżowanie – z tą różnicą, że czasem wystarczy skoczyć trzy ulice dalej, żeby doznać kulinarnego orgazmu. Napisałam „jak podróżowanie”? Może jednak powinnam użyć innego określenia… Tak czy siak, odkrywanie nowych smaków, testowanie potraw, delektowanie się każdym kęsem – to wszystko potrafi wywołać u mnie naprawdę magiczne emocje. Szczytem ekstazy jest oczywiście kuchnia włoska. Nie wiem, jak to się stało, że do tej pory byłam już około dwudziestu razy w kraju pizzy i makaronów, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze do Neapolu. Kilka dni temu w końcu udało mi się spełnić swoje największe kulinarne marzenie i zjeść w Pizzeria da Michele, czyli w tym słynnym miejscu, w którym Julia Roberts weszła w najważniejszy związek swojego życia.


I wcale jej się nie dziwię. Ale od początku, bo dostanie się do da Michele wcale nie jest takie łatwe. Na zdjęciach niżej widzicie typową kolejkę, która stoi przed wejściem w porze lunchu. Ja byłam tam pod koniec października, więc nawet nie chcę się zastanawiać, co musi dziać się w lipcu, kiedy jest więcej turystów.

Na początku trzeba się przedostać do środka i znaleźć kogoś z obsługi, kto mówi po angielsku. Następnie poprosić o papierowy numerek i wyjść na zewnątrz odstać swoje. Ja zostałam poinformowana, że mój czas oczekiwania wyniesie około 40 minut. W praktyce było to blisko 1,5 godziny. Można też zamówić pizzę na wynos (wydaje mi się, że to trwa krócej), ale bardzo chciałam zjeść w środku, więc czekałam.

Po wejściu kelner wskazał mi stolik. Nie dostałam menu, ponieważ jest ono wywieszone na ścianach. Z jakiego powodu? Jest ultrakrótkie. Tutaj nie dostaniecie pizzy z ananasem, brokułami, pieczarkami, szynką, boczkiem, jajkiem, cukinią i sosem czosnkowym. Są po prostu dwa rodzaje pizzy: margherita i marinara. Pierwsza to ciasto, sos pomidorowy i mozzarella. Druga to ciasto i sam sos. Koniec. Dziwne? Jakość nie potrzebuje dodatków. Porsche nie obkleja się naklejkami. Do minimalistycznej sukienki nie nakłada się… Okay, miało być o pizzy.

Kocham włoską kuchnię za prostotę. Mało składników, ale obłędna jakość. Cienkie ciasto, pachnące pomidory, najlepszy ser. Naprawdę nie potrzeba nic innego, żeby stworzyć danie, które zjecie w trzy sekundy. Pizza w da Michele jest oczywiście neapolitańska, czyli taka trochę pływająca. W 2009 r. została zastrzeżona przez Komisję Europejską jako wyrób tradycyjny i od tamtej pory można wyrabiać ją tylko według ściśle określonej receptury; możecie ją szczegółowo zgłębić we wniosku o rejestrację.

A jak smakuje? Jak herbata z miodem i cytryną w mroźny dzień, jak pierogi w Wigilię, jak pierwsze w sezonie truskawki, jak jagody prosto z lasu, jak arbuz w największy upał i trochę też jak tort urodzinowy, który idzie w biust.

Gwarantuję, że gdy skończysz jedną, to będziesz chciała zamówić drugą na deser. Zrób to. Nie pożałujesz!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.