Jedno zdanie, które ukształtowało mnie modowo

Maj 11, 2017

Stałam na środku przymierzalni w pewnym znanym i dużym sklepie. Miałam wtedy 16 lat, więc nie da się ukryć, że nie byłam sama.

Był czerwiec. Skończyłam pierwszy rok liceum. Średnią miałam akceptowalną; nareszcie podciągnęłam się z niemieckiego, a przede wszystkim po moim nastoletnim buncie w końcu się ustatkowałam. Sumą tych wszystkich wydarzeń była więc nagroda na koniec roku szkolnego: zakupy. Zawsze za świadectwo dostawałam w prezencie książkę, ale w tamtym roku los jakoś mi sprzyjał. Mogłam sobie kupić dokładnie taką sukienkę, jaką chciałam. Mama płaciła. Szaleństwo.

A więc miałam w tamtej przymierzalni kilka sukienek, ponieważ oczywiście nie mogłam się zdecydować, którą wybrać. Okay, nie do końca tak było. Tak naprawdę tylko udawałam, że nie wiem. Problem polegał na tym, że od razu byłam pewna, która sukienka mnie interesuje, ale wciąż zastanawiałam się, czy to jest najrozsądniejszy wybór.

Dlaczego?

Mój nastoletni pragmatyzm był naprawdę niemożliwy. W tamtych czasach większość moich koleżanek nosiła po prostu jeansy i T-shirty. A ja nie potrzebowałam tej sukienki na czyjeś wesele lub inne ważne wydarzenie. Po prostu chciałam w niej przechodzić całe lato. I tu dochodzimy do sedna sprawy.

To nie była zwykła sukienka. To była sukienka, która od razu przyciągała wzrok i sprawiała, że na pewno nie przeszłabym niezauważona. Na czym polegał problem? Na tym, że bałam się wyglądać inaczej niż reszta.

W końcu wypowiedziałam swoje wątpliwości na głos. Mama tylko się zaśmiała i odpowiedziała:

„Ale właściwie dlaczego masz nie wyglądać lepiej niż wszyscy?”

To wystarczyło. Nie tylko, żeby tę sukienkę kupić i mieć ekstraubranie na całe lato. Również do tego, żeby już nigdy nie próbować dostosowywać się do innych w kwestii wyglądu. Powiem mało skromnie: wyglądałam najlepiej przez całe tamto lato. I co się stało? Nic. „Pszczoły nie odleciały, jeździec nie skoczył”*. A ja dziesięć lat później pracuję w sukienkach. Bo od tamtej pory włożyłam ich w życiu tyle, że śmiało mogę powiedzieć, iż wiem o nich wszystko.

PS Mam jeansy w szafie. Ostatnio wyszłam wieczorem na drinka. Do jeansów dobrałam koszulę. Koleżanka, z którą się umówiłam, zapytała, dlaczego tak elegancko się ubrałam. Dla mnie to był casual.

Nigdy wszystkim nie dogodzisz. Bądź sobą i wyglądaj najlepiej! Czyli tak jak chcesz.


* Josif Brodski

 

 

 

  • stopthedot

    Ile osób teraz aż skręca z ciekawości, żeby zobaczyć tą sukienkę? :D

    • Zaskocze wszystkich: była zielona :D

      • MagdaMi

        A może masz jakieś zdjęcie z tamtego lata? :)

        • A nawet nie myślałam żeby szukać bo to pewnie na jakimś głęboko zakopanym dysku zewnętrznym.

      • stopthedot

        Zielona najlepsza! <3

    • JA!

  • Serena

    Mam 17 lat.Przez całe gimnazjum słyszałam od kolegi ze ubieram się jak 30-letnia kobieta.Gdy przychodziłam do szkoły ot tak, w sukience, różne osoby chciały wiedzieć czy akurat mam jakiś konkurs.Robiłam swoje,ponieważ ubierając się tak czułam się najlepiej.Mój styl od tamtego czasu nieznacznie się zmodyfikował,ale wciąż mam poczucie że odstaję od reszty(wystarczy spojrzeć na większość dziewczyn w moim wieku).Twój post dodał mi odwagi by pozostać sobą,choć żałuję że nie napisałaś i nie przeczytałam go wcześniej.Życzę powodzenia oraz dalszych sukcesów.

    • <3
      Z tymi konkursami to też mnie pytali. Trzymaj się i noś to co lubisz!

    • Oj no weź :D Z tej strony 30-letnia kobieta, której niektórzy pytają, dlaczego ubiera się „jak facet”. Bo mam z 11 tweedowych marynarek, koszule, spodnie w kant, swetry wełniane, półbuty itp. Jak założę t-shirt, to wyglądam na 17 lat, tak że no. Nikomu nie dogodzisz! Ubieraj się, jak Ci się podoba i tak, żeby czuć się pewnie w swojej skórze – i nikomu nic do tego. Trzymaj się, pozdrawiam :)

      • Ruda

        Czyli ubierasz się w stylu Diane Keaton? Super.

    • Ruda

      Może gdybym zobaczyła Cię na ulicy pomyślałabym: wreszcie jedna dziewczyna, która nie wygląda jak 100 tyś. innych?
      Serio, ja ich nie rozróżniam: długie proste włosy, czarne rogowe oprawki, jeansy z wysokim stanem, kurtka w motywy kwiatowe/ramoneska lub koszula w kratkę.

  • MagdaMi

    Niebezpiecznie zaostrzyłaś mój apetyt na sukienkę.
    Ja dziś miałam na sobie Twoją spódnicę niebieską trapezową i dzianinowy prosty sweterek przy ciele i oczywiście posypały się komplementy i pytania co tak elegancko :D
    To chyba Twoja pierwsza spódnica. Tak sobie pomyślałam, że nawet jak się zniszczy to zachowam na pamiątkę. Jak już będziesz sławna w szerokim świecie to się będę chwalić, że mam egzemplarz z początków kariery ;)

    • Jeszcze z pierwszym logotypem 💕

  • Chyba sobie wydrukuję ten tekst i powieszę w szafie, żeby widzieć go za każdym razem, gdy pomyślę, że powinnam ubrać coś innego, bo przecież będę bardziej elegancko niż cała reszta!
    A w sumie dlaczego mam nie wyglądać lepiej niż wszyscy? ;)
    To bardzo mądre zdanie, z pewnością do zapamiętania na długo :)

  • Słusznie, ja niejednokrotnie w liceum słyszałam na zakupach z „przyjaciółką” za chuda na to jesteś… Później na studiach od szczuplejszych od siebie słyszałam, że są grube, co ponownie budziło mnie dziwne uczucia i myśli, że ze mną coś jest nie tak. Ale już po studiach w końcu akceptuję siebie i noszę się tak jak mi się podoba, nawet jeżeli komuś nie odpowiadają moje chude łydki i „tyłek jak J.Lopez”.

  • Kasia

    Dokładnie to potrzebowałam przeczytać! Dziękuję <3

  • Na blogu są chyba że trzy lub cztery notki, w których jestem w jeansach. Inna sprawa, że ciągle w tych samych. Lubię tylko jeden model jasnych Levisów z wysokim stanem. Ale czasem nocą w Warszawie spotkasz mnie w czarnych lub białych spodniach typu jeans i do tego w luźnej męskiej koszuli. To mój casual :D

  • Marta M

    Tak jak część czytelniczek – znam to (w pewien sposób). U mnie w liceum wszyscy chodzili w bluzach, dżinsach i obuwiu sportowym. Ja nosiłam spodnie w kant i eleganckie buty w męskim stylu (a nie były jeszcze wówczas tak powszechne).
    Grunt to czuć się sobą.
    A wypowiedziane przez Twoją Mamę zdanie chyba muszę sobie wpisać w kalendarzu ;)

Bez kompromisów – wełniane płaszcze oraz wełniane swetry

Listopad 17, 2017

Na studiach zawsze kupowałam płaszcz na dwie raty. To znaczy najpierw płaszcz, a później sweter pod płaszcz. Nie było innego wyjścia, bo zawsze było mi ekstremalnie zimno. Denerwowało mnie to niesamowicie, ponieważ zwykle musiałam nakładać na siebie podkoszulkę, sukienkę, sweter, płaszcz, a czasem nawet dwa szaliki (!): jeden pod płaszcz, a drugi na niego. Bardzo często nawet to nie pomagało, więc cały czas się trzęsłam, chociaż starałam się wybierać naprawdę grube materiały. Nie wiedziałam wtedy, że to nie o grubość chodzi i że bez względu na to, jak podobna stanę się do ludzika Michelin – nadal będzie mi zimno.

Dziś mam na sobie golf, dyplomatkę, elegancki szalik oraz czapkę i jest w sam raz. Wyglądam elegancko, zimowe ubranie jest spójne z tym, co lubię, a przede wszystkim w końcu jest mi ciepło. Dlaczego? Otóż wełniane ubrania nie muszą być grube, żeby grzały. To cud naturalnych tkanin. Dlatego zimową kolekcję do Monika Kamińska przygotowaliśmy całkowicie bez kompromisów. Jej głównym elementem są wełniane płaszcze o kroju dyplomatki, które podbiły serca klientek. Po pierwszym weekendzie sprzedaży nie mieliśmy już połowy. Kiedy piszę ten wpis, została nam jedna sztuka szarego płaszcza w rozmiarze XXS oraz kilka czerwonych i camelowych.

Płaszcze potraktowałam ekstremalnie poważnie. Tutaj naprawdę nie ma mowy o oszczędzaniu na tkaninie, kombinowaniu ze składem lub szukaniu tańszych zamienników. Zima to zima, tego się nie oszuka. Dlatego dyplomatki uszyliśmy w 100% z wełny pochodzącej od mającej 180-letnią historię brytyjskiej tkalni Abraham Moon & Sons (gramatura wełny to 555 g/mb). Brytyjczycy są mistrzami w produkcji naprawdę ciepłych tkanin, więc można im zaufać. Płaszcze mają minimalistyczny krój: klapy otwarte, najmodniejsze w tym sezonie kieszenie z patkami oraz charakterystyczny dla mojej marki detal, tj. kieszonkę piersiową. Wykończone zostały podszewką z cupro oraz guzikami rogowymi.

Kolejny ważny element to wełniane golfy damskie. Tutaj, jeśli chodzi o wybór wełny, przenieśliśmy się do Włoch i postawiliśmy na całkowicie niegryzącą (poważnie!) wełnianą dzianinę w trzech klasycznych kolorach: czarnym (nawet nie wiem, czy w momencie publikowania tego wpisu będzie dostępny, bo znika szybciej, niż ja jem pizzę), szarym i kremowym, który tak naprawdę jest zbliżony do odcienia kości słoniowej i jest moim zdecydowanym zimowym faworytem. Golfy zostały wykończone ściągaczami, dzięki czemu nie będą się wydłużać. Poza tym dzianina, z których zostały wyprodukowane, jest odporna na brud i przykre zapachy, więc nie wymaga częstego prania.

Chciałam napisać, że całość kolekcji uzupełnia garnitur oraz spódnica w kratkę księcia Walii, ale tempo sprzedaży tych produktów było tak szybkie, że nawet nie mam swojej marynarki, żeby zrobić zdjęcia, ponieważ została sprzedana w butiku. N I E S A M O W I T E. Kupiliśmy od razu kolejną belkę tkaniny, ale mamy tyle rezerwacji na szycie na zamówienie, że do sklepu online trafią dosłownie pojedyncze sztuki za około miesiąc.

Duża rotacja spotyka też akcesoria. Udało nam się uzupełnić wełniane czapki o wszystkie brakujące sztuki – z tym, że część z nich zmieniła odcienie, ponieważ skończyła się dzianina z pierwotnych modeli. Ale w ten sposób najbardziej popularny model w tym roku, czyli szara smerfetka, zyskał moim zdaniem jeszcze piękniejszy odcień szarego melanżu.

Czapki oczywiście uzupełniają wełniane szaliki oraz skórzane rękawiczki. Te pierwsze są najlepszym przykładem na to, że wełniany szalik nie musi mieć 753 m długości i 672 m szerokości, żeby ogrzewać. Szaliki uszyte są z wełny merynosa, a dzięki temu mogą być jednocześnie lekkie w noszeniu oraz dawać dużo ciepełka. Rękawiczki natomiast są uszyte z bardzo miękkiej skóry, która nie tylko grzeje, lecz także pięknie się układa. Mój faworyt to rękawiczki samochodowe, które tak naprawdę są najbardziej stylowymi rękawiczkami, jakie w życiu miałam. Ogromnie się cieszę, że mamy je w swojej ofercie.

O ciepełku można pisać wiele, ale myślę, że najwięcej powie fakt, że sesja zdjęciowa, którą niżej możecie oglądać, trwała cztery godziny, a ja naprawdę nie zmarzłam. Magia wełny!

Z dumą mogą napisać: total look ze wszystkich zdjęć – MONIKA KAMIŃSKA

Zdjęcia – Maciej Cioch

A na koniec zamszowa spódnica – mój totalny hit, jeśli chodzi o zimowy look. W połączeniu z czarnym golfem i camelowym płaszczem tworzy zestaw, którego naprawdę nie mogę z siebie zdjąć.

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.