Pure Platinium Warszawa Złote Tarasy – opinia po 4 latach

Maj 6, 2013

Zastanawiasz się jaką siłownię wybrać? Myślisz o Pure? Konkretnie o  Pure Platinium Warszawa Złote Tarasy? Przeczytaj ten wpis.


W końcu dokonałam tej najbardziej męskiej decyzji w  moim życiu i postanowiłam zmienić siłownię. Do Pure Platinium Złote Tarasy (Pure Jatomi) zapisałam się w sierpniu 2009 roku. Przedstawiona tutaj opinia dotyczyć będzie tylko i wyłącznie tego klubu. Postaram się napisać ją w miarę rozsądnie i na chwilę zapomnieć o tym, że szczerze nie znoszę tego miejsca.

Przez 4 lata trzymała mnie tam głownie lokalizacja i zajęcia z jogi. W maju 2013 uznałam, że to za mało. W Internecie krąży mnóstwo kompromitujących tę placówkę (i całą sieć) opinii. Każdemu kto planuje się tam zapisać proponuję je poczytać. Warto też poszukać kogoś znajomego, kto tam chodzi/chodził. Są różne priorytety i to co mnie wkurza, innych może w ogóle nie interesować. I najważniejsze – bardzo pilnujcie tego jakie macie warunki wypisywania się z tej siłowni. Ja się na tym nie znam, ale legendy już krążą o tym, że z Pure bardzo trudno jest zrezygnować. Mi (odpukać – mam nadzieję, że przez ostatni miesiąc nic się nie pojawi nowego w tej sprawie) się udało, więc uznałam, że czas na moje ostatnie słowo w tej kwestii. Omówię szczegółowo działalność, funkcjonowanie i jakość całej siłowni.

Przez cztery lata chodziłam na siłownie średnio około dwóch razy w tygodniu. Bywały miesiące w w których byłam tam po dwadzieścia razy, bywały takie w których wcale.

Siłownia w Złotych Tarasach ma status Platinium, czyli jest z założenia siłownią lepszą od tych, które tego statusu nie mają. Nie do końca wiem o co chodzi praktyce, najprawdopodobniej o to, że jest większa i ma większa strefę relaksu. O ile się nie mylę to Pure w Blue City nie miało kiedyś statusu Platinium, a pisząc ten post zobaczyłam, że jednak ma, więc moje teoria może nie być prawdziwa.

 Sprzęt

Sprzęt na siłowni jest  najważniejszy. Kiedy w 2009 r. zapisywałam się do Pure (to było jeszcze przed otwarciem, które potem zaczęło się wydłużać) mówiono mi, że siłownia w Złotych Tarasach będzie wyposażona w trzy urządzenia Power Plate – dwa na siłowni głównej, jedno na damskiej. To były wtedy bardzo modne maszynki, które miały skracać czas treningu oraz zwiększać jego wydajność. Nie da się ukryć, że trochę mnie to skusiło. Czy działają? Nie wiem. Do dziś nie pojawiły się w Złotych Tarasach. Nikt również nie potrafił odpowiedzieć mi dlaczego.

Cała siłownia podzielona jest na dwie części. Ogólną, która składa się z dość dużej ilości maszyn do cardio oraz równie dużej części siłowej. Damska siłownia to taka mini sala do ćwiczeń – dwie bieżnie, dwa orbitreki, kilka innych maszyn do ćwiczeń cardio, trochę maszyn siłowych, kilka mat. Ja o wiele bardziej lubię klimat tej damskiej, bo zazwyczaj jest tam ZNACZNIE mniej osób. Nie jest prawdą, że nie przebywają tam mężczyźni. Kobiety wykupujące treningi personalne u trenerów płci męskiej mogą sobie poprosić o ćwiczenie na damskiej siłowni i dość często to robią.

Sprzęty w miarę działają. Nie zauważyłam żadnych problemów z urządzeniami siłowymi, natomiast w tych do cardio regularnie przez 4 lata psuły się telewizory, czasem nie dało się zmienić prędkości, czasem coś odpadło. Poza godzinami wieczornymi, kiedy na siłowni pojawia się tłum i potrafi brakować bieżni, nie stanowi to większego problemu.

Obsługa

Najgorszy punkt całej siłowni. Główny powód mojego rozwiązania umowy. Połapać się kto tam jest managerem albo osobą decyzyjną to jak trafić szóstkę w totka. Jeżeli coś się na siłowni popsuje albo mamy jakąś skargę to nie wiadomo do kogo to zgłaszać. Na recepcji nigdy nic nie mogą zrobić, a managera nigdy nie ma (udało mi się raz z nim porozmawiać). Maile giną w otchłani Internetu. Nie wiadomo kto odpowiada za płatności. Kilkanaście razy informowano mnie telefoniczne, mailowo i w klubie, że nie zapłaciłam za jakiś miesiąc, chociaż przelew robił się zawsze automatycznie.

Przykład z zeszłego tygodnia? Na siłowni ogólnej odbywały się jakieś zawody podczas których jeden z trenerów kibicując zawodnikom dosłownie wydzierał się do mikrofonu: „jeeeeeeszczeeeeee, daaaaaaaaaaaaaajesz, biegnij, biegnij!!!!!”. Był słyszalny w całej siłowni włącznie z głośnikami w damskiej. Było tak głośno, że nie dało się w spokoju ćwiczyć. Poprosiłam panią z recepcji  o wyłączenie głośników na damskiej siłowni. Po piętnastu minutach poprosiłam ponownie. Usłyszałam:

-Niestety tego się nie da oddzielić.

-W takim razie kiedy to się kończy?

-Niedługo.

-Co to znaczy niedługo?

-Nie wiem, za pół godziny, za godzinę?

Zawody skończyły się za…minutę. Szkoda, że recepcja nie ogarnia takich rzeczy. Powinna.

Inny przykład?

Najmniej przyjemna historia z całego mojego pobytu na siłowni. Całość jest opisana tutaj. W skrócie – byłam w stroju sportowym kiedy zacięła mi się szafka. W szafce było wszystko – ubrania, klucze do domu, pieniądze, dokumenty. Recepcjonistka kazała mi wracać do domu i przyjść po to jutro. Tak, w stroju sportowym, bez własnych rzeczy kazała mi wracać do domu. Oczywiście nie zrobiłam tego, ale kosztowało mnie to sporo nerwów. Po całym zajściu nikt mnie nawet nie przeprosił.

Nie da się tez nie zauważyć, że do blatu od strony recepcjonistek przyklejone są gotowe wzory odpowiedzi na pytania klientów i przypominajka o tym żeby być miłym. Miałam nie być złośliwa, więc nie będę tego komentować.

Trenerzy, motywatorzy

Zapisując się przed otwarciem dostałam gratis dwie lekcje z trenerem personalnym. Wspominam jakość bez szału , ale jest to jedyna opcja na ogarnięcie sprzętu dla kogoś nowego. Inaczej nie ma szans, bo nikt nic nie podpowiada, nie poprawia. Na siłowni są też motywatorzy, ale poza jednym chłopakiem, który już tam nie pracuje i któremu faktycznie chciało się coś mi pokazać nowego, to w zasadzie nie wiem czy oni mają jakąś konkretną funkcję. Poza jogą, z nauczycielką, która już pracuje w innym miejscu, raczej nie chodziłam na zajęcia grupowe, więc nie mogę się o nich wypowiadać.

Sauna, strefa relaksu

W Pure znajduje się również sauna, łaźnia parowa, mini jacuzzi, mini basen (w zasadzie drugie jacuzzi) i …zjeżdżalnia.

Z sauną problem jest od otwarcia. Przez cztery lata na zmianę: temperatura była na niska, za wysoka, drzwi się nie zamykały, ktoś je wyłamał, łamały się deski w środku itp. Obsługa ma tendencje do wyłączania sauny na 2 godziny przed zamknięciem klubu i do nie włączania jej rano oraz w weekendy.

Z łaźnią parową jest mniejszy problem, bo można jej moc podkręcić samemu. Chociaż również zdarzały jej się dłuższe okresy, w takcie których nie działała.

Jacuzzi to osobna bajka. Moim zdaniem woda jest tam trochę za zimna, ale nie da się ukryć, że to dość dobre rozwiązanie na relaks po siłowni. Ja jednak ostatnio jestem raczej bliższa modzie na nie wchodzenie tam (w strefie relaksu krążą dziwne opowieści o tym jak źle to jest czyszczone, ile w tym prawdy nie wiem, ale udało się im mnie przestraszyć). Basen to takie zimniejsze jacuzzi, też do leżenia, nie do pływania. Zjeżdżalnia była świetną zabawką przez trzy pierwsze miesiące po otwarciu, teraz już z niej chyba nikt nie korzysta.

Taras

To im się udało na tej siłowni najbardziej. Ze strefy relaksu można wyjść na bardzo duży taras z leżakami, stolikami, krzesłami i barem. Rewelacyjna opcja na ciepłe miesiące. Będzie mi tego najbardziej brakować.

Strefa rekreacji

Siłownia wyposażona  jest również w pięć komputerów z dostępem do Internetu, automat do kawy i kilka stolików. Bardzo wygodne rozwiązanie. Wiele razy kończyłam notki przed treningiem. Komputery się oczywiście wieszają i działają jak chcą, a ja nie chcą to nie działają. Często wszystkie są zajęte i trzeba stać w kolejce. Z jednej strony to nie kafejka internetowa, z drugiej jak już się coś takiego robi, to moim zdaniem warto by było o to dbać. Natomiast jeżeli tego nie znajdę na kolejnej siłowni, to nie da się ukryć, że pewnie utrudni mi to załatwianie spraw i zmusi do noszenia komputera przy sobie.

Szatnie

Szatnia (damska oczywiście) jest dość duża, ale po godzinie 17 i tak robi się w niej ciasno. Połączona jest z wygodnymi prysznicami (w każdej kabinie jest automat z żelem do mycia, szamponem i odzywką do włosów). Jedyny problem jest tam z wieszakami na ręczniki, które się chyba pourywały ze dwa lata temu i do tej pory coś jest z nimi nie ta. Woda jest  dość ciepła i z dobrym ciśnieniem. Ponadto każda szatnia wyposażona jest w suszarki, prostownice, żelazko, waciki i płyn do demakijażu (który się często kończy, więc akurat na tym bym nie polegała). Szafki są bardzo ściśnięte i jest ich dużo. Nie są najwygodniejsze na świecie, ale o ile się nie psują, to korzysta się z nich w miarę okay.

W szatni są dwa solaria, które niestety nie wiem jak działają. Za 5 złotych można wypożyczyć ręcznik, a za 15 zł szlafrok. Taka czynność wiąże się z obowiązkowym zostawieniem w recepcji klubu dokumentu z imieniem i nazwiskiem/ kaucji za wypożyczenie. Manager, który wprowadził ten zwyczaj tłumaczył mi, że miesięcznie ginie im ok. 80 ręczników. Podobno wynoszą je klubowicze. Dziwne jak na siłownie Platinium i bardzo niewygodne. Zostawienie i odbieranie kaucji wiąże się z wydłużeniem kolejek, a i czasem bywało tak, że zostawiona przeze mnie karta gdzieś zaginęła, więc byłam poproszona o odebranie jej przy następnej wizycie. Kilka razy widziałam sytuację kiedy ktoś bardziej pewny siebie ode mnie odmawiał zostawienia dokumenty/kaucji i po prostu wchodził z tym ręcznikiem. Nikt z recepcji nie reagował, ja również ominęłam kilka razy tę zasadę mówiąc, że skoro pan przede mną nic nie zostawiał, to ja również nie będę. Raz na trzy razy obsługa zapomina o pobraniu dokumentu.

Ceny

W zasadzie to nie wiem. Siłownia ma taką zasadę, że nie udziela informacji o cenach karnetów przez telefon, trzeba osobiście stawić się w klubie. Poza długością umowy nie wiem od czego są uzależnione ceny karnetów. Na saunie często można spotkać kogoś kto się chwali, że po znajomości załatwił sobie karnet za ok. 120 zł miesięcznie, ale są też tacy, który mówią, że płacą ponad 200 zł.

 

Czy żałuję, że chodziłam tam 4 lata?

Z jednej strony nie, bo dzięki  Pure Platinium Warszawa Złote Tarasy wyrobiłam sobie nawyk regularnego ćwiczenia i wkręciłam się w jogę. Miałam tam blisko i wiele razy udało mi się odbyć trening tylko dlatego, że wpadałam tam na godzinkę, szybko ćwiczyłam i jechałam dalej. Teraz na pewno będę potrzebować większej motywacji żeby dojechać gdzieś dalej.

Natomiast nie da się ukryć, że była to najgorsza umowa jaką w życiu podpisałam. Nigdy nie byłam związana z firmą, która tak nieprzyjemnie traktuje klientów. Pure jest nastawione tylko na zysk. Z taką lokalizacją nie jest to trudne. Jeżeli wypisze się niezadowolony klient, to oni szybko na jego miejsce znajdą nowego. Cały czas prowadzone są poszukiwania nowych członków (np. jeżeli podasz numery do swoich znajomych komuś z obsługi to dostaniesz żeton na solarium albo ręcznik itp.). W kategorii siłowni Pure to taki fast food z niskimi standardami obsługi. Można iść, można poćwiczyć, jest blisko, jest szybko, jest dużo, ale w końcu nadchodzi taki moment kiedy ma się tego wszystkiego dość.

Co dalej?

Teraz będę szukać nowej siłowni. Ponieważ będę korzystać z karty Benefit, to jeżeli możecie polecić mi miejsca w Warszawie do których można wejść korzystając z tego systemu, to będę bardzo wdzięczna. Wiele razy pytaliście mnie mailowo gdzie chodzę na siłownie i gdzie polecam pójść. Wiem, że dużo moich znajomych również mam problem z tym gdzie się zapisać. Ponieważ Benefit umożliwia sprawdzenie wielu miejsc mam taki cichy plan żeby przez wakacje sprawdzić kilka siłowni w Warszawie i każdą z osobna tutaj zrecenzować. Dajcie znać jakie elementy przy zapisywaniu się do takich miejsc są dla Was najważniejsze, to zwrócę na nie szczególną uwagę. I ćwiczcie, mimo wszystko ćwiczcie gdzie się da ;)

 

 

 

 

Moje najpiękniejsze greckie wakacje

Sierpień 21, 2017

Urlop marzeń bez Januszy, Grażynek i Brajanków.

Kiedyś śmiałam się z osób, które spędzają wakacje nad hotelowym basenem. Dziś wiem, że wtedy nie miałam pojęcia, co to znaczy być naprawdę zmęczonym. Życie nie jest tak różowe jak filtry na Instagramie. Mimo że nasz remont zakończył się dobrze, to nie udało mi się pstryknąć palcem i pozbyć w sekundę tych wszystkich negatywnych emocji. Co tu dużo mówić: byłam przemęczona i znerwicowana do tego stopnia, że jedno niepowodzenie potrafiło wyłączyć mnie na pół dnia z pracy. Do tego doszedł prawie całkowity brak letniej pogody w Polsce. A ja naprawdę potrzebuję dużej ilości słońca. Byłam nie do życia.

Marzył mi się święty spokój i 30°C w cieniu. Postanowiłam więc udać się na urlop, na którym nie będzie korciło mnie zwiedzanie od świtu do nocy. Kocham poznawać nowe miejsca, ale musicie mi uwierzyć: nie miałam siły. Poza tym w ciągu najbliższego pół roku czeka mnie siedem zagranicznych wyjazdów, więc jeszcze nadrobię. Dlatego właśnie z powodu wygody zdecydowałam się na swój pierwszy w życiu wyjazd z biurem podróży i szukałam hotelu w największej dziurze, w jakiej się da. Dodatkowo chciałam, żeby był to hotel z liczbą pokojów poniżej 100 (a jeszcze lepiej poniżej 50), tylko dla dorosłych i max. 500 metrów od plaży. Brzmi nierealnie? Zdecydowanie. Jednak raj istnieje!

To, co znalazłam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Zadaliście mi na privie tyle pytań o to miejsce, że chociaż na początku nie planowałam pisać żadnej notki, to po kilku dniach relacji na InstaStories wiedziałam już, że koniecznie muszę zrobić o tym wpis.

Po przejrzeniu wszystkich ofert znanych mi biur podróży zdecydowałam się na Grecos, kiedy znalazłam w ofercie hotel Cavo Olympo. Nie jest to wpis sponsorowany. Ja po prostu jestem ekstremalnie zadowolona z tego wyjazdu. Ze strony biura podróży wszystko było zorganizowane dobrze, a hotel okazał się wspaniały.

Cavo Olympo mieści się naprawdę w środku niczego. A dokładnie prawie dwie godziny od Salonik. Najbliższa miejscowość, do której można dotrzeć z hotelu, to Plaka (około pięciu minut plażą). Polski odpowiednik Plaki to Kąty Rybackie. Jest tam camping, jeden sklep spożywczy, kilka całkiem niezłych restauracji (szczególnie Veranda Seaside) i tyle. Traktowałam to jako miejsce na lunch. Nieco dalej (około 8 km) znajduje się Litochoro, które już jest znacznie większym miasteczkiem, choć poza restauracjami i tak niewiele tam można zwiedzić. Szczególnie że miasto służy głównie jako baza wypadowa dla osób, które wpinają się na masyw Olimpu.

I tu dochodzimy do najciekawszego punktu: otóż Cavo Olimpo jest przepięknie położonym hotelem. Z jednej strony do Morza Egejskiego jest 100 metrów (i przy brzegu pływają delfiny!), a z drugiej widać cały Olimp, czyli najwyższy masyw górski w Grecji. Tam jest z każdej strony ładnie. Wschody i zachody słońca są aż nierealnie pięknie, a nocą księżyc odbija się w hotelowym infinity pool. Magia. Zobaczcie.

Ponieważ początkowo nie planowałam robić żadnego wpisu o tym miejscu, to nawet nie wzięłam ze sobą aparatu. Wszystkie zdjęcia zrobiłam telefonem.

Tak wyglądał wschód słońca z pozycji mojego łóżka.

A tak dla odmiany z pozycji mojego balkonu.

Dużo osób pytało, czy w tym hotelu nikogo nie było. Można tak powiedzieć. Akurat w trakcie zachodów (zdjęcie główne wpisu) po prostu zaczynała się kolacja, więc ludzie przenosili się z leżaków do restauracji. Natomiast wschody były o godz. 6.15, więc również nie było trudno zrobić fotkę, na której nikogo nie ma. A poważnie to bardzo polecam to miejsce wszystkim mizofonikom. Po pierwsze – tak jak wspominałam – jest to hotel bez dzieci, a po drugie i najważniejsze – wszyscy, którzy tam przyjeżdżają, cenią sobie nie tylko swój komfort, lecz także innych osób. Pomimo że było tam dość dużo młodych osób, to przez cały pobyt mogłam delektować się ciszą. Nikt nie krzyczał, nie piszczał, nie wskakiwał do basenu, nie chlapał się wodą itp. Ośmielę się nawet na tezę, że prawie nikt tam głośno nie rozmawiał. Poważnie. Niesamowite.

Sukienka i kapelusz: Monika Kamińska

Okulary: Quey Australia / Shopbop

Niesamowicie odpoczęłam, totalnie objadłam się greckimi serami (grillowana feta to mistrzostwo świata) i zdecydowanie nabrałam ochoty na odwiedzenie innych rejonów Grecji. Teraz marzy mi się Santorini, chociaż czuję, że tam już nie usiedzę tyle w jednym miejscu.

Jeśli potrzebujecie się zresetować, to Cavo Olympo jest naprawdę idealnym miejscem. Poza tym ma infinity pool, a nie ukrywam, że popływanie w takim basenie było jednym z moich marzeń. Udało się i ogromnie się cieszę, bo wrażenia są n i e s a m o w i t e. To nie tylko dobrze wygląda na fotkach – to przede wszystkim powoduje efekt WOW na żywo. Jestem obecnie bardzo mocno opalona, bo po kupieniu sobie tego różowego donuta zupełnie nie mogłam z tego basenu wyjść. Raj na ziemi! Po więcej zdjęć zapraszam na Instagram, a jeśli macie jeszcze jakieś pytania dotyczące hotelu lub ogólnie wyjazdu, to chętnie odpowiem na nie w komentarzach pod wpisem.

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Summer vibes #summermood #summervibes #vscogreece  • blue sky • #bluesky #instagreece #vscolife #vscogreece
 The time is now  #vscolife #vscogreece #vscotravel #awesomeplaces  Siedzę sobie dzisiaj spokojnie na plaży, patrzę przed siebie i nagle w wodzie coś zaczyna pojawiać się i znikać. To delfiny postanowiły popływać przy brzegu. Niestety nie udało mi się tego złapać na fotce, ale wrażenia niesamowite  A dla atencji zdjęcie zachu słońca. Tak, znów nikogo nie ma. Jak płacić to za święty spokój
 Czy Wy widzicie to światło  @cavoolympo #sunset #luxuryhotels #vscogreece  Tak, tu prawie nikogo nie ma. Idealne wakacje dla mizofoników  #verandaseaside #vscogreece #greecestagram #instagreece
 Mogłabym tak cały rok . Co ciekawego ostatnio czytaliście? #vscogreece #instabook #greecestagram #greece #chilln  Jestem serem. #instafood #vscofood #vscogreece #vscoflatlay #flatlaygood
 Po raz kolejny potwierdziła się teza, że najlepsze jedzenie to proste jedzenie. Oliwki, sery, pomidory: świeże składniki i proste receptury. Kocham takie jedzenie  #vscofood #vscogreece #simplefood  • friday morning • #fridaymood #fridaymorning #chilln #champagne #panamahat