Pure Platinium Warszawa Złote Tarasy – opinia po 4 latach

Maj 6, 2013

Zastanawiasz się jaką siłownię wybrać? Myślisz o Pure? Konkretnie o  Pure Platinium Warszawa Złote Tarasy? Przeczytaj ten wpis.


W końcu dokonałam tej najbardziej męskiej decyzji w  moim życiu i postanowiłam zmienić siłownię. Do Pure Platinium Złote Tarasy (Pure Jatomi) zapisałam się w sierpniu 2009 roku. Przedstawiona tutaj opinia dotyczyć będzie tylko i wyłącznie tego klubu. Postaram się napisać ją w miarę rozsądnie i na chwilę zapomnieć o tym, że szczerze nie znoszę tego miejsca.

Przez 4 lata trzymała mnie tam głownie lokalizacja i zajęcia z jogi. W maju 2013 uznałam, że to za mało. W Internecie krąży mnóstwo kompromitujących tę placówkę (i całą sieć) opinii. Każdemu kto planuje się tam zapisać proponuję je poczytać. Warto też poszukać kogoś znajomego, kto tam chodzi/chodził. Są różne priorytety i to co mnie wkurza, innych może w ogóle nie interesować. I najważniejsze – bardzo pilnujcie tego jakie macie warunki wypisywania się z tej siłowni. Ja się na tym nie znam, ale legendy już krążą o tym, że z Pure bardzo trudno jest zrezygnować. Mi (odpukać – mam nadzieję, że przez ostatni miesiąc nic się nie pojawi nowego w tej sprawie) się udało, więc uznałam, że czas na moje ostatnie słowo w tej kwestii. Omówię szczegółowo działalność, funkcjonowanie i jakość całej siłowni.

Przez cztery lata chodziłam na siłownie średnio około dwóch razy w tygodniu. Bywały miesiące w w których byłam tam po dwadzieścia razy, bywały takie w których wcale.

Siłownia w Złotych Tarasach ma status Platinium, czyli jest z założenia siłownią lepszą od tych, które tego statusu nie mają. Nie do końca wiem o co chodzi praktyce, najprawdopodobniej o to, że jest większa i ma większa strefę relaksu. O ile się nie mylę to Pure w Blue City nie miało kiedyś statusu Platinium, a pisząc ten post zobaczyłam, że jednak ma, więc moje teoria może nie być prawdziwa.

 Sprzęt

Sprzęt na siłowni jest  najważniejszy. Kiedy w 2009 r. zapisywałam się do Pure (to było jeszcze przed otwarciem, które potem zaczęło się wydłużać) mówiono mi, że siłownia w Złotych Tarasach będzie wyposażona w trzy urządzenia Power Plate – dwa na siłowni głównej, jedno na damskiej. To były wtedy bardzo modne maszynki, które miały skracać czas treningu oraz zwiększać jego wydajność. Nie da się ukryć, że trochę mnie to skusiło. Czy działają? Nie wiem. Do dziś nie pojawiły się w Złotych Tarasach. Nikt również nie potrafił odpowiedzieć mi dlaczego.

Cała siłownia podzielona jest na dwie części. Ogólną, która składa się z dość dużej ilości maszyn do cardio oraz równie dużej części siłowej. Damska siłownia to taka mini sala do ćwiczeń – dwie bieżnie, dwa orbitreki, kilka innych maszyn do ćwiczeń cardio, trochę maszyn siłowych, kilka mat. Ja o wiele bardziej lubię klimat tej damskiej, bo zazwyczaj jest tam ZNACZNIE mniej osób. Nie jest prawdą, że nie przebywają tam mężczyźni. Kobiety wykupujące treningi personalne u trenerów płci męskiej mogą sobie poprosić o ćwiczenie na damskiej siłowni i dość często to robią.

Sprzęty w miarę działają. Nie zauważyłam żadnych problemów z urządzeniami siłowymi, natomiast w tych do cardio regularnie przez 4 lata psuły się telewizory, czasem nie dało się zmienić prędkości, czasem coś odpadło. Poza godzinami wieczornymi, kiedy na siłowni pojawia się tłum i potrafi brakować bieżni, nie stanowi to większego problemu.

Obsługa

Najgorszy punkt całej siłowni. Główny powód mojego rozwiązania umowy. Połapać się kto tam jest managerem albo osobą decyzyjną to jak trafić szóstkę w totka. Jeżeli coś się na siłowni popsuje albo mamy jakąś skargę to nie wiadomo do kogo to zgłaszać. Na recepcji nigdy nic nie mogą zrobić, a managera nigdy nie ma (udało mi się raz z nim porozmawiać). Maile giną w otchłani Internetu. Nie wiadomo kto odpowiada za płatności. Kilkanaście razy informowano mnie telefoniczne, mailowo i w klubie, że nie zapłaciłam za jakiś miesiąc, chociaż przelew robił się zawsze automatycznie.

Przykład z zeszłego tygodnia? Na siłowni ogólnej odbywały się jakieś zawody podczas których jeden z trenerów kibicując zawodnikom dosłownie wydzierał się do mikrofonu: „jeeeeeeszczeeeeee, daaaaaaaaaaaaaajesz, biegnij, biegnij!!!!!”. Był słyszalny w całej siłowni włącznie z głośnikami w damskiej. Było tak głośno, że nie dało się w spokoju ćwiczyć. Poprosiłam panią z recepcji  o wyłączenie głośników na damskiej siłowni. Po piętnastu minutach poprosiłam ponownie. Usłyszałam:

-Niestety tego się nie da oddzielić.

-W takim razie kiedy to się kończy?

-Niedługo.

-Co to znaczy niedługo?

-Nie wiem, za pół godziny, za godzinę?

Zawody skończyły się za…minutę. Szkoda, że recepcja nie ogarnia takich rzeczy. Powinna.

Inny przykład?

Najmniej przyjemna historia z całego mojego pobytu na siłowni. Całość jest opisana tutaj. W skrócie – byłam w stroju sportowym kiedy zacięła mi się szafka. W szafce było wszystko – ubrania, klucze do domu, pieniądze, dokumenty. Recepcjonistka kazała mi wracać do domu i przyjść po to jutro. Tak, w stroju sportowym, bez własnych rzeczy kazała mi wracać do domu. Oczywiście nie zrobiłam tego, ale kosztowało mnie to sporo nerwów. Po całym zajściu nikt mnie nawet nie przeprosił.

Nie da się tez nie zauważyć, że do blatu od strony recepcjonistek przyklejone są gotowe wzory odpowiedzi na pytania klientów i przypominajka o tym żeby być miłym. Miałam nie być złośliwa, więc nie będę tego komentować.

Trenerzy, motywatorzy

Zapisując się przed otwarciem dostałam gratis dwie lekcje z trenerem personalnym. Wspominam jakość bez szału , ale jest to jedyna opcja na ogarnięcie sprzętu dla kogoś nowego. Inaczej nie ma szans, bo nikt nic nie podpowiada, nie poprawia. Na siłowni są też motywatorzy, ale poza jednym chłopakiem, który już tam nie pracuje i któremu faktycznie chciało się coś mi pokazać nowego, to w zasadzie nie wiem czy oni mają jakąś konkretną funkcję. Poza jogą, z nauczycielką, która już pracuje w innym miejscu, raczej nie chodziłam na zajęcia grupowe, więc nie mogę się o nich wypowiadać.

Sauna, strefa relaksu

W Pure znajduje się również sauna, łaźnia parowa, mini jacuzzi, mini basen (w zasadzie drugie jacuzzi) i …zjeżdżalnia.

Z sauną problem jest od otwarcia. Przez cztery lata na zmianę: temperatura była na niska, za wysoka, drzwi się nie zamykały, ktoś je wyłamał, łamały się deski w środku itp. Obsługa ma tendencje do wyłączania sauny na 2 godziny przed zamknięciem klubu i do nie włączania jej rano oraz w weekendy.

Z łaźnią parową jest mniejszy problem, bo można jej moc podkręcić samemu. Chociaż również zdarzały jej się dłuższe okresy, w takcie których nie działała.

Jacuzzi to osobna bajka. Moim zdaniem woda jest tam trochę za zimna, ale nie da się ukryć, że to dość dobre rozwiązanie na relaks po siłowni. Ja jednak ostatnio jestem raczej bliższa modzie na nie wchodzenie tam (w strefie relaksu krążą dziwne opowieści o tym jak źle to jest czyszczone, ile w tym prawdy nie wiem, ale udało się im mnie przestraszyć). Basen to takie zimniejsze jacuzzi, też do leżenia, nie do pływania. Zjeżdżalnia była świetną zabawką przez trzy pierwsze miesiące po otwarciu, teraz już z niej chyba nikt nie korzysta.

Taras

To im się udało na tej siłowni najbardziej. Ze strefy relaksu można wyjść na bardzo duży taras z leżakami, stolikami, krzesłami i barem. Rewelacyjna opcja na ciepłe miesiące. Będzie mi tego najbardziej brakować.

Strefa rekreacji

Siłownia wyposażona  jest również w pięć komputerów z dostępem do Internetu, automat do kawy i kilka stolików. Bardzo wygodne rozwiązanie. Wiele razy kończyłam notki przed treningiem. Komputery się oczywiście wieszają i działają jak chcą, a ja nie chcą to nie działają. Często wszystkie są zajęte i trzeba stać w kolejce. Z jednej strony to nie kafejka internetowa, z drugiej jak już się coś takiego robi, to moim zdaniem warto by było o to dbać. Natomiast jeżeli tego nie znajdę na kolejnej siłowni, to nie da się ukryć, że pewnie utrudni mi to załatwianie spraw i zmusi do noszenia komputera przy sobie.

Szatnie

Szatnia (damska oczywiście) jest dość duża, ale po godzinie 17 i tak robi się w niej ciasno. Połączona jest z wygodnymi prysznicami (w każdej kabinie jest automat z żelem do mycia, szamponem i odzywką do włosów). Jedyny problem jest tam z wieszakami na ręczniki, które się chyba pourywały ze dwa lata temu i do tej pory coś jest z nimi nie ta. Woda jest  dość ciepła i z dobrym ciśnieniem. Ponadto każda szatnia wyposażona jest w suszarki, prostownice, żelazko, waciki i płyn do demakijażu (który się często kończy, więc akurat na tym bym nie polegała). Szafki są bardzo ściśnięte i jest ich dużo. Nie są najwygodniejsze na świecie, ale o ile się nie psują, to korzysta się z nich w miarę okay.

W szatni są dwa solaria, które niestety nie wiem jak działają. Za 5 złotych można wypożyczyć ręcznik, a za 15 zł szlafrok. Taka czynność wiąże się z obowiązkowym zostawieniem w recepcji klubu dokumentu z imieniem i nazwiskiem/ kaucji za wypożyczenie. Manager, który wprowadził ten zwyczaj tłumaczył mi, że miesięcznie ginie im ok. 80 ręczników. Podobno wynoszą je klubowicze. Dziwne jak na siłownie Platinium i bardzo niewygodne. Zostawienie i odbieranie kaucji wiąże się z wydłużeniem kolejek, a i czasem bywało tak, że zostawiona przeze mnie karta gdzieś zaginęła, więc byłam poproszona o odebranie jej przy następnej wizycie. Kilka razy widziałam sytuację kiedy ktoś bardziej pewny siebie ode mnie odmawiał zostawienia dokumenty/kaucji i po prostu wchodził z tym ręcznikiem. Nikt z recepcji nie reagował, ja również ominęłam kilka razy tę zasadę mówiąc, że skoro pan przede mną nic nie zostawiał, to ja również nie będę. Raz na trzy razy obsługa zapomina o pobraniu dokumentu.

Ceny

W zasadzie to nie wiem. Siłownia ma taką zasadę, że nie udziela informacji o cenach karnetów przez telefon, trzeba osobiście stawić się w klubie. Poza długością umowy nie wiem od czego są uzależnione ceny karnetów. Na saunie często można spotkać kogoś kto się chwali, że po znajomości załatwił sobie karnet za ok. 120 zł miesięcznie, ale są też tacy, który mówią, że płacą ponad 200 zł.

 

Czy żałuję, że chodziłam tam 4 lata?

Z jednej strony nie, bo dzięki  Pure Platinium Warszawa Złote Tarasy wyrobiłam sobie nawyk regularnego ćwiczenia i wkręciłam się w jogę. Miałam tam blisko i wiele razy udało mi się odbyć trening tylko dlatego, że wpadałam tam na godzinkę, szybko ćwiczyłam i jechałam dalej. Teraz na pewno będę potrzebować większej motywacji żeby dojechać gdzieś dalej.

Natomiast nie da się ukryć, że była to najgorsza umowa jaką w życiu podpisałam. Nigdy nie byłam związana z firmą, która tak nieprzyjemnie traktuje klientów. Pure jest nastawione tylko na zysk. Z taką lokalizacją nie jest to trudne. Jeżeli wypisze się niezadowolony klient, to oni szybko na jego miejsce znajdą nowego. Cały czas prowadzone są poszukiwania nowych członków (np. jeżeli podasz numery do swoich znajomych komuś z obsługi to dostaniesz żeton na solarium albo ręcznik itp.). W kategorii siłowni Pure to taki fast food z niskimi standardami obsługi. Można iść, można poćwiczyć, jest blisko, jest szybko, jest dużo, ale w końcu nadchodzi taki moment kiedy ma się tego wszystkiego dość.

Co dalej?

Teraz będę szukać nowej siłowni. Ponieważ będę korzystać z karty Benefit, to jeżeli możecie polecić mi miejsca w Warszawie do których można wejść korzystając z tego systemu, to będę bardzo wdzięczna. Wiele razy pytaliście mnie mailowo gdzie chodzę na siłownie i gdzie polecam pójść. Wiem, że dużo moich znajomych również mam problem z tym gdzie się zapisać. Ponieważ Benefit umożliwia sprawdzenie wielu miejsc mam taki cichy plan żeby przez wakacje sprawdzić kilka siłowni w Warszawie i każdą z osobna tutaj zrecenzować. Dajcie znać jakie elementy przy zapisywaniu się do takich miejsc są dla Was najważniejsze, to zwrócę na nie szczególną uwagę. I ćwiczcie, mimo wszystko ćwiczcie gdzie się da ;)

 

 

baner-poziomy

 

Garnitur damski – wywrotowa historia

Luty 7, 2017

Klasyczny garnitur jest dla eleganckich kobiet czymś oczywistym. Jednak jeszcze do niedawna wzbudzał wielkie kontrowersje. Służył do prowokacji i walki o pozycję, a czasem do śmiałej zabawy stylem.

Wiecie, co jest niezwykłe w dzisiejszych czasach? Między innymi to, że damski garnitur w klasycznej formie, wzorowanej na formalnym krawiectwie męskim, jest dziś traktowany jako normalny ubiór do pracy, a nawet na bardziej uroczyste wyjścia. Taki strój nie wzbudza sensacji ani poczucia, że ktoś tu przebiera się za mężczyznę czy obnosi się ze swoją siłą. Na topie są uniwersalne fasony – dopasowane do ciała kobiety, ale pozbawione udziwnień i ozdobników. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś damski garnitur traktowano z rezerwą, a jeśli już się pojawiał, to rzadko w tym prostym, klasycznym stylu.

Ale uwaga, wcale nie twierdzę, że kiedyś podejście do damskiego garnituru było złe, a wszystkie fasony z lat minionych nadają się na śmietnik. Moda – nawet ta klasyczna – rozwija się dzięki eksperymentom. O niektórych trzeba szybko zapomnieć, ale inne będą nas inspirować i już niedługo powrócą w zmienionej formie. Na historię ubioru nie patrzę jak na zbiór niepotrzebnych nikomu ciekawostek. Widzę w niej raczej skrzynię pełną pomysłów, z których zawsze można coś wybrać. To jak to było z damskim garniturem?

Prehistoria

Początków trzeba szukać wśród XIX-wiecznych skandalistek, które publicznie paradowały w męskim stroju przypominającym garnitur. Należała do nich George Sand. Polacy pamiętają ją przede wszystkim jako partnerkę Fryderyka Chopina, ale we Francji znana jest jako autorka ponad 40 powieści i ważna postać dla ówczesnej bohemy. To niezwykle barwna osobowość.

Sand zdarzało się przemierzać ulice Paryża w męskim stroju, co wywoływało tak wielką sensację, że rozprawiano o tym również poza granicami Francji. Jeśli wierzyć ilustracji, nosiła surdut (przypominający suknię dopasowaną w talii i szeroko rozkloszowaną poniżej), a także szerokie spodnie. Komplet męskich akcesoriów – z cylindrem, fularem i laseczką – pokazywał, że jest to przebranie, próba naśladowania silnej płci.

George Sand

 

 George Sand

Sand starała się przesuwać obyczajowe granice; chciała większej akceptacji dla obecności kobiet w życiu publicznym. Dlatego używała męskiego pseudonimu (naprawdę nazywała się Amantine Dupin) i przebierała się za mężczyznę, chcąc chodzić do miejsc, których kobiecie nie wypadało odwiedzać. Nie był to jedyny taki przypadek!

Na początku XX wieku inna pisarka i skandalistka z Paryża – Colette –chętnie pokazywała się w smokingu. Ale w jej czasach już chyba więcej w tym było zabawy niż faktycznej potrzeby kamuflowania się podczas wyjść.

2 – sufrażystka z Chicago, 1916 rok

Sufrażystka z Chicago, 1916 rok

W tym samym czasie dzienne zestawy ze spodniami pod długą spódnicą nosiły amerykańskie sufrażystki. W ich wypadku ten dziwaczny strój miał stopniowo oswajać konserwatywne społeczeństwo z wizją kobiety w męskim ubiorze. Paradowanie w spodniach wciąż było uznawane za obrazę moralności.

3 – Marlene Dietrich we fraku w filmie Maroko, 1930 rok

Marlene Dietrich we fraku w filmie „Maroko”, 1930 rok

Gwiazdy inne niż wszystkie

Lata 30. XX wieku to okres przełomowy. Z męskim ubiorem obnosiły się wówczas dwie wielkie gwiazdy. Właściwie to dzięki nim klasyczny garnitur damski na dobre zaistniał w zbiorowej wyobraźni.

Pierwsza z tych gwiazd to wszechstronnie utalentowana Marlene Dietrich, która wprost hipnotyzowała odbiorców swoją grą, śpiewem i oczywiście wyglądem. Często nosiła bardzo kobiece ubrania – futra, zdobne kapelusze, oszałamiające suknie balowe, skąpe stroje sceniczne odsłaniające nogi. Zadziwiała śmiałością tych stylizacji. Ale wcale nie mniejsze wrażenie – przez kontrast – robiły jej występy we fraku albo noszone na co dzień garnitury.

4 – Dietrich w dziennym garniturze, 1933 rok

Dietrich w dziennym garniturze, 1933 rok

W tamtych czasach nikt by się nie spodziewał spotkać damę w takim stroju. Na zdjęciach widać Dietrich między innymi w garniturze z grubej wełny, skrojonym w zasadzie po męsku. Nie jest to jednak przebranie, rzecz pożyczona od partnera, ale uszyta na miarę. Marynarka została idealnie dopasowana do biustu, talii i bioder.

5 – kolejny garnitur Dietrich w tak zwanym stylu wiejskim, 1935 rok

Kolejny garnitur Dietrich w tak zwanym stylu wiejskim, 1935 rok

Nie ma to nic wspólnego z karykaturalnymi garsonkami, które nas prześladują. Chodzi mi o te w krzykliwych kolorach, zrobione z błyszczących materiałów i pełne ozdóbek. Styl Dietrich to przeciwny biegun. Szerokie spodnie z mankietami, duże klapy marynarki, koszula i krawat – wszystko to tworzy wizerunek kobiety silnej, zrównoważonej i aktywnej. Czującej się w męskim świecie automobili równie dobrze jak na scenie rozświetlonej jupiterami.

6 – Katharine Hepburn w filmie Sylvia Scarlett z 1935 roku

Katharine Hepburn w filmie „Sylvia Scarlett” z 1935 roku

Druga gwiazda kojarzona z damskim garniturem to Katharine Hepburne. Gdy w Hollywood na topie był typ femme fatale w powłóczystej sukni, ona chętnie nosiła nieco luźne garnitury skrywające damską figurę. I to ją wyróżniało – wyglądała zupełnie inaczej niż pozostałe piękności złotej epoki kina. Czasem nosiła koszulę o męskim kroju z krawatem, ale częściej wybierała fantazyjne kołnierze i apaszki. Wizerunek sceniczny Hepburn pokrywał się z prywatnym. Dzięki temu błyskawicznie zyskała rozpoznawalność – wszędzie pokazywała się w garniturach.

7 – Hepburn w filmie Filadelfijska opowieść z 1940 roku

Hepburn w filmie „Filadelfijska opowieść” z 1940 roku

Miało to wszystko posmak skandalu, ale też wiele osób było zachwyconych. Propozycje dwóch gwiazd przygotowały grunt pod współczesną akceptację damskiego garnituru. Dzisiaj inspirujemy się raczej stylem Dietrich, ale Katharine Hepburn mocno oddziałała na modę lat 80.

8 – Garsonka nawiązująca do sylwetki X propagowanej przez Diora, Londyn, 1951 rok, fot. Toni Frissel

Garsonka nawiązująca do sylwetki X propagowanej przez Diora, Londyn, 1951 rok, fot. Toni Frissell

Niecodzienny styl

Lata 40. to okres, w którym moda damska mocno się zmilitaryzowała i upodobniła do męskich krojów. Jednocześnie spodnie wciąż były rzadkością; rewolucja obyczajowa aż tak szybko nie postępowała. Damski garnitur jeszcze się nie przyjął, popularność zyskiwały za to kostiumy złożone z żakietu i spódnicy. Z kolei lata 50. to czas zachwytu kobiecymi kształtami, które podkreślano między innymi za pomocą krojów poszerzających biodra. To nie moda męska była inspiracją dla projektantów.

I wtedy zaczęły się dziać rzeczy bardzo ciekawe. Damski garnitur na przełomie lat 50. i 60. stał się przedmiotem coraz chętniej podejmowanych eksperymentów. Nie był widokiem częstym, ale pokazywały się w nim kobiety ze świata sztuki i showbiznesu albo po prostu te obdarzone nieprzeciętnym gustem, chcące bawić się stylem.

9 – Brigitte Bardot, lata 60.

Brigitte Bardot, lata 60.

Raczej nie naśladowano już Dietrich i Hepburn z ich szarymi i brązowymi garniturami ze zgrzebnych wełen. W modzie były gładsze materiały, często w ciemnych tonacjach. Pojawiały się rozmaite formy. Ciemny garnitur dwurzędowy, w którym pokazywała się Brigitte Bardot, wygląda niemal współcześnie. Zarazem oddaje gusta epoki Beatlesów. Obcisłe spodnie kojarzą się z młodą, szczupłą sylwetką, a marynarka dwurzędowa ma nieco dandysowski charakter. Podobnie nosili się w tym czasie Rolling Stonesi. Oczywiście marynarka Bardot ma kobiecy fason poszerzający biodra. Mimo to szerokie klapy w zestawie z krawatem robią bardzo męskie wrażenie. To ciekawa odmiana po kipiących od kobiecej seksualności rolach Bardot.

pn1

źródło

Francuska gwiazda wielokrotnie wracała później do garniturów. A jeszcze częściej nosiła je Twiggy. Choć kojarzymy ją z dziewczęcymi sukienkami, to jej zdjęcia pokazują, jak wiele moda damska może zaczerpnąć z brytyjskiego krawiectwa męskiego. Twiggy nosiła garnitury zarówno z poważnych tkanin w prążki, jak i z materiałów w przyciągające wzrok kraty. Raz widzimy ją w marynarce dwurzędowej, z nieco przypominającym sukienkę dołem, i w rozszerzanych spodniach. Innym razem ma na sobie modną marynarkę jednorzędową, wąskie spodnie i zabawną kamizelkę. Kolejna sesja zdjęciowa pokazuje Twiggy jako londyńskiego bankiera w obszernej marynarce. To już styl power look.

aaa1

źródło

Ciekawe propozycje miał też Yves Saint Laurent. Najbardziej znana jest kolekcja Le Smoking z roku 1966 – frywolna wariacja na temat męskiego ubioru wieczorowego. Fasony były klasyczne, ale kobiecość udało się wyraźnie zaznaczyć poprzez okrągłe ramiona, spodnie poszerzane dołem oraz dodatki. Zestawy uzupełniano lśniącymi wstążkami wiązanymi jak muchy i koszulami z żabotem. Wyglądało to oryginalnie.

10 – Le Smoking, 1966 rok

Le Smoking, 1966 rok

Oryginalność to słowo klucz, jeśli chodzi o damskie garnitury w latach 70. Nosiło się wtedy rzeczy w krzykliwych, ciepłych barwach i z wielkimi wzorami. Czy zestaw złożony z króciutkiej marynarki i bardzo długich dzwonów można nazwać garniturem? Chyba nie, ale do tej formy nawiązuje. To kolejny rozdział w historii damskiego garnituru.

11 – na Wyspach Kanaryjskich, lata 70. (1)

Na Wyspach Kanaryjskich, lata 70.

Ikoną szalonych lat 70. była Diane Keaton, znana z tego, że rzeczy o męskich fasonach nosiła niedbale i z niezwykłym wdziękiem. Przepadała za szerokimi krawatami i kamizelkami, a na ważne wyjścia wkładała nieraz biały lub czarny garnitur. Do dzisiaj zresztą wraca do męskich fasonów. Według mnie szczególnie zachwycająco wyglądała w filmie „Zagraj to jeszcze raz, Sam” (1972). Marynarka ma klasyczny, a zarazem odważny deseń w czarno-białą pepitę. W przypadku mężczyzny taki wzór byłby kontrowersyjny, ale kobieta może sobie na niego pozwolić na co dzień. Krój marynarki podkreśla ramiona, ale nie likwiduje biustu. I o to chodzi!

12 – Diane Keaton w filmie Zagraj to jeszcze raz, Sam z 1972 roku

Diane Keaton w filmie „Zagraj to jeszcze raz, Sam” z 1972 roku

Czas walki

Lata 80. to okres przełomowy, jeśli chodzi o obecność kobiet w biznesie. Zmienił się także ubiór noszony do pracy. Coraz więcej kobiet, wspinając się po szczeblach kariery, szukało stroju, który pomoże im w codziennej walce o pozycję społeczną i wysokie zarobki. Rezygnowały więc ze staroświeckich sukienek i bluzek, które kojarzyły się z sekretarką albo nauczycielką (taką drogę przebyła Margaret Thatcher, wchodząc do wielkiej polityki). Nastała epoka damskiego garnituru. Normą były również kostiumy prostego kroju, nawiązujące do mody męskiej. Ale one, jak wspominałam, zostały spopularyzowane już przedtem. Natomiast damski garnitur na taką skalę był nowością. Co rano w miastach całego Zachodu wkładały go miliony kobiet.

13 – reklama Ralpha Laurena, lata 80.

Reklama Ralpha Laurena, lata 80.

Jakie były te garnitury? Często takie jak w reklamie Ralpha Laurena – obszerne, z typowo biznesowej tkaniny w prążki, niemal niczym nieróżniące się od męskich. Normą były wielkie poduchy w ramionach i krój całkowicie ukrywający sylwetkę. Wiele osób uważa stylistykę lat 80. za koszmar, jednak zdarzały się ciekawe przykłady.

14 – luźny garnitur od Armaniego, lata 80.

Luźny garnitur od Armaniego, lata 80.

Rzućmy okiem na jedną z propozycji Giorgio Armaniego. Długi i dość luźny krój marynarki pozwala na urozmaicenie całości poprzez kieszenie i kontrastujące guziki. Nie spodziewałabym się, że coś takiego może wyglądać ładnie – a jednak! W ogóle Armani świetnie wtedy wyczuwał rynek. Jego dom mody wziął na celownik właśnie kobiety robiące karierę w biznesie i oferował im kolekcje ubiorów o formalnym i nietuzinkowym charakterze.

15 – asymetryczny garnitur od Armaniego, lata 80.

Asymetryczny garnitur od Armaniego, lata 80.

Moim zdaniem damski garnitur Armaniego z asymetryczną marynarką jest absolutnie olśniewający. Szara tkanina, szpiczaste ramiona, tylko jeden wyłóg i brak dekoltu – wszystko ma niezwykle wyrazisty, a jednocześnie oszczędny charakter. Jest w tym profesjonalizm, ale i seksapil. Warto zwrócić uwagę na wyczucie projektanta przejawiające się w szczegółach. Zamiast ogranych w tamtym czasie maklerskich prążków zastosowano drobną kratkę, która doskonale ożywia ten zgeometryzowany ubiór. Z męskiej mody zaczerpnięto brustaszę (kieszonkę piersiową) i białą poszetkę – to rozwiązanie przełamuje monotonię szarości. Dla mnie to wirtuozeria.

16 – pantsuit z początku lat 90.

Pantsuit z początku lat 90.

W latach 80., a zwłaszcza 90., między innymi pod wpływem Armaniego, przybywa propozycji spod znaku pantsuit. Dla jednych ten termin oznacza dokładnie to samo, co damski garnitur. Dla innych (w tym dla mnie) garnitur powinien mieć marynarkę z klapami i dekoltem. Tymczasem współczesny pantsuit coraz bardziej odbiega od męskiego wzorca, co czasem służy kobiecej sylwetce, a czasem ją szpeci. Niedawno omawiałam kilka interesujących przykładów w artykule o Hillary Clinton.

Mimo wszystko pod koniec XX wieku dominowały damskie garnitury w zachowawczym stylu. Charakterystyczne dla mody biznesowej od lat 80. było unikanie żywszych kolorów; szczególnym uznaniem cieszyły się czerń i szarość. Kwintesencję ówczesnej elegancji widać w teledysku Madonny:

Na dłuższą metę monochromatyczny ubiór noszony do pracy stawał się nudny. W latach 90. ten trend był przełamywany, a czasopisma lansowały damskie garnitury i kostiumy w kolorze czerwonym, błękitnym, zielonym czy nawet żółtym. Można było sobie wyobrażać, że za chwilę stanie się to w pełni akceptowalne i powszechne. Oczywiście mamy przykład Angeli Merkel czy Hillary Clinton, które noszą marynarki w dosłownie wszystkich kolorach tęczy. Ale wciąż za klasyczny garnitur damski uważa się szary lub czarny.

17 – klasyczny garnitur dwurzędowy i garsonki z początku lat 90.

Klasyczny garnitur dwurzędowy i garsonki z początku lat 90.

Trend z lat 80. przyjął się na dobre, to już dzisiaj klasyka. Obecnie dominuje zwyczaj komponowania ubioru formalnego w oparciu o duży kontrast – czyli na przykład czarny garnitur i biała koszula. Ja jednak zostawiłabym taki zestaw na ważniejsze okazje, zwłaszcza wieczorne. Do pracy lepsza będzie stylizacja z mniejszym kontrastem, na przykład szary lub granatowy garnitur damski razem z bluzką albo koszulą w kolorze błękitnym czy różowym. Odpowiednie dodatki pozwolą stworzyć interesującą kompozycję, nie tak zimną i oficjalną jak czerń i biel.

18 – Jennifer Lawrence wygląda elegancko i atrakcyjnie w garniturze od Diora, 2014 rok

Jennifer Lawrence wygląda elegancko i atrakcyjnie w garniturze od Diora, 2014 rok

Przyszłość damskiego garnituru

Dzisiaj zasady dress code’u są poluzowane; nawet w wielkich firmach międzynarodowych rzadko wymaga się klasycznej elegancji. Kostiumy i damskie garnitury nie są koniecznością, ale na pewno pozostaną obecne w naszej codzienności. Te noszone do pracy będą przybierać bezkompromisowe formy – bardzo oszczędne i uniwersalne, wzorowane na męskim garniturze, albo przeciwnie: bardziej odważne i awangardowe. To oczywiście tylko przypuszczenie, ale naprawdę dostrzegam tu potencjał (nie mogę narzekać na brak zainteresowania garniturem Monika Kamińska, który widzicie na zdjęciu głównym wpisu).

Jeśli chodzi o ubiór wieczorowy, myślę, że coraz częściej będziemy widywać kobiety w ciemnych garniturach i smokingach – zarówno w restauracjach, jak i na czerwonym dywanie. A może zwłaszcza na czerwonym dywanie? Jeśli chodzi o sukienki, widzieliśmy już chyba wszystko (włącznie z bardzo skąpymi kreacjami Rihanny i innych gwiazd). Czas na piękne garnitury.

 

baner-poziomy

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 #morning #newspaper #work  Do @talariaspa w weekendy maja wstęp tylko kobiety, co oznacza święty spokój i ciszę, heheh. Genialny pomysł! #relaxtime #talaria #talariaspa #fridayevening
 Sunday morning ;) #sundaymornng #onthebed #relaxtime #prosseco #lazymorning  Gotowa na damski weekend w SPA @talariaspa #talaria #talariaspa #spa #relaxtime
 Lazy day @talariaspa #talaria #talariaspa #interiordesign #spa #onthebed #lazyday  Razem z architektami pracujemy nad koncepcją nowego butiku! Wygląda na to, że jesteśmy na idealnej drodze do tego o czym zawsze w wystroju sklepu marzyłam! #nowybutik #n7
 Śniadanie w @talariaspa (okay, zjadłam też podwójną porcję jajecznicy, ale nie pasowała mi do zdjęcia :D) #talaria #talariaspa #saturdaymornings #onthetable  Wszystkiego najlepszego z okazji Międzynarodowego Dnia Pizzy! #pizzalovers #pizzaismylife #instapizza #pizzamargherita
 #roses #pinkroses #saturdaymornings  Sunday morning #sundaymornng #lazymorning #coffeetime