Czym jest kobiecość?

Listopad 2, 2015

Im jestem starsza, tym bardziej zauważam, że kobiecość ma mniej wspólnego z wyglądem, a więcej z osobowością i stylem bycia.

Gdybym teraz narysowała szeroką poziomą linię i po jej lewej stronie umieściła wygląd, natomiast po prawej osobowość i sposób bycia, a następnie musiała na tej linii zaznaczyć, gdzie jest kobiecość, to pewnie obecnie byłby to dla mnie środek, przechylający się w prawą stronę. Czyli – nie neguję zupełnie znaczenia wyglądu, ponieważ przez wygląd rozumiem też podstawowe przejawy dbałości o siebie. Na przykład to, że nie chodzimy z przetłuszczonymi włosami. Stawiam natomiast trochę mocniej na coś, co jest od wyglądu istotniejsze.

Gdybym cofnęła się w czasie i miała teraz 19 lat, to na pewno kobiecość umieściłabym totalnie po lewej stronie linii. I słusznie. Nastolatkom wolno więcej, więc niech korzystają, bo naprawdę dużo rzeczy uchodzi im na sucho. Miniówka na dziewczęcej figurze nie wygląda tak wyzywająco jak na kobiecej (sorry, taka prawda). Pewnie gdybym zaraz po liceum zakładała swoją markę z ubraniami, to byłoby w jej ofercie pełno sukienek, w których można zostać gwiazdą dyskoteki. Okay, żartuję, akurat do tej stylistyki nie ciągnęło mnie nigdy.

W każdym razie kobiecość nie jest dla mnie czymś, co zależy tylko i wyłącznie od ubioru. A już na pewno nie od ubioru, który odpowiednio odsłania to i tamto.

Nie wiem, skąd się to wzięło, ale niektóre osoby mylą kobiecość z pokazywaniem ciała. Już nie nawiązuję do polityki, zamknęliśmy ten temat. Mówię o skrajnym świeceniu pośladkami i czym tylko się da. O podejściu w stylu: im krótszą spódniczkę mam na sobie oraz im głębszy dekolt odsłaniam, tym bardziej jestem kobieca. To na dłuższą metę naprawdę zdradliwy sposób myślenia. Głównie z tego powodu, że osoba, która opiera całą swoją kobiecość na krótkich, obcisłych i ukazujących wszystkie atrybuty strojach, ma prawdopodobnie bardzo zaniżoną samoocenę. Często myśli, że swoim ciałem pokaże, jaka jest wspaniała, ponieważ wydaje jej się, że inaczej nie da rady.

Kobieta, która jest pewna własnej siły, wiedzy i wartości, nie zwraca na siebie uwagi zbyt kusym strojem, a jednocześnie zawsze jest znacznie bardziej kobieca niż jej koleżanka w sukience długości czapki.

Jakim cudem?

Bo ma inną broń. Przede wszystkim charakter, inteligencję, sposób bycia, wiarę w siebie (niesamowicie kobieca cecha), wiedzę, swobodę w rozmowie. Jeśli podkreśla swoją kobiecość strojem, to robi to subtelnie. Najpierw – zdrową, zadbaną cerą, włosami i paznokciami (to naprawdę ma ogromne znacznie), adekwatnym do sytuacji makijażem, koronkowym wykończeniem bluzki, ciekawym krojem dekoltu, zgrabną łydką na normalnym obcasie (a nie 20-centymetrowym z platformą), intrygującymi perfumami. Często też robi to głosem, sposobem poruszania się, świadomością swojego ciała itp.

Widzicie, ile tu jest różnych elementów?

Innych niż wyeksponowane pośladki lub piersi?

Kobiecość to coś znacznie bardziej eterycznego i ulotnego niż trzeciorzędowe cechy płciowe.

Oczywiście nie zabraniam nikomu kuszenia mężczyzn od czasu do czasu poprzez dyskretne ukazanie troszkę większego niż oficjalny dekoltu albo założenie krótszej niż zwykle spódniczki. Wszystko jest dla ludzi, ale naprawdę warto zachować to na bardzo swobodne okazje i konkretnie wybranych mężczyzn. Bo wiecie – to, co widział cały świat, przestaje być ciekawe.

Interesuje Cię temat kobiecości? Zobacz również wpis: Dziewczyna na tinderze.

 

 

 

  • karolina

    Właśnie o tym samym mniej wiecej pisałam u siebie przy okazji rozpracowywania paryskiego szyku i tego, czy paryżanki są sexy:)

  • Monika

    Ja im starsza tym dluzsze spodnice i sukienki lubie . Mialam kupowac od Ciebie spodnice szara , ale jest przed kolano . Swoja droga , jest szansa na kupno materialu od Ciebie . Bardzo mi sie podoba ten biay/ kremowy jednej z letnich sukienek . Bardzo ladne by byly z niego spodnie na lato , przewiewne i co najwazniejsze nie mnace sie , a sama wiesz jak trudno jest dostac piekny material w sklepach .

    • Akurat nie miałam na myśli tego, że długość przed kolano jest za krótka i trzeba nosić dłuższe rzeczy ;))) Chodziło mi o miniówki ledwo zakrywajace pośladki ;)) Nie ma możliwości kupienia tej tkaniny.

      • Monika

        Oj szkoda … Co do dlugosci , to ja po prostu wole dlugosc za kolano , bynajmniej nie twierdze ze dugosc przed jest za krotka ..
        Milego dnia x

  • Święte słowa :) Kobiecość to całokształt, to wrażenie, jakie robi się na ludziach dookoła. Strój ma oczywiście znaczenie, istnieję wszak ubiory „niekobiece”, ale z drugiej strony najbardziej „kobiecy” (nawet w dobrze rozumiany sposób) ubiór nie załatwi sprawę przy niechlujności włosów, dłoni i cery.

  • Makosza

    „w sukience długości czapki.” stwierdzenie dnia.

    To prawda, kiedyś, tak dawno, że to nie jest prawda, potrafiłam ubrać spodnie a do tego bluzka półprzeźroczysta, wiązana w talii i dekold wąski ale prawie za stanik. Albo szyfonowa bluzka bez ładnej podkoszulki. Wydawało mi się to takie kobiece, zmysłowe. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że to było bardzo rzadko, chcialam się bardziej podobać mojemu chłopakowi, któremu i tak sie podobałam, zawsze wybierałam albo nogi albo góre oraz dopiero się uczyłam, co mi się podoba, co nie wygląda tanio. Parę lat to zajeło.

Ubranie to nie jest zdjęcie packshotowe

Październik 29, 2017

Być może to, o czym napiszę w tym wpisie, jest dla Ciebie taką abstrakcją, że za nic w świecie nie będziesz w stanie zrozumieć, o co mi chodzi. To dobrze, że nie masz tego (dziwnego, nie ukrywajmy) problemu.

Zacznijmy od początku.

Kiedy z perspektywy czasu patrzę na swoje zdjęcia w pierwszych sukienkach Monika Kamińska, to chce mi się śmiać. Zaczynając pracę nad swoją marką, nie miałam zielonego pojęcia o sesjach zdjęciowych marek odzieżowych. Wszystkiego nauczyłam się w praktyce, na własnych błędach oraz przede wszystkim dzięki oglądaniu olbrzymiej ilości fotografii, nie tylko modowych. Dlatego postanowiłam podzielić się z Tobą pewnym spostrzeżeniem, które kiedyś totalnie przeszkadzało mi w cieszeniu się ze zdjęć, ale też trochę z ubrań.

Spójrz na przykład na wpis „Klasyczna sukienka z asymetrycznym dekoltem” i zobacz, co ja robię na tych zdjęciach. Widzisz? Właśnie. Nie robię nic. Stoję na baczność. Dlaczego?

Baczność!

Dlatego, że wmówiłam sobie, iż tkanina mojej sukienki ma się prezentować t a k  g ł a d k o jak na zdjęciu packshotowym. True story of my life. Przez kilka pierwszych lat byłam niewolnikiem tego, że na mojej sylwetce nie może być ani jednego zagniecenia, falki, minimalnego marszczenia. Przed sesjami zdjęciowymi g o d z i n a m i prasowałam ubrania, a w trakcie nie pozwalałam sobie na żaden ruch ręką, sylwetką, nogą. Dosłownie na nic. Stałam na baczność i modliłam się o to, aby powietrze w pomieszczeniu, w którym mam sesję, również stało ze mną na baczność. Nie mogło drgnąć, żeby nie wprawić milimetra mojego ubrania w ruch, bo to przecież nie będzie wyglądało elegancko.

Skrajnie obsesyjny perfekcjonizm naprawdę długo nie pozwalał mi ruszyć z miejsca z jakością zdjęć, ponieważ utknęłam w jednej pozie i nie rozwijałam się dalej. A na dodatek ciągle byłam niezadowolona, bo na przykład normalne jest to, że każda bawełna się gniecie – mnie jednak denerwował fakt, że koszula na zgięciach łokcia nie jest turboprosta. I wtedy nie podobały mi się zdjęcia, bo przecież moje ubrania i ja sama jesteśmy tak idealne, że na mnie nic się nie gniecie. Czy oszalałam? Prawie.

Planowałam o tym napisać już od jakiegoś czasu, ale wciąż nie wiedziałam, jak ugryźć ten temat, żeby zostać zrozumianą.

„Nie jesteś samaaaaaaaa…”

Szlak przetarł mi Dawid Tymiński w swoim wpisie „Propaganda bycia odprasowanym”. Kiedy przeczytałam u niego następujące zdanie: „Wtedy jednak nie dało rady inaczej, kiedy najlepszy nawet kadr mógł zostać odrzucony ze względu na podniesioną nogawkę, krzywo ułożony krawat czy jakąś niewidoczną na pierwszy rzut oka, ale jednak obecną zmarszczkę”, to zrozumiałam, że nie jestem sama w tym – wydawać by się mogło – totalnie abstrakcyjnym problemie.

Trochę czasu zajęło mi zrozumienie, że ubranie ma nie tylko rewelacyjnie wyglądać, lecz także zwyczajnie nam służyć. A skoro ma nam służyć, to mówiąc wprost: ma się z nami ruszać, ma się zaginać, falować i po prostu żyć. Wełna, bawełna ani jedwab to nie jest pianka neoprenowa czy zbroja rycerska, która bez względu na to, jaką pozycję zajmiemy, będzie wyglądała tak samo. Wypchniemy biodro, to tkanina w jednym miejscu wypchnie się z nami, a w drugim zafaluje w inną stronę. Powiem więcej: wiele zależy od tego, w jakim oświetleniu stoimy albo pod jakim kątem pada światło słoneczne. Naprawdę nikt nie stoi cały dzień na baczność. Czasem zdarza się, że przed lustrem przyjmujemy sztucznie „przeprostowane” pozy, ale uwierz mi (a obserwuję dużo klientów w butiku) – każdy, kto wyjdzie z przymierzalni, wygląda już zupełnie inaczej, niż kiedy w niej stał. Nawet jeśli upiera się, że tak nie jest.

Piszę o tym dlatego, że czasami zdarza mi się obserwować osoby, które stają na baczność jeszcze bardziej niż ja i porównują ubranie na sobie ze zdjęciem packshotowym. Oczywiście zawsze na swoją niekorzyść, ponieważ packshoty są sztucznym tworem robionym na manekinie, który przecież nawet nie oddycha, a co dopiero mówić o ruszaniu się. Zdjęcie packshotowe ma służyć dokładnemu pokazaniu ubrania z każdej strony. I tyle. Nigdy nie będzie wyglądało to tak jak człowiek w ubraniu.

Szalchetne zagniecenia

Pamiętam, jak długo nie mogłam pojąć takiej rzeczy jak „szlachetne zagniecenia”. Chodzi tutaj o zagniecenia, które powstają na tkaninach lnianych. Len się naprawdę bardzo gniecie. Ale poza tym jest ekstremalnie lekki w noszeniu i niezwykle przewiewny. Niektórzy nie wyobrażają sobie lata bez lnu – i słusznie. Naprawdę nie ma powodu, żeby demonizować tę tkaninę tylko dlatego, że się mnie. Po prostu taki ma urok. Kiedyś tego nienawidziłam, teraz bardzo mi się to podoba. Kwestia opatrzenia się.

Podsumowując: im bardziej przyglądałam się zdjęciom, tym bardziej docierało do mnie, jaką bzdurę sobie wmówiłam i w jakiej pułapce utknęłam. Bardzo chciałam zacząć się rozwijać, robić inne zdjęcia, a szczególnie street style, ale on zwykle wymaga chodzenia. Oczywiście wcale niełatwo zrobić dobre „chodzone” zdjęcie, bo czasem wiatr zawieje tak, że szalik mam na połowie twarzy, a spodnie zostają wessane pod płaszcz, ale nie o to chodzi – chodzi o piękno tkaniny w ruchu. Tak, o piękno. Moje podejście na przestrzeni ostatnich trzech lat zmieniło się diametralnie. Zamiast przybierać na zdjęciach sztuczne i nienaturalne pozy, zaczęłam zachwycać się tym, jak tkanina potrafi pięknie się ułożyć, kiedy się rusza.

Zmiana postrzegania

Zaczęłam chodzić na zdjęciach oraz celowo szukać wiatru w mieście. Zerknij na jedną z moich ulubionych sesji z ostatniego lata – „Summer vibes”. Wyobrażasz sobie, jak komicznie bym wyglądała, gdybym stała na baczność w tej koszuli? Przecież w niej właśnie o to chodzi, że jest za duża i mocno się rusza razem ze mną!

Oczywiście nie zachęcam nikogo do wyglądania niechlujnie ani do wyrzucenia żelazka przez okno. A w szczególności nie zalecam robienia słabych zdjęć (kiepski fotograf nawet przepiękne ubranie sfotografuje po prostu brzydko). Szczególnie że moim zdaniem różnica pomiędzy kontrolowanym luzem a wyglądaniem jak fleja jest dość cienka. Na pewno jednak nie bądź mną sprzed trzech lat i nie prasuj jednej sukienki przez kilka godzin. A później nie kasuj wszystkich zdjęć z aparatu tylko dlatego, że pod prawą piersią pojawiła się na tkaninie mała falka. Przede wszystkim jednak nie nakładaj na siebie ubrań w sklepie, jednocześnie otwierając w telefonie ich zdjęcie packshotowe. Bo to nigdy nie będzie to samo. Na szczęście.

P.S. A skoro już jesteśmy przy ubraniach, to zachęcam do zapisania się do newslettera mojej marki. To jest inny newsletter niż ten blogowy. Wiem, że dwa to duże zamieszanie, ale uważam, że podział na info o wpisach i info o produktach jest jest potrzeby. Dlaczego warto się zapisać? Ponieważ z okazji trzecich urodzin Monika Kamińska tylko dla subskrybentów newslettera pojawi się zniżka -500 zł na płaszcze, które już za chwilę będą dostępne. Kod rabatowy otrzymasz w newsletterze, w dniu w którym płaszcze pojawią się w sklepie. Nie przegap tego! 

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.