Dlaczego przestałam ubierać się głównie na czarno?

Lipiec 4, 2018

Czarny cały czas jest moim ulubionym kolorem i kiedy ktoś mówi mi, że chce kupić samochód zielony, czerwony lub srebrny (???!11!11567#@$%^&), to patrzę na niego jak na osobę, która zamawia pizzę z brzoskwiniami. Kolorowy samochód? Serio?

Tymczasem sama w wersji total black chodzę nie częściej niż raz na miesiąc. To duża zmiana, ponieważ kiedyś wszystkie ubrania miałam czarne. Naprawdę nazwa tego bloga nie wzięła się z powietrza. Co więc się stało, że częściej widzicie mnie w jasnych niż w ciemnych ubraniach?

Ilość i nowość

Pierwszy garnitur kupuje się granatowy, drugi szary, trzeci w prążek, czwarty w kratkę, a przy piątym szuka się tkaniny, której jeszcze nikt nie miał. Codziennie mam pod ręką kilka tysięcy materiałów. Po kilku latach prowadzenia marki modowej po prostu czarny mi się opatrzył. Trzy–cztery razy w roku jeżdżę na targi tkanin do Włoch lub Paryża. Trzymałam już w ręku setki tysięcy kuponów materiałów. I trudno na mnie zrobić wrażenie ciemną tkaniną – bo przecież nie da się wymyślić nowego odcienia czarnego.

Pierwszą elegancką sukienkę kupiłam czarną, drugą granatową, a później – tak samo jak z garniturami – zaczęłam szaleć. Zajmuję się produkcją ubrań, więc moja szafa się nie domyka. Testuję nowe materiały, wzory, kroje, szwalnie. Każdą rzecz sprawdzam na sobie i po prostu mam tych ubrań dużo. Kilka lat temu przysięgłabym na wszystkie pizze świata, że nigdy nie ubiorę się w coś we wzorek. A dziś kratka księcia Walii jest dla mnie czymś totalnie naturalnym i neutralnym. Ilość tkanin, jakie widziałam, i ubrań, które mam w szafie, sprawiają, że kiedy wybieram kolejną sukienkę, to szukam czegoś świeżego.

(Samochodów natomiast wciąż nie mam tylu, ile sukienek. Oczywiście mam nadzieję, że kiedyś kupię żółte BMW).

Podobno w Paryżu nikt kobiecie po czterdziestce nie sprzeda czarnego swetra. Moja mama jest po pięćdziesiątce i nadal w czarnym wygląda rewelacyjnie. Brutalna rzeczywistość jest jednak taka, że pewnym momencie życia czarna marynarka najlepiej komponuje się z rozświetlaczem. Mówiąc wprost: kiedy chcę nałożyć coś czarnego, muszę się dłużej i dokładniej malować (a nie zawsze mam na to czas).

Produkcja

Nie da się ukryć, że chodzę w tych ubraniach, które produkuję dla swojej marki. I teraz niespodzianka: czarny wcale nie jest najlepiej sprzedającym się kolorem. Też mnie to kiedyś dziwiło! Podstawowy błąd to przyjęcie, że skoro ja coś robię, to znaczy, że cały świat ma tak samo. I skoro ja noszę dużo czarnego, to na pewno czarny będzie się świetnie sprzedawał. Otóż okazuje się, że po pierwsze, granatowy i wszystkie odcienie niebieskiego biją czarny na głowę, a po drugie, inne kolory też cieszą się dużym powodzeniem. Dlatego słucham swoich klientek, bo tak naprawdę przygotowuję kolekcję z myślą o tym, co inne kobiety będą chciały nosić.

Ale, ale

Mimo to nie mogę doczekać się jesieni, ponieważ do granic możliwości kocham nosić czarne spodnie w zestawie z czarnym swetrem. W pewnym momencie zeszłorocznej zimy chodziłam w takim zestawie niemal codziennie, ponieważ prawda jest taka, że nawet mnie dopada zmęczenie różnorodnością – i po okresie kolorowym zawsze następuje u mnie okres minimalistyczny. Taki modowy płodozmian.

 

Biała bluzka: Plumeti Blouse / Monika Kamińska

Spodnie: Royal Blue Pants / Monika Kamińska

Buty: Amused Blue / Monika Kamińska

fot. Agnieszka Kumuda

 

 

 

 

Trzy przedziwne rzeczy, które zrobiłam przed 30 urodzinami i których nie polecam

Sierpień 7, 2018

Kilka miesięcy przez 30 urodzinami wpadłam w popłoch. Czyli to teraz. Już. Nadszedł ten moment. Nie będę dwudziestką. Za chwilę stanę się trzydziestką. Rzecz dla mnie niewyobrażalna, szczególnie że nadal mam problem ze zrozumieniem tego, że nie mogę w tym wieku (jak to brzmi!) imprezować do rana bez konsekwencji. Jakim cudem to wszystko mogło się aż tak zmienić? Na studiach potrafiłam zaliczyć kilka imprez w tygodniu, spać po trzy–cztery godziny, a na koniec zdać sesję w terminie. Natomiast teraz jestem w łóżku o 22.00, a po butelce wina mam kaca przez tydzień.

„PORA SIĘ ODMŁODZIĆ!”, pomyślałam i jak na mnie przystało, szybko przeszłam do realizacji planu.

 

Ćwicz do utraty tchu

Nie jestem osobą, która zaczyna treningi od poniedziałku, od przyszłego miesiąca, jak skończy padać lub kiedy zmieni się faza Księżyca. Jeśli mam ćwiczyć, to robię to od zaraz. Z związku z powyższym na wiosnę dosłownie z dnia na dzień przeszłam od braku jakichkolwiek treningów do… sześciu tygodniowo. Bo co to dla mnie! Wstałam po zimie z kanapy i zaczęłam cisnąć jednocześnie długie wybiegania, podbiegi i trening siłowy. Bez opamiętania, bez planu i bez sensu. Byle więcej. W efekcie po niecałych trzech tygodniach takiego katowania się (plus elementy diety koktajlowej, bo co się będę oszczędzać) musiałam spędzić kilka dni w domu, ponieważ było mi cały czas tak słabo, że wejście na czwarte piętro stanowiło dla mnie wyzwanie.

Albo sztucznie chudnij

Skoro nagle nie mogłam ćwiczyć, to postanowiłam schudnąć inaczej i udałam się do profesjonalnej kliniki, a w niej równie profesjonalna osoba dobrała mi profesjonalne zabiegi, w trakcie których ja będę leżeć, a profesjonalna głowica wydzielająca profesjonalne ultrafale profesjonalnie mnie odchudzi. Żeby było szybciej, ten profesjonalny zabieg miał być wspomagany innym profesjonalnym zabiegiem, który poprzez uciskanie mojego brzucha miał za zadanie profesjonalnie przyśpieszyć usuwanie komórek tłuszczu z mojego organizmu.

Powiem wprost: nie do końca pamiętam, co to było i jak miało mi pomóc, ale ból brzucha, którego doświadczyłam następnego dnia po pierwszej serii tych profesjonalnych zabiegów, sprawił, że z pozostałych wypisałam się szybciej, niż jem pizzę. Zresztą do dziś mnie boli na samą myśl o tym.

To może twarz?

Jak widać, z ciałem szło mi średnio, wpadłam więc na pomysł, że może nadrobię twarzą. W tym celu przez kilka dni dokonywałam researchu w internecie, aż w końcu znalazłam placówkę, w której będę mogła dokonać zabiegu napinającego skórę twarzy. Poprawa owalu, usunięcie mikrozmarszczek, młodszy wygląd… Coś, co każda kobieta przed 30 urodzinami powinna zrobić. Wyobraź zatem sobie moje zdziwienie, kiedy w klinice stałam się główną bohaterką następującego dialogu:

– Najpierw zmyję pani makijaż – powiedziała kosmetolog.

– Ale ja nie mam makijażu – zdziwiłam się.

– Jak to?

– Noooo, nie mam, na zabiegi na twarz nie przychodzę w makijażu.

– Hmm, to ja poproszę koleżankę.

Trzy minuty później przyszła koleżanka.

– Ta pani tutaj chciała wykonać sobie zabieg napinający skórę twarzy. Spójrz, Anitka.

– O, nieeee, nie ma sensu – mruknęła Anitka.

– Tak jak myślałam. Nie wykonamy pani tego zabiegu – zawyrokowała kosmetolog.

– Jak to?! – oburzyłam się.

– Nie będzie widać efektu. Ma pani cerę idealną.

 

I tak właśnie jedna z droższych klinik dermatologii w Warszawie odmówiła mi wykonania zabiegu, bo stwierdziła wprost, że u mnie nie ma czego poprawiać. A ja spędziłam przecież tyle czasu na czytaniu stron tych wszystkich placówek i opisów zabiegów! Jeszcze przez chwilę próbowałam obydwie panie do czegoś zmusić, ale skończyło się tylko na delikatnym peelingu.

 

Po tych trzech akcjach wróciłam do domu, spojrzałam w lustro i parsknęłam śmiechem. „Oszalała baba przed trzydziestką”, pomyślałam sama o sobie. Nie mówiąc już o tym, ile czasu zmarnowałam na kombinowaniu, jak poprawić sobie to czy tamto. Chwilę później jeszcze raz zerknęłam w lustro, tym razem z dumą. Przecież tak naprawdę wyglądam super! Tylko mogłam raczej zacząć od poprawiania sobie myślenia, a nie skóry.

 

Bluzka – Monika Kamińska

Spodnie – Monika Kamińska

Buty – Monika Kamińska

 

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Były kiedyś takie czasy w blogosferze, kiedy nie kupowało się followersów na Instagramie tylko kupowało się o jedne...o pięć drinków za dużo na after party po konferencji 🤣 Wtedy wszyscy byliśmy piękni, młodzi i nieopierzeni. Z takim samym zapałem uczyliśmy się podnosić swoje blogowe kompetencje, jak i imprezowaliśmy do rana. Trochę brzmi to jak wspomnienie starego rockmana z czasów młodości, ale to prawda  Megę się cieszę, że załapałam się na te początki blogosfery, kiedy jeszcze w oczach widać było pasję, a nie cyferki. Poznałam mnóstwo wartościowych, niesamowicie pracowitych i zawsze gotowych pozować godzinę do zdjęć ludzi  Na starość wszyscy sobie te instagramy wydrukujemy! #wisla #warsawlovers #warszawa #sunset #rejspowisle #kolacjanawisle #warsaw #vistulariver #bloggers #chill #summerchill #relax #relaxtime #lazdydays  Dress @monikakaminska_official Trochę mnie bawi to, że nie wypada się na dwóch weselach pojawić w tej samej sukience, albo że w ogóle słabo widziane jest noszenie ciągle tego samego. Nie rozumiem takiego podejścia do ubrań, ponieważ moje jest dokładnie odwrotne. Zanim miałam własną markę, często w ogóle kupowałam jedną rzecz w dwóch sztukach żeby nie martwić się robieniem prania  W lipcu non stop chodziłam w denimowej sukience, natomiast w sierpniu wróciła mi faza na zieloną, która (uwaga! to może niektórych przerazić) jest w ogóle z zeszłorocznej kolekcji, więc miałam ją już na sobie dziesiątki razy. I mam nadzieję, że nie urosnę, więc będę mogła w niej chodzić również za rok. Ulubione rzeczy trzeba nosić jak najczęściej, zgadzacie się? #greendress #dress #wool #wooldress #sukienka #zielonasukienka #welnianasukienka #welnanalato #naturalnetkaniny #luxuryfabrics
 W Warszawie wydarzyły się wszystkie najważniejsze rzeczy w moim życiu. Tu się urodziłam, zdałam maturę, skończyłam studia, założyłam firmę. Tu się pierwszy raz zakochałam i pierwszy raz rozczarowałam. Szczęśliwie tutaj mieszka większość moich przyjaciół, z którymi od wielu lat odwiedzam te same miejsca. Tu mam swoje ulubione teatry, miejsca do biegania i knajpy. Nie sądziłam, że jestem z Warszawą tak mocno związana aż do momentu, w któryn to uświadomiłam sobie, że...nie potrafię przeprowadzić się do innej dzielnicy. Owszem, uwielbiam Saską Kępe, doceniam Żoliborz i miło wspominam Mokotów, ale...jestem mentalnie tak mocno związana ze Śródmieściem, że chcę mieszkać tylko tutaj. Tak, wiem: gwar, tłum i szybkie tempo. Ale ja znam te ulice na pamięć, mam swoje ścieżki i ulubione punkty. I tylko nie wiem jakim cudem kiedyś będę miała w Śródmieściu dom z ogródkiem. Ale coś się wymyśli  #warszawa #warsaw #warsawlovers #aggiepresets #sunset #rejspowisle #rejs #magicplace #magicmoments  sierpniowe noce 🥂 #fridaymood #friday #fridaynight #warsaw #vscowarsaw #drinks #chill #relax
 Jeśli utknęłyście w Warszawie w środku upalnego sierpnia to naprawdę nic straconego. Totalnie polecam rejsy po Wiśle. Kiedy @paulina_hofman wymyśliła, żebyśmy razem z @anna_sudol na taki się wybrały to nie spodziewałam się niczego spektakularnego, tymczasem okazało się, że to jest najlepsza rzecz jaką zrobiłam w Warszawie w sierpniu 🥂 Większa relacja znajduje się w Stories ❤ #warsaw #warszawa #wisla #nadwisla #rejspowisle #aggiepresets #sunset #boat #boattrip #rejs  Na blogu (link w bio) znajdziecie trzy nowe wpisy: 1) Relację z urodzin butiku @monikakaminska_official & @zackroman_official 2) Moją najbardziej niepraktyczną na świecie torebkę. 3) Historię trzech dziwnych rzeczy, które zrobiłam przez trzydziestymi urodzinami i których nie polecam. #instaflowers #party #blog #flowers #flowerlovers
 ☀ summer is a state of mind ☀ #summermood #summer #summer2018 #summervibes #mazury #jezioroniegocin #august  Lucky Blue & Lucky Pink shoes @monikakaminska_official Stabilne, eleganckie i w sam raz na upały. Najwygodniejszyle buty świata w dwóch letnich kolorach  #shoes #shoeslovers #instashoes #summerstyle #summershoes
 Cinque Terre #tb #cinqueterre #5terre #italyphotos #italiandream #italyphotos #vscoitalia  The biggest adventure you can ever take is to live the life of your dreams #tb #Sitges #Spain #summermood #summer #morningsun #morning #travelspain