Lush – moja prywatna cukiernia

Październik 29, 2012

Mój brak miłości do jedzenia słodyczy realizuje się w miłości do Lush.

Tę notkę piszę już od lipca…już wtedy, w Budapeszcie wydałam przerażająco dużo pieniędzy w Lush. Myślałam, że to dlatego, że byłam tam pierwszy raz. A w tym sklepie można zgłupieć (ale niestety nie można robić w nim zdjęć). Pachnie tam przepięknie, a kosmetyki wyglądają zjawiskowo. Pamiętam, że przez pierwsze kilka minut tylko kręciłam się dookoła jak głupia i nie wiedziałam od czego zacząć.

Od lipca zdążyłam już być w Lush w Paryżu oraz ściągnąć jedną przesyłkę z UK. No, niestety…nie mogłam się oprzeć. I coś czuję, że czeka mnie kolejne zamówienie.

O co chodzi z tymi kosmetykami?

Poza tym, że wyglądają i pachną najpiękniej na świecie, to naprawdę działają. Działają i to jak! Gdyby nie fakt, że mają bardzo krótki termin ważności (wynika to z tego, że są mega naturalne) i są zwyczajnie drogie, to robiłabym tam zakupy co tydzień.

Na przykład takie kule do kąpieli (sorry za zdjęcia w folii, ale rozpakowanie tego wszystkiego skończyłoby się tym, że prędzej czy później bym to wszystko rozsypała). Do tej pory myślałam, że kule do kąpieli, to po prostu fajna zabawka i nic poza tym. Okazało się jednak, że kule Lush mają cudowne właściwości pielęgnacyjne. Nawilżają i w sekundę (no dobrze, w 10 minut) walczą z suchością skóry, podczas kiedy my po prostu leżymy w wannie.

Mydła pachną tak abstrakcyjnie, że nie radzę używać ich rano pod prysznicem, bo spóźnicie się do pracy.

Lush 31,2,5 -produkty do twarzy moje nawieksze faworyty

Dark Anglels (2) – to jesy taki peeling jakiego na polskim rynku nie ma. To, co on robi z twarzą jest nieopisywalne. Wyobraźcie sobie, że wyglądacie jak ziemniak. Stary, zeschnięty ziemniak. Sięgacie po Dark Angles, peelingujecie chwilę i…wyglądacie jak milion dolarów. Serio. On odświeża, oczyszcza, dodaje blasku, regeneruje, działa jak Photoshop.  Jestem (niestety dla mojego portfela) przekonana, że będę zamawiać go do końca życia.

Ayesha (5) – cudowna, świeża maseczka z witaminą C. Genialne rozwiązane na tę chwilę, kiedy nie możemy bawić się dark Angels (umówmy się – zmywanie czarnego jak smoła peelingu trochę trwa), bo akurat jednocześnie odświeżamy twarz i malujemy paznokcie. Buzia niemowlaka gwarantowana.

Gogreous (1) – ten krem, to moje największe cierpienie. Jest drogi jak diabli i równie dobry. Wiem, że kupienie go było jednorazowym wybrykiem i zaraz mi się skończy, ale musicie mi uwierzyć na słowo – on działa sam w sobie jak gumka ścierająca wszystkie wybryki naszej cery. A podkład nałożony na niego, nawet po nieprzespanej nocy, daje efekt świeżej i wypoczętej twarzy.

Ultimate Shine (3) – szampon w kostce. Coś takiego powinno być sprzedawane na każdym lotnisku. Genialny w przewożeniu, prosty w użyciu, świetny w efekcie (idę się zatrudnić w agencji reklamowej po tym poście).

Soft Coeur (4) – kolejny hit na podróże. Kostka do masażu, której ja używam jako balsamu. Roztapia się na skórze pod wpływem ciepła. Pachnie nieziemską czekoladą i świetnie nawilża.

Celestial – świetny codzienny krem nawilżający. Kupowałam go z myślą, że zastąpi mi Gorgeous, ale niestety – aż tak cudowny nie jest. Natomiast jako krem pod codzienny makijaż, to jest naprawdę świetny. Podkład rozprowadza się po nim jak po najlepszej bazie.

Full of Grace – ten produkt tylko wygląda na duży. Poważnie to jest bardzo wydają miniaturką, mieszczącą się w dłoni. Jest dość tłusty i raczej nie polecam używać go codziennie, bo może ostro zapchać. Natomiast w jedną noc ratuję skórę z wielkiego przesuszenia.  Ja stosuję go raz na tydzień, dwa kiedy po prostu czuję, że jesień mi nie sprzyja i moja skóra jest ściągnięta.

I to by było na tyle z mojej dotychczasowej przygody z Lushem. Mój portfel mówi mi, żebym nie zadawała tego pytania, ale trudno muszę…co polecacie z tego sklepu?

ps. I czy ktoś wie, co w końcu z tym otwarciem Lush w Polsce?

ps. Przypominam, że dziś jest ostatni dzień konkursu z By Insomnia ;)

 

 

 

Moje najpiękniejsze greckie wakacje

Sierpień 21, 2017

Urlop marzeń bez Januszy, Grażynek i Brajanków.

Kiedyś śmiałam się z osób, które spędzają wakacje nad hotelowym basenem. Dziś wiem, że wtedy nie miałam pojęcia, co to znaczy być naprawdę zmęczonym. Życie nie jest tak różowe jak filtry na Instagramie. Mimo że nasz remont zakończył się dobrze, to nie udało mi się pstryknąć palcem i pozbyć w sekundę tych wszystkich negatywnych emocji. Co tu dużo mówić: byłam przemęczona i znerwicowana do tego stopnia, że jedno niepowodzenie potrafiło wyłączyć mnie na pół dnia z pracy. Do tego doszedł prawie całkowity brak letniej pogody w Polsce. A ja naprawdę potrzebuję dużej ilości słońca. Byłam nie do życia.

Marzył mi się święty spokój i 30°C w cieniu. Postanowiłam więc udać się na urlop, na którym nie będzie korciło mnie zwiedzanie od świtu do nocy. Kocham poznawać nowe miejsca, ale musicie mi uwierzyć: nie miałam siły. Poza tym w ciągu najbliższego pół roku czeka mnie siedem zagranicznych wyjazdów, więc jeszcze nadrobię. Dlatego właśnie z powodu wygody zdecydowałam się na swój pierwszy w życiu wyjazd z biurem podróży i szukałam hotelu w największej dziurze, w jakiej się da. Dodatkowo chciałam, żeby był to hotel z liczbą pokojów poniżej 100 (a jeszcze lepiej poniżej 50), tylko dla dorosłych i max. 500 metrów od plaży. Brzmi nierealnie? Zdecydowanie. Jednak raj istnieje!

To, co znalazłam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Zadaliście mi na privie tyle pytań o to miejsce, że chociaż na początku nie planowałam pisać żadnej notki, to po kilku dniach relacji na InstaStories wiedziałam już, że koniecznie muszę zrobić o tym wpis.

Po przejrzeniu wszystkich ofert znanych mi biur podróży zdecydowałam się na Grecos, kiedy znalazłam w ofercie hotel Cavo Olympo. Nie jest to wpis sponsorowany. Ja po prostu jestem ekstremalnie zadowolona z tego wyjazdu. Ze strony biura podróży wszystko było zorganizowane dobrze, a hotel okazał się wspaniały.

Cavo Olympo mieści się naprawdę w środku niczego. A dokładnie prawie dwie godziny od Salonik. Najbliższa miejscowość, do której można dotrzeć z hotelu, to Plaka (około pięciu minut plażą). Polski odpowiednik Plaki to Kąty Rybackie. Jest tam camping, jeden sklep spożywczy, kilka całkiem niezłych restauracji (szczególnie Veranda Seaside) i tyle. Traktowałam to jako miejsce na lunch. Nieco dalej (około 8 km) znajduje się Litochoro, które już jest znacznie większym miasteczkiem, choć poza restauracjami i tak niewiele tam można zwiedzić. Szczególnie że miasto służy głównie jako baza wypadowa dla osób, które wpinają się na masyw Olimpu.

I tu dochodzimy do najciekawszego punktu: otóż Cavo Olimpo jest przepięknie położonym hotelem. Z jednej strony do Morza Egejskiego jest 100 metrów (i przy brzegu pływają delfiny!), a z drugiej widać cały Olimp, czyli najwyższy masyw górski w Grecji. Tam jest z każdej strony ładnie. Wschody i zachody słońca są aż nierealnie pięknie, a nocą księżyc odbija się w hotelowym infinity pool. Magia. Zobaczcie.

Ponieważ początkowo nie planowałam robić żadnego wpisu o tym miejscu, to nawet nie wzięłam ze sobą aparatu. Wszystkie zdjęcia zrobiłam telefonem.

Tak wyglądał wschód słońca z pozycji mojego łóżka.

A tak dla odmiany z pozycji mojego balkonu.

Dużo osób pytało, czy w tym hotelu nikogo nie było. Można tak powiedzieć. Akurat w trakcie zachodów (zdjęcie główne wpisu) po prostu zaczynała się kolacja, więc ludzie przenosili się z leżaków do restauracji. Natomiast wschody były o godz. 6.15, więc również nie było trudno zrobić fotkę, na której nikogo nie ma. A poważnie to bardzo polecam to miejsce wszystkim mizofonikom. Po pierwsze – tak jak wspominałam – jest to hotel bez dzieci, a po drugie i najważniejsze – wszyscy, którzy tam przyjeżdżają, cenią sobie nie tylko swój komfort, lecz także innych osób. Pomimo że było tam dość dużo młodych osób, to przez cały pobyt mogłam delektować się ciszą. Nikt nie krzyczał, nie piszczał, nie wskakiwał do basenu, nie chlapał się wodą itp. Ośmielę się nawet na tezę, że prawie nikt tam głośno nie rozmawiał. Poważnie. Niesamowite.

Sukienka i kapelusz: Monika Kamińska

Okulary: Quey Australia / Shopbop

Niesamowicie odpoczęłam, totalnie objadłam się greckimi serami (grillowana feta to mistrzostwo świata) i zdecydowanie nabrałam ochoty na odwiedzenie innych rejonów Grecji. Teraz marzy mi się Santorini, chociaż czuję, że tam już nie usiedzę tyle w jednym miejscu.

Jeśli potrzebujecie się zresetować, to Cavo Olympo jest naprawdę idealnym miejscem. Poza tym ma infinity pool, a nie ukrywam, że popływanie w takim basenie było jednym z moich marzeń. Udało się i ogromnie się cieszę, bo wrażenia są n i e s a m o w i t e. To nie tylko dobrze wygląda na fotkach – to przede wszystkim powoduje efekt WOW na żywo. Jestem obecnie bardzo mocno opalona, bo po kupieniu sobie tego różowego donuta zupełnie nie mogłam z tego basenu wyjść. Raj na ziemi! Po więcej zdjęć zapraszam na Instagram, a jeśli macie jeszcze jakieś pytania dotyczące hotelu lub ogólnie wyjazdu, to chętnie odpowiem na nie w komentarzach pod wpisem.

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Summer vibes #summermood #summervibes #vscogreece  • blue sky • #bluesky #instagreece #vscolife #vscogreece
 The time is now  #vscolife #vscogreece #vscotravel #awesomeplaces  Siedzę sobie dzisiaj spokojnie na plaży, patrzę przed siebie i nagle w wodzie coś zaczyna pojawiać się i znikać. To delfiny postanowiły popływać przy brzegu. Niestety nie udało mi się tego złapać na fotce, ale wrażenia niesamowite  A dla atencji zdjęcie zachu słońca. Tak, znów nikogo nie ma. Jak płacić to za święty spokój
 Czy Wy widzicie to światło  @cavoolympo #sunset #luxuryhotels #vscogreece  Tak, tu prawie nikogo nie ma. Idealne wakacje dla mizofoników  #verandaseaside #vscogreece #greecestagram #instagreece
 Mogłabym tak cały rok . Co ciekawego ostatnio czytaliście? #vscogreece #instabook #greecestagram #greece #chilln  Jestem serem. #instafood #vscofood #vscogreece #vscoflatlay #flatlaygood
 Po raz kolejny potwierdziła się teza, że najlepsze jedzenie to proste jedzenie. Oliwki, sery, pomidory: świeże składniki i proste receptury. Kocham takie jedzenie  #vscofood #vscogreece #simplefood  • friday morning • #fridaymood #fridaymorning #chilln #champagne #panamahat