Rzeczy, na które nie szkoda mi pieniędzy

Luty 6, 2016

Dzisiaj trochę o pieniądzach. W styczniu przeanalizowałam swoje wydatki z ostatniego roku i stworzyłam listę rzeczy, na które nie szkoda mi pieniędzy.

Już dawno udało mi się ograniczyć wydawanie pieniędzy na rzeczy w stylu – codziennie kawa na mieście, kolorowa gazetka co drugi dzień, a co trzeci nowa bluzka. Mimo wszystko, jak mówi stare, włoskie przysłowie: ja pieniędzy nie kolekcjonuję. Zobaczcie więc na co je wydaję. Oczywiście poza inwestowaniem w firmę, ale to temat na osobny, dłuuuuuugi post. Kiedyś go napiszę. Dziś omawiam tylko rozrywkowe wydatki.

Podróże

Totalny numer jeden na mojej liście. Oczywiście nadal nie podróżuję tyle, ile bym chciała (ponieważ świadomie poświęcam większość swojego czasu na rozwijanie firmy, która wymaga siedzenia w Warszawie), oraz nie rzucam wszystkiego i nie wydaję całych oszczędności na koncie tylko po to, żeby pojechać na pół roku do egzotycznych krajów i pisać notki z domku na plaży (okaaaaay, kiedyś to zrobię). Mimo wszystko udało mi się już m.in. spędzić trzy tygodnie w Portugalii, w zeszłym roku być trzy razy we Włoszech (Rzym, Mediolan, Sycylia), a w tym roku odwiedziłam już Irlandię i niedługo ruszam dalej.

Torebki

Tak, torebki. Co jest trochę śmieszne, bo kiedyś utwierdzałam wszystkich dookoła (włącznie z samą sobą) w przekonaniu, że nie potrzebuję drogich torebek. Nadal to się zgadza. Drogich nie potrzebuję. Ale ładnych i świetnie wykonanych już tak. A to po prostu podnosi cenę. Dokonując jakiś czas temu analizy swojej garderoby, doszłam do wniosku, że z duetu torebki & buty wybieram te pierwsze. Dlaczego? Otóż naprawdę porządnie wykonana torebka może przetrwać kilkadziesiąt lat. Jeśli zaś chodzi o buty, to staram się nie kupować totalnego badziewia, ale też nie zamierzam szaleć, ponieważ nie wiem jak w Waszym przypadku, ale w moim – im bardziej uważam na buty, tym szybciej obity skórą obcas ulega samozniszczeniu. A to doprowadza mnie do szału. Wolę więc torebki, bo nie dotykam nimi chodnika.

Ja i mój pragmatyzm pozdrawiamy.

Podkład i puder

Nigdy nie byłam maniaczką kupowania kosmetyków. Cała moja kolorówka spokojnie zmieści się w jednej małej szufladzie, a do Rossmanna chodzę, kiedy już naprawdę bardzo muszę (czyli kiedy skończy mi się tusz do rzęs i korektor do twarzy). Generalnie najmniej pieniędzy w życiu wydałam na kosmetyki kolorowe. Poza dwoma drobnymi wyjątkami – podkładem i pudrem. Od zawsze powtarzam, że dla mnie podstawa makijażu to jest nie najmodniejsze cienie, a dobrze dobrany podkład. Dzięki temu zaoszczędziłam dosłownie tysiące złotych na kolorówce

Fryzjer, manicure, kosmetyczka

Sama próbowałam w domu wszystkiego: od farbowania włosów, przez malowanie paznokci, do zabiegów oczyszczających skórę po zimie. I zawsze kończyło się na tym samym. Po pierwsze marnowałam mnóstwo czasu, a efekt był kiepski. Po drugie marnowałam mnóstwo pieniędzy, bo na przykład kupowałam sobie cały zestaw do domowego manicure, a potem i tak zawsze wszystko wychodziło mi krzywo, więc go nie używałam.

Generalnie wolę zapłacić komuś, żeby zrobił to za mnie i mieć święty spokój. Hitem zeszłego roku są dla mnie żelowe paznokcie. Jeden manicure na trzy tygodnie i żadnych problemów z wyglądem dłoni. Naprawdę ogromna oszczędność czasu, który mogę wykorzystać w ciekawszy sposób.

Ubrania

Od kiedy noszę głównie ubrania ze swojego sklepu, to sytuacja drastycznie się zmieniła. Oczywiście od zawsze powtarzam jak mantrę, że lepiej kupić jedną rzecz, ale lepszej jakości, niż więcej rzeczy, ale gorszej jakości. Powiedzmy sobie jednak prawdę: od deklaracji do realizacji była u mnie bardzo długa droga. Dlaczego? Ponieważ nagłe wydanie 500 zł na spodnie boli. Ale – boli jeśli robisz to pierwszy raz. Od dwóch lat całkowicie panuję nad swoją szafą. Rzeczy, których nie noszę, a które zachomikowałam przez ostatnie kilka lat, oddaję potrzebującym lub sprzedaję na Allegro. Zaprzyjaźniłam się w końcu z instytucją krawcowej, dzięki czemu jeśli coś na mnie źle leży, to niskim kosztem sprawiam, że leży dobrze. W końcu – kiedy poznałam jakość dobrych tkanin, zakupy przestały być dla mnie czymś pociągającym, ponieważ w sklepach zazwyczaj nie ma tego, co mnie interesuje. A jeśli już raz na kilka miesięcy znajdę coś wow, to nie waham się na to wydać ani grosza, ponieważ w porównaniu z tym, ile pieniędzy wydawałam na zakupy kilka lat temu, i tak jest to znacznie (!) mniejsza suma.

Tak samo jest z szyciem na miarę. Ostatnio wolę oszczędzić czas, który spędziłabym na dreptaniu pomiędzy sklepami i załamywaniu się w przymierzalni, i po prostu uszyć sobie coś na miarę. Cena zazwyczaj jest sporo wyższa, ale w zaoszczędzonym czasie zajmuję się pracą, więc wychodzi mi na zero. Albo i taniej.

Poza tym nauczyłam się jeszcze jednej ważnej rzeczy – nie muszę codziennie wyglądać inaczej. Potrafię cały tydzień chodzić w tej samej sukience i nie widzę w tym żadnego problemu (od razu uprzedzam – wełna jest taką super tkaniną, że nie ma w tym wypadku obaw o brak higieny). Pozbycie się obsesji ciągłej zmiany stylizacji naprawdę wiele mi w życiu ułatwiło. Polecam.

Jedzenie

Na przykład kiedy na wyjeździe (dodam, że w Szwajcarii, żeby udramatyzować wydatki) mam do wyboru: pójść na obiad, który będzie pełnowartościowym, zdrowym posiłkiem, ale będzie drogi, lub zapchać się słodką bułką, to co by się nie działo – zawsze wybiorę posiłek. Lubię jeść, ale po pierwsze mój żołądek nienawidzi „jedzeniowych zapychaczy”, a po drugie – ja nie lubię w mało rozsądny sposób oszczędzać na jedzeniu, bo potem dopłacam na wizytach u lekarza. Na szczęście 99% posiłków, które jem, przygotowuję sobie w domu, więc aż tak bardzo nie rzutuje to na moim budżecie, ale mimo wszystko zapychaczom mówię: nie. Co innego dobry deserek.

To tyle ode mnie. Ciekawa jestem, na co Wam nie szkoda pieniędzy. Dajcie koniecznie znać w komentarzach oraz napiszcie, czy przygotować drugą część tego wpisu: „Rzeczy, na które zawsze szkoda mi pieniędzy”.

 

 

 

  • Torebki i buty zgadzam się w 100%. Buty powinny być dobre, skórzane etc, ale też nie lubię szaleć z czymś, co przecież dotyka chodnika i można, brzydko mówiąc, wdepnąć. Poza tym szalenie je niszczę, przypadkiem, idąc, w samochodzie, sama nie wiem, jak to się dzieje. A torebka – tak, łatwiej nad tym zapanować.

  • Joanna Czachor

    Jak zawsze wpis pierwsza klasa :)

  • Kasia Samborska

    Super post! Szczególnie o ubraniach- niestety ja jeszcze do tego chyba nie dorosłam ;) Ostatnio zapaliłam się na podróże- i naprawdę nie wiem dlaczego dopiero teraz!?
    Poza tym nigdy nie było mi szkoda pieniędzy na książki i karnet na siłownię- to są 2 rzeczy, które utrzymują mój mózg i ciało w stanie względnej równowagi.

    Pozdrawiam ciepło!

    • ZAPOMNIAŁAM O KSIĄŻKACH:((((( Jak mogłam :((( Najgorzej.

      • Kasia Samborska

        Zawsze możesz powiedzieć, że to tak OCZYWISTE, że nie trzeba o tym pisać ?

  • Avi

    Załapałam się na piękną chustę :)

    Ja coraz bardziej zaczynam doceniać wartość porządnej, skórzanej torebki. Logo nie jest istotne, byleby była wykonana z dobrego materiału, dobrze uszyta, no i żeby po prostu mi się podobała :) Jakość zawsze się obroni.
    To prawda, że wydanie sporej sumy na raz boli, ale myślę, że warto odkładać, nawet przez rok, a potem mieć rzecz na lata.

    Chętnie przeczytałabym drugą część wpisu i porównała swoje podejście do Twojego. Pozdrawiam :)

  • Izabela K.

    Nauczyłam się odkładać na ubrania dobrej jakości. Kupuję mniej, rzadziej ale lepiej. Moja szafa znacznie zmniejszyła objętość, ale jakoś nie tęsknię za kupowaniem tanich szmatek. Na jedzeniu też nie oszczędzam, bo to się naprawdę nie opłaca ;-)

  • Werka Werka

    Mnie też nie szkoda pieniędzy na podróże – uwielbiam i te małe w obrębie naszego kraju i dalekie, które często wymagają większego nakładu finansowego. Na szczęście trochę się już nauczyłam szukać jak najtańszych rozwiązań, które nie umniejszają jakości tych podróży :) jedzenie – podstawa! Lepiej dobrze zjeść, niż podobać się byle komu :D ale dobrze oznacza zdrowo i wartościowo :) co do butów mam ten sam problem, jednak i na nie wolę wydać więcej bo często służą mi latami, a mój gust jakoś drastycznie się nie zmienia. Nie oszczędzam również na okularach – także przeciwsłonecznych :)
    Pozdrawiam i czekam na post o rzeczach, na które szkoda pieniędzy ;)

  • U mnie to zdecydowanie podróże i jedzenie. Dlatego jeżdżę po świecie by jeść :D

  • Lubię mieć niepowtarzalne rzeczy zwłaszcza płaszcze i torebki – i na nie potrafię dużo wydać. Mniej mi chodzi o jakość, bardziej o (próżne, wiem) świadomość, że nikt nie ma czegoś podobnego.
    Ale jeszcze mniej chętnie oszczędzam na podróżach i wydarzeniach kulturalnych. Potrafię wsiąść w samolot, obejrzeć spektakl i wrócić następnego ranka. Czego dowodzi fakt, że piszę ten komentarz, siedząc w przyteatralnej knajpie w Londynie ☺ Kiedyś ogłoszę przez to upadłość.

  • Nie szkoda mi na buty – jeżeli znajdę odpowiednie to wydam każde pieniądze, po tym jak kilka lat temu na wakacjach mając ch…owe buty załatwiłam sobie stopy tak, że musiałam leczyć u podologa. I ja mając do wyboru buty lub torebka zawsze wolę zapłacić więcej za buty. Za torebkę może i bym też zapłaciła, ale nie da się niestety kupić ładnej, prostej i funkcjonalnej torebki, więc szkoda mi przepłacać za coś, co jest wg mnie zaledwie „może być”. Nie planujesz może wprowadzić torebek do swojego sklepu? :) Nie szkoda mi też na dobrej jakości ubrania, których potrzebuję. Natomiast staram się mieć mało ubrań, więc potrzebuję dość rzadko. Nie szkoda mi na podkład do twarzy, na dobrego lekarza, a także na fanaberie kulinarne od czasu do czasu (mam tu głównie na myśli jedzenie na mieście w ciekawych restauracjach).

    • Lekarz, racja! Za szybko pisałam tę liste chyba. Wszyscy mnie namawiają na torebki/buty. Ale ja mam akurat wrażenie, że torebek jest dużo dobrych, a z butami to jednak skomplikowana sprawa :(

      • A możesz polecić jakieś konkretne marki torebek? Zważywszy na to jak dbasz o detale w swoich ubraniach pewnie rzadko która przechodzi weryfikację pozytywnie

        • Oj, nie mam chyba 2 od tej samej marki, ale ostatnio jestm zachwycona Furla. Wyglada na niezniszczalna.

          • dużo osób chwali Furlę, miałam nadzieje na coś z choć odrobinę niższej półki cenowej;-)

          • Aaa mam jeszcze firmy Nucelle. Moja Mama oraz kilka koleżandk też mają. Wszystkie jesteśmy zadowolone.

          • O, tej firmy nie znałam. Dzięki;-)

  • U mnie lista jest taka:
    1. Niespodzianki i drobne przysługi. Śmiejcie się, ale radość z czyjegoś uśmiechu bo przyniosłam mu kilo truskawek które uwielbia jest dla mnie bezcenna. W to wliczam też cenę biletu kolejowego żeby być z kimś choćby przez chwilę.
    2. Bilety do teatru/na koncerty. Staram się nie szaleć, do tego często bilety dostaję bo na scenie jest ktoś kogo znam, ale jeśli nie ma takiej możliwości to lekką ręką wydam te kilkadziesiąt złotych i to kilka razy w miesiącu.
    3. Z ubraniami zawsze mi szkoda, ale na bank wydam więcej za lepszą rzecz niż mniej za kilka, więc w trend minimalizmu i stawiania na jakość się wpisuję. Ale kupuję max. 2 rzeczy na kwartał i w to są już wliczone buty i torebki.
    4. Nie szkoda mi na kwiaty doniczkowe do mieszkania mimo że nie bardzo się chcą u mnie trzymać. Kocham na nie patrzeć i o nie dbać, zawsze mówię że może mają u mnie krótkie ale za to szczęśliwe życie.
    5. Nie szkoda mi na koty, jedzą lepiej niż ja. Ale sama też nie jem świństw, czytam etykiety i gotuję.
    6. Książki. Kupuję mało, ale nie fukam na cenę.

  • Koniecznie przygotować drugą część!

  • Julka

    Witam serdecznie :) mam do Pani pytanie – jako, że w sklepach kompletnie nic nie mogę dla siebie znaleźć postanowiłam, że zacznę szyć moją wymarzoną garderobę :). Czy mogłaby Pani polecić dobrą krawcową w Warszawie?

  • Zgadzam się z wszystkim co wymieniłaś. Od siebie dodam, że nie szkoda mi pieniędzy na dobrego fryzjera. Noszę krótkie fryzury i tu precyzyjne cięcie jest bardzo ważne.

  • Kasia

    Szukam wlasnie dobrej krawcowej w Wawie. Polecisz kogos? Dzieki!

  • Totalnie zgadzam się zarówno z instytucją krawcowej (kocham moją, szyję jedną rzecz rocznie, a i tak są to moje ulubione), jak i z brakiem konieczności wymyślania codziennie nowej „stylizacji”. Skoro w czymś dobrze wyglądam i dobrze się czuję, to po co kombinować? Ewentualnie zmieniam dodatki czy fryzurę, ale trafioną kieckę potrafię nosić przez tydzień ;)

    P.s. Buty na miarę to też nowa jakość, którą właśnie odkrywam!

  • Avarati

    U mnie lista wygląda następująco:
    1) Ubrania, dobre tkaniny i buty wysokiej jakości. Nie chcę kupować takich rzeczy, które za pół roku się odkleją/odprują/nie pasują do mojej sylwetki i typu urody. Wolę kupić jedwab/wełnę dobrej jakości i zdobyć (dzięki mojej mamie) piękną bluzkę lub sukienkę, w której mogę chodzić w nich wiele lat, niż kupować co sezon „hity” z akrylu, poliestru czy niby „ekoskóry”, które są bardziej szkodliwe dla środowiska, niż naturalne tworzywa.
    2) Naturalne szampony, odżywki i maski do włosów. Najczęściej są to produkty z Babcii Agafii, Planeta Organica, Dr. Sante czy Natura Siberica. Bardzo ufam polskim i rosyjskim kosmetykom, które są testowane na włosach Słowianek.
    3) Szminki i balsamy do ust. Najlepiej wyglądam i czuję się w mocnych szminkach, uważam, że to chyba najlepiej wyćwiczona u mnie część makijażu. Musze się wręcz powstrzymywać, żeby nie kupic następnej szminki :)
    4) Książki, tomiki poezji czy dobra prasa (wiem, że to brzmi pretensjonalnie) zwłaszcza te, które chcę koniecznie przeczytać, a nie są dostępne w bibliotekach, do których mam szczególny sentyment i uważam, że dzięki nim rozwinę się literacko/intelektualnie jeszcze bardziej.
    5) Dobra kawa, czekolada i wino od czasu do czasu. :)
    6) Jedzenie – wiadomo. Ale dużo naturalnych dobroci mam w ogródku :)
    7) Perfumy. To moja słabość. Postawiłam sobie limit jedne, maksymalnie dwa perfumy w roku. Żeby nie pójść z torbami.

  • Podróże przede wszystkim. Wolę sobie odpuścić wyjścia na imprezy czy jedzenie na mieście i zaoszczędzić na bilet na samolot. I zgadzam się, minimalizm ubraniowy rządzi. Mniej, ale sensowniej = oszczędność czasu, miejsca i pieniędzy.

  • Zdecydowanie książki – choć poza domem czytam raczej tylko ebooki, to w nim nie mogę się obejść bez papieru! Od kiedy nie kupuję dużo ubrań wpadłam chyba w książkowe uzależnienie, bo od pewnego czasu zawsze mam kolejkę tych do przeczytania, ale nie wyobrażam sobie już inaczej. No i poza nowościami uwielbiam piękne wydania: już kilka razy zdarzyło się mi kupić (nową, nie z antykwariatu) książkę w cenie dobrych butów. Do tego dochodzi miłość do polskiej literatury z XIX wieku i mogę się pochwalić takimi perełkami jak pierwsze wydanie Quo Vadis czy trzy półki różnych Mickiewiczów – jakoś nie mogę się oprzeć w antykwariacie by nie zgarnąć kolejnego. Totalna przesada, ale każdy może mieć jakiegoś świra :D

  • U mnie na pierwszym miejscu jedzenie! Mieszkam teraz w Szanghaju i stanęłam przed wyborem: pożytkuję czas wolny na gotowanie albo na hobby i naukę języków. Jeżeli nie gotuję w domu to wolę zapłacić za włoską pizzę 100 złotych (standardowa cena za pizzę z prawdziwą mozzarellą, a nie gumą) niż zapychać się tanią wersją z PizzaHut, którą mogę mieć za 20 złotych.

  • Podróże i jedzenie a od niedawna również torebki, ale jednak pierwsze dwie rzeczy przewyższają kosztami torebki. :)

  • Oj, podpisuję się pod wszystkim obiema rękami ;) możesz mieć najtańszy lakier do paznokci i szminkę z sieciówki, ale na podkładzie nie ma co oszczędzać. co do jedzeniowych zapychaczy – równiez mówię im stanowcze nie. często i tak za chwilę jesteś głodna, więc w gruncie rzeczy pełnowartościowy posiłek będzie zawsze lepszy :) a jeśli nie dla portfela, to na pewno dla zdrowia.

  • Pingback: Rzeczy, na które wiecznie szkoda mi pieniędzy | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: Rzeczy, na które nie szkoda mi pieniędzy – część druga | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Elektronika. W ubiegłym roku kupiłam lustrzankę, Kindle’a i iPada, w tym roku na pewno kupię nowego smartfona, większy monitor i może obiektywy, a przymierzam się do rzutnika. Ułatwiają pracę, pozwalają się rozwijać, dają dużo przyjemności.

  • Zuzanna Zofia

    Jedzenie, zdecydowanie.

Pół roku po otwarciu butiku

Grudzień 28, 2017

Rok temu mniej więcej o tej samej porze w moim mieszkaniu odbywał się bifor przed Blogowigilią (corocznym wigilijnym spotkaniem twórców internetowych). Typowa K(asia) mnie czesała, Janek z Konradem wymieniali informacje branżowe (#trudnesprawy), Roman przygotowywał drinki. Planowałam siedzieć cicho, ale nie dałam rady – musiałam się pochwalić, że w końcu, po wielu miesiącach poszukiwań, udało nam się znaleźć idealny lokal na nasz butik. Wtedy widzieliśmy go tylko raz, dwa dni wcześniej wieczorem. W środku nie działał prąd, więc wszystko musieliśmy oświetlać latarkami w telefonach. Po weekendzie byliśmy umówieni na kolejne oglądanie, tym razem w dzień.

Martwiłam się, że kiedy nastanie jasność, to okaże się, że to jednak nie jest miejsce, którego szukamy.

Dziś dokładnie pamiętam, jak w styczniu 2017 r. chodziliśmy po kamiennej podłodze już wtedy naszego butiku. Czas mija naprawdę ekstremalnie szybko. Rok temu wynajęliśmy nasz wymarzony butik przy Niecałej 7, pół roku temu w końcu udało nam się go otworzyć. Jak przez ten okres zmieniło się moje życie (bo nie ulega wątpliwości, że drastycznie)?

LEKCJE ŻYCIA

Byłam w tym roku na darmowym szkoleniu z zarządzania bezustannym kryzysem w biznesie. Domyślacie się, co mam na myśli. Tylu negatywnych emocji nie miałam w sobie nigdy w życiu i z żalem przyznaję, że bardzo odbiło się to na moim zdrowiu fizycznym i psychicznym. Śmiało mogę powiedzieć, że co nas nie zabije, to doprowadzi nas do nerwicy. Gdy patrzę na ten nasz remont z perspektywy, jasno widzę, że trafiliśmy po prostu na ekstremalnych partaczy, którzy wykorzystali nasz brak znajomości tematu, żeby wcisnąć nam swoje totalnie błędne pomysły, zarobić na nas i zniknąć. Mogłabym tak długo wylewać swoje żale, bo naprawdę boli mnie to, że dałam się tak łatwo nabrać. Napiszę jednak, że właśnie jesteśmy w trakcie kolejnego remontu. Tym razem mniejszego, bo tylko biura. Z innym architektem i inną ekipą budowlaną. I co? ZERO STRESU. Można? Można! Tym samym chciałabym zakomunikować, że nie ma takiego zawodowego bagna, z którego nie da się wyjść. I tego się trzymaj, kiedy trafi Ci się tak kiepski moment w pracy. Zawsze jest szansa ruszyć do przodu.

ORGANIZACJA PRACY

Wraz z przenosinami na Niecałą zmienił nam się czas pracy. Butik jest otwarty od 11:00 do 19:00, co w praktyce oznacza, że pracujemy cały dzień. Ja nadal uparcie trzymam się tego, że praca to praca, a bycie własnym szefem nie oznacza przyzwolenia na codzienne kilkugodzinne lunche. Dużo moich znajomych pracuje do godz. 16:00 i nie rozumie, że nie chcę wyjść z butiku przed 19:00. A prawda jest taka, że często nie wychodzę przed 21:00, bo we własnej firmie non stop jest coś do zrobienia. Oczywiście wiem, że to już niemodne, ale ja od zawsze mam taki styl życia i nie planuję go zmieniać. Kocham to, co robię. Wciąż podtrzymuję, że bez sumiennej i regularnej pracy, zwanej po prostu zapierdalaniem, nie da się osiągać swoich celów. Okay, albo ja swoich bym nie osiągnęła, ponieważ nieustannie wyznaczam sobie kolejne. Co ciekawe, od liceum odgrażałam się, że będę pracować po godzinie 12:00 (ponieważ uwielbiam spaaaaać), i w pewnym sensie mi się udało. Moim największym sukcesem jest to, że nie muszę wstawać o 6:00 rano. Choć mam energię, żeby w piątek o 23:00 zmieniać w butiku ekspozycje, to rano nie próbujcie mnie zmusić – nawet nie tyle do pracy, ile do wyjścia z domu o 8:00. O tej godzinie mogę władać światem jedynie z kanapy. Jestem naprawdę wdzięczna, że udało mi się to poukładać tak, jak zawsze chciałam.

INWESTOWANIE

Wielu osobom wydaje się, że skoro ktoś otwiera butik w środku miasta, to znaczy, że sypia na banknotach i kąpie się w bąbelkach z monet. Tymczasem rzeczywistość wygląda tak, że we wrześniu, inwestując w zimową kolekcję, dosłownie wyzerowałam swoje konto. Dlaczego? Otóż, żeby taki lokal na siebie zarobił, to poza całym szeregiem kosztów (pracownicy, lokal, wystrój, opakowania itp.) trzeba przede wszystkim zaopatrzyć się w towar, za który płaci się oczywiście z góry. A nigdy nie ma gwarancji, że uszyjemy coś, co na pewno się sprzeda, i nie utopimy ogromnych sum. Koszty rosną lawinowo. Wełna w ciągu roku drożeje o około 20% (jeśli interesuje Cię tematyka cen ubrań, to więcej na ten temat możesz przeczytać w moim tekście Skąd się bierze cena ubrania), a sytuację pogłębia fakt, że każda osoba, która orientuje się, że mamy butik w tym, a nie innym miejscu, nagle znacznie podnosi swoje stawki. Co gorsze: za wyższą ceną wcale nie idzie lepsza jakość. Po prostu dostajemy wyższą cenę. BO TAK.  To jest jakiś horror i pociesza mnie tylko fakt, że mieszkańcy budynku przy Niecałej mają ten sam problem, więc nie jestem sama. Nie można zadzwonić po hydraulika, bo okazuje się, że za sprawdzenie jednej rury bierze trzykrotnie więcej niż na tej samej ulicy, ale w starym bloku naprzeciwko. W ciągu pół roku musiałam więc nauczyć się inwestować od nowa oraz – co było dla mnie trudniejsze – negocjować lub też rezygnować ze współpracy z pewnymi osobami, które nagle zobaczyły we mnie maszynkę do zarabiania pieniędzy. Krótko mówiąc: często w telefonie myli mi się Facebook z kalkulatorem. Nie przestaję liczyć.

KOLEKCJE

Butik w nowym miejscu oraz publikacje w wielu zagranicznych magazynach modowych pozwoliły złapać mi wiatru w żagle i trochę zaczęłam szaleć. Do kolekcji ready-to-wear postanowiłam wprowadzić te elementy, które wcześniej szyłam sobie na miarę. Szerokie spodnie, dwurzędowe marynarki, minispódniczki oraz w końcu – tkaniny we wzory. Kiedy siedziałam na I piętrze showroomu na Poznańskej, to zdecydowanie przestrzeń mnie ograniczała i trochę negatywnie onieśmielała. Jeśli szyłam coś szalonego, to tylko dla siebie na Pitti. Nowa lokalizacja mnie wzmocniła, sprowadziła też trochę inny typ klientek i pozwoliła mi rozwijać się odważniej. Jara mnie to jak pizza w neapolitańskim piecu, bo po zakupach klientek widzę, że był to strzał w dziesiątkę. Nie dalej jak wczoraj Verona Suit nałożyła pani, która wygląda w tym zestawie lepiej niż ja i kupiła go, chociaż twierdziła, że nie jest fanką szerokich spodni. Ale leżały tak idealnie, że nie miała wyjścia – wzięła je od razu.

PRIORYTETOWANIE

Nie miałam nigdy problemy z zarządzaniem swoją pracą, ale butik wymaga ode mnie jeszcze silniejszego skupienia się i jeszcze szybszego analizowania sytuacji. Czasem w jednej chwili przychodzi nowa dostawa szalików, trzeba dodać garnitur do stanów magazynowych, znaleźć pokrowce na zapleczu, zająć się klientem w butiku, zmienić grafikę w sklepie online i odpisać na e-maile. Delegowanie zadań też się samo nie zrobi, wiele rzeczy trzeba wytłumaczyć. Oczywiście gdzieś w tle dzwoni telefon, w brzuchu burczy, a głowa domaga się kofeiny. Na szczęście uwielbiam taki rozgardiasz, mega mnie to nakręca i dzięki temu pracuję szybciej i efektywniej. Doceniam, że od zawsze robiłam mnóstwo naraz, bo dzięki temu jestem naprawdę wytrenowana w podejmowaniu decyzji, w jakiej kolejności zapanować nad sytuacją. Oczywiście zdarzają się też mniejsze bądź większe kryzysy, ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi.

SYTUACJE KRYZYSOWE

Kiedyś na każdy, nawet najmniejszy problem reagowałam płaczem. Dziś jedynie na co drugi. Trochę tu sobie śmieszkuję, ale nie tylko pół roku w butiku, lecz także trzy lata prowadzenia marki nauczyły mnie, że chociażbym stanęła na głowie, to na niektóre rzeczy nie mam wpływu. Bywały czasy, że potrafiło mnie to ekstremalnie załamać. Dziś wiem, że ważniejsze niż lamentowanie jest szybkie reagowanie, znalezienie rozwiązania i przeanalizowanie problemu, tak żeby nie doprowadzić ponownie do takiej sytuacji. Pogodziłam się z tym, że nie da się wszystkiego zrobić idealnie. To nie znaczy, że odpuszczam. Nic z tych rzeczy. Dalej cisnę na 250% normy, ale mniej siebie samobiczuję, jeśli popełnię jakiś błąd. Pomyłki są wpisane w pracę, ale jeśli mam świadomość, że robiłam wszystko rzetelnie, a po prostu przytrafił się pech, to jestem w stanie to przełknąć.

RADOŚĆ

Jeśli spacerujesz Niecałą, to możesz zauważyć, że czasem siedzę sobie za ladą butiku. To mi chyba daje najwięcej radości (poza dotykaniem tkanin…), bo dosłownie i namacalnie pokazuję, że to właśnie jest moje miejsce pracy. A to wcale nie jest takie oczywiste, jak mogłoby Ci się wydawać! Moje życie zmieniło się ekstremalnie szybko. Trzy lata temu pracowałam jako logopeda, chociaż już gdzieś z tyłu głowy czułam, że na pierwszych dwóch sukienkach, które wyprodukowałam, ten projekt się nie skończy. Od samego początku dawał mi podejrzenie dużo radości i sprawiał, że bez problemu mogę pracować, pracować, pracować i wciąż się z tego cieszyć. Cudowne uczucie!

NEVER ENDING STOOOORY

To nie jest tak, że butik się otwiera i już wszystko ma się gotowe raz na zawsze; że wystarczy wpaść w ciągu dnia na godzinkę, zrobić sobie selfie w lustrze i to by było na tyle z pracy. Jest doooooookładnie odwrotnie! Moja mama zawsze mówiła, że gdy już ma się dom, to trzeba się przyzwyczaić do tego, że ZAWSZE jest w nim coś do zrobienia. Z butikiem jest podobnie. Samo przebieranie manekinów i zmiana ekspozycji zajmują naprawdę dużo czasu, a to tylko niewielki procent rzeczy widocznych na zewnątrz. Tu jest tyle rzeczy do zrobienia, że czasami mam ochotę utopić sobie telefon w zupie, żeby przestał dzwonić. Ale później przypominam sobie, że nienawidzę bezczynności, a zupę kocham. Więc jej nie marnuję.

UCZENIE SIĘ

I na sam koniec coś, co będzie towarzyszyć mi do końca życia. Na szczęście. Kiedy pracowałam jako logopeda w szkole, to starsze koleżanki jak mantrę powtarzały mi, że dobry nauczyciel całe życie się uczy. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z właścicielem marki jest tak samo. Gdybym ze swoją wiedzą dotyczącą krawiectwa i biznesu zatrzymała się na tym, czego dowiedziałam się dwa lata temu, to jest więcej niż prawdopodobne, że nadal byłabym dokładnie tam, gdzie dwa lata temu. Wiem, że najgorsze, co może mi się przytrafić, to przeświadczenie o tym, że wiem już wszystko. Na szczęście natura obdarzyła mnie ekstremalnie dociekliwym umysłem, który kwestionuje dużo rzeczy, zadaje mnóstwo pytań oraz z dziką namiętnością zdobywa nową wiedzę. Totalnie nowy dla mnie temat to np. visual merchandising. Jeśli ktoś Ci kiedyś powie, że to po prostu ŁADNE ułożenie towarów w sklepie, to poproś go, żeby równie ładnie popukał się w czoło. Od samego otwarcia gdzieś z tyłu głowy miałam przeczucie, że z VM w naszym butiku coś jest nie tak. Kiedy znalazłam wolną chwilę, żeby ruszyć z tematem, a przy okazji z nieba spadł mi geniusz w tej dziedzinie (Jarek, pozdrawiam!), poczułam się jak dziecko, które od zera uczy się alfabetu. Niesamowicie ekscytujące zajęcie!

Nie będę pisać żadnego podsumowania roku. Chociaż mam poczucie, że może jednak w tym powinnam, to tak naprawdę wolę zabrać się do pracy nad tym, co planuję w 2018 r., niż podsumowywać coś, co już minęło. Napiszę tylko krótko: to był trudny rok, ale zdecydowanie najbardziej ekscytujący w całym moim życiu. A teraz czekam na następne przygody!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Poranna dawka inspiracji  #vogueitalia #onthetable #morningroutine #morningcoffee #flatlay #flatlayinspo #vogue #cozymorning #january2018 #gypshophila #whitetable #morning #coffe #coffelovers #coffetime #inspocafe #vogueinspo #coffeaddict #coffeebreak   @sam_edelman shoes Są tak ładne, że aż szkoda je zakładać  @shopbop #samedelman #shopbop #newshoes #shoesaddict
 Na relację z @pitti_uomo_ zapraszam Was na profil @monikakaminska_official #pittiuomo #pitti93 #pitti #pitti93 #pu93 #pittipeople #pittistyle #pittiphotos #redjacket #ootd #redcoat #woolcoat #wooljacket #streetstyle #womaninsuit #pittuwoman #elegantstyle #classy #sartorial #bespoketailoring #bespoke #luxuryfabrics  #monstera  #rondo1 #rondoonz1
 Zaraz znajdziecie się w owsiance  #raspberries #sundaymood #sundaymorning #breakfastinspo #sundaybreakfast #pooridge #winterbreakfast #onthetable #sundaychill #pornfood #healthfood #fruitlovers  Sunday  #sundaymood #valenciatrip #sky #vscotravel
 Prezent ode mnie dla mnie  @seebychloe / @shopbop #shopbop #bag #seebychloe  sun  #valencia #valenciatrip #vscotravel
 Szara wełniana czapka smerfetka @monikakaminska_official #ootd #wool #greywool #winterootd #streetstyle #minimalstreetstyle  Nature is pleased with simplicity #valencia #valenciatrip #vscotravel