Rzeczy, na które nie szkoda mi pieniędzy

Luty 6, 2016

Dzisiaj trochę o pieniądzach. W styczniu przeanalizowałam swoje wydatki z ostatniego roku i stworzyłam listę rzeczy, na które nie szkoda mi pieniędzy.

Już dawno udało mi się ograniczyć wydawanie pieniędzy na rzeczy w stylu – codziennie kawa na mieście, kolorowa gazetka co drugi dzień, a co trzeci nowa bluzka. Mimo wszystko, jak mówi stare, włoskie przysłowie: ja pieniędzy nie kolekcjonuję. Zobaczcie więc na co je wydaję. Oczywiście poza inwestowaniem w firmę, ale to temat na osobny, dłuuuuuugi post. Kiedyś go napiszę. Dziś omawiam tylko rozrywkowe wydatki.

Podróże

Totalny numer jeden na mojej liście. Oczywiście nadal nie podróżuję tyle, ile bym chciała (ponieważ świadomie poświęcam większość swojego czasu na rozwijanie firmy, która wymaga siedzenia w Warszawie), oraz nie rzucam wszystkiego i nie wydaję całych oszczędności na koncie tylko po to, żeby pojechać na pół roku do egzotycznych krajów i pisać notki z domku na plaży (okaaaaay, kiedyś to zrobię). Mimo wszystko udało mi się już m.in. spędzić trzy tygodnie w Portugalii, w zeszłym roku być trzy razy we Włoszech (Rzym, Mediolan, Sycylia), a w tym roku odwiedziłam już Irlandię i niedługo ruszam dalej.

Torebki

Tak, torebki. Co jest trochę śmieszne, bo kiedyś utwierdzałam wszystkich dookoła (włącznie z samą sobą) w przekonaniu, że nie potrzebuję drogich torebek. Nadal to się zgadza. Drogich nie potrzebuję. Ale ładnych i świetnie wykonanych już tak. A to po prostu podnosi cenę. Dokonując jakiś czas temu analizy swojej garderoby, doszłam do wniosku, że z duetu torebki & buty wybieram te pierwsze. Dlaczego? Otóż naprawdę porządnie wykonana torebka może przetrwać kilkadziesiąt lat. Jeśli zaś chodzi o buty, to staram się nie kupować totalnego badziewia, ale też nie zamierzam szaleć, ponieważ nie wiem jak w Waszym przypadku, ale w moim – im bardziej uważam na buty, tym szybciej obity skórą obcas ulega samozniszczeniu. A to doprowadza mnie do szału. Wolę więc torebki, bo nie dotykam nimi chodnika.

Ja i mój pragmatyzm pozdrawiamy.

Podkład i puder

Nigdy nie byłam maniaczką kupowania kosmetyków. Cała moja kolorówka spokojnie zmieści się w jednej małej szufladzie, a do Rossmanna chodzę, kiedy już naprawdę bardzo muszę (czyli kiedy skończy mi się tusz do rzęs i korektor do twarzy). Generalnie najmniej pieniędzy w życiu wydałam na kosmetyki kolorowe. Poza dwoma drobnymi wyjątkami – podkładem i pudrem. Od zawsze powtarzam, że dla mnie podstawa makijażu to jest nie najmodniejsze cienie, a dobrze dobrany podkład. Dzięki temu zaoszczędziłam dosłownie tysiące złotych na kolorówce

Fryzjer, manicure, kosmetyczka

Sama próbowałam w domu wszystkiego: od farbowania włosów, przez malowanie paznokci, do zabiegów oczyszczających skórę po zimie. I zawsze kończyło się na tym samym. Po pierwsze marnowałam mnóstwo czasu, a efekt był kiepski. Po drugie marnowałam mnóstwo pieniędzy, bo na przykład kupowałam sobie cały zestaw do domowego manicure, a potem i tak zawsze wszystko wychodziło mi krzywo, więc go nie używałam.

Generalnie wolę zapłacić komuś, żeby zrobił to za mnie i mieć święty spokój. Hitem zeszłego roku są dla mnie żelowe paznokcie. Jeden manicure na trzy tygodnie i żadnych problemów z wyglądem dłoni. Naprawdę ogromna oszczędność czasu, który mogę wykorzystać w ciekawszy sposób.

Ubrania

Od kiedy noszę głównie ubrania ze swojego sklepu, to sytuacja drastycznie się zmieniła. Oczywiście od zawsze powtarzam jak mantrę, że lepiej kupić jedną rzecz, ale lepszej jakości, niż więcej rzeczy, ale gorszej jakości. Powiedzmy sobie jednak prawdę: od deklaracji do realizacji była u mnie bardzo długa droga. Dlaczego? Ponieważ nagłe wydanie 500 zł na spodnie boli. Ale – boli jeśli robisz to pierwszy raz. Od dwóch lat całkowicie panuję nad swoją szafą. Rzeczy, których nie noszę, a które zachomikowałam przez ostatnie kilka lat, oddaję potrzebującym lub sprzedaję na Allegro. Zaprzyjaźniłam się w końcu z instytucją krawcowej, dzięki czemu jeśli coś na mnie źle leży, to niskim kosztem sprawiam, że leży dobrze. W końcu – kiedy poznałam jakość dobrych tkanin, zakupy przestały być dla mnie czymś pociągającym, ponieważ w sklepach zazwyczaj nie ma tego, co mnie interesuje. A jeśli już raz na kilka miesięcy znajdę coś wow, to nie waham się na to wydać ani grosza, ponieważ w porównaniu z tym, ile pieniędzy wydawałam na zakupy kilka lat temu, i tak jest to znacznie (!) mniejsza suma.

Tak samo jest z szyciem na miarę. Ostatnio wolę oszczędzić czas, który spędziłabym na dreptaniu pomiędzy sklepami i załamywaniu się w przymierzalni, i po prostu uszyć sobie coś na miarę. Cena zazwyczaj jest sporo wyższa, ale w zaoszczędzonym czasie zajmuję się pracą, więc wychodzi mi na zero. Albo i taniej.

Poza tym nauczyłam się jeszcze jednej ważnej rzeczy – nie muszę codziennie wyglądać inaczej. Potrafię cały tydzień chodzić w tej samej sukience i nie widzę w tym żadnego problemu (od razu uprzedzam – wełna jest taką super tkaniną, że nie ma w tym wypadku obaw o brak higieny). Pozbycie się obsesji ciągłej zmiany stylizacji naprawdę wiele mi w życiu ułatwiło. Polecam.

Jedzenie

Na przykład kiedy na wyjeździe (dodam, że w Szwajcarii, żeby udramatyzować wydatki) mam do wyboru: pójść na obiad, który będzie pełnowartościowym, zdrowym posiłkiem, ale będzie drogi, lub zapchać się słodką bułką, to co by się nie działo – zawsze wybiorę posiłek. Lubię jeść, ale po pierwsze mój żołądek nienawidzi „jedzeniowych zapychaczy”, a po drugie – ja nie lubię w mało rozsądny sposób oszczędzać na jedzeniu, bo potem dopłacam na wizytach u lekarza. Na szczęście 99% posiłków, które jem, przygotowuję sobie w domu, więc aż tak bardzo nie rzutuje to na moim budżecie, ale mimo wszystko zapychaczom mówię: nie. Co innego dobry deserek.

To tyle ode mnie. Ciekawa jestem, na co Wam nie szkoda pieniędzy. Dajcie koniecznie znać w komentarzach oraz napiszcie, czy przygotować drugą część tego wpisu: „Rzeczy, na które zawsze szkoda mi pieniędzy”.

 

 

 

  • Torebki i buty zgadzam się w 100%. Buty powinny być dobre, skórzane etc, ale też nie lubię szaleć z czymś, co przecież dotyka chodnika i można, brzydko mówiąc, wdepnąć. Poza tym szalenie je niszczę, przypadkiem, idąc, w samochodzie, sama nie wiem, jak to się dzieje. A torebka – tak, łatwiej nad tym zapanować.

  • Joanna Czachor

    Jak zawsze wpis pierwsza klasa :)

  • Kasia Samborska

    Super post! Szczególnie o ubraniach- niestety ja jeszcze do tego chyba nie dorosłam ;) Ostatnio zapaliłam się na podróże- i naprawdę nie wiem dlaczego dopiero teraz!?
    Poza tym nigdy nie było mi szkoda pieniędzy na książki i karnet na siłownię- to są 2 rzeczy, które utrzymują mój mózg i ciało w stanie względnej równowagi.

    Pozdrawiam ciepło!

    • ZAPOMNIAŁAM O KSIĄŻKACH:((((( Jak mogłam :((( Najgorzej.

      • Kasia Samborska

        Zawsze możesz powiedzieć, że to tak OCZYWISTE, że nie trzeba o tym pisać ?

  • Avi

    Załapałam się na piękną chustę :)

    Ja coraz bardziej zaczynam doceniać wartość porządnej, skórzanej torebki. Logo nie jest istotne, byleby była wykonana z dobrego materiału, dobrze uszyta, no i żeby po prostu mi się podobała :) Jakość zawsze się obroni.
    To prawda, że wydanie sporej sumy na raz boli, ale myślę, że warto odkładać, nawet przez rok, a potem mieć rzecz na lata.

    Chętnie przeczytałabym drugą część wpisu i porównała swoje podejście do Twojego. Pozdrawiam :)

  • Izabela K.

    Nauczyłam się odkładać na ubrania dobrej jakości. Kupuję mniej, rzadziej ale lepiej. Moja szafa znacznie zmniejszyła objętość, ale jakoś nie tęsknię za kupowaniem tanich szmatek. Na jedzeniu też nie oszczędzam, bo to się naprawdę nie opłaca ;-)

  • Werka Werka

    Mnie też nie szkoda pieniędzy na podróże – uwielbiam i te małe w obrębie naszego kraju i dalekie, które często wymagają większego nakładu finansowego. Na szczęście trochę się już nauczyłam szukać jak najtańszych rozwiązań, które nie umniejszają jakości tych podróży :) jedzenie – podstawa! Lepiej dobrze zjeść, niż podobać się byle komu :D ale dobrze oznacza zdrowo i wartościowo :) co do butów mam ten sam problem, jednak i na nie wolę wydać więcej bo często służą mi latami, a mój gust jakoś drastycznie się nie zmienia. Nie oszczędzam również na okularach – także przeciwsłonecznych :)
    Pozdrawiam i czekam na post o rzeczach, na które szkoda pieniędzy ;)

  • U mnie to zdecydowanie podróże i jedzenie. Dlatego jeżdżę po świecie by jeść :D

  • Lubię mieć niepowtarzalne rzeczy zwłaszcza płaszcze i torebki – i na nie potrafię dużo wydać. Mniej mi chodzi o jakość, bardziej o (próżne, wiem) świadomość, że nikt nie ma czegoś podobnego.
    Ale jeszcze mniej chętnie oszczędzam na podróżach i wydarzeniach kulturalnych. Potrafię wsiąść w samolot, obejrzeć spektakl i wrócić następnego ranka. Czego dowodzi fakt, że piszę ten komentarz, siedząc w przyteatralnej knajpie w Londynie ☺ Kiedyś ogłoszę przez to upadłość.

  • Nie szkoda mi na buty – jeżeli znajdę odpowiednie to wydam każde pieniądze, po tym jak kilka lat temu na wakacjach mając ch…owe buty załatwiłam sobie stopy tak, że musiałam leczyć u podologa. I ja mając do wyboru buty lub torebka zawsze wolę zapłacić więcej za buty. Za torebkę może i bym też zapłaciła, ale nie da się niestety kupić ładnej, prostej i funkcjonalnej torebki, więc szkoda mi przepłacać za coś, co jest wg mnie zaledwie „może być”. Nie planujesz może wprowadzić torebek do swojego sklepu? :) Nie szkoda mi też na dobrej jakości ubrania, których potrzebuję. Natomiast staram się mieć mało ubrań, więc potrzebuję dość rzadko. Nie szkoda mi na podkład do twarzy, na dobrego lekarza, a także na fanaberie kulinarne od czasu do czasu (mam tu głównie na myśli jedzenie na mieście w ciekawych restauracjach).

    • Lekarz, racja! Za szybko pisałam tę liste chyba. Wszyscy mnie namawiają na torebki/buty. Ale ja mam akurat wrażenie, że torebek jest dużo dobrych, a z butami to jednak skomplikowana sprawa :(

      • A możesz polecić jakieś konkretne marki torebek? Zważywszy na to jak dbasz o detale w swoich ubraniach pewnie rzadko która przechodzi weryfikację pozytywnie

        • Oj, nie mam chyba 2 od tej samej marki, ale ostatnio jestm zachwycona Furla. Wyglada na niezniszczalna.

          • dużo osób chwali Furlę, miałam nadzieje na coś z choć odrobinę niższej półki cenowej;-)

          • Aaa mam jeszcze firmy Nucelle. Moja Mama oraz kilka koleżandk też mają. Wszystkie jesteśmy zadowolone.

          • O, tej firmy nie znałam. Dzięki;-)

  • U mnie lista jest taka:
    1. Niespodzianki i drobne przysługi. Śmiejcie się, ale radość z czyjegoś uśmiechu bo przyniosłam mu kilo truskawek które uwielbia jest dla mnie bezcenna. W to wliczam też cenę biletu kolejowego żeby być z kimś choćby przez chwilę.
    2. Bilety do teatru/na koncerty. Staram się nie szaleć, do tego często bilety dostaję bo na scenie jest ktoś kogo znam, ale jeśli nie ma takiej możliwości to lekką ręką wydam te kilkadziesiąt złotych i to kilka razy w miesiącu.
    3. Z ubraniami zawsze mi szkoda, ale na bank wydam więcej za lepszą rzecz niż mniej za kilka, więc w trend minimalizmu i stawiania na jakość się wpisuję. Ale kupuję max. 2 rzeczy na kwartał i w to są już wliczone buty i torebki.
    4. Nie szkoda mi na kwiaty doniczkowe do mieszkania mimo że nie bardzo się chcą u mnie trzymać. Kocham na nie patrzeć i o nie dbać, zawsze mówię że może mają u mnie krótkie ale za to szczęśliwe życie.
    5. Nie szkoda mi na koty, jedzą lepiej niż ja. Ale sama też nie jem świństw, czytam etykiety i gotuję.
    6. Książki. Kupuję mało, ale nie fukam na cenę.

  • Koniecznie przygotować drugą część!

  • Julka

    Witam serdecznie :) mam do Pani pytanie – jako, że w sklepach kompletnie nic nie mogę dla siebie znaleźć postanowiłam, że zacznę szyć moją wymarzoną garderobę :). Czy mogłaby Pani polecić dobrą krawcową w Warszawie?

  • Zgadzam się z wszystkim co wymieniłaś. Od siebie dodam, że nie szkoda mi pieniędzy na dobrego fryzjera. Noszę krótkie fryzury i tu precyzyjne cięcie jest bardzo ważne.

  • Kasia

    Szukam wlasnie dobrej krawcowej w Wawie. Polecisz kogos? Dzieki!

  • Totalnie zgadzam się zarówno z instytucją krawcowej (kocham moją, szyję jedną rzecz rocznie, a i tak są to moje ulubione), jak i z brakiem konieczności wymyślania codziennie nowej „stylizacji”. Skoro w czymś dobrze wyglądam i dobrze się czuję, to po co kombinować? Ewentualnie zmieniam dodatki czy fryzurę, ale trafioną kieckę potrafię nosić przez tydzień ;)

    P.s. Buty na miarę to też nowa jakość, którą właśnie odkrywam!

  • Avarati

    U mnie lista wygląda następująco:
    1) Ubrania, dobre tkaniny i buty wysokiej jakości. Nie chcę kupować takich rzeczy, które za pół roku się odkleją/odprują/nie pasują do mojej sylwetki i typu urody. Wolę kupić jedwab/wełnę dobrej jakości i zdobyć (dzięki mojej mamie) piękną bluzkę lub sukienkę, w której mogę chodzić w nich wiele lat, niż kupować co sezon „hity” z akrylu, poliestru czy niby „ekoskóry”, które są bardziej szkodliwe dla środowiska, niż naturalne tworzywa.
    2) Naturalne szampony, odżywki i maski do włosów. Najczęściej są to produkty z Babcii Agafii, Planeta Organica, Dr. Sante czy Natura Siberica. Bardzo ufam polskim i rosyjskim kosmetykom, które są testowane na włosach Słowianek.
    3) Szminki i balsamy do ust. Najlepiej wyglądam i czuję się w mocnych szminkach, uważam, że to chyba najlepiej wyćwiczona u mnie część makijażu. Musze się wręcz powstrzymywać, żeby nie kupic następnej szminki :)
    4) Książki, tomiki poezji czy dobra prasa (wiem, że to brzmi pretensjonalnie) zwłaszcza te, które chcę koniecznie przeczytać, a nie są dostępne w bibliotekach, do których mam szczególny sentyment i uważam, że dzięki nim rozwinę się literacko/intelektualnie jeszcze bardziej.
    5) Dobra kawa, czekolada i wino od czasu do czasu. :)
    6) Jedzenie – wiadomo. Ale dużo naturalnych dobroci mam w ogródku :)
    7) Perfumy. To moja słabość. Postawiłam sobie limit jedne, maksymalnie dwa perfumy w roku. Żeby nie pójść z torbami.

  • Podróże przede wszystkim. Wolę sobie odpuścić wyjścia na imprezy czy jedzenie na mieście i zaoszczędzić na bilet na samolot. I zgadzam się, minimalizm ubraniowy rządzi. Mniej, ale sensowniej = oszczędność czasu, miejsca i pieniędzy.

  • Zdecydowanie książki – choć poza domem czytam raczej tylko ebooki, to w nim nie mogę się obejść bez papieru! Od kiedy nie kupuję dużo ubrań wpadłam chyba w książkowe uzależnienie, bo od pewnego czasu zawsze mam kolejkę tych do przeczytania, ale nie wyobrażam sobie już inaczej. No i poza nowościami uwielbiam piękne wydania: już kilka razy zdarzyło się mi kupić (nową, nie z antykwariatu) książkę w cenie dobrych butów. Do tego dochodzi miłość do polskiej literatury z XIX wieku i mogę się pochwalić takimi perełkami jak pierwsze wydanie Quo Vadis czy trzy półki różnych Mickiewiczów – jakoś nie mogę się oprzeć w antykwariacie by nie zgarnąć kolejnego. Totalna przesada, ale każdy może mieć jakiegoś świra :D

  • U mnie na pierwszym miejscu jedzenie! Mieszkam teraz w Szanghaju i stanęłam przed wyborem: pożytkuję czas wolny na gotowanie albo na hobby i naukę języków. Jeżeli nie gotuję w domu to wolę zapłacić za włoską pizzę 100 złotych (standardowa cena za pizzę z prawdziwą mozzarellą, a nie gumą) niż zapychać się tanią wersją z PizzaHut, którą mogę mieć za 20 złotych.

  • Podróże i jedzenie a od niedawna również torebki, ale jednak pierwsze dwie rzeczy przewyższają kosztami torebki. :)

  • Oj, podpisuję się pod wszystkim obiema rękami ;) możesz mieć najtańszy lakier do paznokci i szminkę z sieciówki, ale na podkładzie nie ma co oszczędzać. co do jedzeniowych zapychaczy – równiez mówię im stanowcze nie. często i tak za chwilę jesteś głodna, więc w gruncie rzeczy pełnowartościowy posiłek będzie zawsze lepszy :) a jeśli nie dla portfela, to na pewno dla zdrowia.

  • Pingback: Rzeczy, na które wiecznie szkoda mi pieniędzy | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: Rzeczy, na które nie szkoda mi pieniędzy – część druga | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Elektronika. W ubiegłym roku kupiłam lustrzankę, Kindle’a i iPada, w tym roku na pewno kupię nowego smartfona, większy monitor i może obiektywy, a przymierzam się do rzutnika. Ułatwiają pracę, pozwalają się rozwijać, dają dużo przyjemności.

  • Zuzanna Zofia

    Jedzenie, zdecydowanie.

Dlaczego damskie ubrania są często gorszej jakości niż męskie?

Lipiec 1, 2018

Ten temat chodzi za mną naprawdę od wielu lat. Już jako konsumentka, jeszcze przed założeniem swojej marki modowej, zauważyłam pewną prawidłowość. Powiedzmy sobie, że szłam do znanej sieciówki typu TERA lub M&M. W sklepie znajdował się dział męski oraz dział damski. Na dziale męskim można było dostać wełniane swetry i bawełniane koszule. Na damskim odpowiednikiem była akrylowa narzutka i poliestrowa bluzka. Z narzutki wystawały nitki, natomiast szwy w bluzce były krzywe.

Żeby było śmieszniej, kilka lat później, kiedy już produkowałam swoje koszule, miałam bardzo duży problem ze szwalnią, która szyła zarówno męskie, jak i damskie modele. Nie dało się ukryć, że damskie odszywali w gorszej jakości. Nawet jeśli dałam im dobrą tkaninę, to zawsze gdzieś były niedokładnie wszyte guziki albo krzywe szwy wewnętrzne. Z męskimi nie było tego problemu. W efekcie musiałam zmienić szwalnię.

Gorsza jakość

Nazwijmy rzeczy po imieniu. Damskie ubrania są bardzo często szyte z gorszych tkanin oraz z mniejszą dbałością o szczegóły niż ubrania męskie. Dlaczego?

Domyślam się, że jesteś tym faktem oburzona. Ja też. Powodem, dla którego założyłam własną markę, był fakt, że w żadnym sklepie nie mogłam dostać eleganckiej sukienki uszytej z naturalnej tkaniny. Pewnej zimy szukałam małej czarnej z naturalnego materiału, a wszędzie był tylko poliester. Naprawdę byłam w każdym sklepie w Warszawie. Ekspedientki wręcz się ze mnie śmiały. „Nigdzie pani nie znajdzie takich sukienek” – powtarzały jedna za drugą.

Musisz wziąć pod uwagę, że na tym blogu mamy pewną enklawę. Ty wymagasz jakości i wiesz, czym ta jakość jest. Ale konsumentki w całej Polsce – a raczej na całym świecie (ponieważ słynne zdjęcie z metką „wool” i aż 8% wełny w składzie zrobiłam w Barcelonie) – już niekoniecznie. I dla tych niekoniecznie wymagających, masowych klientek produkuje się masowo ubrania, które spotykamy w większości centrów handlowych.

Masowa klientka jest tu słowem kluczem, ponieważ to ona decyduje o tym, co i jak się szyje. Żadną tajemnicą biznesu nie jest bowiem to, że produkuje się to, co się sprzedaje i czego wymaga klient.

 

SZUKASZ UBRAŃ Z NATURALNYCH TKANIN? POZNAJ MOJĄ MARKĘ HTTP://MONIKAKAMINSKA.COM

 

Masowa klientka

Odpowiedź na pytanie, dlaczego damskie ubrania są często gorszej jakości niż męskiej, należy więc zacząć od pytania: „Jaka jest masowa klientka?”.

Dla masowej klientki robienie zakupów to hobby, cardio i sposób na spotkanie z przyjaciółkami. Niekiedy kilka razy w tygodniu. Najpierw ogląda rzeczy online, później przymierza w  sklepie, następnie kupuje, przymierza w domu, połowę wymienia na coś innego, a tydzień później… znowu idzie do sklepu, kupuje, przymierza wymienia, kupuje, przymierza, kupuje itd. Tak spędza znaczną część wolnego czasu.

Żeby to wszystko miało sens, z tych zakupów trzeba jednak wracać z jakimiś zdobyczami. A jak wracać z czymś nowym z każdych albo prawie każdych zakupów? Trzeba kupować rzeczy tanie. A jak się produkuje rzeczy tanie? Byle jak i z byle czego. I kółko się zamyka. Moda na minimalizm ma się świetnie na Instagramie. W prawdziwym życiu nadal większość masowych konsumentek pragnie mieć bardzo dużo ubrań. To jest taka samonapędzająca się karuzela.

Nie chcę nikogo oceniać, każdy robi z pieniędzmi i czasem to, co chce. Po prostu staram się wytłumaczyć, skąd ta niska jakość. A traktowanie zakupów jako cotygodniowego zajęcia jest jednym z powodów. Żeby masowa konsumentka mogła kupować dużo, to ubrania muszą być tanie, nawet bardzo tanie. A takie mogą powstać tylko z kiepskich tkanin oraz muszą być źle zszyte.

Idąc dalej: skoro typowa konsumentka kupuje dużo, to znaczy, że nie chodzi w tych ubraniach często, bo ma ich tak wiele, że jej jedna bluzka może żyć dwa–trzy prania. To nawet lepiej. Zniszczyła się? Można znów iść na zakupy! Można? Raczej trzeba!

Bariera cenowa

W tym samym czasie masowy mężczyzna robi wszystko, żeby na te zakupy jak najczęściej nie chodzić. Woli więc raz zapłacić kilka tysięcy za dobry garnitur, niż szukać nowego co kilka miesięcy. Dla mężczyzn bardziej opłaca się produkować lepszej jakości ubrania, które będą kosztowały odpowiednio więcej, ale również dłużej posłużą.

I tu dochodzimy do kolejnego powodu niższej jakości. Otóż masowa konsumentka z trudem (albo wcale) przekracza barierę cenową. Taka klientka może wydać w jednym miesiącu pięć razy 100 zł na pięć różnych sukienek, ale nie wyda za jednym razem 500 zł. Ja wiem, że mnóstwo kobiet w internecie deklaruje, że woli oszczędzić i kupić jedną rzecz dobrej jakości niż więcej, ale słabej. Jednak deklaracje w sieci i decyzje przy kasie zakupowej to naprawdę dwie totalnie różne rzeczy. Deklaruje się to, co jest modne, a robi się to, co się chce. Zwłaszcza kiedy nikt nie widzi.

Całą tę spiralę nakręca dodatkowo fakt, że większość gwiazd, celebrytek oraz influencerek nie pokazuje się dwa razy w tym samym. Albo robią to tak rzadko, że kiedy księżnej Kate zdarzy się raz na trzy lata założyć na dwie okazję tę samą sukienkę, to zaraz pojawiają się o tym artykuły na wszystkich stronach plotkarskich. A umysł masowej klientki działa na zasadzie naśladownictwa. Nawet nie chcecie wiedzieć, ile razy usłyszałam od kobiet, że nie można pójść na dwa wesela w tym samym. Bo co rodzina powie?

Trendy

Ostatni element, na który chciałam zwrócić uwagę, to ekstremalnie szybko zmieniające się trendy w modzie damskiej. W lipcu pastele, w sierpniu paski, we wrześniu krata. Jeśli masowa klientka dąży do tego, żeby cały czas wyglądać modnie, to musi kupować mnóstwo nowych ubrań, a żeby nie zbankrutowała, to te ubrania muszą być tanie. A jak się produkuje tanie ubrania? Odpowiedź na to pytanie już  znacie.

To naprawdę jest gigantyczne błędne koło, z którego szybko się nie wyplączemy. Misją mojej marki (Monika Kamińska) jest walka z bylejakością, która nas zalewa, ale to wcale nie jest proste. Nie zmienię nagle na całym świecie podejścia kobieta do robienia zakupów. W modzie damskiej nie ma czegoś takiego jak granatowy garnitur w modzie męskiej. Pewnie myślicie, że odpowiednikiem jest mała czarna, ale to nieprawda. Granatowe garnitury mogą być dwa: jednorzędowy i dwurzędowy. Już naprawdę w porywach cztery: z wełny zimowej oraz z letniej, chociaż da się oczywiście kupić jeden z całorocznej. A jak jest z małą czarną? Może być na cienkich ramiączkach, na grubych, z krótkim rękawem, z rękawem do łokcia, z rękawem ¾, z długim rękawem, z rękawem dzwonkowatym, do połowy uda, przed kolano, do połowy kolana, za kolano, do połowy łydki, do kostki, do ziemi, ołówkowa, z ¼ koła, z ½ koła, z pełnego koła, wykończona koronką, z dekoltem V, z dekoltem U, z dekoltem w łódkę, z dekoltem na plecach… Możliwości jest tyle, że naprawdę bloga by mi nie starczyło, żeby wszystkie wymienić.

Napędzanie sprzedaży

Sieciówkom po prostu nie opłaca się produkować dla kobiet ubrań, które są dobrej jakości. Sieciówki muszą napędzać sprzedaż, więc iść w ilość, a nie w jakość. Sukienka, która nie niszczy się (!) po jednym sezonie, nie jest dobrym rozwiązaniem biznesowym. I mówię to jako osoba, która takie (czyli nieniszczące się po jednym sezonie) sukienki sprzedaje. Mam świadomość tego, że więcej zarobiłabym, gdybym drastycznie obniżyła jakość. Jeśli obserwujesz uważnie moją markę, to możesz zauważyć, że czasem przez sześć lub więcej miesięcy nie wprowadzamy żadnego nowego modelu sukienek do sprzedaży ready-to-wear. Tak jest w tym momencie. Robimy to świadomie, ponieważ nie zależy nam na szybkiej modzie. Wiosną i latem było dużo nowych sukienek, ale jesienią stawiamy na akcesoria (możesz je kupić tutaj), szyjemy garnitur dwurzędowy w kratkę księcia Walii oraz niesamowicie ciepłe płaszcze z grubej, angielskiej wełny. Ale to są ubrania, których nie trzeba wymieniać co miesiąc. Wolę zainwestować w tkaninę, konstrukcję i szwalnię niż w 72 920 byle jakich produktów. Robię to kosztem tego, że nigdy nie osiągnę takiej skali sprzedaży jak sieciówki. A musisz wiedzieć, że naprawdę  duże pieniądze w modzie robi się na ilości, a nie na jakości. Brutalna rzeczywistość biznesu.

Wyjście z sytuacji?

Cóż, mam nadzieję, że trochę rozjaśniłam temat. Generalnie najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji jest uważne czytanie metek wewnętrznych ze składem, oglądanie szwów i dotykanie jak największej ilości ubrań. W pewnym momencie wyrobisz sobie takie wyczucie, że pocić będziesz się już od samego dotykania poliestru. A jeśli przy okazji uświadomisz koleżankę, czym się różni naturalna tkanina od sztucznej, to może za kilka(-naście) lat uda nam się zmienić rynek.

 

SZUKASZ UBRAŃ Z NATURALNYCH TKANIN? POZNAJ MOJĄ MARKĘ HTTP://MONIKAKAMINSKA.COM

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Czasem mam słabą silną wolę  Namawiałyście mnie, namawiałyście i udało się. Ruszyła przedsprzedaż butów Blissful Black. Do 20 lipca możecie je zamówić w sklepie online @monikakaminska_official To ostatnia tura produkcji tego modelu, więc nie zwlekajcie  Jeśli nie jesteście pewne rozmiaru to zapraszamy do butiku przy Niecałej 7 w Warszawie, tam doradcy pomogą go dobrać (pon. - pt.: 11.00 - 19.00, sob. 11.00 - 15.00) A jeśli do butiku macie za daleko to piszcie na info@monikakaminska.com lub dzwońcie 531 880 233, również pomożemy dobrać rozmiar! #shoes #instashoes #buty #czarnebuty #details #ootd #detailsgoals #ootdgoals #streetstyle #streetstyleluxe #shoeslovers  Moja stylizacja z pierwszego dnia #pittuuomo94 była niezwykle soczysta, dlatego szukałam do niej odpowiedniej letniej biżuterii. Idealnie sprawdziła sie się kolelcja Saint Tropez @wkruk1840 ktora jest połączeniem delikatnego złota i mieniących się w słoncu cyrkonii ☄ #wkruk #krukbizuteria #zlotypierscionek #zlotekolczyki #roze #roses #jewellery #jewelleryinspiration #onthewhitetable #details #flowerlover #flowers #flatlay #pittiwoman #pittiuomo #pu94 #pittiuomo #pittiuomo94
 A smile is the prettiest thing you can wear 🤗🤗🤗 Bluzka w słoniki (zostały już tylko ostatnie sztuki) @monikakaminska_official #smile #warszawa #warsaw #summermood #summerstyle #ootdgoals #ootd #streetstyleluxe #streetstyle #elegantstyle #minimalstreetstyle #minimal #vsco #chill  Kiedy pierwszy raz trafiłam do Vogue, pomyślałam: "Przypadek". Kiedy trzynasty raz trafiłam Vogue to pomślałam: "Okay, trzynaście razy przypadek"  Piećdziesiąt innych publikacji? Jak bardzo PRZYPADEK. 30 tysięcy ludzi na Pitti Uomo. Kilkadziesiąt zdjęć w Vogue (szanse jak na wygranie w totka), a ja nadal uważam, że to przypadek? Pewnie modnie jest umniejszać swoje zasługi, ale tym razem jako Wasz insta-bełko-coach powiem Wam jedno: nie przypadek, a praca. I tylko / aż tyle. Nie ma drogi na skróty. @aeweou dziękuję za ekspresowe kolaże  #pittiuomo #pitti94 #pu94 #pitti94 #streetstyle #firenze #streetstyleluxe #womaninsuit #womansfashion #elegantstyle #pittiwoman #pittiphotos #pittipeople #ootdgoals #ootd #ootd
 A teraz napiszę coś bardzo mało popularnego - Cinque Terre mnie nie zachwyciło. ZA DUŻO LUDZI. Piękne widoki, ale przeciskanie się pomiędzy turystami to jednak nie mój styl. Poza tym mam dziwne wrażenie, że akurat ta część Włoch lepiej wygląda na zdjęciach niż na żywo. #problemypierwszegoswiata #cinqueterre #italyphotos #italy #italianmoments #italiandream #italiandays #travel #vscoitalia #vscotravel  To, że razem pracujemy i jeszcze nic nie wybuchło jest największym sukcesem polskiej blogosfery 🤣 Jesteśmy trochę jak Włoch z północy i Włoch z południa. Do wszystkiego mamy inne podejście, na szczęście na koniec dnia zawsze okazuje się, że chodzi nam o to samo  Kiedy kilka lat temu @zackroman_official pokazał mi różnicę między wełną, a poliestrem żadne z nas się nie spodziewało, że kiedyś codziennie rano będziemy spotkać się w jednym butiku. To jest nasze piąte wspólne Pitti i jednocześnie rok działalności Niecałej 7. Niesamowite jak założenie bloga może zmienić całe zawodowe życie. • P.S. Obydwie lniane marynarki są z kolekcji ready-to-wear i możecie kupić je online oraz w naszym butiku przy Niecałej 7. • fot. @thestylestalkercom ❤ #pittiuomo #pu94 #pitti94 #pittiimmagine #pittipeople #firenze #streetstyle #streetstyleluxe #ootdgoals #ootd #ootdinspo #elegantstyle #linenjacket #len #lnianamarynarka #safaristyle #safarijacket #pittipeople #pittiwoman
 First I drink coffee. Then I do the things. ☕☕☕ Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez śniadania i kawy. A raczej nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez spokojnego wypicia kawy. Cały dzień mogę być w biegu i załatwiać milion spraw, ale 15 minut na kawę codziennie rano to czas tylko dla mnie. Na blogu (link w bio) możecie przeczytać tekst o tym jak robić w domu kawę we włoskim stylu. #delonghi #coffee #coffelover #coffeeinspo #mandaymorning #delonghipolska  Za takich ludzi i takie zdjęcia uwielbiam Pitti Uomo ❤ Regram @stylealertsa #pitti #pittiuomo94 #pu94 #pittiuomo #firenze #streetstyle #classy #suits
 There is no magic in magic, it is all in the details  ring: @wkruk1840 #wkruk #pittiwoman #pitti94 #pitti #pittiuomo #pu94 #pittiphotos #ring #goldring #pierscionek #zlotypierscionek #jewelleryinspiration #jewellery #details #cultgaia #suit  Cztery lata temu oddałabym wszystkie pizze świata za to, że nigdy nie założę niczego we wzorki. We wrześniu ubiegłego roku podczas targów tkanin w Paryżu zobaczyłam te zebry i przepadłam  Korzystając z tego, że tkanina jest niesamowicie lekka i przewiewna wymyśliłam koszulę z podpinanymi rękawami w stylu miejskiego safari. Jest już dostępna online oraz w butiku @monikakaminska_official #ootdgoals #shirt #streetstyle #ootd #luxuryfabrics #womansfashion #ootdinspo #safaristyle #warsaw #warszawa #summermood #summerstyle #fashionbloggers