Trzy przedziwne rzeczy, które zrobiłam przed 30 urodzinami i których nie polecam

Sierpień 7, 2018

Kilka miesięcy przez 30 urodzinami wpadłam w popłoch. Czyli to teraz. Już. Nadszedł ten moment. Nie będę dwudziestką. Za chwilę stanę się trzydziestką. Rzecz dla mnie niewyobrażalna, szczególnie że nadal mam problem ze zrozumieniem tego, że nie mogę w tym wieku (jak to brzmi!) imprezować do rana bez konsekwencji. Jakim cudem to wszystko mogło się aż tak zmienić? Na studiach potrafiłam zaliczyć kilka imprez w tygodniu, spać po trzy–cztery godziny, a na koniec zdać sesję w terminie. Natomiast teraz jestem w łóżku o 22.00, a po butelce wina mam kaca przez tydzień.

„PORA SIĘ ODMŁODZIĆ!”, pomyślałam i jak na mnie przystało, szybko przeszłam do realizacji planu.

 

Ćwicz do utraty tchu

Nie jestem osobą, która zaczyna treningi od poniedziałku, od przyszłego miesiąca, jak skończy padać lub kiedy zmieni się faza Księżyca. Jeśli mam ćwiczyć, to robię to od zaraz. Z związku z powyższym na wiosnę dosłownie z dnia na dzień przeszłam od braku jakichkolwiek treningów do… sześciu tygodniowo. Bo co to dla mnie! Wstałam po zimie z kanapy i zaczęłam cisnąć jednocześnie długie wybiegania, podbiegi i trening siłowy. Bez opamiętania, bez planu i bez sensu. Byle więcej. W efekcie po niecałych trzech tygodniach takiego katowania się (plus elementy diety koktajlowej, bo co się będę oszczędzać) musiałam spędzić kilka dni w domu, ponieważ było mi cały czas tak słabo, że wejście na czwarte piętro stanowiło dla mnie wyzwanie.

Albo sztucznie chudnij

Skoro nagle nie mogłam ćwiczyć, to postanowiłam schudnąć inaczej i udałam się do profesjonalnej kliniki, a w niej równie profesjonalna osoba dobrała mi profesjonalne zabiegi, w trakcie których ja będę leżeć, a profesjonalna głowica wydzielająca profesjonalne ultrafale profesjonalnie mnie odchudzi. Żeby było szybciej, ten profesjonalny zabieg miał być wspomagany innym profesjonalnym zabiegiem, który poprzez uciskanie mojego brzucha miał za zadanie profesjonalnie przyśpieszyć usuwanie komórek tłuszczu z mojego organizmu.

Powiem wprost: nie do końca pamiętam, co to było i jak miało mi pomóc, ale ból brzucha, którego doświadczyłam następnego dnia po pierwszej serii tych profesjonalnych zabiegów, sprawił, że z pozostałych wypisałam się szybciej, niż jem pizzę. Zresztą do dziś mnie boli na samą myśl o tym.

To może twarz?

Jak widać, z ciałem szło mi średnio, wpadłam więc na pomysł, że może nadrobię twarzą. W tym celu przez kilka dni dokonywałam researchu w internecie, aż w końcu znalazłam placówkę, w której będę mogła dokonać zabiegu napinającego skórę twarzy. Poprawa owalu, usunięcie mikrozmarszczek, młodszy wygląd… Coś, co każda kobieta przed 30 urodzinami powinna zrobić. Wyobraź zatem sobie moje zdziwienie, kiedy w klinice stałam się główną bohaterką następującego dialogu:

– Najpierw zmyję pani makijaż – powiedziała kosmetolog.

– Ale ja nie mam makijażu – zdziwiłam się.

– Jak to?

– Noooo, nie mam, na zabiegi na twarz nie przychodzę w makijażu.

– Hmm, to ja poproszę koleżankę.

Trzy minuty później przyszła koleżanka.

– Ta pani tutaj chciała wykonać sobie zabieg napinający skórę twarzy. Spójrz, Anitka.

– O, nieeee, nie ma sensu – mruknęła Anitka.

– Tak jak myślałam. Nie wykonamy pani tego zabiegu – zawyrokowała kosmetolog.

– Jak to?! – oburzyłam się.

– Nie będzie widać efektu. Ma pani cerę idealną.

 

I tak właśnie jedna z droższych klinik dermatologii w Warszawie odmówiła mi wykonania zabiegu, bo stwierdziła wprost, że u mnie nie ma czego poprawiać. A ja spędziłam przecież tyle czasu na czytaniu stron tych wszystkich placówek i opisów zabiegów! Jeszcze przez chwilę próbowałam obydwie panie do czegoś zmusić, ale skończyło się tylko na delikatnym peelingu.

 

Po tych trzech akcjach wróciłam do domu, spojrzałam w lustro i parsknęłam śmiechem. „Oszalała baba przed trzydziestką”, pomyślałam sama o sobie. Nie mówiąc już o tym, ile czasu zmarnowałam na kombinowaniu, jak poprawić sobie to czy tamto. Chwilę później jeszcze raz zerknęłam w lustro, tym razem z dumą. Przecież tak naprawdę wyglądam super! Tylko mogłam raczej zacząć od poprawiania sobie myślenia, a nie skóry.

 

Bluzka – Monika Kamińska

Spodnie – Monika Kamińska

Buty – Monika Kamińska

 

 

 

 

  • I dobrze Ci powiedzieli :D, masz idealną cerę, twarz, włosy. Mocne wejście w nową dekadę warto przypieczętować… skokiem na bungiee? Skokiem ze spadochronem? Cokolwiek szalonego :)

    • To nie w moim stylu ;) Mam za dużo stresu w życiu żeby jeszcze robić takie szalone rzeczy 😂

  • Susan S.

    Brwi pięknie podkreślają Twoją urodę! :) Zdradzisz, jak uzyskać taki efekt?

    • Dzięki :) chodzę regularnie do eyebar na Inflandzkiej w Warszawie i tam robię hennę oraz nitkowanie.

  • Pingback: Podano do łóżka #146: Do wszystkich chłopców, których kochałam()

Nie muszę czuć się seksownie w ubraniu

Sierpień 28, 2018

Znam wszystkie sztuczki dotyczące tego, jak optycznie wyszczuplić figurę. Dzięki szyciu ubrań na miarę dla moich klientek wiem, gdzie powinny być zaszewki, jakie ustalić długości i który krój dobrać do figury. Rozumiem, że kiedy kobieta zamawia sobie sukienkę, to chce wyglądać w niej jak najlepiej. Moją rolą jest jej w tym pomóc. Paradoksalnie nie zawsze stosuję te wszystkie zasady na sobie.

Ukryta talia

Im dłużej zajmuję się modą, tym więcej eksperymentuję. Wybieranie dla siebie różnych ubrań i krojów zaprowadziło mnie w miejsce, którego sama się po sobie nie spodziewałam. Otóż pewnego dnia okazało się, że nie mam wewnętrznej potrzeby za każdym razem czuć się w swoim ubraniu seksownie. Nie przeszkadza mi, że ubiorę się w coś, co mnie całkiem zasłoni lub (to dopiero dramat dla internautów) ukryje mi talię.

Najważniejsze jest to, że kiedy chcę, to mogę ubrać się seksownie. Ale kiedy nie chcę – to nie muszę. Mam wybór.

Mnie chyba peszą męskie spojrzenia. Ostatnio wyszłam z domu w ekstremalnie krótkiej spódniczce. Była 10 rano. Właśnie tego dnia „natchnęło” mnie, żeby iść do pracy w mojej najkrótszej, uszytej dawno temu na miarę, mini. Nie pytaj. Już ustaliłyśmy, że nie traktuję mody zbyt dosłownie. W każdym razie była 10 rano, a ja czekałam przed domem na taksówkę. Spojrzenie, jakim obdarzył mnie wchodzący do budynku obok mężczyzna, mogło mi gwarantować wieczorną randkę. Na szczęście schowałam się za telefonem („Ja cię nie widzę, ty mnie nie widzisz”). Przez chwilę rozważałam powrót do domu i włożenie czegoś dłuższego, ale nie było czasu.

Seksapil

Przypominam sobie czasy, kiedy na studiach potrafiłam na środku klubu pełnego półnagich kobiet poderwać mężczyznę – tylko tym, że z wyraźnym zaangażowaniem opowiadałam mu o tym, czego ostatnio dowiedziałam się na wykładzie. Z pasją mówiłam o czymś, co mnie fascynowało. To dopiero był seksapil.

Tytuł jest dość przewrotny, ponieważ tak naprawdę czuję się seksownie. Nawet w domu w dresie. Jedyny kompleks (przy czym „kompleks” to i tak za duże słowo), jaki mam, to 3–5 kg za dużo węglowodanowego brzucha. Zanim zaczniesz się oburzać, dodam tylko, że to informacja potwierdzona przez dietetyka, a to, co teraz oglądasz na zdjęciach i Insta Stories z biegania, to wersja prawie idealna. Wiem, że tego nie widać prawie nigdy, ponieważ – tak jak napisałam na początku – znam wszystkie sztuczki dotyczące tego, w jaki sposób ubraniem poprawić figurę. Tak samo wiem, jak ustawić się do zdjęcia, żeby ten brzuch ukryć. To w sumie nic trudnego; są osoby, które z powodzeniem ukrywały półroczną ciążę. Kiedy więc pozuję do zdjęcia, oczywiste dla mnie jest, że robię je tak, byś myślała, że tego brzucha nie ma.

Natomiast jeśli chodzi o całą resztę… Wiem, że mam fajne ciało, ale zupełnie nie czuję potrzeby ogłaszania tego całemu światu za pomocą ubrania. Ja chcę się czuć dobrze ze sobą. Okay, walczę ze swoim brzuchem – ale gdy wygram, to paradoksalnie wcale nie wybiorę czegoś obcisłego. Ważniejszy jest dla mnie mój komfort psychiczny, który dzięki temu osiągnęłam. A co z nim zrobię oraz kiedy ubiorę się w mini, a kiedy w za duży sweter, to już tylko mój wybór.

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Drogi pamiętniczku, jest koniec września. Lato w tym roku trwa(ło) pół roku. Dla mnie, osoby czerpiącej energię ze słońca, to najlepsze co się mogło wydarzyć. Po takim lecie jestem naprawdę wygrzana i mam naładowane baterię oraz co najważniejsze nie boję się zimy. Może sobie przychodzić, przeżyję. A mówiac wprost: to jest niesamowite, że mieliśmy w Polsce włoskie lato. Rozumiem, że to już zostaje na stałe?  #summergirl #summermood #summerchill #chill #infinitypool #teneryfa   Też tak macie, że jak wrócicie z jednej podróży to od razu Was nosi żeby polecieć gdzieś znowu? #teneryfa #tenerife #canaryislands
 Instagram: zdjęcia z Teneryfy Rzeczywiść: 13 godzina w pracy 🤣 Ale coś czuję, że to już ta pora roku kiedy będzie mi się rewelacyjnie pracowało właśnie wieczorami. Jesień to dla mnie nie tylko kocyk, winko i seriale, ale przede wszystkim wprowadzanie dużej ilości produktów do sklepu (dzisiaj online pojawiły się nowe modele czapek), co wymaga skupienia. A o nie najłatwiej w chłodne, długie wieczory  #teneryfa #tenerife #canaryislands #view #losgigantes  Instagram vs rzeczywistość, czyli jak przesunięcie zdjęcia w prawo to uhrzycie historię pt.: "JA NIE WEJDĘ?!8101###€¥????" #teide #teneryfa #tenerife #travelawesome #traveling #vulcano
 Cały instagram piszę długie poważne opisy do zdjęć, więc pora i na mnie. Otóż stała się tego lata rzecz straszna. Całe życie piłam czerwone wino jak wodę i nic mi nie było. To był jeden z moich ważniejszych (oczywiście po pizzy) atrybutów. Tymczasem w tym roku starość nie radość i zaczęłam nagle po czerwonym winie czuć się fatalnie. Pół butelki, a kac jak po trzech. Mówię wam, horror. Dramat. Klęska. Musiałam zacząć pić białe. Teraz nie wiem kim jestem, ani jak żyć. P.S. Ta pizza była paskudna  #pizza #wino #problemy #teneryfa  Wtopiłam się w otoczenie tak, że prawie mnie nie widać 🤣 Moim ulubionym wulkanem pozostaje jak na razie Etna, która zrobiła na mnie największe wrażenie, ale Teide zajmuje miejsce zaraz za nią. Jak na Marsie  Lubicie wulkany? Czy to tylko ja mam takie dziwne pasje?  #teide #teneryfa #tenerife #canaryislands #travelawesome #view
 Jednak nic nie jest w stanie zastąpić czarnego. Kiedy pierwszy raz pokazałam na InstaStories czarne balerinki to namówiłyście mnie, żebym dodała je do sklepu online tego samego dnia, nawet bez profesjonalnego zdjęcia packshotowego, tylko z takim zrobionym na szybko telefonem. Muszę przyznać, że to była genialna porada biznesowa. Dziękuję! Od tamtej pory kupiłyście już tyle balerinek, że nie nadążam ich produktować. Totalne szaleństwo. Ostatnia partia butów jest cały czas do kupienia w sklepie online @monikakaminska_official więc jeśli wcześniej się nie załapałyście to można nadrobić  #czarnebuty #czarnebalerinki #monikakaminska #shoes #shoeslovers #balerinki #instashoes #blackisthenewblack  Rapallo #tb #italyphotos #italiandream #italy #italytrip #rapallo
 Wszystkiego spodziewałam się w piątek rano, ale nie braku słońca  Czy to już początek półrocznej zimy i teraz tylko kocyk, herbatka i ciepłe skarpetki? #summermood #summergirl #friday #fridaymood  Teraz myślę jak to wykombinować żeby w przyszłości kupić dom z takim basenem 🤣 #teneryfa #tenerife #pool #summermood #summer #chill #relax #summer