Pracoholik ma urlop, czyli Mazury

Wrzesień 14, 2015

Ja wiem, ja wiem – obecnie modnie jest odchodzić od pracoholizmu i chwalić się tym, że kończy się pracę o 15.30, a następnie spędza błogie popołudnia na graniu w planszówki, piciu pszenicznych piw i szwendaniu się po mieście.

Wybrałam trochę inny styl życia. Bardzo lubię pracować zadaniowo. Jeśli mam coś do wykonania, to nie interesuje mnie, czy jest środa, czy sobota, oraz czy mamy godzinę 14.00, czy 22.30. Termin nie ma znaczenia – siadam i pracuję.

Natomiast jeśli wszystko mam zrobione (co się rzadko zdarza, ale jednak), to po prostu wyłączam komputer i faktycznie bez względu na to, czy jest środa, czy sobota, zajmuję się przyjemnościami.

Faktem jest, że kiedy prowadzi się własną firmę, to ZAWSZE jest coś do zrobienia i można by było pracować 24/7. Musiałam więc nauczyć się odróżniać rzeczy bardzo pilne od tych, które można zrobić za tydzień, ewentualnie zlecić komuś innemu.

Pamiętam, że pierwszego dnia na Mazurach trochę nie ogarniałam, co się dzieje. Miałam wolne i nie musiałam robić zdjęć na bloga (pozdrawiam samą siebie na Sycylii i swoje 2500 fotek, które wykonałam). Specjalnie nie zabrałam nawet aparatu, żeby nie skupiać się na łapaniu ciekawych kadrów.

Ale… wiadomo, telefon zabrałam. I czasem z niego korzystałam. Powstało kilka fot, które są tak błogie, że postanowiłam je zachować na dłużej, czyli umieścić na blogu.

Będę do nich wracać za każdym razem, kiedy rozpędzę się z pracą tak bardzo, że zapomnę o chwili oddechu.

Naprawdę uwielbiam tę mazurską ciszę, zieleń, spokój. Wycieczki rowerowe, bieganie w lesie i grille od obiadu do kolacji!

20150801_195431-horz

Sok z Biedronki. Smakował lepiej niż te w nudnych opakowaniach. Powaga!

20150802_134207

Ochota na bieganie wróciła mi znowu, kiedy odkryłam, że można dobiegać do ciekawych miejsc i robić fotki. I nie trzeba pilnować czasu, tempa ani niczego innego poza ładnymi widokami.

20150802_134914-horz

Cały dzień na leżaku. ZzzzzzZzzZZ…

20150803_103319

Nie wiem, czy jestem dziwna, ale bardzo się boję takich starych pomostów i próbuję je omijać. Nawet jeśli wiem, że nie wpadłabym do wody głębiej niż do kolan (umiem pływać), to każdy nieproszony kontakt z wodą wydaje mi się koszmarem.

20150804_145233-horz

20150805_120413

20150805_120551-horz

20150806_135030-horz

20150806_151421

Piękny pies. I jak grzecznie pozował!

20150806_153125-horz

20150806_165409-horz

Rower z komunii zawsze spoko. Zwłaszcza jeśli zrobi się na nim swoje pierwsze w życiu 40 km jednego dnia!

20150807_203030

Zachody słońca nad Jeziorem Nidzkim. Kto ogląda mnie na Snapchacie (nick: monikakaminska), ten wie, jaką dziką przyjemność czerpałam z chodzenia codziennie na pomost i oglądania tego samego widoku.

Naprawdę, najpiękniejsze rzeczy na ziemi to te, które pokazuje nam natura. Nie wiem, który raz to piszę na tym blogu, ale pewnie nie ostatni.
20150807_205226-horz

I to wszystko tak blisko Warszawy. Zwiedzajcie Polskę, warto!

 

 

 

  • Ten pomost wygląda tak sobie, ale kusi, żeby się po nim przejść ;)

  • A to ja lubię pomosty. I wodę ogólnie. Tylko komarów nie lubię ale rzadko mnie gryzą.
    Psiak cudny, zdjęcia tchną spokojem.
    Też lubię pracować zadaniowo ale korpo stawia na d**ogodziny, niestety.
    Ale nauczyłam się skupić na pisaniu książki podczas korpogodzin, tylko jak potem nagle ktoś coś ode mnie chce to ciężko mi się przenieść o sto lat do przodu bo akurat jestem w grudniu 1915… :D

    Bardzo by mi się przydał taki urlop bez niczego, taki na dokończenie pisania i odetchnięcie naturą. Bardzo.

  • Dzięki Ci za ten wpis :) Już mam mały przesyt tym całym slow lifem i tekstami typu „nie pracuję po 16”.

  • Piękne widoki i piękne zdjęcia, a smak soku z Biedronki potwierdzam – to dla mnie symbol tego lata;-)

Szalony Neapol – niebezpieczne uliczki, wulkan i kratka księcia Walii

Listopad 6, 2017

Wchodziłaś kiedyś między spotkaniami biznesowymi na szczyt wulkanu? Ja do zeszłego tygodnia również nie. A później uparłam się, że zobaczę Wezuwiusza. Jako że jedyną opcją było zrobienie tego pomiędzy jedną wizytą w firmie tkaninowej a drugą wizytą w firmie tkaninowej, to szybko zmieniłam spodnie od garnituru na jeansy, loafersy na ciężkie buty, koszulę na… W koszuli akurat zostałam, bo już nie było czasu.

Jestem przyzwyczajona do hardcorowych wyjazdów. Regularnie wstaję o 4 rano, żeby pojechać na targi tkanin, albo tego samego dnia rano lecę dokądś, kupuję materiały  i wracam. Mimo wszystko Neapol, do którego bilety kupiłam dość spontanicznie, pobił chyba wszystkie dotychczasowe wyjazdy pod względem ilości rzeczy, jakie były do zrobienia w tym mieście.

Przede wszystkim wybierałam tkaniny, ale o tym możecie poczytać na Facebooku Monika Kamińska. Poza tym odwiedzałam dziesiątki sklepów z szyciem na miarę; w końcu Neapol to stolica nie tylko pizzy, lecz także krawiectwa. A w międzyczasie oczywiście próbowałam jak najwięcej zwiedzić – i to właśnie tym chciałabym się z Tobą w tej notce podzielić.

Wspomniany już Wezuwiusz niestety mnie rozczarował. W porównaniu z Etną wypada blado i szczerze mówiąc, gdybym o tym wiedziała, odpuściłabym sobie to dosłowne wbieganie na wariata na chwilę przed zamknięciem.

Za to totalnie zachwyciło mnie miasto. Mimo że teoretycznie jest niezbyt piękne, dość brudne i z ogromną ilością policji oraz wojska na ulicach, to zdecydowanie soczyście włoskie w klimacie.

Mieszkałam w przepięknym apartamencie, z którego okna można było oglądać wschód słońca nad Wezuwiuszem (zdjęcie główne). Jeśli chodzi o noclegi, to w Neapolu Airbnb (tutaj dostaniecie zniżkę 100 zł na pierwszy nocleg) wygrywa totalnie. Hotele nie mają takich widoków!

Po mieście poruszałam się bez przewodnika. Ze względu na ilość zawodowych obowiązków i tak nie miałabym czasu zwiedzać według listy. Mimo wszystko udało mi się kilka razy skręcić w tak neapolitańskie uliczki, że poważnie zastanawiałam się, czy może nie powinnam zawrócić. Jednak nie sposób było przestać robić w nich zdjęcia.

 

Korzystając z tego, że temperatura wynosiła ponad 20°C, mogłam chodzić bez rajstop. Na zdjęciu widzisz MINI SKIRT, czyli najpopularniejszą rzecz w moim sklepie w tym roku. Spódnica w kratkę księcia Walii wyprzedała się online w niecałą dobę! Obecnie czekamy na dostawę jeszcze jednej (na pewno ostatniej) belki tkaniny i ponownie odszyjemy rozmiarówkę. Jeśli nie chcesz tego przegapić, zapisz się do listy oczekujących (w prawym górnym rogu) na stronie sklepu.

Przy okazji stanęłam również po drugiej stronie aparatu i zrobiłam mocno neapolitańską sesję dla marki ZACK ROMAN. Jak widzisz na zdjęciu, garnitur również jest w kratkę księcia Walii – to najmodniejszy wzór tego sezonu!

MINI SKIRT jeszcze raz.

Pisałam już o da Michele, czyli najsłynniejszej pizzy na świecie, ale nie mogło mnie zabraknąć również w konkurencyjnym lokalu, czyli Di Matteo. Jak widzisz, kolejka jest podobna… Mimo wszystko dzięki pewnym tekstylnym znajomościom udało mi się ją ominąć i tym razem bez czekania dwóch godzin załapałam się na przepyszną pizzę neapolitańską.

Stylowa okładka menu w Di Matteo.

Tylko margherita się liczy.

Na koniec widok z okna samolotu. Jedno jest pewne: muszę wrócić tam jak najszybciej!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.