Barbara Nowacka – ubiór i wizerunek

Październik 22, 2015

Czas na ostatni tekst dotyczący wyglądu oraz wizerunku kandydatek na premiera w 2015 r.

Przypominam dwa poprzednie.

  1. Beata Szydło vs Ewa Kopacz – pojedynek garsonek – wyjaśniam tutaj we wstępie główne założenia tego, jaki powinien być wizerunek kobiety kandydującej na wysokie stanowisko polityczne. Jeśli nie czytaliście tego tekstu, to zanim zabierzecie się za analizę Barbary Nowackiej, warto, żebyście nadrobili chociaż wstęp (3 główne założenia). Znacznie ułatwi to zrozumienie argumentacji zawartej w dzisiejszej notce.
  2. Ewa Kopacz vs Beata Szydło – wizerunkowe wnioski po debacie – tutaj poza wyglądem omawiam też sposób wypowiedzi obydwu kandydatek.

Zaznaczę jeszcze, że ten tekst, tak jak dwa poprzednie, ma na celu tylko i wyłącznie analizę wyglądu i jego wpływu na wizerunek Barbary Nowackiej.

Kandydatka Zjednoczonej Lewicy nie znalazła się w tekście dotyczącym pojedynku garsonek, ponieważ… w garsonkach po prostu nie chodzi. Uznałam więc, że jej sposobowi ubierania się warto poświęcić oddzielny tekst.

Zastanówmy się – czy mniej elegancki niż powszechnie przyjęty wygląd sprawdza się w polityce?

 To zdjęcie pochodzi z inauguracji Zjednoczonej Lewicy. W wydarzeniu, które miało miejsce tego dnia, wybrani politycy mieli domalować farbą na bilbordzie nazwę partii, którą reprezentują. Barbara Nowacka pojawiła się więc w jeansach i nieformalnej, luźnej, błękitnej bluzce, krojem przypominającej koszulę. Wybór byłby idealny, niestety nie da się nie zauważyć, że bluzka nie została dokładnie wyprasowana. To nie są zagniecenia wynikające z naturalnego użytkowania ubrań, które byłyby wybaczalne. Góra bluzki była prasowana, a dół… jak wysechł po praniu, tak wysechł. Dodatkowo pani Nowacka nieprawidłowo dobrała stanik, który wyraźnie odznacza się jej pod materiałem. Ze względu na piknikowy charakter wydarzenia nie zaliczam bardzo na minus czerwonych paznokci (chociaż kandydatka na premiera to nie Krystyna Janda w teatrze). Na plus oceniam delikatny makijaż. Mimo wszystko całość, niestety, prezentuje się bardzo niechlujnie. A wystarczyłoby wyprasować bluzkę, dobrać większy stanik, a lakier na paznokciach zamienić na lakier do włosów (więcej o fryzurze pani Nowackiej piszę niżej) i byłoby naprawdę bardzo dobrze.

Ruszamy w Polskę! Dzisiaj Łódź i Bydgoszcz :) #ZjednoczonaLewicaZachęcam do polubienia profilu ZL: www.facebook.com/zjednoczonalewica

Posted by Barbara Nowacka on 30 sierpnia 2015

Kolejne zdjęcie z początku kampanii wyborczej. Prawdę mówiąc, trochę mnie ono dziwi, bo doskonale pamiętam, że 30 sierpnia były gigantyczne upały, a zauważcie, że w lewym rogu stoi ktoś w kurtce. Cóż, może w tej części Polski było chłodniej. W każdym razie mam bardzo mieszane uczucia wobec tego stroju. Doskonale zdaję sobie sprawę, że Barbara Nowacka celowo nie nosi eleganckich ubrań, żeby podkreślić swoją niezależność polityczną. To się jej udaje, ponieważ jej grupa wyborców jest zadowolona z tego, że „nie dała się wcisnąć w garniturek”. Natomiast jeśli naprawdę chciałaby zostać premierem (a nie tylko wejść do sejmu, bo taki jest realny plan na teraz i raczej do tego dopasowywany jest jej wygląd), to musiałaby zadać sobie jedno podstawowe pytanie: czy faktycznie aż tak odbiegający od normy politycznej ubiór zagwarantuje jej na tyle wysoki wynik w wyborach, że uda jej się objąć stanowisko szefa rządu.

Wracając do tego stroju. Podoba mi się sprytne połączenie elementów wojskowych z kobiecymi. Kolor też odpowiednio dobrany. Byłoby świetnie, gdyby to były wybory na najbardziej zaangażowaną aktywistkę społeczną albo na sołtysa jakiejś wsi położonej daleko od dużych aglomeracji (umówmy się – sołtys na wsi pod Warszawą chodzi w ołówkowej spódnicy i kardiganie). Na premiera niestety nie. Zdaję sobie sprawę, że część osób oburza się, kiedy osoba starająca się o najwyższe stanowiska państwowe nie może wyglądać, jak chce, ale naprawdę wynika to z wiedzy dotyczącej psychologii i budowania wizerunku. W końcu nie przez przypadek znaczna większość liczących się polityków na arenie międzynarodowej stawia na elegancki, a nie byle jaki wygląd. Ja rozumiem, że część osób walczy o to, żeby kobiety wyglądały kobieco (i ja również jestem tego gorącą zwolenniczką), a politycy tak jak chcą. Ale to się po prostu w tym zawodzie nie sprawdza i naprawdę nie ma jak tego obejść. A już na pewno nie widzę w polskiej polityce nikogo z aż tak silną osobowością, że dałaby radę przyćmić nieperfekcyjny strój.

Zachęcam do słuchania :)

Posted by Barbara Nowacka on 12 września 2015

Dlatego kiedy oglądam któreś z kolei zdjęcie Barbary Nowackiej w niechlujnej, pogniecionej koszuli i z rozczochranymi włosami, to naprawdę robi mi się przykro, bez względu na to, czy ją popieram, czy nie. Zwyczajnie – szkoda mi jej pracy. Bo po prostu kandydatka Zjednoczonej Lewicy sama sobie takim wizerunkiem odbiera głosy. Celowe podkreślanie tego, że nie dba się o wygląd, wcale nie skłania odbiorcy do myślenia, że ktoś zajmuje się poważniejszymi sprawami. Pisałam już o tym w przypadku premier Ewy Kopacz. Ona też była bliska pokazania, że nie dba o wygląd, i akurat w jej przypadku można by było uwierzyć, że wynika to z dużej ilości obowiązków, ponieważ na początku urzędowania wiecznie nosiła tę samą marynarkę. Barbara Nowacka swoim wyglądem sugeruje wyborcom, że jest osobą roztrzepaną, nie do końca pewną i chyba przez przypadek znalazła się w miejscu, w którym się znalazła.

Swoją drogą, skoro już jesteśmy przy podkreślaniu tego, jak w polityce idzie się pod prąd. Mistrzem tutaj jest Robert Biedroń. I wcale nie mówię o jego orientacji seksualnej. Ani też o ubiorze (widać, że lubi klasyczną modę męską i świetnie czuje się w garniturze). Zobaczcie, że prezydent Biedroń nawet w koszuli i pod krawatem podejmuje takie decyzje i tak je sprzedaje w mediach, że cała Polska namawia go do kandydowania na prezydenta, ponieważ wszyscy wierzą, że to właśnie on jest poza systemem i naprawdę jest zajęty walką o lepszy Słupsk. A jego ubiór? Podkreśla powagę jego osoby, a jednocześnie doskonale pokazuje, że elegancja i schludność nie przeszkadzają w zdobywaniu głosów i zmienianiu polityki.

Uff, mam nadzieję, że już wystarczająco obszernie wytłumaczyłam: garnitury i garsonki nie szkodzą.

Wracam więc do Barbary Nowackiej.

Do zobaczenia!

Posted by Barbara Nowacka on 16 września 2015

Jej ulubionym elementem biżuterii jest ogromny naszyjnik z bursztynem. Może byłby to dobry znak rozpoznawczy, ale niestety znowu w wyborach na sołtysa, nie na premiera. Ten naszyjnik jest naprawdę znacznie, znacznie za duży, przez co całkowicie odciąga uwagę od twarzy pani Barbary. Po drugie – makijaż. Głęboko różowe usta, owszem, sprawiają, że pani Nowacka wygląda kobieco, ale to nie jest szminka, która kojarzy się z profesjonalizmem osoby kandydującej na stanowisko premiera. Zresztą o tym akurat chyba ktoś sobie przypomniał w jej sztabie, bo na autobusie wyborczym jest niemal identyczne zdjęcie, ale już z neutralnymi ustami.

Dzień dobry! Dziś odwiedzimy Tarnów (po g. 12:00) i Rzeszów (g. 14:30). Do zobaczenia! :)

Posted by Barbara Nowacka on 11 październik 2015

Z czarną sukienką jest ten sam problem. Pisałam już o tym w poprzednim artykule – czarny kolor dla polityków nie jest najlepszą opcją podczas kampanii wyborczej. Jeśli pani Nowacka chciała założyć coś ciemnego, koniecznie powinna się zdecydować na ciemny granat.

Dziękuję Wam za obecność na Konwencji Zjednoczonej Lewicy! My nie będziemy bali się Prawa i Sprawiedliwości, będziemy…

Posted by Barbara Nowacka on 17 październik 2015

Kolejną sprawą są włosy kandydatki. Długie włosy w polityce to jest naprawdę kłopot. I piszę to całkiem poważnie. Po prostu średnio wiadomo, co z nimi zrobić. Koki są często zbyt formalne, a kucyki i warkocze zbyt dziewczęce. Chociaż te dwa ostatnie rozwiązania nawet pasują do wizerunku pani Nowackiej. Są jednak prawie za każdym razem strasznie potargane, a to razi. Naprawdę, wystarczyłoby trochę lakieru do włosów, a byłoby bardziej okay. Roztrzepane włosy pokazują roztrzepanie polityka, a to dla niego niezbyt korzystne wrażenie. Plusik przyznaję za to, że włosy są związane. Długie, rozpuszczone i potargane byłyby znacznie gorsze dla wizerunku.

Dziękuję Wam za obecność na Konwencji Zjednoczonej Lewicy! My nie będziemy bali się Prawa i Sprawiedliwości, będziemy…

Posted by Barbara Nowacka on 17 październik 2015

Tak samo niezbyt dobrym pomysłem jest wykorzystywanie fryzury jako elementu promocji kandydatki w social mediach. Owszem, warkocz francuski jest śliczny, ale jak on się ma do zamieszczonej obok zdjęcia treści? „My nie będziemy bali się Prawa i Sprawiedliwości, będziemy stawali w opozycji tam, gdzie nie będziemy się zgadzali”. W ten sposób uwaga od Nowackiej polityka zostaje przeniesiona na Nowacką – kobietę z ładnymi włosami. Tylko że znowu – ładne włosy nie zapewniają wygranych wyborów.

Ludzie skazani są na prywatną służbę zdrowia w Polsce. A ci których na to nie stać, po prostu tej opieki nie mają. To…

Posted by Barbara Nowacka on 16 październik 2015

W sumie najlepiej Nowacka wygląda w ciężkich, już prawie zimowych okryciach wierzchnich. Proste spodnie oraz płaszcz z klapami dodają jej profesjonalizmu. Ale ponownie – zamieniłabym czarny na ciemnogranatowy lub ciemnoszary, to dodałoby jej trochę świeżości.

Dziś u Moniki Olejnik w „Kropce nad i” porozmawiam z posłanką Marzeną Wróbel o sprawie in vitro. Wydawało się, że jesteś…

Posted by Barbara Nowacka on 7 lipca 2015

Jeśli chodzi o najlepszy ubiór kandydatki, to całkiem dobrą bluzkę znalazłam również na zdjęciach zrobionych na krótko przed kampanią wyborczą. Kolor podkreśla młodość i nową energię, jaką ma wprowadzić do polityki pani Nowacka. Krój jest idealnie wypośrodkowany pomiędzy eleganckim a codziennym. Delikatny makijaż i brak biżuterii nie odciągają uwagi od twarzy (oraz, jak się domyślam, od tego, co mówiła). Jeśli Barbara Nowacka nie lubi garsonek, to był dobry kierunek. Szkoda, że z niego zrezygnowano.

Natomiast jeśli chodzi o najgorszy kierunek, to mogę niestety wymienić ich aż kilka. Piszę tutaj o wszystkich tych bluzkach, w których pani Nowackiej było widać kawałek piersi.

 



Podczas wtorkowej debaty z udziałem wszystkich kandydatów na premiera sytuacja znowu się powtórzyła, więc niestety nie mogę uznać tego za przypadek i pominąć milczeniem. Barbara Nowacka nosi stanowczo za duże dekolty, przez co totalnie pozbawia swój wizerunek profesjonalizmu. I to jest sprawa bezdyskusyjna, znacznie gorsza od wygniecionej bluzki albo słabo dobranego koloru płaszcza. Kobieta w polityce nie może w tak ostentacyjny sposób podkreślać swojej płci. Magdalena Ogórek już próbowała (chociaż ona chętniej odsłaniała nogi niż piersi) i to w wystarczającym stopniu powinno pokazać jej koleżankom z pracy, że niestety nie tędy droga. Naprawdę bezpieczniej byłoby kandydatce na premiera pokazać się publicznie w szarym dresie niż z wielokrotnie widocznymi piersiami.

Podsumowując: rozumiem podkreślenie swojego sprzeciwu, niezależności i chęci odróżnienia się od dotychczas rządzących polityków. I chociaż nie uważam, żeby najlepszym pomysłem było pokazywanie tego wszystkiego poprzez ubiór, bo akurat nie jesteśmy w takiej sytuacji politycznej, że potrzebujemy drugiego Wałęsy, to byłabym w stanie to zaakceptować, gdyby realizacja „ubraniowego buntu” była lepsza. Obecnie wygląd odbiera Barbarze Nowackiej kompetencje oraz buduje wizerunek prawdziwej, ale jednak mocno roztrzepanej działaczki społecznej. Kogoś, kto sobie świetnie poradzi na szczeblu wiejskim bądź gminnym, bo będzie zaangażowany i oddany. Niestety nie nadaje się na szczebel krajowy, ponieważ ubiór sugeruje nam, że jest osobą chaotyczną, mało uważną i trochę niechlujną.

Z Barbary Nowackiej bije młodość i energia, którą spokojnie mogłaby podkreślić poprzez power dressing połączony (skoro bardzo chce się wyróżnić) na przykład z jakąś ciekawą biżuterią (ale nie tak ogromną, jak obecny naszyjnik). Widzę ją nawet w spodniach, płaskich butach typu Oxford, męskiej koszuli, krawacie i oversizowej marynarce. Wtedy to miałoby sens, wyglądałoby klasycznie, a jednocześnie inaczej niż cała reszta. Bo oversizowa marynarka połączona z sukienką ukazującą biust (czyli strój z wtorkowej debaty) to zestawienie, które nie jest spójne.

A jeśli ktoś chce napisać, że w ten sposób odbieram kobietom ich kobiecość, to niech sobie poogląda zdjęcia Marleny Dietrich. W kapeluszu, muszce i z zapiętą pod szyją koszulą. Można? Można.


Uważasz ten artykuł za wartościowy? Udostępnij go znajomym!

 

 

 

 

  • Co do stanika, to raczej przydałby się większy a nie mniejszy, bo ewidentnie robi się buła w za małym plunge’u.
    Z tą młodością bym nie przesadzała, pani Nowacka ma 40 lat a nie 25 i to jest kolejny powód, dla którego jej wizerunek jest co najmniej niewłaściwy. Poza tym się zgadzam: sama się przekreśla niechlujnym wizerunkiem i tymi dekoltami.

    • Racja, powinno być większy, nie mniejszy, dzięki!

    • No właśnie, ma tylko 40 lat (rocznik 1975). P. Zandberg rocznik 1979 (z którym się bdb znają z UP i nie tylko) wygląda z 10 lat młodziej! P. Nowacka okropnie postarza się przez np. ten ogromniasty naszyjnik i źle dopasowane koszule. Co do fryzury też jestem na nie, za bardzo kojarzy mi się ze skrzyzowaniem p. Pawłowicz (chyba że już mam obsesję) z Julią Tymoszenko. Może jakieś inne upięcie i mniej ostentacyjny makijaż (p. Nowacka wystąpiła kiedyś ze smoky eyes!)?

      • To samo miałam napisać. 40 lat dla polityka kandydującego na premiera to młody wiek.
        Masz gdzieś fotkę tego makijażu?

        • Widziałam to w tv ale poszukam :)

        • Może tu mało widać, ale w tv wyglądało jak dwa lima. Mój Tata: „A co to, Jagger?” :D

  • Zuzanna Zofia

    Strasznie mnie zaskoczyłaś, wprawdzie nie czytałam poprzedniego wpisu, ale aż tak ortodoksyjnego podejścia się po Tobie nie spodziewałam.
    Przypomniało mi się z jakiegoś wiersza „Czy tabakiera jest dla nosa, czy nos dla tabakiery?”. Jak dla mnie, teorie wizerunku i wizaż są dla ludzi, nie vice versa.
    Styl pani Nowackiej jest daleki od mojego, niemniej widzę właśnie indywidualny styl, który w moich oczach jest lepszy niż wbijanie się w cokolwiek aktualnie modnego lub nobliwy styl „bo stanowisko”.
    U kandydatki lewicowej taki styl, jaki prezentuje, to zaleta. Rozumiem, że u niektórych może budzić obawy czy jako premier reprezentowałaby Polskę godnie, ale według mnie to zupełnie inna kwestia. Chyba wszystkie pamiętamy nobliwe panie, które zaliczały protokołowe wpadki strojem.

    Co do jej fryzury, to nie mam pojęcia, o co ci chodzi. Ona na tych zdjęciach wcale nie jest rozczochrana, po prostu ma takie falujące, lekko puszące się włosy.

    Mogę się zgodzić co do rozchylających się na piersiach koszul, jest to niestety problem wszystkich kobiet, które chciałyby nosić dopasowane koszule, a ich biust jest większy, niż założenia producenta. Chyba już pora, żeby pani Nowacka zaczęła kupować koszule marek probiuściastych albo szyte na miarę. Na jej obronę powiem tylko, że często taka koszula wygląda zupełnie ok gdy ją przymierzasz przed lustrem, a potem rozłazi się w najmniej spodziewanym momencie.

    Z całej notki przebijają wyśrubowane wymagania wobec wyglądu kobiet, co mnie zasmuca. Nie uważam, żeby polityczka czy w ogóle profesjonalistka musiała zawsze mieć nienaganną fryzurę, odprasowaną koszulę, idealny makijaż… Jakoś mało jest głosów, które domagałyby się tak wysokich standardów od mężczyzn. Również nie uważam, żeby przebijający przez koszulę szew stanika był czymś złym. To że w rozpięciu koszuli widać maluteńki kawałeczek górnej części piersi – co w tym złego? Nie żyjemy w Iranie. Nawet te rozchodzące się koszule są raczej niechlujne niż skandaliczne, co z tego że widać jej mały skrawek skóry? To jest jakaś hiperseksualizacja.

    I żeby rozwiać wątpliwości – nie, nie jestem wyborczynią Zjednoczonej Lewicy. Po prostu przykro mi czytać taki „shaming”.

    • Dlatego specjalnie zaznaczyłam żeby przeczytać poprzedni wpis.

    • „Mogę się zgodzić co do rozchylających się na piersiach koszul, jest to
      niestety problem wszystkich kobiet, które chciałyby nosić dopasowane
      koszule, a ich biust jest większy, niż założenia producenta.”

      Czy my na pewno mówimy o tej samej Barbarze Nowackiej? Bo ja tutaj widzę koszule/bluzki mające głęboki dekolt odsłaniający piersi a nie za ciasne klasyczne koszule rozchodzące się na piersiach (co i tak byłoby totalną klęską w wizerunku). Zresztą, jak koszula nie leży, to się jej nie kupuje i szuka właściwej.

      Czy np. tutaj pani Nowacka też ma problem „rozchylającej” się koszuli, czy jednak ma problem z umiłowaniem do odsłaniania biustu? Bo ja jej naprawdę nigdzie w klasycznej koszuli nie widziałam, więc raczej nic jej się rozchylać nie może, bo zwyczajnie ona nie nosi takich krojów.

      https://www.youtube.com/watch?v=q-QgBT51tXA

      http://www.plotek.pl/plotek/51,78649,19057371.html?i=5

      • Podbijam, bo właśnie w tym samym momencie robiłam screen z nagrania przed debatą na którym wyraźnie widać piersi, ale ten jest jeszcze wyraźniejszy. W przypadku problemy z dużym biustem nic by nie stało na przeszkodzie żeby zamiast dopasowanej damskiej koszuli nosiła…męskie koszule. Mówię całkiem poważnie, wydaje mi się, że w męskiej M wyglądałaby dobrze. Sama długo nosiłam męskie koszule, bo damskie były dla mnie za krótkie.

    • Agata

      No właśnie, jak już ktoś napisał, to nie są koszule rozchodzące się na biuście – niebieska i czerwona to safariski z Riska, koszule, w których z racji tkaniny i kroju ten problem nie występuje. Są świetne (to jedyna koszula, którą jestem w stanie nosić), ale fakt, że w ogóle nie są formalne.

  • Anna

    Moim zdaniem problem z ubraniami kobiet-polityków to często problem z za dużym wyborem. Mężczyźni mają garnitury i jeśli tylko zamienią marynarkę na sweter, koszulę z długim rękawem na rękaw krótki, to oczywiste jest dla wszystkich (łącznie z nimi, mimo że może część z nich mało obchodzi dobór ubrań), że poziom formalności stroju wyraźnie spada. Inną kwestią jest to, czy te garnitury są zawsze dobrze dobrane, ale nawet kiepski garnitur jest znakiem, że wiedzą, jak powinni wyglądać, pełniąc rolę parlamentarzysty/członka rządu itd. Dobór kolorów też jest dość uproszczony, bo przeciętny mężczyzna wybiera pomiedzy szarością, granatem, czernią i brązem, do tego mamy jasną koszulę i krawat, nawet kolorowy, i koniec. Natomiast kobiety mają do wyboru spodnie, spódnice, sukienki, marynarki, sweterki, bluzki, koszule, całą paletę barw, przeróżną biżuterię, buty płaskie, na słupku, na koturnach, na szpilkach i… można tak jeszcze długo wymieniać. Moim zdaniem część z nich nie rozumie, że nie wszystko, co ładnie wygląda, jest odpowiednie na każdą okazję, a tym bardziej jeśli jest się ciągle na świeczniku. Bycie politykiem to jak praca w korporacji – musisz się w pewnym sensie zewnętrzenie dostosować, bo kliencie nie będą cię brali na poważnie. Nie każdy jest Jackiem Kuroniem, żeby dżinsowa koszula była na miejscu.

  • Isabella Sparks

    Ogólnie zgadzam sie, że styl jest do poprawki, ale co do kobiet-polityków, osobiście uważam że nie ma potrzeby wpasowywania się w męski styl i utrwalania stereotypów dotyczących łączenia profesjonalizmu i wiedzy z typowo męskimi atrybutami (np. koszula lub maynarka). Z całym szacunkiem dla Twojej wiedzy i bardzo ciekawej analizy, myśle że Polska jest jednak specyficznym krajem i strój nie wplywa tu tak znacząco na ksztaltowanie opinii wyborcow. Przypominam, że Lech Wałęsa całe życie nosi Matkę Boska w klapie i nie przeszkodziło mu to w zostaniu prezydentem, choć daleko tu do neutralności swiatopoglądowej i religijnej bursztynowego naszyjnika. Co zresztą ma inny wymiar, który Ci umknął, bo był to ulubiony naszyjnik Izabeli Jarugi – Nowackiej, która była uznanym i szanowanym politykiem (pomimo naszyjnika :)). Pomijając wartość sentymentalną, jest to bardzo ładne i subtelne w formie nawiązanie do spuścizny matki, którą bez wątpienia zamierza kontynuować Barbara Nowacka. Można by dyskutować czy więcej przynosi szkody odwracając uwagę od slów jego wlaścicielki czy może korzyści wzbudzając podświadome skojarzenia z matką i jej pozycją w polskiej polityce… Aż takim ekspertem, żeby to oceniać nie jestem :)

    • Chyba nie czytałaś calego tekstu, skoro nawiazujesz do Walesy?

      • Isabella Sparks

        Twoje nawiązanie do Wałęsy dotyczy konkretnego kontekstu politycznego. Tym samym nie jest jasne czy wiążesz jego sukces z ówczesnymi okolicznościami czy jego ’oryginalnością’. Jako inny przykład moge podać Korwina-Mikkego, którego ani skrajnie kontrowersyjna forma wyrażania poglądów ani mało stosowne do okoliczności muchy nie przeszkadzają w zdobywaniu poparcia. Zresztą w obecnym klimacie jasno widać, że wyborcy zwracają się ku tym, którzy wyrózniają sie pośród reszty (np. kiedys Palikot, teraz Kukiz), a poparcie dla dwóch najpopularniejszych partii nie wynika z ich profesjonalnego wizerunku, tylko napędzania strachu wśród wyborców. Tak czy inaczej, to nie jest polityczny blog tylko modowy więc temat jak najbardziej na czasie i bardzo ciekawie podany. Moja uwaga dotyczy wyłącznie tego, że w te zasady się nie do końca przekładają na Polskę, na co zreszta wskazuje rzeczywistość polityczna. Mimo wszystko życze Wam i sobie udanych wyborów (także tych garderobianych)!

        • Przecież Korwin od X lat nie znaczy nic w polityce, w ostatnich wyborach zdobył 4,4 procent głosów :)

          • Anna

            Dostał się do Europarlamentu, więc ktoś go jednak wybrał w jakichś wyborach;).

          • W tych na które nikt nie chodzi :D
            (okay ja chodzę i kiedyś jak tak napisałam to jedna z Czytelniczek się odezwała żeby tak nie pisać, bo ona też chodzi, więc we 2 chodzimy ;)
            Ale błagam nie rozmawiajmy już o Korwinie tutaj :D To nie kobieta.

  • Czekałam na ten wpis :)

    Niedbałość jest niewybaczalna ZAWSZE i tutaj sto procent zgody. Niezależnie od tego, czy chodzi o nieumiejętność korzystania z żelazka, czy o zbyt głębokie rozpięcie koszuli lub jej kompletne niedopasowanie.

    Co do innych rzeczy, o których pisałaś, mam pewne wątpliwości – czy może bardziej pytania o punkt widzenia piarowca.

    1. WŁOSY – jestem nieobiektywna, bo sama mam problem z wymykającymi się z warkoczy kosmykami – ale wydaje mi się, że akurat fryzury pani Nowacka nie ma niedbałej – i że dużo gorzej wyglądałby „hełm” z lakieru. A niestety przy tej fryzurze i takich tendencjach – jedno albo drugie. Z kolei zmiana fryzury, z którą jest kojarzona – nie wydaje mi się dobrym pomysłem na kampanię. Co Ty na to?

    2. CZERŃ – już w którymś z poprzednich tekstów pisałaś, że to nie jest odpowiedni kolor dla polityka. O ile rozumiem to w modzie męskiej – tu kanony są jasne: czarny garnitur w ciągu dnia tylko na ślub (i to tylko własny) albo pogrzeb, o tyle kobiety noszą przecież czerń, jest ona zdecydowanie klasycznym wyborem i kojarzy się z elegancją – codzienną, niekoniecznie wieczorowo-teatralną. Na czym właściwie polega nieadekwatność czerni wśród kobie w polityce? (Nie ukrywam, że jestem zauroczona czarną sukienką pani Nowackiej, świetnie współgra z jej urodą i wydaje mi się, że to nie jest połączenie, jak często bywa, „surowe”, wręcz przeciwnie – pani Nowacka wygląda promiennie).

    Pytania dotyczą raczej kwestii ogólnych, kanonu, niż samej pani Nowackiej, ona sama jest w zasadzie pretekstem.

    No i, już zupełnie poza dzisiejszym tematem, ale w związku z serią – ciekawi mnie Twoja ocena wizerunku pani Joanny Staniszkis. Odbiega od „wzorca” w każdy możliwy sposób ale czy to jej szkodzi? Może kiedyś wrócisz jeszcze do tej serii, rozszerzając kryteria doboru? :)

    • Agato, wszystko to co Ci odpisywałam na kilka akapitów mi się właśnie skasowało :((( Nie dam razy napisać drugi raz tego samego, więc na szybko:
      1. Zalezy na jakie zdjęcie trafiasz, ja trafiałam na fotki tego typu: //www.facebook.com/BarbaraANowacka/photos/a.296677223812623.1073741832.290545717759107/549945125152497/?type=3
      Nie wiem czemu tego nie ma w tekście, gdzieś mi się zapodziało w trakcie pisania.
      2. Jak wiadomo kocham czarny, ale w trakcie trwania kampanii ten kolor jest za smutny, za mocny i za mało wzbudzający zaufanie, zwłaszcza jeśli jest to czarny total look. Mówię tu tylko o politykach. Chociaż racja – Nowackiej czarny dodaje powagi, ponieważ generalnie bardzo jej brakuje tej cechy w wizerunku. Gdybyś postawiła obok siebie Szydło w Czarnym i Kopacz z ciemnym Granacie na 100 % lepiej odebrana byłaby Kopacz. Natomiast ciemny granat jest naprawdę minimalnie jaśniejszy od czarnego, a przyjemniejszy dla wyborcy w odbiorze i „łagodzący” polityka.

  • Makosza

    Ładna kobieta ale uważam, że stanowisko wymaga ubioru. W końcu chce kobieta kierować krajem i reprezętować go. I nie musi być to mundurek ale nawet luz i elegancję można połączyć. Co do włosów to jest tyle fryzur. Chociażby jakaś spinka, luźniejszy ale nie niechlujny kok (ten, co widac najczęściej na ulicy. Byle jak związane włosy jak do sprzątania domu).

  • Pingback: Hillary Clinton – jak powinna wyglądać kandydatka na prezydenta? | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

Pół roku po otwarciu butiku

Grudzień 28, 2017

Rok temu mniej więcej o tej samej porze w moim mieszkaniu odbywał się bifor przed Blogowigilią (corocznym wigilijnym spotkaniem twórców internetowych). Typowa K(asia) mnie czesała, Janek z Konradem wymieniali informacje branżowe (#trudnesprawy), Roman przygotowywał drinki. Planowałam siedzieć cicho, ale nie dałam rady – musiałam się pochwalić, że w końcu, po wielu miesiącach poszukiwań, udało nam się znaleźć idealny lokal na nasz butik. Wtedy widzieliśmy go tylko raz, dwa dni wcześniej wieczorem. W środku nie działał prąd, więc wszystko musieliśmy oświetlać latarkami w telefonach. Po weekendzie byliśmy umówieni na kolejne oglądanie, tym razem w dzień.

Martwiłam się, że kiedy nastanie jasność, to okaże się, że to jednak nie jest miejsce, którego szukamy.

Dziś dokładnie pamiętam, jak w styczniu 2017 r. chodziliśmy po kamiennej podłodze już wtedy naszego butiku. Czas mija naprawdę ekstremalnie szybko. Rok temu wynajęliśmy nasz wymarzony butik przy Niecałej 7, pół roku temu w końcu udało nam się go otworzyć. Jak przez ten okres zmieniło się moje życie (bo nie ulega wątpliwości, że drastycznie)?

LEKCJE ŻYCIA

Byłam w tym roku na darmowym szkoleniu z zarządzania bezustannym kryzysem w biznesie. Domyślacie się, co mam na myśli. Tylu negatywnych emocji nie miałam w sobie nigdy w życiu i z żalem przyznaję, że bardzo odbiło się to na moim zdrowiu fizycznym i psychicznym. Śmiało mogę powiedzieć, że co nas nie zabije, to doprowadzi nas do nerwicy. Gdy patrzę na ten nasz remont z perspektywy, jasno widzę, że trafiliśmy po prostu na ekstremalnych partaczy, którzy wykorzystali nasz brak znajomości tematu, żeby wcisnąć nam swoje totalnie błędne pomysły, zarobić na nas i zniknąć. Mogłabym tak długo wylewać swoje żale, bo naprawdę boli mnie to, że dałam się tak łatwo nabrać. Napiszę jednak, że właśnie jesteśmy w trakcie kolejnego remontu. Tym razem mniejszego, bo tylko biura. Z innym architektem i inną ekipą budowlaną. I co? ZERO STRESU. Można? Można! Tym samym chciałabym zakomunikować, że nie ma takiego zawodowego bagna, z którego nie da się wyjść. I tego się trzymaj, kiedy trafi Ci się tak kiepski moment w pracy. Zawsze jest szansa ruszyć do przodu.

ORGANIZACJA PRACY

Wraz z przenosinami na Niecałą zmienił nam się czas pracy. Butik jest otwarty od 11:00 do 19:00, co w praktyce oznacza, że pracujemy cały dzień. Ja nadal uparcie trzymam się tego, że praca to praca, a bycie własnym szefem nie oznacza przyzwolenia na codzienne kilkugodzinne lunche. Dużo moich znajomych pracuje do godz. 16:00 i nie rozumie, że nie chcę wyjść z butiku przed 19:00. A prawda jest taka, że często nie wychodzę przed 21:00, bo we własnej firmie non stop jest coś do zrobienia. Oczywiście wiem, że to już niemodne, ale ja od zawsze mam taki styl życia i nie planuję go zmieniać. Kocham to, co robię. Wciąż podtrzymuję, że bez sumiennej i regularnej pracy, zwanej po prostu zapierdalaniem, nie da się osiągać swoich celów. Okay, albo ja swoich bym nie osiągnęła, ponieważ nieustannie wyznaczam sobie kolejne. Co ciekawe, od liceum odgrażałam się, że będę pracować po godzinie 12:00 (ponieważ uwielbiam spaaaaać), i w pewnym sensie mi się udało. Moim największym sukcesem jest to, że nie muszę wstawać o 6:00 rano. Choć mam energię, żeby w piątek o 23:00 zmieniać w butiku ekspozycje, to rano nie próbujcie mnie zmusić – nawet nie tyle do pracy, ile do wyjścia z domu o 8:00. O tej godzinie mogę władać światem jedynie z kanapy. Jestem naprawdę wdzięczna, że udało mi się to poukładać tak, jak zawsze chciałam.

INWESTOWANIE

Wielu osobom wydaje się, że skoro ktoś otwiera butik w środku miasta, to znaczy, że sypia na banknotach i kąpie się w bąbelkach z monet. Tymczasem rzeczywistość wygląda tak, że we wrześniu, inwestując w zimową kolekcję, dosłownie wyzerowałam swoje konto. Dlaczego? Otóż, żeby taki lokal na siebie zarobił, to poza całym szeregiem kosztów (pracownicy, lokal, wystrój, opakowania itp.) trzeba przede wszystkim zaopatrzyć się w towar, za który płaci się oczywiście z góry. A nigdy nie ma gwarancji, że uszyjemy coś, co na pewno się sprzeda, i nie utopimy ogromnych sum. Koszty rosną lawinowo. Wełna w ciągu roku drożeje o około 20% (jeśli interesuje Cię tematyka cen ubrań, to więcej na ten temat możesz przeczytać w moim tekście Skąd się bierze cena ubrania), a sytuację pogłębia fakt, że każda osoba, która orientuje się, że mamy butik w tym, a nie innym miejscu, nagle znacznie podnosi swoje stawki. Co gorsze: za wyższą ceną wcale nie idzie lepsza jakość. Po prostu dostajemy wyższą cenę. BO TAK.  To jest jakiś horror i pociesza mnie tylko fakt, że mieszkańcy budynku przy Niecałej mają ten sam problem, więc nie jestem sama. Nie można zadzwonić po hydraulika, bo okazuje się, że za sprawdzenie jednej rury bierze trzykrotnie więcej niż na tej samej ulicy, ale w starym bloku naprzeciwko. W ciągu pół roku musiałam więc nauczyć się inwestować od nowa oraz – co było dla mnie trudniejsze – negocjować lub też rezygnować ze współpracy z pewnymi osobami, które nagle zobaczyły we mnie maszynkę do zarabiania pieniędzy. Krótko mówiąc: często w telefonie myli mi się Facebook z kalkulatorem. Nie przestaję liczyć.

KOLEKCJE

Butik w nowym miejscu oraz publikacje w wielu zagranicznych magazynach modowych pozwoliły złapać mi wiatru w żagle i trochę zaczęłam szaleć. Do kolekcji ready-to-wear postanowiłam wprowadzić te elementy, które wcześniej szyłam sobie na miarę. Szerokie spodnie, dwurzędowe marynarki, minispódniczki oraz w końcu – tkaniny we wzory. Kiedy siedziałam na I piętrze showroomu na Poznańskej, to zdecydowanie przestrzeń mnie ograniczała i trochę negatywnie onieśmielała. Jeśli szyłam coś szalonego, to tylko dla siebie na Pitti. Nowa lokalizacja mnie wzmocniła, sprowadziła też trochę inny typ klientek i pozwoliła mi rozwijać się odważniej. Jara mnie to jak pizza w neapolitańskim piecu, bo po zakupach klientek widzę, że był to strzał w dziesiątkę. Nie dalej jak wczoraj Verona Suit nałożyła pani, która wygląda w tym zestawie lepiej niż ja i kupiła go, chociaż twierdziła, że nie jest fanką szerokich spodni. Ale leżały tak idealnie, że nie miała wyjścia – wzięła je od razu.

PRIORYTETOWANIE

Nie miałam nigdy problemy z zarządzaniem swoją pracą, ale butik wymaga ode mnie jeszcze silniejszego skupienia się i jeszcze szybszego analizowania sytuacji. Czasem w jednej chwili przychodzi nowa dostawa szalików, trzeba dodać garnitur do stanów magazynowych, znaleźć pokrowce na zapleczu, zająć się klientem w butiku, zmienić grafikę w sklepie online i odpisać na e-maile. Delegowanie zadań też się samo nie zrobi, wiele rzeczy trzeba wytłumaczyć. Oczywiście gdzieś w tle dzwoni telefon, w brzuchu burczy, a głowa domaga się kofeiny. Na szczęście uwielbiam taki rozgardiasz, mega mnie to nakręca i dzięki temu pracuję szybciej i efektywniej. Doceniam, że od zawsze robiłam mnóstwo naraz, bo dzięki temu jestem naprawdę wytrenowana w podejmowaniu decyzji, w jakiej kolejności zapanować nad sytuacją. Oczywiście zdarzają się też mniejsze bądź większe kryzysy, ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi.

SYTUACJE KRYZYSOWE

Kiedyś na każdy, nawet najmniejszy problem reagowałam płaczem. Dziś jedynie na co drugi. Trochę tu sobie śmieszkuję, ale nie tylko pół roku w butiku, lecz także trzy lata prowadzenia marki nauczyły mnie, że chociażbym stanęła na głowie, to na niektóre rzeczy nie mam wpływu. Bywały czasy, że potrafiło mnie to ekstremalnie załamać. Dziś wiem, że ważniejsze niż lamentowanie jest szybkie reagowanie, znalezienie rozwiązania i przeanalizowanie problemu, tak żeby nie doprowadzić ponownie do takiej sytuacji. Pogodziłam się z tym, że nie da się wszystkiego zrobić idealnie. To nie znaczy, że odpuszczam. Nic z tych rzeczy. Dalej cisnę na 250% normy, ale mniej siebie samobiczuję, jeśli popełnię jakiś błąd. Pomyłki są wpisane w pracę, ale jeśli mam świadomość, że robiłam wszystko rzetelnie, a po prostu przytrafił się pech, to jestem w stanie to przełknąć.

RADOŚĆ

Jeśli spacerujesz Niecałą, to możesz zauważyć, że czasem siedzę sobie za ladą butiku. To mi chyba daje najwięcej radości (poza dotykaniem tkanin…), bo dosłownie i namacalnie pokazuję, że to właśnie jest moje miejsce pracy. A to wcale nie jest takie oczywiste, jak mogłoby Ci się wydawać! Moje życie zmieniło się ekstremalnie szybko. Trzy lata temu pracowałam jako logopeda, chociaż już gdzieś z tyłu głowy czułam, że na pierwszych dwóch sukienkach, które wyprodukowałam, ten projekt się nie skończy. Od samego początku dawał mi podejrzenie dużo radości i sprawiał, że bez problemu mogę pracować, pracować, pracować i wciąż się z tego cieszyć. Cudowne uczucie!

NEVER ENDING STOOOORY

To nie jest tak, że butik się otwiera i już wszystko ma się gotowe raz na zawsze; że wystarczy wpaść w ciągu dnia na godzinkę, zrobić sobie selfie w lustrze i to by było na tyle z pracy. Jest doooooookładnie odwrotnie! Moja mama zawsze mówiła, że gdy już ma się dom, to trzeba się przyzwyczaić do tego, że ZAWSZE jest w nim coś do zrobienia. Z butikiem jest podobnie. Samo przebieranie manekinów i zmiana ekspozycji zajmują naprawdę dużo czasu, a to tylko niewielki procent rzeczy widocznych na zewnątrz. Tu jest tyle rzeczy do zrobienia, że czasami mam ochotę utopić sobie telefon w zupie, żeby przestał dzwonić. Ale później przypominam sobie, że nienawidzę bezczynności, a zupę kocham. Więc jej nie marnuję.

UCZENIE SIĘ

I na sam koniec coś, co będzie towarzyszyć mi do końca życia. Na szczęście. Kiedy pracowałam jako logopeda w szkole, to starsze koleżanki jak mantrę powtarzały mi, że dobry nauczyciel całe życie się uczy. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z właścicielem marki jest tak samo. Gdybym ze swoją wiedzą dotyczącą krawiectwa i biznesu zatrzymała się na tym, czego dowiedziałam się dwa lata temu, to jest więcej niż prawdopodobne, że nadal byłabym dokładnie tam, gdzie dwa lata temu. Wiem, że najgorsze, co może mi się przytrafić, to przeświadczenie o tym, że wiem już wszystko. Na szczęście natura obdarzyła mnie ekstremalnie dociekliwym umysłem, który kwestionuje dużo rzeczy, zadaje mnóstwo pytań oraz z dziką namiętnością zdobywa nową wiedzę. Totalnie nowy dla mnie temat to np. visual merchandising. Jeśli ktoś Ci kiedyś powie, że to po prostu ŁADNE ułożenie towarów w sklepie, to poproś go, żeby równie ładnie popukał się w czoło. Od samego otwarcia gdzieś z tyłu głowy miałam przeczucie, że z VM w naszym butiku coś jest nie tak. Kiedy znalazłam wolną chwilę, żeby ruszyć z tematem, a przy okazji z nieba spadł mi geniusz w tej dziedzinie (Jarek, pozdrawiam!), poczułam się jak dziecko, które od zera uczy się alfabetu. Niesamowicie ekscytujące zajęcie!

Nie będę pisać żadnego podsumowania roku. Chociaż mam poczucie, że może jednak w tym powinnam, to tak naprawdę wolę zabrać się do pracy nad tym, co planuję w 2018 r., niż podsumowywać coś, co już minęło. Napiszę tylko krótko: to był trudny rok, ale zdecydowanie najbardziej ekscytujący w całym moim życiu. A teraz czekam na następne przygody!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Poranna dawka inspiracji  #vogueitalia #onthetable #morningroutine #morningcoffee #flatlay #flatlayinspo #vogue #cozymorning #january2018 #gypshophila #whitetable #morning #coffe #coffelovers #coffetime #inspocafe #vogueinspo #coffeaddict #coffeebreak   @sam_edelman shoes Są tak ładne, że aż szkoda je zakładać  @shopbop #samedelman #shopbop #newshoes #shoesaddict
 Na relację z @pitti_uomo_ zapraszam Was na profil @monikakaminska_official #pittiuomo #pitti93 #pitti #pitti93 #pu93 #pittipeople #pittistyle #pittiphotos #redjacket #ootd #redcoat #woolcoat #wooljacket #streetstyle #womaninsuit #pittuwoman #elegantstyle #classy #sartorial #bespoketailoring #bespoke #luxuryfabrics  #monstera  #rondo1 #rondoonz1
 Zaraz znajdziecie się w owsiance  #raspberries #sundaymood #sundaymorning #breakfastinspo #sundaybreakfast #pooridge #winterbreakfast #onthetable #sundaychill #pornfood #healthfood #fruitlovers  Sunday  #sundaymood #valenciatrip #sky #vscotravel
 Prezent ode mnie dla mnie  @seebychloe / @shopbop #shopbop #bag #seebychloe  sun  #valencia #valenciatrip #vscotravel
 Szara wełniana czapka smerfetka @monikakaminska_official #ootd #wool #greywool #winterootd #streetstyle #minimalstreetstyle  Nature is pleased with simplicity #valencia #valenciatrip #vscotravel