Hillary Clinton – jak powinna wyglądać kandydatka na prezydenta?

Listopad 3, 2016

Od kilku miesięcy mamy możliwość oglądania bardzo dobrze ubranej kandydatki na najwyższe stanowisko w państwie. Czego możemy nauczyć się od Hillary Clinton?

Przyznam szczerze, że piszę tę notkę trochę z próżności. Rok temu przed wyborami parlamentarnymi podjęłam się analizy ubioru naszych rodzimych kandydatek na stanowisko premiera. Teksty na ten temat znajdują się tutaj:

  1. Beata Szydło vs Ewa Kopacz – pojedynek garsonek
  2. Kopacz vs Szydło – wizerunkowe wnioski po debacie
  3. Barbara Nowacka – ubiór i wizerunek

 

Stałam wtedy na straży trzech konkretnych poglądów, które pozwolę sobie krótko przytoczyć. Po pierwsze, bardzo podkreślałam fakt, że kobieta kandydująca na wysokie państwowe stanowisko powinna zrezygnować z nadmiernej ilości kobiecych atrybutów i delikatnie się zmaskulinizować. Po drugie, zwracałam uwagę na to, że osoba kandydująca powinna być zawsze trochę lepiej ubrana od swoich wyborców. Po trzecie, co może jest nawet najważniejsze, cały czas przypominałam, jak ogromną rolę ubiór odgrywa w trakcie kampanii. I dlaczego nie należy go lekceważyć.

Chociaż większość z Was się ze mną zgadzała, to nie zabrakło głosów sugerujących mi, że wymagam od ludzi zbyt wiele. I skoro Barbara Nowacka ma ochotę zostać premierem w dresie, to powinnam jej na to pozwolić, bo to jest dla niej naturalne. Owszem, pozwolić mogę na wszystko. Pytanie tylko, jaki to ma przynieść efekt. Bo żeby zostać premierem lub prezydentem, trzeba na chłodno przeanalizować swoją garderobę. I tak jak się pisze przemówienie (a raczej jak piszą go doradcy), tak samo trzeba pozwolić komuś krok po kroku wyreżyserować to, jak kandydat ma wyglądać.

Teraz patrzę na Hillary i cieszę się, że mogę Wam pokazać przykład prawidłowo ubranej, charyzmatycznej liderki, która jest sobą, ale również ma świadomość tego, w jakiej roli funkcjonuje społecznie oraz jak swoim wyglądem może wpływać na wyborców.

Hillary Clinton za czasów bycia pierwszą damą wybierała głównie klasyczne kobiece fasony, spódnice i pastelowe kolory. Przełomowy moment w swojej karierze – wyjście z cienia i kandydowanie na prezydenta – podkreśliła, decydując się na ciemne garnitury. W ten sposób dała do zrozumienia, że publicznie zaczyna funkcjonować jako nowa osoba. Później, w trakcie kampanii, postawiła na wyrazistsze kolory i typowe dla niej zestawy garniturowe. Mogła sobie na to pozwolić, ponieważ jako jedna z naprawdę niewielu osób działających w polityce poza wyglądam ma też charyzmę.

Bardzo podobną przemianę wizerunkową przeszła Claire w ostatnim sezonie serialu „House of Cards”. Wiele osób narzekało, że bohaterka w piątym sezonie nosiła bardzo nudne ubrania i w zasadzie w porównaniu z poprzednimi latami nie było czym się inspirować. Dla kogo nie było, dla tego nie było. Doradcy Hillary na pewno zwrócili na to uwagę. Otóż zauważcie, że Claire na przełomie czwartego i piątego sezonu była w identycznej sytuacji, w której przed chwilą znajdowała się Clinton. Underwood przestała być tylko pierwszą damą – zaczęła czynnie angażować się w politykę. Z tego powodu Kemal Harris, główna stylistka „House of Cards”, postanowiła zrezygnować z przyciągających oko sukienek i postawić na maksymalnie minimalistyczne kroje w kolorystyce ziemi. Zmiana funkcji społecznej została podkreślona poprzez ubiór. Tak się to robi w USA.

Popatrzcie na Hillary.

hilary1

hilary2

źródło

Clinton w jednym momencie sprawiła, że mam ochotę uszyć sobie biały garnitur, zostawić swoje dotychczasowe życie, wyjechać do USA i robić cokolwiek, dzięki czemu będę mogła przemawiać do takiej ilości ludzi. Tak wygląda liderka, która wie, co robi i dokąd zmierza. Jej jednorzędowy garnitur jest maksymalnie klasyczny. Szerokie, otwarte klapy o trochę płaszczowej konstrukcji dodają sylwetce siły. Marynarka mniej więcej dzieli ją na pół, dzięki czemu zachowuje klasyczne męskie proporcje.

W modzie męskiej jest taka zasada, że marynarka powinna przecinać sylwetkę na pół. Projektując m.in. Harvey Suit, próbowałam przenieść to do damskiej wersji garnituru, jednak po kilku testach okazało się, że jeśli zachowujemy tradycyjne męskie proporcje, to skracamy kobiecie nogi. Hillary to raczej nie przeszkadza, ale ja nie chciałam tego robić swoim klientkom, więc minimalnie skróciliśmy marynarkę, dzięki czemu nogi wyglądają korzystniej. 

Najważniejszy jest fakt, że nie jest to krótki damski żakiecik, który wyglądałby tutaj średnio poważnie. A na pewno nie zakrywałby tego, co Clinton ma do zakrycia. Generalnie widać, że garnitur jest trochę za luźny w pasie, ale lepiej, gdy jest tak, niż gdyby miał opinać. Być może po prostu ukrywa większe biodra. Nie da się też nie zauważyć, że Amerykanie wolą luźniejsze ubrania. Często stosowanym przez stylistów Clinton jest zabieg wszycia główki rękawa w marynarce nieco wyżej niż standardowo. To świetna opcja dla polityka. Dzięki temu linia ramion jest mocniejsza, a wizerunek zyskuje na stanowczości (na co dzień odradzam to większości osób, bo to jednak poszerza górą część sylwetki, ale gdybyście kandydowały na prezydenta, to zadzwońcie – uszyję coś na miarę).

Całość uzupełniają oczywiście spodnie. Hillary uwielbia spodnie i jako kandydatka na prezydenta ma rację, bo to jej łącznik z męskim światem. Do tego neutralna biała bluzka włożona pod marynarkę, delikatna biżuteria, niewidoczny makijaż i typowa dla Hillary fryzura. Wszystko tak, jak należy. Gdybym już się miała do czegoś przyczepić, to muszę zwrócić uwagę na to, że tradycyjnie ostatni guzik marynarki nosimy odpięty.

Tradycja odpiętego ostatniego guzika w marynarce wywodzi się z Wielkiej Brytanii. Ponoć król Edward VII był już spóźniony na przyjęcie, kiedy w pośpiechu się ubierał. Po prostu zapomniał zapiąć ten guzik. Zdecydowanie był Maffashion swoich czasów, bo ostatniego guzika nie zapinamy do dziś. Kobiety również. Zawsze należy o tym pamiętać, wkładając koszulę do garnituru. W przypadku zwykłej bluzki moje prywatne zdanie jest takie, że można ten guzik zapiąć, o ile rozpięty wygląda niechlujnie. Eleonora Mararo zapina. Szczególnie kiedy zapomni bluzki.

Wracając do Hillary. Nie mogę się przekonać do niskich obcasów kandydatki. Z jednej strony dobrze, że nie nosi wysokich szpilek. Z drugiej jednak mnie ten rodzaj buta kojarzy się z kaczuszką i jest trochę mało poważny, ale to może tylko moje polskie skojarzenie.

Ciekawym wyborem jest też biały (lub delikatnie kremowy) kolor. Clinton słynie z tego, że od góry do dołu nosi ten sam odcień. To sprytny zabieg, który nie rozprasza słuchacza, bo pamiętajmy, że jednak politycy czasem coś mówią. Biały/kremowy podkreśla świeżość, czystość (rozumianą jako „nie mam nic do ukrycia”) i dodaje kandydatce naprawdę dużo energii, ponieważ optycznie rozjaśnia i odmładza jej twarz. Generalnie ubranie się w całości w takim odcieniu jest niezwykle trudne i większość osób wyglądałaby mdło, jednak Hillary jasne kolory pasują to jej typu urody – tak samo jak wino pasuje do pizzy – więc nic tutaj nie mogę jej nic zarzucić. Wartość symboliczną tego koloru wyjaśniam na końcu tekstu, omawiając inny biały garnitur Clinton.

Okay, spodnie są jeszcze minimalnie za długie. Mimo wszystko w skali od 0 do 10 za ten ubiór daję mocne 9. Genialne dopasowanie kroju i kolorystyki do miejsca, osoby i momentu (Hillary tego dnia przyjmowała nominację na kandydata na prezydenta).

hilary4

źródło

Tutaj widzimy bardzo typowy dla Clinton przykład połączenia tych samych kolorów, ale zwróćcie uwagę, że marynarka została wykonana z nieco innej tkaniny (być może dzianiny, trudno ocenić po zdjęciu, ale trochę przypomina to sweter) niż spodnie. Dodatkowo rękawy marynarki są podwinięte. Hillary ma też na sobie większą niż poprzednio biżuterię. W połączeniu z klasycznym szarym odcieniem całość jest zachowawcza, ale również lekko nonszalancka jak na wiek i stanowisko Clinton. Idealny wybór na wizytę w programie telewizyjnym Jimmy’ego Fallona. Duży plus za rozpięcie marynarki podczas siedzenia! I po raz kolejny idealnie niewidoczny makijaż i właściwie ułożone włosy.

hilary5

źródło

Jeśli widzicie na tym zdjęciu Angelę Merkel, to wszystko z Waszym wzrokiem jest w porządku. To ona (Angela) przez ostatnie lata pokazywała, jak ma wyglądać kobieta na wysokim stanowisku państwowym. A zdaniem niemieckiej przywódczyni trzeba było po prostu wziąć męski strój i dodać do niego damskie kolory – i ubiór kobiety polityka jest gotowy. I chociaż teraz Theresa May stara się ze wszystkich sił podkreślić, że można być inteligentną kobietą i jednocześnie interesować się butami, to jednak jestem pewna, że uda się to dopiero jej następczyni. Zmiany nie dzieją się z dnia na dzień. Przypuszczam, że jeśli Hillary wygra wybory, to estetycznie skręci trochę w stronę swojej angielskiej koleżanki, ale na razie nie pozwala sobie na zbyt wiele – i bardzo słusznie. Mniej formalne sytuacje (wizyta w fabryce) podkreśla kostiumem w odważniejszym kolorze.

hilary6

źródło

Z estetycznego punktu widzenia jest to dramat. Z politycznego – może być. Bluzko-koszulo-żakiet, który Hillary ma na sobie, jest czymś półformalnym, dzięki czemu nadaje się na wizytę w fabryce, chociaż lepiej sprawdziłoby się tutaj coś półsportowego. Szczególnie rażą beżowe buty z czubem, które nie pasują do miejsca, do reszty stroju też tak sobie. Mimo wszystko tego rodzaju ubiór jest dla Clinton dość charakterystyczny i stanowi pewnego rodzaju uniform, jednocześnie dając wyborcom sygnał, że nie poświęciła za dużo czasu nad dopasowywaniem do siebie różnych części garderoby, ponieważ miała na głowie ważniejsze sprawy. Niestety długości spodni znów ktoś nie przypilnował.

hilary7

źródło

Nie da się ukryć, że konstruktor tych bluzko-żakietów nie jest najzdolniejszą osobą na świecie, ponieważ kroje ewidentnie wołają o pomstę do nieba. Mimo to uniformy tego typu są dla Clinton czymś, czym dla Thatcher była torebka, a dla Theresy May są buty. To niezwykle charakterystyczny element, który jednocześnie potrafi być zbroją trzymającą ciało w ryzach i czymś, co skraca dystans (m.in. dzięki wybraniu na przykład koloru różowego). Wygląda to brzydko, ale w przypadku wyborów prezydenckich wolę Hillary Clinton w tego rodzaju kostiumie (ang. pansuit) niż Magdalenę Ogórek w halce.

hilary12

źródło

Co ciekawe, naprawdę rzadko widujemy Hillary w typowym kolorze wyborów prezydenckich, czyli w granatowym. Zdecydowanie woli ona żywsze odcienie, czego przykładem może być ten komplet w odcieniu znanym jako królewski niebieski. To świetny wybór na duże wystąpienie, gdzie jedna osoba musi zarazić swoją energią cały tłum. Zauważcie też (na pewno było to ustalone), że Hillary wygląda bardziej energetycznie niż Barack Obama. To symbolizuje gotowość do przejęcia najważniejszego stanowiska w państwie. Poza tym bardzo dobrze tutaj widać jeszcze jedną rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, jeśli ubiera się polityka: podnoszenie rąk. Polityk musi być zawsze ubrany tak, żeby swobodnie i bez pokazywania brzucha mógł unieść rękę. To trochę tłumaczy te przeciwne konstrukcje ubrań Hillary.

hilary8

źródło

Pierwsza debata z Donaldem Trumpem zaowocowała kolejnym bardzo dobrym kostiumem Hillary.

 

 

 

  • Analizy wyglądu znanych ludzi to chyba moja ulubiona seria wpisów na Twoim blogu!
    Czekam na Therese May!

  • aleksandrasowinska

    Mnie się bardzo podoba ten kontrowersyjny kostium Hillary. Bardzo fajna i trafna analiza i czekamy na Theresę May, bo to też ciekawy obiekt analizy.

  • Ależ przyjemnie się to czytało! Pierwszy raz trafiłam na taki kontent i zdecydowanie będzie to i moja ulubiona seria na tym blogu.

    • Bardzo się cieszę <3

  • Madeleine

    Świetny cykl. Bardzo lubię Twoje analizy stylu kobiet-polityków. Ciekawa jestem też, co sądzisz o stylu Christine Lagarde, Nathalie Kosciusko-Morizet (kandydatce na prezydenta Francji) oraz Anne Hidalgo (obecna mer Paryża). O, i jeszcze Marine Le Pen!

  • Sandra

    To jeden z moich ulubionych cykli, choć każdego wpisu wypatruję z niecierpliwością, bo są dla mnie ogromną inspiracją! Zarówno pod względem modowym jak i podróżniczym (dzięki Ci o Moniko za wpis o Bergamo – jestem zakochana w tym miasteczku, Mediolan mnie z kolei nie urzekł). Czekam na kolejne analizy!

    • Dziękuję za miłe słowa <3

  • Zdecydowanie w jej szafie brakuje jeszcze Harvey Suit. ;)

  • Uwielbiam Twoje wpisy z tego cyklu! Jestem totalnym laikiem i wiele się dzięki temu uczę :) Tylko… pewnie dla Ciebie są to rzeczy totalnie oczywiste, ale kiedy piszesz np. o „główkach” przy garniturze, nie mam pojęcia, o co chodzi i muszę googlować sprawę. Fajnie by było, gdyby pojawiało się wtedy wytłumaczenie, #gdziecoijak :)

    • Fakt, nie pomyślałam o tym. Przepraszam :(

  • Świetna analiza. Jestem pod wrażeniem. W wolnej chwili chętnie przeczytam inne tego typu wpisy, bo domyśliłam się z kontekstu, że powstały. Pozdrawiam serdecznie.

    • Są podlinkowane na początku wpisu :)

  • A ja na Hilary w tych garniturach nie mogę patrzeć. Nie wiem czy to kwestia ich kroju czy czego, ale wygląda nich okropnie bezpłciowo i niewyraziście :). Jakby coś chciała nimi osiągnąć, a się nie udało ;).

Dlaczego damskie ubrania są często gorszej jakości niż męskie?

Październik 9, 2017

Ten temat chodzi za mną naprawdę od wielu lat. Już jako konsumentka, jeszcze przed założeniem swojej marki modowej, zauważyłam pewną prawidłowość. Powiedzmy sobie, że szłam do znanej sieciówki typu TERA lub M&M. W sklepie znajdował się dział męski oraz dział damski. Na dziale męskim można było dostać wełniane swetry i bawełniane koszule. Na damskim odpowiednikiem była akrylowa narzutka i poliestrowa bluzka. Z narzutki wystawały nitki, natomiast szwy w bluzce były krzywe.

Żeby było śmieszniej, kilka lat później, kiedy już produkowałam swoje koszule, miałam bardzo duży problem ze szwalnią, która szyła zarówno męskie, jak i damskie modele. Nie dało się ukryć, że damskie odszywali w gorszej jakości. Nawet jeśli dałam im dobrą tkaninę, to zawsze gdzieś były niedokładnie wszyte guziki albo krzywe szwy wewnętrzne. Z męskimi nie było tego problemu. W efekcie musiałam zmienić szwalnię.

Gorsza jakość

Nazwijmy rzeczy po imieniu. Damskie ubrania są bardzo często szyte z gorszych tkanin oraz z mniejszą dbałością o szczegóły niż ubrania męskie. Dlaczego?

Domyślam się, że jesteś tym faktem oburzona. Ja też. Powodem, dla którego założyłam własną markę, był fakt, że w żadnym sklepie nie mogłam dostać eleganckiej sukienki uszytej z naturalnej tkaniny. Pewnej zimy szukałam małej czarnej z naturalnego materiału, a wszędzie był tylko poliester. Naprawdę byłam w każdym sklepie w Warszawie. Ekspedientki wręcz się ze mnie śmiały. „Nigdzie pani nie znajdzie takich sukienek” – powtarzały jedna za drugą.

Musisz wziąć pod uwagę, że na tym blogu mamy pewną enklawę. Ty wymagasz jakości i wiesz, czym ta jakość jest. Ale konsumentki w całej Polsce – a raczej na całym świecie (ponieważ słynne zdjęcie z metką „wool” i aż 8% wełny w składzie zrobiłam w Barcelonie) – już niekoniecznie. I dla tych niekoniecznie wymagających, masowych klientek produkuje się masowo ubrania, które spotykamy w większości centrów handlowych.

Masowa klientka jest tu słowem kluczem, ponieważ to ona decyduje o tym, co i jak się szyje. Żadną tajemnicą biznesu nie jest bowiem to, że produkuje się to, co się sprzedaje i czego wymaga klient.

Masowa klientka

Odpowiedź na pytanie, dlaczego damskie ubrania są często gorszej jakości niż męskiej, należy więc zacząć od pytania: „Jaka jest masowa klientka?”.

Dla masowej klientki robienie zakupów to hobby, cardio i sposób na spotkanie z przyjaciółkami. Niekiedy kilka razy w tygodniu. Najpierw ogląda rzeczy online, później przymierza w  sklepie, następnie kupuje, przymierza w domu, połowę wymienia na coś innego, a tydzień później… znowu idzie do sklepu, kupuje, przymierza wymienia, kupuje, przymierza, kupuje itd. Tak spędza znaczną część wolnego czasu.

Żeby to wszystko miało sens, z tych zakupów trzeba jednak wracać z jakimiś zdobyczami. A jak wracać z czymś nowym z każdych albo prawie każdych zakupów? Trzeba kupować rzeczy tanie. A jak się produkuje rzeczy tanie? Byle jak i z byle czego. I kółko się zamyka. Moda na minimalizm ma się świetnie na Instagramie. W prawdziwym życiu nadal większość masowych konsumentek pragnie mieć bardzo dużo ubrań. To jest taka samonapędzająca się karuzela.

Nie chcę nikogo oceniać, każdy robi z pieniędzmi i czasem to, co chce. Po prostu staram się wytłumaczyć, skąd ta niska jakość. A traktowanie zakupów jako cotygodniowego zajęcia jest jednym z powodów. Żeby masowa konsumentka mogła kupować dużo, to ubrania muszą być tanie, nawet bardzo tanie. A takie mogą powstać tylko z kiepskich tkanin oraz muszą być źle zszyte.

Idąc dalej: skoro typowa konsumentka kupuje dużo, to znaczy, że nie chodzi w tych ubraniach często, bo ma ich tak wiele, że jej jedna bluzka może żyć dwa–trzy prania. To nawet lepiej. Zniszczyła się? Można znów iść na zakupy! Można? Raczej trzeba!

Bariera cenowa

W tym samym czasie masowy mężczyzna robi wszystko, żeby na te zakupy jak najczęściej nie chodzić. Woli więc raz zapłacić kilka tysięcy za dobry garnitur, niż szukać nowego co kilka miesięcy. Dla mężczyzn bardziej opłaca się produkować lepszej jakości ubrania, które będą kosztowały odpowiednio więcej, ale również dłużej posłużą.

I tu dochodzimy do kolejnego powodu niższej jakości. Otóż masowa konsumentka z trudem (albo wcale) przekracza barierę cenową. Taka klientka może wydać w jednym miesiącu pięć razy 100 zł na pięć różnych sukienek, ale nie wyda za jednym razem 500 zł. Ja wiem, że mnóstwo kobiet w internecie deklaruje, że woli oszczędzić i kupić jedną rzecz dobrej jakości niż więcej, ale słabej. Jednak deklaracje w sieci i decyzje przy kasie zakupowej to naprawdę dwie totalnie różne rzeczy. Deklaruje się to, co jest modne, a robi się to, co się chce. Zwłaszcza kiedy nikt nie widzi.

Całą tę spiralę nakręca dodatkowo fakt, że większość gwiazd, celebrytek oraz influencerek nie pokazuje się dwa razy w tym samym. Albo robią to tak rzadko, że kiedy księżnej Kate zdarzy się raz na trzy lata założyć na dwie okazję tę samą sukienkę, to zaraz pojawiają się o tym artykuły na wszystkich stronach plotkarskich. A umysł masowej klientki działa na zasadzie naśladownictwa. Nawet nie chcecie wiedzieć, ile razy usłyszałam od kobiet, że nie można pójść na dwa wesela w tym samym. Bo co rodzina powie?

Trendy

Ostatni element, na który chciałam zwrócić uwagę, to ekstremalnie szybko zmieniające się trendy w modzie damskiej. W lipcu pastele, w sierpniu paski, we wrześniu krata. Jeśli masowa klientka dąży do tego, żeby cały czas wyglądać modnie, to musi kupować mnóstwo nowych ubrań, a żeby nie zbankrutowała, to te ubrania muszą być tanie. A jak się produkuje tanie ubrania? Odpowiedź na to pytanie już  znacie.

To naprawdę jest gigantyczne błędne koło, z którego szybko się nie wyplączemy. Misją mojej marki (Monika Kamińska) jest walka z bylejakością, która nas zalewa, ale to wcale nie jest proste. Nie zmienię nagle na całym świecie podejścia kobieta do robienia zakupów. W modzie damskiej nie ma czegoś takiego jak granatowy garnitur w modzie męskiej. Pewnie myślicie, że odpowiednikiem jest mała czarna, ale to nieprawda. Granatowe garnitury mogą być dwa: jednorzędowy i dwurzędowy. Już naprawdę w porywach cztery: z wełny zimowej oraz z letniej, chociaż da się oczywiście kupić jeden z całorocznej. A jak jest z małą czarną? Może być na cienkich ramiączkach, na grubych, z krótkim rękawem, z rękawem do łokcia, z rękawem ¾, z długim rękawem, z rękawem dzwonkowatym, do połowy uda, przed kolano, do połowy kolana, za kolano, do połowy łydki, do kostki, do ziemi, ołówkowa, z ¼ koła, z ½ koła, z pełnego koła, wykończona koronką, z dekoltem V, z dekoltem U, z dekoltem w łódkę, z dekoltem na plecach… Możliwości jest tyle, że naprawdę bloga by mi nie starczyło, żeby wszystkie wymienić.

Napędzanie sprzedaży

Sieciówkom po prostu nie opłaca się produkować dla kobiet ubrań, które są dobrej jakości. Sieciówki muszą napędzać sprzedaż, więc iść w ilość, a nie w jakość. Sukienka, która nie niszczy się (!) po jednym sezonie, nie jest dobrym rozwiązaniem biznesowym. I mówię to jako osoba, która takie (czyli nieniszczące się po jednym sezonie) sukienki sprzedaje. Mam świadomość tego, że więcej zarobiłabym, gdybym drastycznie obniżyła jakość. Jeśli obserwujesz uważnie moją markę, to możesz zauważyć, że czasem przez sześć lub więcej miesięcy nie wprowadzamy żadnego nowego modelu sukienek do sprzedaży ready-to-wear. Tak jest w tym momencie. Robimy to świadomie, ponieważ nie zależy nam na szybkiej modzie. Wiosną i latem było dużo nowych sukienek, ale jesienią stawiamy na akcesoria (możesz je kupić tutaj), szyjemy garnitur dwurzędowy w kratkę księcia Walii oraz niesamowicie ciepłe płaszcze z grubej, angielskiej wełny. Ale to są ubrania, których nie trzeba wymieniać co miesiąc. Wolę zainwestować w tkaninę, konstrukcję i szwalnię niż w 72 920 byle jakich produktów. Robię to kosztem tego, że nigdy nie osiągnę takiej skali sprzedaży jak sieciówki. A musisz wiedzieć, że naprawdę  duże pieniądze w modzie robi się na ilości, a nie na jakości. Brutalna rzeczywistość biznesu.

Wyjście z sytuacji?

Cóż, mam nadzieję, że trochę rozjaśniłam temat. Generalnie najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji jest uważne czytanie metek wewnętrznych ze składem, oglądanie szwów i dotykanie jak największej ilości ubrań. W pewnym momencie wyrobisz sobie takie wyczucie, że pocić będziesz się już od samego dotykania poliestru. A jeśli przy okazji uświadomisz koleżankę, czym się różni naturalna tkanina od sztucznej, to może za kilka(-naście) lat uda nam się zmienić rynek.

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.