coffee-cup-mug-apple-large

Przewodnik kulturalny dla dresiarzy

Styczeń 6, 2016

Kiedy słupki rtęci spadają poniżej minus dziesięciu, a termometr puka do okna, żeby wpuścić go do środka, niewiele rzeczy jest w stanie wyciągnąć mnie z domu. Wyruszanie do biura o siódmej piętnaście (autobusem) nie należy do moich ulubionych sportów zimowych – choć fakt, mroźne wschody słońca należą do najpiękniejszych. Po całym dniu poza domem (po pracy na ogół napatoczą się jeszcze jakieś inne sprawy, zakupy, spotkania) wieczory najchętniej spędzam pod kocem, z kotami, górą orzechów i minimalistyczną irish coffee składającą się z podwójnego espresso i shota whisky (takie coś w rodzaju corretto – żadnej śmietany i cukru). Prawda, że czasem uda mi się zwlec do teatru albo na koncert, ale wysiłek włożony w wyjście z domu jest wówczas nadludzki, a mój ubiór na ogół bardziej ciepły niż elegancki (myślę jednak, że szczęśliwe właścicielki sukienek Moniki nie mają tego problemu).

Jestem przekonana, że dla takich ludzi jak ja powstał wspaniały wynalazek zwany streamingiem. Osobiście filmy oglądam baaardzo rzadko, a seriali wcale – na powstających jak grzyby po deszczu kanałach możecie jednak obejrzeć na żywo również mecze piłkarskie i obrady sejmowe. A dla zmarzluchów o słabszych nerwach przygotowałam zestawienie internetowych platform, transmitujących wydarzenia kulturalne z całego świata – na żywo lub na żądanie, za darmo lub też za zwykle niewysoką opłatą. Dzięki takim kanałom udało mi się na przykład „być” na Koncercie skrzypcowym Brahmsa w Filharmonii Berlińskiej, kiedy grał Guy Braunstein, a dyrygował Andris Nelsons, i jest to do dziś moje ulubione wykonanie tego utworu.

Nikomu nie mówcie, ale zdarza mi się oglądać koncerty z Pałacu Sztuk w Budapeszcie (w którym mieszkam, tylko akurat dokładnie na drugim końcu miasta) – odległość do pokonania komunikacją miejską sprawia, że głęboko zastanawiam się nad każdą wizytą w tym skądinąd reprezentującym całkiem wysoki poziom artystyczny obiekcie. Koncerty muzyki różnej, balet, teatr i opera w jednym budynku (albo pod jednym linkiem).

Koneserom muzyki – tak zwanej – poważnej polecam serwis World Concert Hall, który jest kluczem do wszystkich lub niemal wszystkich darmowych transmisji koncertów na świecie. Spora część z nich to transmisje radiowe, ale znajdziecie także coś do oglądania: kluczem dla twórców jest to, żeby za wirtualne przeniesienie się na widownię nie trzeba było płacić. Bardzo dobrą opcją jest śledzenie serwisu na Twitterze: informacje i przypominajki o wszystkich koncertach w formie tweetów to chyba najwygodniejszy sposób na znalezienie czegoś do posłuchania tu i teraz.

Bratnim duszom gustującym w sztuce operowej pewnie nie muszę przedstawiać The Opera Platform. Średnio jedna transmisja na żywo miesięcznie prosto z jednego z piętnastu partnerskich teatrów, dostępna przez kolejne sześć miesięcy – wszystko za darmo. Napisy w sześciu językach i obszerne wprowadzenia do danego dzieła służą popularyzacji gatunku wśród osób, którym nie jest on aż tak bliski. Z ciekawostek – The Opera Platform transmitowała między innymi kontrowersyjną produkcję Strasznego dworu z Opery Narodowej, nadal można ją obejrzeć i wyrobić sobie własną opinię na temat eklektycznej reżyserii Davida Pountneya.

Weteranem na rynku platform streamingowych jest Medici.tv. Oferuje dwie opcje. Możemy zarejestrować się za darmo, by mieć dostęp do transmisji na żywo (Medici oferuje ich co najmniej sto rocznie!). Możemy też wybrać jedną z (dość słono) płatnych subskrypcji, obejmujących – lub nie, zależnie od pakietu – wyłączenie reklam, dostęp na smartfonie i tablecie, aplikacje mobilne, programy w HD i zaproszenia na „okres próbny” dla rodziny i znajomych. Oba pakiety są dostępne za darmo przez pierwsze siedem dni, podczas których mamy nielimitowany dostęp do 1500 oryginalnych produkcji.

→ Digital Theatre, jak nietrudno się domyślić, jest platformą specjalizującą się w filmowaniu i transmisji teatru, w tym przypadku brytyjskiego. Streamingu na żywo wprawdzie tu nie znajdziecie, ale już za dwa funty brytyjskie przenieść się można na przykład do Globe na którąś ze sztuk Szekspira albo obejrzeć jedną z interesujących inscenizacji operowych z Glyndebourne (pisałam o nich w letnim przeglądzie kulturalnym). Interesujący jest system płatności – ten sam spektakl można obejrzeć w formie streamingu, a także ściągnąć na dysk w standardowej lub wysokiej jakości. Przykładowe ceny to odpowiednio 4, 9 i 11 funtów za obsypany nagrodami Dom lalki z Young Vic Theatre z Londynu.

→ Tak, tak – powiecie – ale przecież jest YouTube. I wiecie co? Macie rację. Poza filmikami z kotami zwisającymi z choinki, instrukcjami malowania ust lub wiązania krawata (pozdrawiam chłopaka mojej koleżanki, któremu i to nie pomogło w opanowaniu tej wyrafinowanej sztuki) czy też najnowszymi teledyskami Adele, możecie znaleźć tam na przykład kompletne klasy mistrzowskie Marii Callas, Peleasa i Melizandę z Welsh National Opera w symbolistycznej reżyserii Petera Steina, niemal całą dyskografię Carlosa Kleibera, genialne filmy przyrodnicze i historyczne, niezliczoną ilość spektakli Teatru Telewizji i jego zagranicznych odpowiedników… Oczywiście, niekoniecznie w audiofilskiej jakości, ale za darmo i w ilości, która wystarczy na co najmniej kilkaset długich zim. W swojej – muzycznej – branży jestem „nekrofilem” – rzadko słucham nagrań współczesnych, ponieważ na ogół (z nielicznymi wyjątkami) nie jestem w stanie wytrwać do końca utworu. Zarejestrowanego w pierwszej połowie lat trzydziestych kompletnego nagrania sonat fortepianowych Beethovena w wykonaniu Artura Schnabla nie tylko wysłuchałam do końca (niecałe dziesięć godzin), ale leciało bez przerwy przez kilka dni – odkryłam je właśnie na YouTube. Z mojej bajki polecić mogę też kanały Addiobelpassato czy Coloraturafan oraz… wyszukiwarkę. Wiedzieliście na przykład, że możecie posłuchać kilku utworów Debussy’ego w wykonaniu kompozytora?

YouTubowa archeologia czy spektakl na żywo – wybór jest Wasz. Ubierzcie się ładnie (czytaj: w gruby dres), zasiądźcie w loży VIP (tak, łóżko też dobre) i dajcie znak, by kurtyna poszła w górę. Wygodnie, ciepło, można jeść i pić w trakcie spektaklu, wpuszczają też zwierzęta (proszę się nie śmiać, mój kot Nureyev to koneser muzyki Verdiego). Czy platformy streamingowe mogą zupełnie zastąpić przeżycie  dwóch czy trzech godzin na niewygodnym krzesełku (lub podłodze, buziaczki dla wejściówkowiczów) w chmurach scenicznego kurzu, z kolejką do szatni, toalety i bufetu, w teatrze, do którego trzeba dojść (lub dojechać), i jeszcze najlepiej nie wyglądać jak stały mieszkaniec Dworca Zachodniego? Temat pozostawiam do dyskusji. Ja właśnie wydrukowałam bilety do opery na dwa przedstawienia w tym tygodniu…


autor: Ariel Woy