Denim Dress, czyli sukienka, której nie zechcesz z siebie zdjąć!

Lipiec 9, 2018

Ta sukienka przeszła tyle prototypów, że – prawdę mówiąc – myślałam, że nigdy nie powstanie. Razem z konstruktorką przez prawie rok zmieniałyśmy w Denim Dresss wszystko, co możliwe: długość całkowitą, szerokość rękawów, głębokość dekoltów, miejsca zapięcia, zakładki, wysokość pasa, tkaninę. Wszystkie dotychczasowe wersje były poprawne, ale jakoś nie czułam, że to jest to. Szukałam ideału jak szalona.

Czy warto pracować nad czymś tak długo? Oczywiście! Kiedy nareszcie doprowadziłam projekt do końca i zdecydowałam się na odszycie całej rozmiarówki, to sukienki zniknęły nam ze sklepu w kilka dni i od razu trzeba było zamawiać tkaninę na nowe (dobrze, że jeszcze była, bo nie zawsze się to udaje). Z wrażenia tak się rozpędziłam z kupowaniem bawełny, że obecnie Denim Dress jest dostępna w dwóch odcieniach: dark denim oraz washed denim. Czasem nawet ja nie umiem się ograniczyć na zakupach.

Zależało mi na stworzeniu sukienki, która będzie odsłaniać trochę więcej niż poprzednie modele dostępne w mojej marce. Stąd wybór kroju kopertowego – bo kiedy w nim stoisz, wygląda zwyczajnie, ale gdy zaczynasz się ruszać, to żyje razem z tobą i czasem odsłoni na chwilę nogę… Tylko po to, żeby zaraz wszystko z powrotem zakryć. Sukienka jest odcięta w pasie, lecz nie jest to zwykłe odcięcie. Nad nim oraz pod nim zostały dodane zakładki, które wspaniale modelują sylwetkę i tuszują jej ewentualne niedoskonałości. Koperta zapinana jest na dwa zatrzaski i można nosić ją z paskiem lub bez. Ja wybieram wersję z paskiem, ponieważ dzięki temu mam zgrabniejszą talię.

Zrezygnowałam z wełny na rzecz bawełny, którą można uprać w pralce – oraz dlatego, że od tej konkretnej tkaniny nie można oderwać ani wzroku, ani rąk, za to na pewno można oderwać od niej żelazko. Materiał, który wybrałam na Denim Dress, ma strukturę gniecionej bawełny, dzięki czemu nie trzeba go prasować (wystarczy po praniu powiesić na wieszaku) oraz nie gniecie się podczas noszenia.

Przyznaję, że ja sama nie mogę tej sukienki z siebie zdjąć. Moje otoczenie pewnie sądzi, że nie mam w tym roku nic innego w szafie. Na szczęście nie jestem celebrytką i mogę nosić non stop to samo (czyli to, co lubię). Początkowo na pierwsze urodziny butiku planowałam ubrać się w Ice Cream Dress, ale nie zdążyliśmy ich uszyć. Byłam trochę rozczarowana, bo wydawało mi się, że to jest sukienka na taką okazję. Kiedy jednak włożyłam Denim Dress i dobrałam do niej wysokie czółenka nude, to wiedziałam, że w tym roku będzie mi bardzo trudno zdecydować się na to, która sukienka zostanie moją naj. Na szczęście mogę mieć dwie. Ty też ;)

 

sukienka – Denim Dress / Monika Kamińska

jasna wersja sukienki – Washed Denim Dress / Monika Kamińska

buty – The One / Monika Kamińska

Jeśli interesują Was rozmiary, które się obecnie wyprzedały to zapiszcie się na listę oczekujących!

 

Sukienki oraz buty są również dostępne w butiku prazy Niecałej 7 w Warszawie

pon. – pt.: 11.00 – 19.00

sob.: 11.00 -15.00

 

Zdjęcia podczas pierwszych urodzin butiku zrobiła mi cudowna Agnieszka Kumda (sesja trwała niecałe 5 minut), fryzura to oczywiście dzieło Aleksandra Siczka (czesanie trwało 7 minut), a makijaż (w 30 minut) wyczarowała Ania Szymala. Uwielbiam takie spontany! Dziękuję!

 

 

 

 

  • Justyna Aneta Rutkowska

    Ten granat jest strzałem w dziesiątkę – wspaniale podkreśla blond włosy i jasną karnację ;-)
    Justyna z Sukienkiinietylko

  • Krystyna

    Właśnie takich sukienek brakuje na rynku. To sukienka, która pasuje na każdą figurę w dowolnym rozmiarze i wieku. Brawo Moniko. Pozdrawiam serdecznie.

  • Pięknie wyglądasz! Do twarzy Ci w tym makijażu i fryzurze. :)

  • Wyglądasz przepięknie! :) Pozdrawiam!

  • Jedno przyznam szczerze! Wyglądasz obłędnie! :)

  • Wow, świetna sukienka! I te szpilki <3

Nie muszę czuć się seksownie w ubraniu

Sierpień 28, 2018

Znam wszystkie sztuczki dotyczące tego, jak optycznie wyszczuplić figurę. Dzięki szyciu ubrań na miarę dla moich klientek wiem, gdzie powinny być zaszewki, jakie ustalić długości i który krój dobrać do figury. Rozumiem, że kiedy kobieta zamawia sobie sukienkę, to chce wyglądać w niej jak najlepiej. Moją rolą jest jej w tym pomóc. Paradoksalnie nie zawsze stosuję te wszystkie zasady na sobie.

Ukryta talia

Im dłużej zajmuję się modą, tym więcej eksperymentuję. Wybieranie dla siebie różnych ubrań i krojów zaprowadziło mnie w miejsce, którego sama się po sobie nie spodziewałam. Otóż pewnego dnia okazało się, że nie mam wewnętrznej potrzeby za każdym razem czuć się w swoim ubraniu seksownie. Nie przeszkadza mi, że ubiorę się w coś, co mnie całkiem zasłoni lub (to dopiero dramat dla internautów) ukryje mi talię.

Najważniejsze jest to, że kiedy chcę, to mogę ubrać się seksownie. Ale kiedy nie chcę – to nie muszę. Mam wybór.

Mnie chyba peszą męskie spojrzenia. Ostatnio wyszłam z domu w ekstremalnie krótkiej spódniczce. Była 10 rano. Właśnie tego dnia „natchnęło” mnie, żeby iść do pracy w mojej najkrótszej, uszytej dawno temu na miarę, mini. Nie pytaj. Już ustaliłyśmy, że nie traktuję mody zbyt dosłownie. W każdym razie była 10 rano, a ja czekałam przed domem na taksówkę. Spojrzenie, jakim obdarzył mnie wchodzący do budynku obok mężczyzna, mogło mi gwarantować wieczorną randkę. Na szczęście schowałam się za telefonem („Ja cię nie widzę, ty mnie nie widzisz”). Przez chwilę rozważałam powrót do domu i włożenie czegoś dłuższego, ale nie było czasu.

Seksapil

Przypominam sobie czasy, kiedy na studiach potrafiłam na środku klubu pełnego półnagich kobiet poderwać mężczyznę – tylko tym, że z wyraźnym zaangażowaniem opowiadałam mu o tym, czego ostatnio dowiedziałam się na wykładzie. Z pasją mówiłam o czymś, co mnie fascynowało. To dopiero był seksapil.

Tytuł jest dość przewrotny, ponieważ tak naprawdę czuję się seksownie. Nawet w domu w dresie. Jedyny kompleks (przy czym „kompleks” to i tak za duże słowo), jaki mam, to 3–5 kg za dużo węglowodanowego brzucha. Zanim zaczniesz się oburzać, dodam tylko, że to informacja potwierdzona przez dietetyka, a to, co teraz oglądasz na zdjęciach i Insta Stories z biegania, to wersja prawie idealna. Wiem, że tego nie widać prawie nigdy, ponieważ – tak jak napisałam na początku – znam wszystkie sztuczki dotyczące tego, w jaki sposób ubraniem poprawić figurę. Tak samo wiem, jak ustawić się do zdjęcia, żeby ten brzuch ukryć. To w sumie nic trudnego; są osoby, które z powodzeniem ukrywały półroczną ciążę. Kiedy więc pozuję do zdjęcia, oczywiste dla mnie jest, że robię je tak, byś myślała, że tego brzucha nie ma.

Natomiast jeśli chodzi o całą resztę… Wiem, że mam fajne ciało, ale zupełnie nie czuję potrzeby ogłaszania tego całemu światu za pomocą ubrania. Ja chcę się czuć dobrze ze sobą. Okay, walczę ze swoim brzuchem – ale gdy wygram, to paradoksalnie wcale nie wybiorę czegoś obcisłego. Ważniejszy jest dla mnie mój komfort psychiczny, który dzięki temu osiągnęłam. A co z nim zrobię oraz kiedy ubiorę się w mini, a kiedy w za duży sweter, to już tylko mój wybór.

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.