Wakacyjny przewodnik kulturalny po wybranych miastach Europy

Lipiec 19, 2015

Wakacje to czas, w którym możemy odpocząć nie tylko fizycznie (czyli po prostu leżąc na plaży – nie neguję, sama to będę praktykować, należy mi się w tym roku), ale również psychicznie. W ramach tego drugiego rodzaju odpoczynku polecam obcowanie z kulturą. Jeśli zostajecie w Polsce, to bez problemu możecie skorzystać na przykład z coraz szerszej oferty teatrów, które są czynne w lipcu i w sierpniu.

Natomiast jeśli wybieracie się za granicę, to właśnie dla Was moja czytelniczka Ariel Woy przygotowała wakacyjny przewodnik kulturalny po wybranych miastach Europy.

Oddaję głos Ariel  i życzę Wam cudownych wakacji!

Wakacyjny przewodnik kulturalny po wybranych miastach Europy

Na odwiedzenie jedynie muzeów uwzględnionych tutaj, czyli wszystkich osiemnastu tysięcy siedemset dziewięćdziesięciu ośmiu europejskich obiektów, licząc codziennie jedno, potrzebowalibyście ponad pół wieku – i wcale nie tak koszmarnych ilości pieniędzy. Wiecie na przykład, że do Museo del Prado w Madrycie na wystawy stałe można codziennie na dwie godziny (w tygodniu od osiemnastej, w niedzielę od siedemnastej) wejść całkiem i zupełnie za darmo? Obejście całego Prado w tym czasie polecam jedynie sprinterom o tendencjach samobójczych, ale z Infantką Velázqueza i Mają Goi zdążycie się zaznajomić – a warto. Moje ostrożne szacunki mówią o kilkunastu tysiącach festiwali muzycznych i teatralnych każdego roku. Nawet ci z Was, którzy są zwolennikami leżenia plackiem w towarzystwie dowolnego czytadła, okularów przeciwsłonecznych oraz zimnego napoju z dowolną zawartością bąbelków i procentów, z dużym prawdopodobieństwem leżą lub leżeć będą w miejscu, w którym można coś zobaczyć, usłyszeć, przeżyć. Nieważne czy dopiero planujecie weekendowy wypad do którejś z europejskich stolic, czy też szukacie planu B na niepogodę – ta notka jest dla Was. Kluczem była europejska kultura: szeroko pojęta, choć oczywiście lista jest jak najbardziej subiektywna i w żadnym wypadku nie zamknięta. Krem z filtrem i chęć poszerzenia horyzontów przygotowana? Startujemy z wakacyjnym kulturalnym tournée po Europie.

Najpogodniejsza współczesność

  1. Biennale

Wenecja, 9 maja – 22 listopada

Nikomu chyba nie trzeba udowadniać, że Serenissima – najpogodniejsza, jak od wieków czule nazywają ją Włosi – to raj na Ziemi. Gdybyście kogoś takiego jednak spotkali, to zabierzcie go na Biennale. W jednym z najpiękniejszych włoskich miast co dwa lata od 1895 roku odbywa się fenomenalna wystawa sztuki współczesnej – sukcesywnie poszerzająca swoje horyzonty od architektury, muzyki po teatr, taniec i film (tak, tam właśnie rozdają Złote Lwy). W tym roku program jest bardzo bogaty. Festiwal – bo trudno nazwać to gigantyczne przedsięwzięcie jedynie wystawą – trwa od maja do listopada, strona internetowa jest aktualna i przyjazna w obsłudze, a całość odbywa się pod hasłem All The World’s Futures. Co znamienne, głównym kuratorem jest dyrektor Haus der Kunst w Monachium, Nigeryjczyk wykształcony w Stanach, Okwui Enwezor. A kiedy wszystkie przyszłości świata Was przerosną, wystarczy spojrzeć na najpogodniejszą od wieków panoramę z wieży San Giorgio Maggiore.

Sztuka kontrastu

Impressionism – Expressionism. Art at a Turning Point

Berlin, 22 maja – 20 września

Ogrom Biennale brzmi zbyt przytłaczająco, Wenecja jest daleko, śmierdzi, gorąco, turyści, nie lubicie latać i w ogóle ble? Berlin ma zupełnie inne podejście do letniej ekspozycji sztuki. Dwa bardzo wyraziste, jednocześnie kontrastujące ze sobą i niemogące bez siebie istnieć style: impresjonizm i ekspresjonizm po raz pierwszy, zdaniem organizatorów, zostały w zamierzony sposób zderzone na jednej wystawie. Ponad 160 dzieł rozmieszczonych według całkiem ciekawego klucza na całym piętrze Starej Galerii Narodowej, porcja strawna akurat na jedno wejście. I dojedziecie tam z Polski pociągiem albo autobusem.

Opera wypełza spod żyrandola

Chorégies d’Orange

Orange, 7 lipca – 4 sierpnia

Glyndebourne Festival

Glyndebourne, 21 maja – 30 sierpnia

Taormina Opera Festival

Taormina i Siracusa, 4 lipca – 12 września

Jestem pasjonatką opery, w sezonie oglądam kilkadziesiąt spektakli (koncertów nie liczę). Całe wakacje tęsknię za niesamowitą atmosferą kulis Teatru Erkela i zabytkowym głównym gmachem węgierskiej Opery przy alei Andrássy z jego równie zabytkowym panem bileterem. Gdzie wybrałabym się najchętniej tego lata? Leżące w sercu Prowansji Orange i sycylijska Taormina organizują swoje flagowe festiwale operowe w rzymskich amfiteatrach, spektakle w Glyndebourne zaś od 1994 r. odbywają się w nowym, dużym gmachu wybudowanym specjalnie na potrzeby imprezy. Słońce, luz, wakacje i Va, pensiero? A czemu nie? Podczas festiwali często grane są dzieła kompletnie zapomniane obok odwiecznych przebojów: Anglicy dla przykładu w tym roku odkopali nieistniejącego w repertuarach Poliuto Donizettiego, Francuzi zaś postawili na nieśmiertelną Carmen. Do tego pola lawendowe, opcjonalnie sycylijskie cannolo i Morze Śródziemne – a dla miłośników mniej południowych temperatur idylliczna angielska wieś w hrabstwie Sussex.

Aura wydaje się łaskawa – ciepła i wilgotna…*

The Cambridge Shakespeare Festival

Cambridge, 13 lipca – 29 sierpnia

Festiwal Szekspirowski

Gdańsk, 31 lipca – 9 sierpnia

Teatr tak, ale otyłe babsko w hełmie wikinga wydające z gardzieli kaskadę ultradźwięków – już niekoniecznie? Nie będę Wam udowadniać, jak bardzo się mylicie, i przeprowadzać krucjaty w obronie mojej ulubionej dziedziny sztuki, przynajmniej w tej notce. Mam lepszy pomysł. Wychodząc z założenia, że wyrafinowanych obelg, znaczy się Szekspira, nigdy za wiele, proponuję jedną z dwóch sporych i ciekawych imprez, zależnie od indywidualnych upodobań i możliwości: w Cambridge (sir William w oryginale, nieudziwnione inscenizacje na świetnym poziomie i piękna starówka) lub w Gdańsku (Bałtyk, Trójmiasto, mewy, gofry, sandały, skarpety… ups, miało być kulturalnie, rozpędziłam się). Wybór pozostawiam Wam: oryginalne monologi Pani Quickly z brytyjskim akcentem z jednej strony a połączenie światowego teatru i polskiego morza z drugiej.

*Burza, II, 1, 38 w przekładzie Piotra Kamińskiego

A gdy całkiem przypadkiem zapakowałaś buty do biegania…

Le marathon du Médoc

Pauilliac, 12 września

Istrian Wine Run

Momjan, 6 września

…okej, maratonu nie biega się całkiem przypadkiem. Ale jeśli należycie do grona zapalonych biegaczek i biegaczy długodystansowych, mam dla Was coś przyjemnego z przyjemnym: maraton przez winnice Francji lub Chorwacji. Połączenie sportu z regionalną kulturą oraz eno-gastronomią. Bardzo mile widziane są przebrania i liczy się głównie zabawa – na co dowodem niech będzie fakt, że nagrodą główną w Istrian Wine Run jest wino, a konkretnie tyle wina, ile waży zwycięzca. Już od pierwszych kilometrów startujący w obu biegach rozpieszczani są darami okolicznych pól i winnic, nie na darmo podtytułem francuskiej imprezy jest „najdłuższy maraton świata”: na jego trasie zameldowanych jest  bowiem ze swoimi produktami pięćdziesięciu dziewięciu lokalnych winiarzy… ;-)

Wyspa i kociołek

Sziget Fesztivál

Budapeszt, 10 – 17 sierpnia

Ördögkatlan Fesztivál

Nagyharsány, Kisharsány, Palkonya i Beremend 4 – 8 sierpnia

Nie byłabym sobą, gdybym na koniec nie zaprosiła Was na moje podwórko, czyli na Węgry. Podczas gdy miłościwie nam panujący premier stawia płot na serbskiej granicy i przysyła anonimowe ankiety w sprawie „rozwiązania kwestii imigrantów”, co jedynie bardzo wąskie kręgi traktują poważnie, Węgrzy organizują fantastyczne wydarzenia kulturalne, które warto poznać z bliska. Proponuję Wam dwa.

W kategorii „najgłośniej” wygrywa komercyjny stołeczny Sziget Fesztivál, czyli olbrzymi festiwal muzyczny. Wszystkie możliwe gatunki, narodowości i kolory zamieniają wyspę na Dunaju (sziget to po węgiersku właśnie wyspa) w kocioł nadający miastu rytm przez kilka sierpniowych dni. Tegoroczni goście to między innymi Robbie Williams, Kings of Leon czy Florence and the Machine.

Moim typem w dziedzinie „najciekawiej” jest dosłowny czarci kocioł (węg. ördögkatlan), czyli ósmy już Ördögkatlan Fesztivál: odbywająca się w wyjątkowo malowniczej scenerii winiarskiego regionu Villány impreza to kompletnie przeciwny biegun wobec Sziget. Założeniem organizatorów jest podkreślenie różnorodności i bogactwa kultury – węgierskiej, europejskiej, światowej. Pod rogatym szyldem i oficjalnym hasłem „Nie jesteśmy normalni” uprawiamy jogę o świcie wśród winnych krzewów, biegniemy oddać krew w wydzielonym w szkole pomieszczeniu, sączymy przepyszne lokalne wino, którym częstują mieszkańcy na progach swoich piwniczek, uczestniczymy w spektaklach znanych stołecznych i malutkich lokalnych teatrów, projekcjach, warsztatach, wystawach i koncertach muzyki wszelakiej (od popularnych alternatywnych zespołów rockowych, takich jak Wombo czy Quimby, po IX Symfonię Beethovena na łące, pod gwiazdami, dla pięciu tysięcy słuchaczy rozłożonych na trawie). Pięć dni pełnych barw i dźwięków, program pęka w szwach… a drugie tyle dzieje się spontanicznie gdzieś na środku wiejskiej drogi. W ubiegłym roku festiwal odwiedziło ponad czterdzieści tysięcy widzów z każdej kategorii wiekowej i liczba ta ciągle rośnie.

Ja wybieram Ördögkatlan, choć najchętniej byłabym wszędzie. A Wy?


OGŁOSZENIA

 Pilnie poszukuję do drobnych zleceń na bloga (pomysłowe kolaże itp.). Osoby zainteresowane proszę o przesłanie próbek swoich prac oraz oczekiwanego wynagrodzenia na adres: kontakt@blackdresses.pl

 

 

 

Bez kompromisów – wełniane płaszcze oraz wełniane swetry

Listopad 17, 2017

Na studiach zawsze kupowałam płaszcz na dwie raty. To znaczy najpierw płaszcz, a później sweter pod płaszcz. Nie było innego wyjścia, bo zawsze było mi ekstremalnie zimno. Denerwowało mnie to niesamowicie, ponieważ zwykle musiałam nakładać na siebie podkoszulkę, sukienkę, sweter, płaszcz, a czasem nawet dwa szaliki (!): jeden pod płaszcz, a drugi na niego. Bardzo często nawet to nie pomagało, więc cały czas się trzęsłam, chociaż starałam się wybierać naprawdę grube materiały. Nie wiedziałam wtedy, że to nie o grubość chodzi i że bez względu na to, jak podobna stanę się do ludzika Michelin – nadal będzie mi zimno.

Dziś mam na sobie golf, dyplomatkę, elegancki szalik oraz czapkę i jest w sam raz. Wyglądam elegancko, zimowe ubranie jest spójne z tym, co lubię, a przede wszystkim w końcu jest mi ciepło. Dlaczego? Otóż wełniane ubrania nie muszą być grube, żeby grzały. To cud naturalnych tkanin. Dlatego zimową kolekcję do Monika Kamińska przygotowaliśmy całkowicie bez kompromisów. Jej głównym elementem są wełniane płaszcze o kroju dyplomatki, które podbiły serca klientek. Po pierwszym weekendzie sprzedaży nie mieliśmy już połowy. Kiedy piszę ten wpis, została nam jedna sztuka szarego płaszcza w rozmiarze XXS oraz kilka czerwonych i camelowych.

Płaszcze potraktowałam ekstremalnie poważnie. Tutaj naprawdę nie ma mowy o oszczędzaniu na tkaninie, kombinowaniu ze składem lub szukaniu tańszych zamienników. Zima to zima, tego się nie oszuka. Dlatego dyplomatki uszyliśmy w 100% z wełny pochodzącej od mającej 180-letnią historię brytyjskiej tkalni Abraham Moon & Sons (gramatura wełny to 555 g/mb). Brytyjczycy są mistrzami w produkcji naprawdę ciepłych tkanin, więc można im zaufać. Płaszcze mają minimalistyczny krój: klapy otwarte, najmodniejsze w tym sezonie kieszenie z patkami oraz charakterystyczny dla mojej marki detal, tj. kieszonkę piersiową. Wykończone zostały podszewką z cupro oraz guzikami rogowymi.

Kolejny ważny element to wełniane golfy damskie. Tutaj, jeśli chodzi o wybór wełny, przenieśliśmy się do Włoch i postawiliśmy na całkowicie niegryzącą (poważnie!) wełnianą dzianinę w trzech klasycznych kolorach: czarnym (nawet nie wiem, czy w momencie publikowania tego wpisu będzie dostępny, bo znika szybciej, niż ja jem pizzę), szarym i kremowym, który tak naprawdę jest zbliżony do odcienia kości słoniowej i jest moim zdecydowanym zimowym faworytem. Golfy zostały wykończone ściągaczami, dzięki czemu nie będą się wydłużać. Poza tym dzianina, z których zostały wyprodukowane, jest odporna na brud i przykre zapachy, więc nie wymaga częstego prania.

Chciałam napisać, że całość kolekcji uzupełnia garnitur oraz spódnica w kratkę księcia Walii, ale tempo sprzedaży tych produktów było tak szybkie, że nawet nie mam swojej marynarki, żeby zrobić zdjęcia, ponieważ została sprzedana w butiku. N I E S A M O W I T E. Kupiliśmy od razu kolejną belkę tkaniny, ale mamy tyle rezerwacji na szycie na zamówienie, że do sklepu online trafią dosłownie pojedyncze sztuki za około miesiąc.

Duża rotacja spotyka też akcesoria. Udało nam się uzupełnić wełniane czapki o wszystkie brakujące sztuki – z tym, że część z nich zmieniła odcienie, ponieważ skończyła się dzianina z pierwotnych modeli. Ale w ten sposób najbardziej popularny model w tym roku, czyli szara smerfetka, zyskał moim zdaniem jeszcze piękniejszy odcień szarego melanżu.

Czapki oczywiście uzupełniają wełniane szaliki oraz skórzane rękawiczki. Te pierwsze są najlepszym przykładem na to, że wełniany szalik nie musi mieć 753 m długości i 672 m szerokości, żeby ogrzewać. Szaliki uszyte są z wełny merynosa, a dzięki temu mogą być jednocześnie lekkie w noszeniu oraz dawać dużo ciepełka. Rękawiczki natomiast są uszyte z bardzo miękkiej skóry, która nie tylko grzeje, lecz także pięknie się układa. Mój faworyt to rękawiczki samochodowe, które tak naprawdę są najbardziej stylowymi rękawiczkami, jakie w życiu miałam. Ogromnie się cieszę, że mamy je w swojej ofercie.

O ciepełku można pisać wiele, ale myślę, że najwięcej powie fakt, że sesja zdjęciowa, którą niżej możecie oglądać, trwała cztery godziny, a ja naprawdę nie zmarzłam. Magia wełny!

Z dumą mogą napisać: total look ze wszystkich zdjęć – MONIKA KAMIŃSKA

Zdjęcia – Maciej Cioch

A na koniec zamszowa spódnica – mój totalny hit, jeśli chodzi o zimowy look. W połączeniu z czarnym golfem i camelowym płaszczem tworzy zestaw, którego naprawdę nie mogę z siebie zdjąć.

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Szara wełniana czapka smerfetka @monikakaminska_official #ootd #wool #greywool #winterootd #streetstyle #minimalstreetstyle  Nature is pleased with simplicity #valencia #valenciatrip #vscotravel
  @sam_edelman shoes Są tak ładne, że aż szkoda je zakładać  @shopbop #samedelman #shopbop #newshoes #shoesaddict  It's time to start great weekend in Valencia 🦄 #valencia #valenciatrip #lamanerabalencia #neons #vscotravel
 #monstera  #rondo1 #rondoonz1  Mój ulubiony jesienny look ❤❤❤ całość oczywiście dostępna w kolekcji ready-to-wear @monikakaminska_official w sklepie internetowym oraz w butiku. #ootd #minimalstreetstyle #miniskirt
 Sunday  #sundaymood #valenciatrip #sky #vscotravel  Spójność do klucz do udanego biznesu. Dlatego planery @paniswojegoczasu pasują mi do puf w butiku  #planerpelenczasu #paniswojegoczasu
 sun  #valencia #valenciatrip #vscotravel  Nie zdejmę tych golfów do maja ☄☄☄ Już są w sklepie online @monikakaminska_official #turtleneck #offwhite #cozyautumn #ootd