Margaret Thatcher – wizerunek Żelaznej Damy

Sierpień 8, 2016

Żelazna Dama jest punktem odniesienia dla wszystkich kobiet stojących na czele państw. Jej nazwisko pojawia się również w każdym tekście dotyczącym ubioru kobiet na wysokich stanowiskach. Wspominałam Wam już o niej w notce Power dressing – siła kobiecego ubioru. Dzisiaj chciałabym skupić się na jej osobie jeszcze bardziej. Zastanówmy się, jakim zmianom podlegał jej wizerunek i w jakim kontekście funkcjonował.

Kiedy kilka tygodni temu zaczynałam pisać ten tekst, Margaret Thatcher była jedyną kobietą sprawującą urząd premiera Zjednoczonego Królestwa. Kiedy go kończę, już wiem, że niedługo będę chciała zająć się analizą wizerunku i butów Theresy May.

Na razie jednak skupmy się na Thatcher. Ona była pierwsza. Niewątpliwie mnóstwo spraw związanych z jej wizerunkiem – jako de facto najważniejszej osoby w państwie – należało wymyślić od nowa. Rola minister czy szefowej rządu wymaga nieco innych rozwiązań, jeśli chodzi o strój czy fryzurę, niż te stosowane przez królową Elżbietę II bądź przez żony prezydentów z innych krajów Zachodu. Również dress code biznesowy – zwłaszcza ten z lat 70. – nie pod każdym względem byłby odpowiedni.

Margaret_Thatcher

Oficjalny portret

Zresztą diabeł tkwi w szczegółach. Thatcher bazowała na ubiorze biznesowym, ale wprowadzała do niego szereg kontrowersyjnych detali. Dlaczego to wszystko jest tak ważne?

To, że prezencja polityków – dowolnej płci – ma znaczenie, wszyscy chyba wiemy. Ale sytuacja Thatcher była szczególna. Lata 70. to jeszcze czas zdecydowanej dominacji mężczyzn w polityce. Wielu wyborców brytyjskich było zwolennikami bardzo tradycyjnego podziału ról płciowych. No i przede wszystkim Thatcher musiała zyskać zaufanie wewnątrz Partii Konserwatywnej.

To istniejące od 1834 roku ugrupowanie, którego korzenie sięgają XVII-wiecznych torysów (zwolenników silnej władzy królewskiej, reprezentujących interesy ziemiaństwa), także w latach 70. XX wieku miało w swoich szeregach wielu sirów i lordów. Części z nich bardzo nie w smak było, aby liderem partii została kobieta. Ale świat się zmienia i rewolucja obyczajowa, która na Zachodzie miała miejsce w latach 60., sprawiła, że wizerunek torysów wymagał odświeżenia. Szczególnie po przegranych wyborach parlamentarnych w 1974 roku.

Rok później odbyły się wybory na lidera Partii Konserwatywnej. Edward Heath, który w poprzedniej kadencji stał na czele torysowskiego gabinetu, przegrał je z młodszą o dekadę Thatcher. Nie zdobyła ona w partii bardzo mocnej pozycji i być może dlatego zyskała poparcie działaczy, zmęczonych ugruntowanym przez lata układem sił. Thatcher miała mnóstwo energii i spore doświadczenie; zasiadała w Izbie Gmin już od 1959 roku, a w rządzie Heatha sprawowała funkcję minister edukacji. Jednocześnie jej wizerunek dawał szansę na zmianę. Ale skąd się wzięła w polityce?

Z Lincolnshire do Westminster

Margaret Hilda Roberts urodziła się w 1925 roku w niewielkim mieście Grantham, w hrabstwie Lincolnshire, w środkowo-wschodniej Anglii. Ten prowincjonalny region jest bastionem konserwatystów, ale, co ciekawe, ojciec Margaret sympatyzował z Partią Liberalną. Alfred Roberts prowadził dwa sklepy spożywcze, był pastorem kościoła metodystów, jako niezależny polityk działał na rzecz Grantham. Jego córka Margaret wiele razy podkreślała, że została wychowana w przekonaniu o niezbędności rzetelnej, systematycznej pracy.

Margaret_Thatcher_headshot

1979 r.

Przyszła premier miała bardzo dobre wyniki na wszystkich etapach edukacji. W 1947 roku ukończyła studia chemiczne na Uniwersytecie Oksfordzkim. Podczas pobytu na uczelni zainteresowała się klasycznym liberalizmem gospodarczym. Inspirowały ją poglądy Friedricha Hayeka, który w swoich rozprawach przekonywał, że interwencjonizm państwowy, próby centralnego sterowania gospodarką po prostu ją psują, bo to pojedynczy przedsiębiorca i pojedynczy konsument wiedzą najlepiej, co naprawdę im się opłaca.

Po studiach Margaret pracowała w zawodzie, między innymi w laboratoriach chemicznych. To jednak jej nie wystarczało. Wkrótce wstąpiła do Partii Konserwatywnej – ze względu na gospodarczy liberalizm (choć poglądy obyczajowe miała mniej zachowawcze niż te, które wśród torysów dominowały). W 1951 roku wyszła za zamożnego biznesmena Denisa Thatchera. Starszy od niej o 10 lat mąż miał znaczny wpływ na początek kariery przyszłej premier. Współfinansował jej kampanie wyborcze, a także zapewnił Margaret studia adwokackie, które od dawna ją interesowały. Specjalizacja w zakresie prawa podatkowego uczyniła z niej twardą rozmówczynię dziennikarzy i politycznych konkurentów. Wielu ekspertów krytykowało jej podejście do spraw gospodarczych, ale nie można było jej zarzucić braku orientacji.

Margaret_Thatcher_(1983)

1983 r.

A to właśnie sprawy gospodarcze stały się w latach 70. zmorą Brytyjczyków. Thatcher, już jako liderka opozycji, przekonywała, że potrafi rozwiązać problemy, przed jakimi stawało ubożejące społeczeństwo.

Co ciekawe, za czasów bycia w opozycji Margaret nie przywiązywała uwagi do wyglądu. Rzekomo nawet kiedyś powiedziała, że podoba jej się zaniedbany wizerunek. (O ile tak można nazwać noszenie delikatnie rozwianych włosów i sukienek z kokardami). Szalona kobieta! Ale wróćmy do historii, bo bez kontekstu politycznego trudno będzie mówić o wizerunku.

Pierwsza kadencja – opanować chaos

Choć dzisiaj trudno w to uwierzyć, Zjednoczone Królestwo nie zawsze było świetnie prosperującym krajem. W latach 70., po długim okresie intensywnego rozwoju gospodarczego, niemal cały Zachód pogrążył się w stagnacji. Korzystna koniunktura światowa się skończyła, a Imperium Brytyjskie od lat 40. do 60. utraciło większość kolonii, stając się już tylko cieniem dawnej potęgi.

800px-Margaret_Thatcher_visiting_Jimmy_Carter

Thatcher i Jimmy Carter, 1979 r.

Gospodarka brytyjska nie była w stanie sobie z tym poradzić. Inflacja osiągała dwucyfrowy poziom, podobnie jak poziom bezrobocia. W 1979 roku wyborcy uznali, że Partia Pracy nie radzi sobie z problemami. Zaufali Thatcher.

Nowa premier zaczęła od podwyższenia stóp procentowych, aby powstrzymać inflację. Miał to być pierwszy krok do unormowania sytuacji. Ale ponieważ w budżecie pieniędzy było mało, podniesiony został podatek VAT (do 15%), co spowolniło gospodarkę. Bezrobocie wciąż rosło. Na przełomie lat 70. i 80. młodzi Brytyjczycy śpiewali refreny Sex Pistols i urządzali zamieszki na ulicach wielkich miast. Policja, chcąc zaprowadzić spokój, była bardzo brutalna.

Według danych rządowych w 1982 roku bez pracy znalazło się ponad 3,5 miliona osób. Inflacja nareszcie spadła, ale gospodarka rozkręcała się powoli. Poza tym w wyniku cięć obniżała się jakość świadczonych przez państwo usług publicznych. No ale wiecie, że Thatcher po jednej kadencji nie odeszła. Jak to się stało? Prawdopodobnie zadecydowały dwie sprawy.

Thatcher_at_Oval_Office_desk_with_Carter

Thatcher i Jimmy Carter, 1979 r.

Pierwsza z nich to umiejętność komunikowania się z telewidzami. Thatcher zamawiała przemówienia u wybitnych publicystów, pobierała lekcje emisji głosu u specjalisty z londyńskiego Teatru Narodowego i miała dyskretny urok surowej, ale zasługującej na zaufanie nauczycielki. Budżet państwa stale porównywała do budżetu domowego. W ten sposób tłumaczyła swoim wyborcom, że pani domu (to słowo klucz) po prostu nie może wydać więcej niż rodzina zarabia. Nawet jeśli jakiś zakup jest potrzebny, to czasem trzeba go sobie odmówić i ciężko harując, odłożyć pieniądze. Nie brak ekspertów, którzy krytykują to porównanie. Pani domu nie będzie przez setki lat odczuwać skutków deindustrializacji czy wymknięcia się całych sektorów gospodarki spod wpływu państwa – mówili. Ale wielu Brytyjczyków uznało, że Thatcher ma rację, i w dalszej perspektywie nie wyszli na tym źle.

Drugim czynnikiem, który wzmocnił popularność Thatcher na finiszu pierwszej kadencji, była wojna o Falklandy – należące do Zjednoczonego Królestwa wyspy u wybrzeży Ameryki Południowej. Ubożejącą z roku na rok Argentyną rządziła w tym czasie zupełnie nieodpowiedzialna junta, która radykalnie traciła na popularności. Żeby ludzie nie odwrócili się od wojskowych, postanowiono zrobić coś spektakularnego. Napadnięto na Falklandy i zajęto je w krótkim czasie.

Reagan_-_Thatcher_c8575-32A

Thatcher i Ronald Regan, 1982 r.

Brzmi to jak zupełna bezmyślność, ale pozycja międzynarodowa Zjednoczonego Królestwa była wtedy słaba, a po świecie rozeszły się wieści o wielkich cięciach w budżecie brytyjskiej armii. Sądzono, że Londyn, zajęty problemami wewnętrznymi, po prostu pogodzi się z utratą tych wysp.

Żelazna Dama zareagowała natychmiastowo. Znaczne siły brytyjskie w krótkim czasie odbiły wyspę, a w ciągu trzech miesięcy doprowadzono do upadku junty i zaprowadzenia w Argentynie demokracji. Straty Zjednoczonego Królestwa nie były bagatelne. Jednak sukces Thatcher wpłynął na reelekcję.

Jak to wszystko można było zrobić w garsonce?

Pod notką dotyczącą power dressingu pojawił się komentarz porównujący kobiety na wysokich stanowiskach, które są ubrane w sukienki lub spódnice, do sekretarek. Idąc tym tropem, większość światowych liderek (z bardzo wyraźnym wyjątkiem Angeli Merkel) tylko nosi kalendarz za prawdziwymi przywódcami. Uparci mogą doszukiwać się tu nawiązania do obecnej sytuacji w naszym kraju, ale ja, tak jak przy każdym innym tekście o podłożu politycznym, również teraz zaznaczę, że nie rozmawiamy o wyborczych sympatiach i antypatiach. Ani o tym, czy Thatcher była dobrym, czy złym politykiem. Interesuje nas tylko i wyłącznie wizerunek oraz osadzenie go w kontekście historycznym.

A więc można to wszystko było zrobić – i w garsonce, i z perłami na szyi, i bez przerwy trzymając torebkę w ręku. Szczególnie że nikt nie wiedział, co w niej jest.

Przechodząc do konkretów: Margaret była pierwsza. Żadna inna kobieta w zachodnim świecie nie zajmowała wcześniej podobnego rangą stanowiska. Nikt przed nią nie narzucał standardów; kanony damskiej mody w polityce i biznesie nie tylko nie istniały, one w ogóle nie były zakorzenione w świadomości społeczeństwa.

page1-432px-Reagan_and_Thatcher_-_1980.pdf

Z Ronaldem Reganem, 1981 r.

Ubranie było dla Thatcher formą zbroi. Mogę sobie wyobrazić, że wszystkie jej elementy zakładała na siebie codziennie rano w niezwykłym skupieniu. Chociaż korzystała z porad doradcy od wizerunku (który zdjął z niej większość biżuterii, stonował stroje oraz do granic możliwości wygładził włosy), widać było, że wszystko, co ma na sobie, jest niesamowicie spójne z jej osobowością. Nie była za nikogo przebrana, a to dodawało wiarygodności jej i tak już niezwykle silnej osobowości.

Margaret podkreślała, że w ubraniach jest dla niej najważniejszy stosunek jakości do ceny. Jej mama była krawcową, więc Thatcher doskonale wiedziała, jak ubrania powinny leżeć. Miała obsesję na punkcie dobrze skrojonych ramion żakietów. Między innymi z tego powodu często decydowała się na usługę szycia na miarę. Mówiła, że lubi ubrania skrojone na nią, ponieważ w końcu nie uciskają jej w pasie. Korzystała z usług krawieckich firmy Aquascutum, a jej kostiumy inspirowane były ubraniami Chanel. Ceniła sobie usługi krawieckie, ponieważ uważała, że w ubraniach trzeba chodzić wiele razy. I słusznie!

Charakterystyczne elementy jej ubrań to:

– niebieska garsonka (kolor partii konserwatywnej), koniecznie z żakietem o mocno zarysowanych ramionach (wzmocnienie silnego i konkretnego wizerunku jest zawsze w cenie u polityka),

– czarna pudełkowa torebka marki Asprey (w 2011 roku sprzedano ją na aukcji charytatywnej za 25 000 funtów),

– perły,

– jedwabne bluzki z kokardą pod szyją,

– czarne czółenka.

Haig_and_Thatcher_DF-SC-83-06152

Thatcher i Alexander Haig, 1982 r.

Chociaż wizerunek Margaret za czasów piastowania urzędu premier był dość konserwatywny, to w porównaniu z obecnymi trendami w biznesie i polityce można zastanowić się, dlaczego teraz jednak od kobiet oczekuje się jeszcze bardziej stonowanego wyglądu. Po pierwsze, Thatcher sprytnie manipulowała modą i w świecie rządzonym przez mężczyzn w sposób absolutnie nienawiązujący do cielesności jednak pokazywała, że jest kobietą. Dodatkowo była w tym niesamowicie konsekwentna i spójna. Po drugie, taką stylistykę trzeba dobrze czuć i – co za tym idzie – dobrze w niej wyglądać. Angeli Merkel z tyloma pierścionkami na dłoniach raczej sobie nikt z nas nie wyobraża. To też nie pasowałoby do niemieckiego stylu zarządzania. Po trzecie, i w sumie najważniejsze,  poza barwnym strojem trzeba mieć też gigantyczną charyzmę. Jestem pewna, że gdyby nagle trafiła się kobieta, które jest w stanie porwać za sobą tłumy wyborców, to jeśli chodzi o wygląd – mogłaby odbiegać od przyjętego standardu. Dodawałoby jej to jeszcze więcej charakteru. Określenie Żelazna Dama nie wzięło się w końcu od sznura pereł. Lech Wałęsa, kiedy wygrywał wybory prezydenckie, również nie musiał zachwycać strojem. Takie jednostki, kiedy mają swój złoty moment, mogą więcej.

Dlatego warto wiedzieć, jak dalej potoczyła się kariera Thatcher.

Druga kadencja – odzyskać moc

W 1983 roku Partia Konserwatywna znów zyskała mandat do tworzenia rządu. Polityka gospodarcza niewiele się zmieniła – celem Thatcher była budowa liberalnego kapitalizmu. Chcąc wzmocnić budżet i pozbyć się problemów ze związkami zawodowymi, kontynuowano zapoczątkowaną w poprzedniej kadencji politykę prywatyzacji. Wielkie zakłady państwowe osiągały słabe wyniki, więc sprzedano je biznesmenom. Zgodnie z twardą logiką rynku wielu robotników miało stracić pracę, a Thatcher musiała z nimi negocjować podczas strajków i stale opanowywać sytuację za pomocą wystąpień medialnych. Była nieugięta wobec górników, którzy strajkowali przez rok, nic nie osiągając.

1024px-Margaret_Thatcher_near_helicopter

1981 r.

Tymczasem światowa koniunktura się polepszała, oszczędna polityka budżetowa przyniosła efekty, a Brytyjczycy odnaleźli się w logice twardego kapitalizmu. Gospodarka gwałtownie rosła, a dzięki energicznym zabiegom Thatcher pozycja międzynarodowa kraju poważnie się wzmocniła.

Kariera Żelaznej Damy mogła się jednak gwałtownie zakończyć 12 października 1984 roku. W hotelu w Brighton, gdzie odbywała się konferencja Partii Konserwatywnej, podłożono bombę. Zginęło wtedy pięć osób. Fakt, że Thatcher przeżyła, to czysty przypadek. To ona była celem zamachu. Następnego dnia, mimo tych tragicznych wydarzeń, punktualnie o 9:30, czyli zgodnie z planem, przemawiała na konferencji.

President_Reagan_and_Prime_Minister_Margaret_Thatcher_at_Camp_David_1986

Thatcher i Ronald Regan, 1986 r.

Sprawcami zamachu byli terroryści z Tymczasowej Irlandzkiej Armii Republikańskiej żądający odłączenia Ulsteru od Wielkiej Brytanii. Thatcher prowadziła raczej ugodową politykę wobec Irlandii Północnej, natomiast twardą wobec terrorystów i tych, którzy ich wspierali.

Nieustępliwa była także wobec Związku Radzieckiego czy partnerów z Europy Zachodniej. Starała się sytuować Zjednoczone Królestwo na marginesie wspólnot polityczno-gospodarczych Starego Kontynentu. Zacieśniała za to sojusz militarny z USA, zwłaszcza podczas prezydentury Ronalda Reagana, z którym się blisko przyjaźniła. Jej oponenci twierdzili, że tak naprawdę Wielka Brytania jest na każde skinienie amerykańskich generałów.

Trzecia kadencja – utrata wyczucia

W 1987 roku Thatcher została wybrana na trzecią kadencję. Sytuacja Wielkiej Brytanii była stabilna i raczej dobra. Premier zajęła się sprawami dotąd uważanymi za drugorzędne. Między innymi zmodyfikowano system pomocy społecznej w celu aktywizacji bezrobotnych, choć bezrobocie bez tego było niskie.

800px-Margaret_Thatcher_Nancy_Reagan_with_husbands_behind

Thather i Nancy Regan, 1988 r.

Thatcher była już niesłychanie mocną marką międzynarodową. Mogła sobie pozwolić na niemal wszystko. Ostro krytykowała dążenia do głębszej integracji Starego Kontynentu, prowadziła skuteczne ofensywy dyplomatyczne w sprawach Bliskiego Wschodu, niemal triumfowała podczas wizyty w rozpadającym się Związku Radzieckim w 1987 roku.

1024px-Margaret_Thatcher_060912-F-0193C-006

Thatcher i Donald Rumsfeld, 2006 r.

Zupełnie traciła jednak kontakt z wyborcami. W myśl upraszczania podatków wprowadziła tzw. pogłowne. Zamiast podatków ustalanych od rynkowej ceny danej nieruchomości zaczęła obowiązywać jednolita stawka od dorosłego mieszkańca. Ludzie nie potrafili zrozumieć, dlaczego posiadacze wielkich pałaców mają płacić do kasy państwowej tyle samo, co posiadacze mieszkań. Dziesiątki tysięcy ludzi wyszły na ulice. Thatcher to ignorowała. Tak jak swoich kolegów z Partii Konserwatywnej. Oni natomiast, ku wielkiemu zdumieniu Żelaznej Damy, odwołali ją ze stanowiska szefa ugrupowania i rządu w 1990 roku.

Koniec kariery

Thatcher do 1992 sprawowała mandat parlamentarny, a następnie przeszła na emeryturę. Zajmowała się doradztwem politycznym i gospodarczym, z rzadka zabierała głos w debacie publicznej. Poświęciła się także działalności charytatywnej. W 2003 roku zmarł jej mąż. Od tamtej pory była polityk coraz bardziej wycofywała się z życia publicznego. Zmarła 8 kwietnia 2013. Sprawowała swój urząd najdłużej ze wszystkich premierów Zjednoczonego Królestwa.

 

 

 

Pół roku po otwarciu butiku

Grudzień 28, 2017

Rok temu mniej więcej o tej samej porze w moim mieszkaniu odbywał się bifor przed Blogowigilią (corocznym wigilijnym spotkaniem twórców internetowych). Typowa K(asia) mnie czesała, Janek z Konradem wymieniali informacje branżowe (#trudnesprawy), Roman przygotowywał drinki. Planowałam siedzieć cicho, ale nie dałam rady – musiałam się pochwalić, że w końcu, po wielu miesiącach poszukiwań, udało nam się znaleźć idealny lokal na nasz butik. Wtedy widzieliśmy go tylko raz, dwa dni wcześniej wieczorem. W środku nie działał prąd, więc wszystko musieliśmy oświetlać latarkami w telefonach. Po weekendzie byliśmy umówieni na kolejne oglądanie, tym razem w dzień.

Martwiłam się, że kiedy nastanie jasność, to okaże się, że to jednak nie jest miejsce, którego szukamy.

Dziś dokładnie pamiętam, jak w styczniu 2017 r. chodziliśmy po kamiennej podłodze już wtedy naszego butiku. Czas mija naprawdę ekstremalnie szybko. Rok temu wynajęliśmy nasz wymarzony butik przy Niecałej 7, pół roku temu w końcu udało nam się go otworzyć. Jak przez ten okres zmieniło się moje życie (bo nie ulega wątpliwości, że drastycznie)?

LEKCJE ŻYCIA

Byłam w tym roku na darmowym szkoleniu z zarządzania bezustannym kryzysem w biznesie. Domyślacie się, co mam na myśli. Tylu negatywnych emocji nie miałam w sobie nigdy w życiu i z żalem przyznaję, że bardzo odbiło się to na moim zdrowiu fizycznym i psychicznym. Śmiało mogę powiedzieć, że co nas nie zabije, to doprowadzi nas do nerwicy. Gdy patrzę na ten nasz remont z perspektywy, jasno widzę, że trafiliśmy po prostu na ekstremalnych partaczy, którzy wykorzystali nasz brak znajomości tematu, żeby wcisnąć nam swoje totalnie błędne pomysły, zarobić na nas i zniknąć. Mogłabym tak długo wylewać swoje żale, bo naprawdę boli mnie to, że dałam się tak łatwo nabrać. Napiszę jednak, że właśnie jesteśmy w trakcie kolejnego remontu. Tym razem mniejszego, bo tylko biura. Z innym architektem i inną ekipą budowlaną. I co? ZERO STRESU. Można? Można! Tym samym chciałabym zakomunikować, że nie ma takiego zawodowego bagna, z którego nie da się wyjść. I tego się trzymaj, kiedy trafi Ci się tak kiepski moment w pracy. Zawsze jest szansa ruszyć do przodu.

ORGANIZACJA PRACY

Wraz z przenosinami na Niecałą zmienił nam się czas pracy. Butik jest otwarty od 11:00 do 19:00, co w praktyce oznacza, że pracujemy cały dzień. Ja nadal uparcie trzymam się tego, że praca to praca, a bycie własnym szefem nie oznacza przyzwolenia na codzienne kilkugodzinne lunche. Dużo moich znajomych pracuje do godz. 16:00 i nie rozumie, że nie chcę wyjść z butiku przed 19:00. A prawda jest taka, że często nie wychodzę przed 21:00, bo we własnej firmie non stop jest coś do zrobienia. Oczywiście wiem, że to już niemodne, ale ja od zawsze mam taki styl życia i nie planuję go zmieniać. Kocham to, co robię. Wciąż podtrzymuję, że bez sumiennej i regularnej pracy, zwanej po prostu zapierdalaniem, nie da się osiągać swoich celów. Okay, albo ja swoich bym nie osiągnęła, ponieważ nieustannie wyznaczam sobie kolejne. Co ciekawe, od liceum odgrażałam się, że będę pracować po godzinie 12:00 (ponieważ uwielbiam spaaaaać), i w pewnym sensie mi się udało. Moim największym sukcesem jest to, że nie muszę wstawać o 6:00 rano. Choć mam energię, żeby w piątek o 23:00 zmieniać w butiku ekspozycje, to rano nie próbujcie mnie zmusić – nawet nie tyle do pracy, ile do wyjścia z domu o 8:00. O tej godzinie mogę władać światem jedynie z kanapy. Jestem naprawdę wdzięczna, że udało mi się to poukładać tak, jak zawsze chciałam.

INWESTOWANIE

Wielu osobom wydaje się, że skoro ktoś otwiera butik w środku miasta, to znaczy, że sypia na banknotach i kąpie się w bąbelkach z monet. Tymczasem rzeczywistość wygląda tak, że we wrześniu, inwestując w zimową kolekcję, dosłownie wyzerowałam swoje konto. Dlaczego? Otóż, żeby taki lokal na siebie zarobił, to poza całym szeregiem kosztów (pracownicy, lokal, wystrój, opakowania itp.) trzeba przede wszystkim zaopatrzyć się w towar, za który płaci się oczywiście z góry. A nigdy nie ma gwarancji, że uszyjemy coś, co na pewno się sprzeda, i nie utopimy ogromnych sum. Koszty rosną lawinowo. Wełna w ciągu roku drożeje o około 20% (jeśli interesuje Cię tematyka cen ubrań, to więcej na ten temat możesz przeczytać w moim tekście Skąd się bierze cena ubrania), a sytuację pogłębia fakt, że każda osoba, która orientuje się, że mamy butik w tym, a nie innym miejscu, nagle znacznie podnosi swoje stawki. Co gorsze: za wyższą ceną wcale nie idzie lepsza jakość. Po prostu dostajemy wyższą cenę. BO TAK.  To jest jakiś horror i pociesza mnie tylko fakt, że mieszkańcy budynku przy Niecałej mają ten sam problem, więc nie jestem sama. Nie można zadzwonić po hydraulika, bo okazuje się, że za sprawdzenie jednej rury bierze trzykrotnie więcej niż na tej samej ulicy, ale w starym bloku naprzeciwko. W ciągu pół roku musiałam więc nauczyć się inwestować od nowa oraz – co było dla mnie trudniejsze – negocjować lub też rezygnować ze współpracy z pewnymi osobami, które nagle zobaczyły we mnie maszynkę do zarabiania pieniędzy. Krótko mówiąc: często w telefonie myli mi się Facebook z kalkulatorem. Nie przestaję liczyć.

KOLEKCJE

Butik w nowym miejscu oraz publikacje w wielu zagranicznych magazynach modowych pozwoliły złapać mi wiatru w żagle i trochę zaczęłam szaleć. Do kolekcji ready-to-wear postanowiłam wprowadzić te elementy, które wcześniej szyłam sobie na miarę. Szerokie spodnie, dwurzędowe marynarki, minispódniczki oraz w końcu – tkaniny we wzory. Kiedy siedziałam na I piętrze showroomu na Poznańskej, to zdecydowanie przestrzeń mnie ograniczała i trochę negatywnie onieśmielała. Jeśli szyłam coś szalonego, to tylko dla siebie na Pitti. Nowa lokalizacja mnie wzmocniła, sprowadziła też trochę inny typ klientek i pozwoliła mi rozwijać się odważniej. Jara mnie to jak pizza w neapolitańskim piecu, bo po zakupach klientek widzę, że był to strzał w dziesiątkę. Nie dalej jak wczoraj Verona Suit nałożyła pani, która wygląda w tym zestawie lepiej niż ja i kupiła go, chociaż twierdziła, że nie jest fanką szerokich spodni. Ale leżały tak idealnie, że nie miała wyjścia – wzięła je od razu.

PRIORYTETOWANIE

Nie miałam nigdy problemy z zarządzaniem swoją pracą, ale butik wymaga ode mnie jeszcze silniejszego skupienia się i jeszcze szybszego analizowania sytuacji. Czasem w jednej chwili przychodzi nowa dostawa szalików, trzeba dodać garnitur do stanów magazynowych, znaleźć pokrowce na zapleczu, zająć się klientem w butiku, zmienić grafikę w sklepie online i odpisać na e-maile. Delegowanie zadań też się samo nie zrobi, wiele rzeczy trzeba wytłumaczyć. Oczywiście gdzieś w tle dzwoni telefon, w brzuchu burczy, a głowa domaga się kofeiny. Na szczęście uwielbiam taki rozgardiasz, mega mnie to nakręca i dzięki temu pracuję szybciej i efektywniej. Doceniam, że od zawsze robiłam mnóstwo naraz, bo dzięki temu jestem naprawdę wytrenowana w podejmowaniu decyzji, w jakiej kolejności zapanować nad sytuacją. Oczywiście zdarzają się też mniejsze bądź większe kryzysy, ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi.

SYTUACJE KRYZYSOWE

Kiedyś na każdy, nawet najmniejszy problem reagowałam płaczem. Dziś jedynie na co drugi. Trochę tu sobie śmieszkuję, ale nie tylko pół roku w butiku, lecz także trzy lata prowadzenia marki nauczyły mnie, że chociażbym stanęła na głowie, to na niektóre rzeczy nie mam wpływu. Bywały czasy, że potrafiło mnie to ekstremalnie załamać. Dziś wiem, że ważniejsze niż lamentowanie jest szybkie reagowanie, znalezienie rozwiązania i przeanalizowanie problemu, tak żeby nie doprowadzić ponownie do takiej sytuacji. Pogodziłam się z tym, że nie da się wszystkiego zrobić idealnie. To nie znaczy, że odpuszczam. Nic z tych rzeczy. Dalej cisnę na 250% normy, ale mniej siebie samobiczuję, jeśli popełnię jakiś błąd. Pomyłki są wpisane w pracę, ale jeśli mam świadomość, że robiłam wszystko rzetelnie, a po prostu przytrafił się pech, to jestem w stanie to przełknąć.

RADOŚĆ

Jeśli spacerujesz Niecałą, to możesz zauważyć, że czasem siedzę sobie za ladą butiku. To mi chyba daje najwięcej radości (poza dotykaniem tkanin…), bo dosłownie i namacalnie pokazuję, że to właśnie jest moje miejsce pracy. A to wcale nie jest takie oczywiste, jak mogłoby Ci się wydawać! Moje życie zmieniło się ekstremalnie szybko. Trzy lata temu pracowałam jako logopeda, chociaż już gdzieś z tyłu głowy czułam, że na pierwszych dwóch sukienkach, które wyprodukowałam, ten projekt się nie skończy. Od samego początku dawał mi podejrzenie dużo radości i sprawiał, że bez problemu mogę pracować, pracować, pracować i wciąż się z tego cieszyć. Cudowne uczucie!

NEVER ENDING STOOOORY

To nie jest tak, że butik się otwiera i już wszystko ma się gotowe raz na zawsze; że wystarczy wpaść w ciągu dnia na godzinkę, zrobić sobie selfie w lustrze i to by było na tyle z pracy. Jest doooooookładnie odwrotnie! Moja mama zawsze mówiła, że gdy już ma się dom, to trzeba się przyzwyczaić do tego, że ZAWSZE jest w nim coś do zrobienia. Z butikiem jest podobnie. Samo przebieranie manekinów i zmiana ekspozycji zajmują naprawdę dużo czasu, a to tylko niewielki procent rzeczy widocznych na zewnątrz. Tu jest tyle rzeczy do zrobienia, że czasami mam ochotę utopić sobie telefon w zupie, żeby przestał dzwonić. Ale później przypominam sobie, że nienawidzę bezczynności, a zupę kocham. Więc jej nie marnuję.

UCZENIE SIĘ

I na sam koniec coś, co będzie towarzyszyć mi do końca życia. Na szczęście. Kiedy pracowałam jako logopeda w szkole, to starsze koleżanki jak mantrę powtarzały mi, że dobry nauczyciel całe życie się uczy. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z właścicielem marki jest tak samo. Gdybym ze swoją wiedzą dotyczącą krawiectwa i biznesu zatrzymała się na tym, czego dowiedziałam się dwa lata temu, to jest więcej niż prawdopodobne, że nadal byłabym dokładnie tam, gdzie dwa lata temu. Wiem, że najgorsze, co może mi się przytrafić, to przeświadczenie o tym, że wiem już wszystko. Na szczęście natura obdarzyła mnie ekstremalnie dociekliwym umysłem, który kwestionuje dużo rzeczy, zadaje mnóstwo pytań oraz z dziką namiętnością zdobywa nową wiedzę. Totalnie nowy dla mnie temat to np. visual merchandising. Jeśli ktoś Ci kiedyś powie, że to po prostu ŁADNE ułożenie towarów w sklepie, to poproś go, żeby równie ładnie popukał się w czoło. Od samego otwarcia gdzieś z tyłu głowy miałam przeczucie, że z VM w naszym butiku coś jest nie tak. Kiedy znalazłam wolną chwilę, żeby ruszyć z tematem, a przy okazji z nieba spadł mi geniusz w tej dziedzinie (Jarek, pozdrawiam!), poczułam się jak dziecko, które od zera uczy się alfabetu. Niesamowicie ekscytujące zajęcie!

Nie będę pisać żadnego podsumowania roku. Chociaż mam poczucie, że może jednak w tym powinnam, to tak naprawdę wolę zabrać się do pracy nad tym, co planuję w 2018 r., niż podsumowywać coś, co już minęło. Napiszę tylko krótko: to był trudny rok, ale zdecydowanie najbardziej ekscytujący w całym moim życiu. A teraz czekam na następne przygody!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

 Poranna dawka inspiracji  #vogueitalia #onthetable #morningroutine #morningcoffee #flatlay #flatlayinspo #vogue #cozymorning #january2018 #gypshophila #whitetable #morning #coffe #coffelovers #coffetime #inspocafe #vogueinspo #coffeaddict #coffeebreak   @sam_edelman shoes Są tak ładne, że aż szkoda je zakładać  @shopbop #samedelman #shopbop #newshoes #shoesaddict
 Na relację z @pitti_uomo_ zapraszam Was na profil @monikakaminska_official #pittiuomo #pitti93 #pitti #pitti93 #pu93 #pittipeople #pittistyle #pittiphotos #redjacket #ootd #redcoat #woolcoat #wooljacket #streetstyle #womaninsuit #pittuwoman #elegantstyle #classy #sartorial #bespoketailoring #bespoke #luxuryfabrics  #monstera  #rondo1 #rondoonz1
 Zaraz znajdziecie się w owsiance  #raspberries #sundaymood #sundaymorning #breakfastinspo #sundaybreakfast #pooridge #winterbreakfast #onthetable #sundaychill #pornfood #healthfood #fruitlovers  Sunday  #sundaymood #valenciatrip #sky #vscotravel
 Prezent ode mnie dla mnie  @seebychloe / @shopbop #shopbop #bag #seebychloe  sun  #valencia #valenciatrip #vscotravel
 Szara wełniana czapka smerfetka @monikakaminska_official #ootd #wool #greywool #winterootd #streetstyle #minimalstreetstyle  Nature is pleased with simplicity #valencia #valenciatrip #vscotravel