Co daje mi szczęście?

Czerwiec 19, 2017

Facebook zapytał mnie wczoraj: „Co daje ci szczęście?”. Bez wahania stwierdziłam, że pizza, bo to fajnie wygląda w biogramie. Chwilę później uznałam jednak, że ciekawie będzie rozwinąć odpowiedź w formie wpisu na blogu. Zauważyłam bowiem, że często rozmawiamy o tym, co nas denerwuje, a naprawdę mało o tym, co nas cieszy. Pora to zmienić. Mam nadzieję, że się włączysz i na dole w komentarzach napiszesz, co Tobie daje radość!

Co daje mi szczęście?

Zapach kawy rano

Najpierw obsesyjnie wącham same ziarna, a później już zmieloną kawę. Na koniec bardzo powoli ją piję. Uwielbiam celebrować takie rytuały.

Fakt, że mogę pojechać do mamy i podpijać jej whisky z barku

To oczywiście tylko pretekst, żeby po prostu posiedzieć i porozmawiać. Bo czasami nawet nic nie robię.

Śpiewanie

Tak, lubię śpiewać na głos. Po prostu. I nie, nie zapiszę do się chóru ani nie wydam płyty. Zwyczajnie lubię sobie śpiewać. Tak jak lubię jeść.

Moment, w którym moja klientka wkłada sukienkę i wygląda jak milion dolarów

Szczęście razy milion – nie do opisania!

Pierogi od babci

Mam w zamrażalniku sześć porcji. A w lodówce dwie.

Ciepłe noce spędzone w gwarnych miejskich ogródkach…

To daje mi poczucie, że jeszcze nie jestem stara.

…i jeszcze cieplejsze poranki spędzone w lesie na Mazurach

A to dla odmiany uświadamia mi, że nawet jeśli się zestarzeję, to dramatu nie będzie.

Czas spędzony z przyjaciółmi

Tu chyba nawet nie ma co dodawać.

Lody w wafelku zjedzone nad Wisłą – najlepiej te o smaku ciasteczkowym

Cóż, mam nadzieję, że idą we włosy. Tak, lody na pewno powodują, że włosy grubną.

Kiedy ktoś opłaca mi fakturę na czas

Tego uczucia prawie nie znam.

Spacerowanie

Bardzo rzadko mam na to czas, ale uwielbiam chodzić bez celu.

Moment, w którym znajduję nową genialną tkaninę

I zaczynam kombinować, co z niej uszyć. Niesamowicie ekscytujące!

Świadomość, że w tym miesiącu jadę i do Włoch, i do Gdańska

W ogóle każda świadomość, że niedługo dokądś pojadę.

Kiedy ktoś mnie o coś pyta i umiem pomóc

Czasem rozwiązanie cudzego problemu „robi mi” cały dzień.

Truskawki, maliny i jagody

Strasznie dużo jedzenia w tym zestawieniu. Ciekawe dlaczego.

Kiedy się budzę i świeci słońce

Easy. Natura jest piękna.

Morze

I najlepiej do tego pusta plaża, koc i książka.

 

 

 

  • Bacha_we_mgle

    Leniwe poranki z kawą i jakimś czytaniem (ewentualnie oglądaniem nowych filmów na youtube). Długi wieczór na gadaniu (poważnym i niepoważnym) z przyjaciółką i świadomość, że żadna z nas nie musi rano wstać, więc nie trzeba się spieszyć. Pobyty u rodziców. Czytanie książki, od której nie mogę się oderwać. Oglądanie zdjęć kotów w internecie :D i planowania, że jak już będę miała bardziej sprzyjający kotom kąt, to jakiegoś przygarnę. Wykonanie zadań w pracy na czas i poprawnie.

  • Szczęście jest stanem tak ulotnym i pojawia się w tak wielu sytuacjach, że zaczynam myśleć, że jest całkowicie niezwiązane z warunkami zewnętrznymi.. ;)

  • Pizza <3

Nie muszę czuć się seksownie w ubraniu

Sierpień 28, 2018

Znam wszystkie sztuczki dotyczące tego, jak optycznie wyszczuplić figurę. Dzięki szyciu ubrań na miarę dla moich klientek wiem, gdzie powinny być zaszewki, jakie ustalić długości i który krój dobrać do figury. Rozumiem, że kiedy kobieta zamawia sobie sukienkę, to chce wyglądać w niej jak najlepiej. Moją rolą jest jej w tym pomóc. Paradoksalnie nie zawsze stosuję te wszystkie zasady na sobie.

Ukryta talia

Im dłużej zajmuję się modą, tym więcej eksperymentuję. Wybieranie dla siebie różnych ubrań i krojów zaprowadziło mnie w miejsce, którego sama się po sobie nie spodziewałam. Otóż pewnego dnia okazało się, że nie mam wewnętrznej potrzeby za każdym razem czuć się w swoim ubraniu seksownie. Nie przeszkadza mi, że ubiorę się w coś, co mnie całkiem zasłoni lub (to dopiero dramat dla internautów) ukryje mi talię.

Najważniejsze jest to, że kiedy chcę, to mogę ubrać się seksownie. Ale kiedy nie chcę – to nie muszę. Mam wybór.

Mnie chyba peszą męskie spojrzenia. Ostatnio wyszłam z domu w ekstremalnie krótkiej spódniczce. Była 10 rano. Właśnie tego dnia „natchnęło” mnie, żeby iść do pracy w mojej najkrótszej, uszytej dawno temu na miarę, mini. Nie pytaj. Już ustaliłyśmy, że nie traktuję mody zbyt dosłownie. W każdym razie była 10 rano, a ja czekałam przed domem na taksówkę. Spojrzenie, jakim obdarzył mnie wchodzący do budynku obok mężczyzna, mogło mi gwarantować wieczorną randkę. Na szczęście schowałam się za telefonem („Ja cię nie widzę, ty mnie nie widzisz”). Przez chwilę rozważałam powrót do domu i włożenie czegoś dłuższego, ale nie było czasu.

Seksapil

Przypominam sobie czasy, kiedy na studiach potrafiłam na środku klubu pełnego półnagich kobiet poderwać mężczyznę – tylko tym, że z wyraźnym zaangażowaniem opowiadałam mu o tym, czego ostatnio dowiedziałam się na wykładzie. Z pasją mówiłam o czymś, co mnie fascynowało. To dopiero był seksapil.

Tytuł jest dość przewrotny, ponieważ tak naprawdę czuję się seksownie. Nawet w domu w dresie. Jedyny kompleks (przy czym „kompleks” to i tak za duże słowo), jaki mam, to 3–5 kg za dużo węglowodanowego brzucha. Zanim zaczniesz się oburzać, dodam tylko, że to informacja potwierdzona przez dietetyka, a to, co teraz oglądasz na zdjęciach i Insta Stories z biegania, to wersja prawie idealna. Wiem, że tego nie widać prawie nigdy, ponieważ – tak jak napisałam na początku – znam wszystkie sztuczki dotyczące tego, w jaki sposób ubraniem poprawić figurę. Tak samo wiem, jak ustawić się do zdjęcia, żeby ten brzuch ukryć. To w sumie nic trudnego; są osoby, które z powodzeniem ukrywały półroczną ciążę. Kiedy więc pozuję do zdjęcia, oczywiste dla mnie jest, że robię je tak, byś myślała, że tego brzucha nie ma.

Natomiast jeśli chodzi o całą resztę… Wiem, że mam fajne ciało, ale zupełnie nie czuję potrzeby ogłaszania tego całemu światu za pomocą ubrania. Ja chcę się czuć dobrze ze sobą. Okay, walczę ze swoim brzuchem – ale gdy wygram, to paradoksalnie wcale nie wybiorę czegoś obcisłego. Ważniejszy jest dla mnie mój komfort psychiczny, który dzięki temu osiągnęłam. A co z nim zrobię oraz kiedy ubiorę się w mini, a kiedy w za duży sweter, to już tylko mój wybór.

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.