Jedwab naturalny – właściwości, zastosowanie, historia

Wrzesień 20, 2015

Jedwab naturalny to jeden z najbardziej luksusowych materiałów odzieżowych. Ma bogatą historię, wyjątkowe właściwości – i wiele różnych wcieleń.

Cechy i zastosowanie

Jedwab natychmiast kojarzy się (zazwyczaj słusznie) z materiałem superprzyjemnym w dotyku – gładkim, miękkim i śliskim. Właśnie dzięki temu świat zachwycił się tkaninami jedwabnymi. Bardzo długo ten materiał nie miał sobie równych. W zasadzie nawet współczesne produkty z mikrofibry, chociaż próbują, to  rzadko potrafią udawać te cechy.

Jednak poza dotykiem ważny jest też wygląd. Tkanina jedwabna może (chociaż oczywiście nie musi) mieć piękny, nienachalny połysk. Bardzo ciekawe efekty daje przeplatanie różnokolorowych nici.

Wszystko to sprawiło, że z tkanin jedwabnych szyto szaty królewskie, biskupie ornaty, suknie balowe czy piękne apaszki albo krawaty. Generalnie wszystkie te ubrania, które miały zachwycać.

Dobrą nić jedwabną trudno zerwać. A jako że jest cienka, da się z niej utkać bardzo gęsty i mocny materiał, który w bardzo małym stopniu przepuszcza powietrze i raczej nie nabiera wody. Taką tkaninę wystarczy powlec odpowiednimi chemikaliami i mamy świetny spadochron. Tak, kiedyś właśnie na jedwabiu skakano z samolotów!

Trzeba jednak uważać –  jedwab wystawiony na długotrwałe działanie słońca traci kolor i generalnie szybciej się starzeje. Dlatego zabytkowe tapety i obicia jedwabne zazwyczaj nie wyglądają zbyt zjawiskowo.

Jak sami pewnie wiecie, tkaniny jedwabne są w zasadzie nierozciągliwe i dobrze trzymają formę. Dlatego niektóre firmy wykorzystują je na podszewki, które są śliskie, więc ułatwiają zakładanie podszytych nimi garsonek. Ale jednocześnie taki materiał dużo gorzej chłonie wilgoć ciała niż wiskoza, więc w letnich ubraniach z podszewką z jedwabiu można się czasem uprażyć.

Zaletą jedwabiu jest wysoka odporność na roztocza i pleśń, więc jest to dobry materiał na produkty dla alergików. Jedwabna pościel daje natomiast uwielbiane przez niektórych wrażenie lekkiego chłodu.

Oczywiście jedwabny materiał nie zawsze musi być gładki, miękki i śliski. Wszystko zależy od metody produkcji. Jak pisałam w notce o różnych materiałach odzieżowych, to samo włókno może dać tkaninę bardzo delikatną albo sztywną i szorstką. Więcej o różnych wcieleniach jedwabiu na końcu notki, ale na razie trzeba odpowiedzieć na ważne pytanie.

Skąd się bierze jedwab?

Wiadomość, że to owady wytwarzają nić, z której potem produkuje się suknie, robiła na mnie w dzieciństwie wrażenie. Jak dokładniej pozyskuje się jedwab? Proces jest megaciekawy, choć trochę obrzydliwy.

Sprężyste włókno białkowe wysnuwają z siebie różne owady. Ale tylko nić jedwabników (gatunek ćmy, początkowo pojawiający się głównie we wschodniej Azji) nadaje się do wykorzystania na skalę przemysłową.

Jedwabnik fot Fastily

Według jednej z chińskich legend cesarzowa Leizu piła pewnego razu herbatę pod morwowym drzewem, aż nagle coś wpadło jej do czarki. Był to kokon, który zaczął się rozwijać, gdy wkurzona chciała go wyłowić i wyrzucić. W środku znajdował się owad. Cesarzowa zauważyła, że stworzona przez niego nić nie rwie się tak łatwo, więc pomyślała, że może warto ją do czegoś wykorzystać.

Ta historia, która miała się wydarzyć w trzecim tysiącleciu p.n.e., występuje w wielu wersjach. Ale powyższa sporo mówi o produkcji jedwabiu. Początek to larwy, które żywią się liśćmi drzew. Ten gatunek jedwabnika, który najczęściej jest wykorzystywany w przemyśle tekstylnym, lubi przede wszystkim morwy. Larwa przez ponad miesiąc je prawie bez przerwy (ZAZDROSZCZĘ!), po czym zawija się w kokon.

Żeby otrzymać nić, Chińczycy zaczęli gotować zebrane kokony, po czym nawijali przędzę na dłonie albo na różne przyrządy. We wrzącej wodzie giną co prawda śpiące w kokonach owady, ale szybko zorientowano się, że część kokonów należy pozostawić w spokoju, żeby populacja jedwabników mogła się odtworzyć. Zakładano hodowle tych owadów i sadzono morwy. Takie inwestycje opłacały się, bo jedwab stał się ulubionym materiałem chińskich sfer wyższych i ważnym towarem eksportowym. Jedwabnym Szlakiem dotarł do Europy w pierwszym tysiącleciu p.n.e.

Chińczykom długo udawało się utrzymać metody wytwarzania jedwabiu w sekrecie – próba wywozu jedwabników za granicę była karana śmiercią. I tu znów pojawia się legenda. Bizantyjski cesarz Justynian Wielki i jego żona Teodoryka wprost uwielbiali jedwab, o czym pisałam we wprowadzeniu do historii sukienki. Wysłali więc podobno kilku sprytnych mnichów, aby wykradli chińską tajemnicę. Larwy jedwabnika zostały schowane w wydrążonych laskach pielgrzymich i w ten sposób trafiły do Europy. Nadal to Azja pozostaje jedwabnym potentatem, ale cenieni producenci działają też bliżej – jednym z takich miejsc jest podwarszawski Milanówek.

zwitki nici jedwabnych fot Urek Meniashvili

fot. Urek Meniashvili

Do wytwarzania tkanin wykorzystuje się też przędzę innych owadów, między innymi pająków z rodzaju nephila. Parę lat temu w Victoria and Albert Museum w Londynie, które kolekcjonuje dzieła rzemiosła artystycznego, pokazywano pelerynę, która jest wykonana z pajęczego jedwabiu (tu można zobaczyć wideo).

Rodzaje tkanin

Już wiecie, że o tym, jaki jest rodzaj tkaniny, najczęściej decyduje splot. Na przykład satynę wykonuje się z bardzo różnych włókien – przeważnie bawełnianych albo poliestrowych. Ale najlepiej wygląda satyna z prawdziwego jedwabiu. Zresztą jest cała grupa takich tkanin, których nazwy kojarzą się z jedwabiem i przez to także – z luksusem. Oto one:

Aksamit – od spodu gładki, z wierzchu trochę włochaty. Daje ciekawy, przygaszony połysk, zwłaszcza jeśli wykonany jest z jedwabiu. Zastosowanie: suknie, marynarki, zasłony, narzuty.

aksamit - paryska suknia uszyta dla damy rosyjskiego dworu ok 1888

Paryska suknia uszyta dla damy rosyjskiego dworu około roku 1888.

Batyst – tkanina o gładkiej i delikatnej powierzchni, bardzo często drukowana. Dobrze oddycha. Zastosowanie: letnie sukienki, bluzki, chusty (na przykład chusty z 60 % jedwabiu i 40 % bawełny w sklepie Monika Kamińska), bielizna.

7_2

Krepa – tkanina szorstka i sprężysta o ciekawej fakturze. Bywa zarówno błyszcząca, jak matowa. Przybiera różne formy (np. prześwitujące i zwiewne – szyfon, żorżeta). Zastosowanie: suknie, spódnice, bluzki, zasłonki.

Mora – dzięki różnicy w grubości nici wątku i osnowy na powierzchni tworzą się faliste wzory. Zastosowanie: suknie wieczorowe (ale nie zakładajcie ich do telewizji – będziecie wyglądać jak kamerowani trzęsącym się tosterem).

mora jedwabna - wstęga rosysjkiego orderu św Andrzeja

Wstęga rosyjskiego orderu św. Andrzeja

Muślin – cienki, przezroczysty, świetnie oddycha dzięki luźnemu splotowi płóciennemu. Zastosowanie: letnie sukienki, bluzki, chustki.

Satyna – tkanina o splocie atłasowym, gładka i ładnie błyszcząca. Zastosowanie: suknie, podszewki, pościel.

satyna jedwabna - suknia w stylu francuskim - 1765

Suknia w stylu francuskim, rok 1765. 

Szantung – szorstki, ziarnisty, dość sztywny. Może być połyskliwy lub całkiem matowy. Zastosowanie: suknie, bluzki, krawaty.

Tafta – wyjątkowo gęsta, sztywna, szeleszcząca. Mieni się intensywnie dwoma kolorami. Zastosowanie: suknie wieczorowe (raczej nie zakładajcie bez specjalnej okazji!).

tafta - koktajlowa suknia z początku lat 50.

Koktajlowa suknia z początku lat 50.

Tiul – luźna i zwiewna siateczka, najczęściej sztuczna albo bawełniana. Ale jedwab potrafi jej nadać szlachetny charakter. Zastosowanie: spódnice, welony, woalki, zasłony.

Żakard – tkanina o skomplikowanym splocie, może być tkana we wzory wielokolorowe. Występuje w różnych wariantach (np. jednokolorowy adamaszek, przetykany metalową nicią brokat). Zastosowanie: żakiety, suknie, ale też obicia mebli, pościel, zasłony, tapety.

żakard - Szwedzka tapicerka jedwabna fot Kerstin Wölling

Szwedzka tapicerka jedwabna, fot. Kerstin Wölling

Tkaniny otaczają nas wszędzie, więc chyba warto wiedzieć coś o ich historii, metodach produkcji i cechach. O różnych materiałach jedwabnych tylko wspomniałam, ale i to wystarczy, by choć trochę ogarnąć ten temat. Przędza jedwabnika bywa wykorzystywana na mnóstwo sposobów. Ale wciąż kojarzy się z luksusem, pięknymi kolorami i elegancją.

[zdjęcie główne: jedwabna poszetka]

Uważasz ten wpis za wartościowy? Udostępnij go znajomym

 

 

 

Noście czapki!

Październik 16, 2017

Czuję, że mam misję. Jeszcze kilka lata temu płakałam, kiedy musiałam założyć czapkę. Wydawało mi się, że wyglądam w niej w najlepszym wypadku jak grzyb, a w najgorszym jak plemnik. Byłam pewna, że noszenie czarnych sukienek nie ma sensu, bo nie da się wyglądać w sukience i w czapce dobrze. Nie zamieniłam oczywiście sukienek na ciuchy zimowe. Po prostu nie nosiłam czapek. Nie mogłam na siebie w nich patrzeć. Nauszniki, opaski i inne tego typu towary zastępcze również nie wchodziły w grę. Jako kobieta dobrze ubrana nie mogłam psuć efektu czapką. Potrafiłam wyjść z domu z gołą głową podczas naprawdę bardzo niskiej temperatury.

Taaaaaak.

A potem zaczęłam być wiecznie przeziębiona. I robiłam takie numery, że chodziłam w czapce, ale kiedy zbliżałam się do miejsca, w którym miałam się spotkać ze znajomymi, to szybko chowałam czapkę do torebki. Żeby mnie przypadkiem nikt w niej nie zobaczył. Bo przecież wyglądam  ŹLE.

Całkowicie wyleczyłam się z kompleksu noszenia czapki podczas wizyty w Oslo. Przed wyjazdem kupiłam sobie śliczną czapkę. Zgubiłam ją pierwszego dnia. Zgubić czapkę w Polsce, to jest problem, bo znalezienie ładnej trochę trwa. Zgubić czapkę w Oslo to jest DRAMAT, bo na żadną cię nie stać. Serio – gdybym chciała kupić sobie czapkę , która w miarę mi się podoba, musiałbym wydać w Norwegii na nią tyle, ile w Polsce na sukienkę. Odpuściłam. Kupiłam jedną z tańszych. Miała srebrne cekiny.

Nie miałam wyjścia, przyzwyczaiłam się do niej.

Kilka lat później mogę się pochwalić tym, że wygrałam z systemem i mam w szafie mnóstwo przepięknych, wełnianych, ciepłych i niegryzących czapek. A od kiedy w mojej marce jest ponad 20 modeli, o krojach w których wygląda się super (naaaaprawdę!), to noszenie czapki stało się mega przyjemnością.

Po pierwsze dorosłam i nie muszę już całemu światu udowadniać, że seksownie wyglądam z gołą głową przy minusowych temperaturach. A po drugie mam w sklepie naprawdę wełniane czapki, w których każdy wygląda dobrze. Tegorocznym hitem jest model HAT no. 17 czyli szara smerfetka. Każdy, każdy, dosłownie każdy wygląda w niej BOSKO! Okay, każda. Panowie jeszcze nie próbowali.

Jeśli mi nie wierzysz, to na Facebooku Monika Kamińska możesz obejrzeć filmik (kliknij TUTAJ) podczas którego przymierzam wszystkie czapki.

A jeśli mi wierzysz to nie zwlekaj i po prostu:

I nigdy więcej nie marźnij!

P.S. Stałe czytelniczki pamiętają: pierwsza opublikowana wersja tego wpisu powstała pięć (!) lat temu, w czasach kiedy jeszcze nawet jeszcze nie myślałam o własnej marce i czapkach. Życie potrafi zaskoczyć!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.