Garnitur damski – wywrotowa historia

Luty 7, 2017

Klasyczny garnitur jest dla eleganckich kobiet czymś oczywistym. Jednak jeszcze do niedawna wzbudzał wielkie kontrowersje. Służył do prowokacji i walki o pozycję, a czasem do śmiałej zabawy stylem.

Wiecie, co jest niezwykłe w dzisiejszych czasach? Między innymi to, że damski garnitur w klasycznej formie, wzorowanej na formalnym krawiectwie męskim, jest dziś traktowany jako normalny ubiór do pracy, a nawet na bardziej uroczyste wyjścia. Taki strój nie wzbudza sensacji ani poczucia, że ktoś tu przebiera się za mężczyznę czy obnosi się ze swoją siłą. Na topie są uniwersalne fasony – dopasowane do ciała kobiety, ale pozbawione udziwnień i ozdobników. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś damski garnitur traktowano z rezerwą, a jeśli już się pojawiał, to rzadko w tym prostym, klasycznym stylu.

Ale uwaga, wcale nie twierdzę, że kiedyś podejście do damskiego garnituru było złe, a wszystkie fasony z lat minionych nadają się na śmietnik. Moda – nawet ta klasyczna – rozwija się dzięki eksperymentom. O niektórych trzeba szybko zapomnieć, ale inne będą nas inspirować i już niedługo powrócą w zmienionej formie. Na historię ubioru nie patrzę jak na zbiór niepotrzebnych nikomu ciekawostek. Widzę w niej raczej skrzynię pełną pomysłów, z których zawsze można coś wybrać. To jak to było z damskim garniturem?

Prehistoria

Początków trzeba szukać wśród XIX-wiecznych skandalistek, które publicznie paradowały w męskim stroju przypominającym garnitur. Należała do nich George Sand. Polacy pamiętają ją przede wszystkim jako partnerkę Fryderyka Chopina, ale we Francji znana jest jako autorka ponad 40 powieści i ważna postać dla ówczesnej bohemy. To niezwykle barwna osobowość.

Sand zdarzało się przemierzać ulice Paryża w męskim stroju, co wywoływało tak wielką sensację, że rozprawiano o tym również poza granicami Francji. Jeśli wierzyć ilustracji, nosiła surdut (przypominający suknię dopasowaną w talii i szeroko rozkloszowaną poniżej), a także szerokie spodnie. Komplet męskich akcesoriów – z cylindrem, fularem i laseczką – pokazywał, że jest to przebranie, próba naśladowania silnej płci.

George Sand

 

 George Sand

Sand starała się przesuwać obyczajowe granice; chciała większej akceptacji dla obecności kobiet w życiu publicznym. Dlatego używała męskiego pseudonimu (naprawdę nazywała się Amantine Dupin) i przebierała się za mężczyznę, chcąc chodzić do miejsc, których kobiecie nie wypadało odwiedzać. Nie był to jedyny taki przypadek!

Na początku XX wieku inna pisarka i skandalistka z Paryża – Colette –chętnie pokazywała się w smokingu. Ale w jej czasach już chyba więcej w tym było zabawy niż faktycznej potrzeby kamuflowania się podczas wyjść.

2 – sufrażystka z Chicago, 1916 rok

Sufrażystka z Chicago, 1916 rok

W tym samym czasie dzienne zestawy ze spodniami pod długą spódnicą nosiły amerykańskie sufrażystki. W ich wypadku ten dziwaczny strój miał stopniowo oswajać konserwatywne społeczeństwo z wizją kobiety w męskim ubiorze. Paradowanie w spodniach wciąż było uznawane za obrazę moralności.

3 – Marlene Dietrich we fraku w filmie Maroko, 1930 rok

Marlene Dietrich we fraku w filmie „Maroko”, 1930 rok

Gwiazdy inne niż wszystkie

Lata 30. XX wieku to okres przełomowy. Z męskim ubiorem obnosiły się wówczas dwie wielkie gwiazdy. Właściwie to dzięki nim klasyczny garnitur damski na dobre zaistniał w zbiorowej wyobraźni.

Pierwsza z tych gwiazd to wszechstronnie utalentowana Marlene Dietrich, która wprost hipnotyzowała odbiorców swoją grą, śpiewem i oczywiście wyglądem. Często nosiła bardzo kobiece ubrania – futra, zdobne kapelusze, oszałamiające suknie balowe, skąpe stroje sceniczne odsłaniające nogi. Zadziwiała śmiałością tych stylizacji. Ale wcale nie mniejsze wrażenie – przez kontrast – robiły jej występy we fraku albo noszone na co dzień garnitury.

4 – Dietrich w dziennym garniturze, 1933 rok

Dietrich w dziennym garniturze, 1933 rok

W tamtych czasach nikt by się nie spodziewał spotkać damę w takim stroju. Na zdjęciach widać Dietrich między innymi w garniturze z grubej wełny, skrojonym w zasadzie po męsku. Nie jest to jednak przebranie, rzecz pożyczona od partnera, ale uszyta na miarę. Marynarka została idealnie dopasowana do biustu, talii i bioder.

5 – kolejny garnitur Dietrich w tak zwanym stylu wiejskim, 1935 rok

Kolejny garnitur Dietrich w tak zwanym stylu wiejskim, 1935 rok

Nie ma to nic wspólnego z karykaturalnymi garsonkami, które nas prześladują. Chodzi mi o te w krzykliwych kolorach, zrobione z błyszczących materiałów i pełne ozdóbek. Styl Dietrich to przeciwny biegun. Szerokie spodnie z mankietami, duże klapy marynarki, koszula i krawat – wszystko to tworzy wizerunek kobiety silnej, zrównoważonej i aktywnej. Czującej się w męskim świecie automobili równie dobrze jak na scenie rozświetlonej jupiterami.

6 – Katharine Hepburn w filmie Sylvia Scarlett z 1935 roku

Katharine Hepburn w filmie „Sylvia Scarlett” z 1935 roku

Druga gwiazda kojarzona z damskim garniturem to Katharine Hepburne. Gdy w Hollywood na topie był typ femme fatale w powłóczystej sukni, ona chętnie nosiła nieco luźne garnitury skrywające damską figurę. I to ją wyróżniało – wyglądała zupełnie inaczej niż pozostałe piękności złotej epoki kina. Czasem nosiła koszulę o męskim kroju z krawatem, ale częściej wybierała fantazyjne kołnierze i apaszki. Wizerunek sceniczny Hepburn pokrywał się z prywatnym. Dzięki temu błyskawicznie zyskała rozpoznawalność – wszędzie pokazywała się w garniturach.

7 – Hepburn w filmie Filadelfijska opowieść z 1940 roku

Hepburn w filmie „Filadelfijska opowieść” z 1940 roku

Miało to wszystko posmak skandalu, ale też wiele osób było zachwyconych. Propozycje dwóch gwiazd przygotowały grunt pod współczesną akceptację damskiego garnituru. Dzisiaj inspirujemy się raczej stylem Dietrich, ale Katharine Hepburn mocno oddziałała na modę lat 80.

8 – Garsonka nawiązująca do sylwetki X propagowanej przez Diora, Londyn, 1951 rok, fot. Toni Frissel

Garsonka nawiązująca do sylwetki X propagowanej przez Diora, Londyn, 1951 rok, fot. Toni Frissell

Niecodzienny styl

Lata 40. to okres, w którym moda damska mocno się zmilitaryzowała i upodobniła do męskich krojów. Jednocześnie spodnie wciąż były rzadkością; rewolucja obyczajowa aż tak szybko nie postępowała. Damski garnitur jeszcze się nie przyjął, popularność zyskiwały za to kostiumy złożone z żakietu i spódnicy. Z kolei lata 50. to czas zachwytu kobiecymi kształtami, które podkreślano między innymi za pomocą krojów poszerzających biodra. To nie moda męska była inspiracją dla projektantów.

I wtedy zaczęły się dziać rzeczy bardzo ciekawe. Damski garnitur na przełomie lat 50. i 60. stał się przedmiotem coraz chętniej podejmowanych eksperymentów. Nie był widokiem częstym, ale pokazywały się w nim kobiety ze świata sztuki i showbiznesu albo po prostu te obdarzone nieprzeciętnym gustem, chcące bawić się stylem.

9 – Brigitte Bardot, lata 60.

Brigitte Bardot, lata 60.

Raczej nie naśladowano już Dietrich i Hepburn z ich szarymi i brązowymi garniturami ze zgrzebnych wełen. W modzie były gładsze materiały, często w ciemnych tonacjach. Pojawiały się rozmaite formy. Ciemny garnitur dwurzędowy, w którym pokazywała się Brigitte Bardot, wygląda niemal współcześnie. Zarazem oddaje gusta epoki Beatlesów. Obcisłe spodnie kojarzą się z młodą, szczupłą sylwetką, a marynarka dwurzędowa ma nieco dandysowski charakter. Podobnie nosili się w tym czasie Rolling Stonesi. Oczywiście marynarka Bardot ma kobiecy fason poszerzający biodra. Mimo to szerokie klapy w zestawie z krawatem robią bardzo męskie wrażenie. To ciekawa odmiana po kipiących od kobiecej seksualności rolach Bardot.

pn1

źródło

Francuska gwiazda wielokrotnie wracała później do garniturów. A jeszcze częściej nosiła je Twiggy. Choć kojarzymy ją z dziewczęcymi sukienkami, to jej zdjęcia pokazują, jak wiele moda damska może zaczerpnąć z brytyjskiego krawiectwa męskiego. Twiggy nosiła garnitury zarówno z poważnych tkanin w prążki, jak i z materiałów w przyciągające wzrok kraty. Raz widzimy ją w marynarce dwurzędowej, z nieco przypominającym sukienkę dołem, i w rozszerzanych spodniach. Innym razem ma na sobie modną marynarkę jednorzędową, wąskie spodnie i zabawną kamizelkę. Kolejna sesja zdjęciowa pokazuje Twiggy jako londyńskiego bankiera w obszernej marynarce. To już styl power look.

aaa1

źródło

Ciekawe propozycje miał też Yves Saint Laurent. Najbardziej znana jest kolekcja Le Smoking z roku 1966 – frywolna wariacja na temat męskiego ubioru wieczorowego. Fasony były klasyczne, ale kobiecość udało się wyraźnie zaznaczyć poprzez okrągłe ramiona, spodnie poszerzane dołem oraz dodatki. Zestawy uzupełniano lśniącymi wstążkami wiązanymi jak muchy i koszulami z żabotem. Wyglądało to oryginalnie.

10 – Le Smoking, 1966 rok

Le Smoking, 1966 rok

Oryginalność to słowo klucz, jeśli chodzi o damskie garnitury w latach 70. Nosiło się wtedy rzeczy w krzykliwych, ciepłych barwach i z wielkimi wzorami. Czy zestaw złożony z króciutkiej marynarki i bardzo długich dzwonów można nazwać garniturem? Chyba nie, ale do tej formy nawiązuje. To kolejny rozdział w historii damskiego garnituru.

11 – na Wyspach Kanaryjskich, lata 70. (1)

Na Wyspach Kanaryjskich, lata 70.

Ikoną szalonych lat 70. była Diane Keaton, znana z tego, że rzeczy o męskich fasonach nosiła niedbale i z niezwykłym wdziękiem. Przepadała za szerokimi krawatami i kamizelkami, a na ważne wyjścia wkładała nieraz biały lub czarny garnitur. Do dzisiaj zresztą wraca do męskich fasonów. Według mnie szczególnie zachwycająco wyglądała w filmie „Zagraj to jeszcze raz, Sam” (1972). Marynarka ma klasyczny, a zarazem odważny deseń w czarno-białą pepitę. W przypadku mężczyzny taki wzór byłby kontrowersyjny, ale kobieta może sobie na niego pozwolić na co dzień. Krój marynarki podkreśla ramiona, ale nie likwiduje biustu. I o to chodzi!

12 – Diane Keaton w filmie Zagraj to jeszcze raz, Sam z 1972 roku

Diane Keaton w filmie „Zagraj to jeszcze raz, Sam” z 1972 roku

Czas walki

Lata 80. to okres przełomowy, jeśli chodzi o obecność kobiet w biznesie. Zmienił się także ubiór noszony do pracy. Coraz więcej kobiet, wspinając się po szczeblach kariery, szukało stroju, który pomoże im w codziennej walce o pozycję społeczną i wysokie zarobki. Rezygnowały więc ze staroświeckich sukienek i bluzek, które kojarzyły się z sekretarką albo nauczycielką (taką drogę przebyła Margaret Thatcher, wchodząc do wielkiej polityki). Nastała epoka damskiego garnituru. Normą były również kostiumy prostego kroju, nawiązujące do mody męskiej. Ale one, jak wspominałam, zostały spopularyzowane już przedtem. Natomiast damski garnitur na taką skalę był nowością. Co rano w miastach całego Zachodu wkładały go miliony kobiet.

13 – reklama Ralpha Laurena, lata 80.

Reklama Ralpha Laurena, lata 80.

Jakie były te garnitury? Często takie jak w reklamie Ralpha Laurena – obszerne, z typowo biznesowej tkaniny w prążki, niemal niczym nieróżniące się od męskich. Normą były wielkie poduchy w ramionach i krój całkowicie ukrywający sylwetkę. Wiele osób uważa stylistykę lat 80. za koszmar, jednak zdarzały się ciekawe przykłady.

14 – luźny garnitur od Armaniego, lata 80.

Luźny garnitur od Armaniego, lata 80.

Rzućmy okiem na jedną z propozycji Giorgio Armaniego. Długi i dość luźny krój marynarki pozwala na urozmaicenie całości poprzez kieszenie i kontrastujące guziki. Nie spodziewałabym się, że coś takiego może wyglądać ładnie – a jednak! W ogóle Armani świetnie wtedy wyczuwał rynek. Jego dom mody wziął na celownik właśnie kobiety robiące karierę w biznesie i oferował im kolekcje ubiorów o formalnym i nietuzinkowym charakterze.

15 – asymetryczny garnitur od Armaniego, lata 80.

Asymetryczny garnitur od Armaniego, lata 80.

Moim zdaniem damski garnitur Armaniego z asymetryczną marynarką jest absolutnie olśniewający. Szara tkanina, szpiczaste ramiona, tylko jeden wyłóg i brak dekoltu – wszystko ma niezwykle wyrazisty, a jednocześnie oszczędny charakter. Jest w tym profesjonalizm, ale i seksapil. Warto zwrócić uwagę na wyczucie projektanta przejawiające się w szczegółach. Zamiast ogranych w tamtym czasie maklerskich prążków zastosowano drobną kratkę, która doskonale ożywia ten zgeometryzowany ubiór. Z męskiej mody zaczerpnięto brustaszę (kieszonkę piersiową) i białą poszetkę – to rozwiązanie przełamuje monotonię szarości. Dla mnie to wirtuozeria.

16 – pantsuit z początku lat 90.

Pantsuit z początku lat 90.

W latach 80., a zwłaszcza 90., między innymi pod wpływem Armaniego, przybywa propozycji spod znaku pantsuit. Dla jednych ten termin oznacza dokładnie to samo, co damski garnitur. Dla innych (w tym dla mnie) garnitur powinien mieć marynarkę z klapami i dekoltem. Tymczasem współczesny pantsuit coraz bardziej odbiega od męskiego wzorca, co czasem służy kobiecej sylwetce, a czasem ją szpeci. Niedawno omawiałam kilka interesujących przykładów w artykule o Hillary Clinton.

Mimo wszystko pod koniec XX wieku dominowały damskie garnitury w zachowawczym stylu. Charakterystyczne dla mody biznesowej od lat 80. było unikanie żywszych kolorów; szczególnym uznaniem cieszyły się czerń i szarość. Kwintesencję ówczesnej elegancji widać w teledysku Madonny:

Na dłuższą metę monochromatyczny ubiór noszony do pracy stawał się nudny. W latach 90. ten trend był przełamywany, a czasopisma lansowały damskie garnitury i kostiumy w kolorze czerwonym, błękitnym, zielonym czy nawet żółtym. Można było sobie wyobrażać, że za chwilę stanie się to w pełni akceptowalne i powszechne. Oczywiście mamy przykład Angeli Merkel czy Hillary Clinton, które noszą marynarki w dosłownie wszystkich kolorach tęczy. Ale wciąż za klasyczny garnitur damski uważa się szary lub czarny.

17 – klasyczny garnitur dwurzędowy i garsonki z początku lat 90.

Klasyczny garnitur dwurzędowy i garsonki z początku lat 90.

Trend z lat 80. przyjął się na dobre, to już dzisiaj klasyka. Obecnie dominuje zwyczaj komponowania ubioru formalnego w oparciu o duży kontrast – czyli na przykład czarny garnitur i biała koszula. Ja jednak zostawiłabym taki zestaw na ważniejsze okazje, zwłaszcza wieczorne. Do pracy lepsza będzie stylizacja z mniejszym kontrastem, na przykład szary lub granatowy garnitur damski razem z bluzką albo koszulą w kolorze błękitnym czy różowym. Odpowiednie dodatki pozwolą stworzyć interesującą kompozycję, nie tak zimną i oficjalną jak czerń i biel.

18 – Jennifer Lawrence wygląda elegancko i atrakcyjnie w garniturze od Diora, 2014 rok

Jennifer Lawrence wygląda elegancko i atrakcyjnie w garniturze od Diora, 2014 rok

Przyszłość damskiego garnituru

Dzisiaj zasady dress code’u są poluzowane; nawet w wielkich firmach międzynarodowych rzadko wymaga się klasycznej elegancji. Kostiumy i damskie garnitury nie są koniecznością, ale na pewno pozostaną obecne w naszej codzienności. Te noszone do pracy będą przybierać bezkompromisowe formy – bardzo oszczędne i uniwersalne, wzorowane na męskim garniturze, albo przeciwnie: bardziej odważne i awangardowe. To oczywiście tylko przypuszczenie, ale naprawdę dostrzegam tu potencjał (nie mogę narzekać na brak zainteresowania garniturem Monika Kamińska, który widzicie na zdjęciu głównym wpisu).

Jeśli chodzi o ubiór wieczorowy, myślę, że coraz częściej będziemy widywać kobiety w ciemnych garniturach i smokingach – zarówno w restauracjach, jak i na czerwonym dywanie. A może zwłaszcza na czerwonym dywanie? Jeśli chodzi o sukienki, widzieliśmy już chyba wszystko (włącznie z bardzo skąpymi kreacjami Rihanny i innych gwiazd). Czas na piękne garnitury.

 

 

 

  • Natasza Nadczuk

    Czy pantsuit to nie jest tzw. Spodnium? Pamietam jak przez mgłę, jako ze byłam dzieckiem w latach 70′ ze również taki zestaw w wielkie kwiaty (spodnie i kurteczka) nazwanoby na 100% określeniem spodnium. Druga rzecz – uroda modelki w asymetrycznym garniturze Armaniego. Jest zjawiskowa po prostu :)

  • matylda.semadeni

    Jestem zachwycona tą asymetryczną marynarką Armaniego, nosiłabym to z przyjemnością. Ciekawe, że nikt tego nie kopiuje, skoro tyle innych, gorszych projektów jest powszechnie kopiowane. Podoba mi się pomysł z zupełnym brakiem koszuli pod spodem.
    Chyba mam wypaczony gust, po latach oglądania wszystkich w rurkach, ale jakoś nie mogę się przekonać do takich szerokich spodni.

    • Niedługo będziesz musiała, bo po latach w rurkach nadchodzi zmiana na szerokie spodnie :D

      • matylda.semadeni

        Ja nawet w szafie mam dwie pary szerokich spodni. Trudno się przyzwyczaić, bo wydaje mi się, że wyglądam w nich na grubszą.

    • Avarati

      To wszystko zależy nawet nie od wzrostu, ale od figury, bo ja wyglądam przefatalnie w długości do połowy łydki, a moja kumpela o moim wzroście super. Ale ja mam umięśnione i dość mocne nogi, a koleżanka jest drobniejsza. Dla mnie istnieje długość maxi albo mini. Ale wiadomo, że maxi jest raczej zarezerwowana na wielkie wyjścia… Jak tu żyć ;)

      O nie… tylko nie szerokie spodnie. Mam nadzieję, że nie wygryzą rurek doszczętnie :D

  • To jest taki sam mit, jak to że spódnice za kolano są tylko dla chudych i wysokich. Przez ostatni rok uszyłam spódnice i sukienki do połowy łydki dla ogromnej ilości klientek i większość była znacznie niższa ode mnie. Wszystko zależy od tego jak dopasuje się krój oraz co się do tego założy.

  • Avarati

    Dołączam się do fanek asymetrycznej marynarki Armaniego – jeśli miałabym nosić marynarkę, to właśnie taką! Te szpiczaste ramiona, ta zabawa z formą i brak klasyki jest niesamowicie inspirujący :) I nawet szary kolor czy brak dekoltu by mi nie przeszkadzały (chociaż czuję się źle w szarościach oraz małych dekoltach). Tylko bym zmieniła kolor poszetki na jakiś szalony np. pomarańczowy czy czerwony ;)

  • Ruda

    Przeglądając regularnieTwoją stronę oraz stronę Romana Zaczkiewicza nabrałam strasznej ochoty na obstalowanie sobie eleganckiego damskiego smokingu. Problemem jest to, że nie miałabym gdzie go nosić: na spotkania biznesowe nie, do teatru – nie, bo to jednak zbyt oficjalnie, chyba tylko do opery, ale nie chodzę tak często, żeby to miało sens.

    • Zależy jak go wystylizujesz, ale jeśli uważasz, że ze smokingiem może być problem, ale już z garniturem nie ma go zupełnie. Polecam więc zacząć od garnituru.

  • Pingback: Garnitur damski – wywrotowa historia | glamSpot()

Bez kompromisów – wełniane płaszcze oraz wełniane swetry

Listopad 17, 2017

Na studiach zawsze kupowałam płaszcz na dwie raty. To znaczy najpierw płaszcz, a później sweter pod płaszcz. Nie było innego wyjścia, bo zawsze było mi ekstremalnie zimno. Denerwowało mnie to niesamowicie, ponieważ zwykle musiałam nakładać na siebie podkoszulkę, sukienkę, sweter, płaszcz, a czasem nawet dwa szaliki (!): jeden pod płaszcz, a drugi na niego. Bardzo często nawet to nie pomagało, więc cały czas się trzęsłam, chociaż starałam się wybierać naprawdę grube materiały. Nie wiedziałam wtedy, że to nie o grubość chodzi i że bez względu na to, jak podobna stanę się do ludzika Michelin – nadal będzie mi zimno.

Dziś mam na sobie golf, dyplomatkę, elegancki szalik oraz czapkę i jest w sam raz. Wyglądam elegancko, zimowe ubranie jest spójne z tym, co lubię, a przede wszystkim w końcu jest mi ciepło. Dlaczego? Otóż wełniane ubrania nie muszą być grube, żeby grzały. To cud naturalnych tkanin. Dlatego zimową kolekcję do Monika Kamińska przygotowaliśmy całkowicie bez kompromisów. Jej głównym elementem są wełniane płaszcze o kroju dyplomatki, które podbiły serca klientek. Po pierwszym weekendzie sprzedaży nie mieliśmy już połowy. Kiedy piszę ten wpis, została nam jedna sztuka szarego płaszcza w rozmiarze XXS oraz kilka czerwonych i camelowych.

Płaszcze potraktowałam ekstremalnie poważnie. Tutaj naprawdę nie ma mowy o oszczędzaniu na tkaninie, kombinowaniu ze składem lub szukaniu tańszych zamienników. Zima to zima, tego się nie oszuka. Dlatego dyplomatki uszyliśmy w 100% z wełny pochodzącej od mającej 180-letnią historię brytyjskiej tkalni Abraham Moon & Sons (gramatura wełny to 555 g/mb). Brytyjczycy są mistrzami w produkcji naprawdę ciepłych tkanin, więc można im zaufać. Płaszcze mają minimalistyczny krój: klapy otwarte, najmodniejsze w tym sezonie kieszenie z patkami oraz charakterystyczny dla mojej marki detal, tj. kieszonkę piersiową. Wykończone zostały podszewką z cupro oraz guzikami rogowymi.

Kolejny ważny element to wełniane golfy damskie. Tutaj, jeśli chodzi o wybór wełny, przenieśliśmy się do Włoch i postawiliśmy na całkowicie niegryzącą (poważnie!) wełnianą dzianinę w trzech klasycznych kolorach: czarnym (nawet nie wiem, czy w momencie publikowania tego wpisu będzie dostępny, bo znika szybciej, niż ja jem pizzę), szarym i kremowym, który tak naprawdę jest zbliżony do odcienia kości słoniowej i jest moim zdecydowanym zimowym faworytem. Golfy zostały wykończone ściągaczami, dzięki czemu nie będą się wydłużać. Poza tym dzianina, z których zostały wyprodukowane, jest odporna na brud i przykre zapachy, więc nie wymaga częstego prania.

Chciałam napisać, że całość kolekcji uzupełnia garnitur oraz spódnica w kratkę księcia Walii, ale tempo sprzedaży tych produktów było tak szybkie, że nawet nie mam swojej marynarki, żeby zrobić zdjęcia, ponieważ została sprzedana w butiku. N I E S A M O W I T E. Kupiliśmy od razu kolejną belkę tkaniny, ale mamy tyle rezerwacji na szycie na zamówienie, że do sklepu online trafią dosłownie pojedyncze sztuki za około miesiąc.

Duża rotacja spotyka też akcesoria. Udało nam się uzupełnić wełniane czapki o wszystkie brakujące sztuki – z tym, że część z nich zmieniła odcienie, ponieważ skończyła się dzianina z pierwotnych modeli. Ale w ten sposób najbardziej popularny model w tym roku, czyli szara smerfetka, zyskał moim zdaniem jeszcze piękniejszy odcień szarego melanżu.

Czapki oczywiście uzupełniają wełniane szaliki oraz skórzane rękawiczki. Te pierwsze są najlepszym przykładem na to, że wełniany szalik nie musi mieć 753 m długości i 672 m szerokości, żeby ogrzewać. Szaliki uszyte są z wełny merynosa, a dzięki temu mogą być jednocześnie lekkie w noszeniu oraz dawać dużo ciepełka. Rękawiczki natomiast są uszyte z bardzo miękkiej skóry, która nie tylko grzeje, lecz także pięknie się układa. Mój faworyt to rękawiczki samochodowe, które tak naprawdę są najbardziej stylowymi rękawiczkami, jakie w życiu miałam. Ogromnie się cieszę, że mamy je w swojej ofercie.

O ciepełku można pisać wiele, ale myślę, że najwięcej powie fakt, że sesja zdjęciowa, którą niżej możecie oglądać, trwała cztery godziny, a ja naprawdę nie zmarzłam. Magia wełny!

Z dumą mogą napisać: total look ze wszystkich zdjęć – MONIKA KAMIŃSKA

Zdjęcia – Maciej Cioch

A na koniec zamszowa spódnica – mój totalny hit, jeśli chodzi o zimowy look. W połączeniu z czarnym golfem i camelowym płaszczem tworzy zestaw, którego naprawdę nie mogę z siebie zdjąć.

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.