Wełna – na lato i zimę

Wrzesień 30, 2015

Letnia sukienka, przeciwdeszczowy płaszcz, bielizna termoaktywna – wszystkie te ubrania (ze świetnymi efektami!) można uszyć z wełny. W tym tekście opowiem o jej cechach i materiałach z niej wytwarzanych. To trzeci tekst dotyczący materiałów odzieżowych, poprzednie znajdziecie tutaj:

1. Materiały odzieżowe – wprowadzenie

2. Jedwab naturalny – właściwości, zastosowanie, historia

Różnorodność

Wełna to rozmaite włókna uzyskiwane z sierści zwierząt. Jest też wełna szklana i mineralna, ale o nich przeczytacie na blogach budowlanych. Tę wełnę, o którą mi dzisiaj chodzi, otrzymuje się przede wszystkim od owiec. Ale w przemyśle odzieżowym wykorzystywana jest też sierść kóz (przede wszystkim rasy kaszmirskiej albo angorskiej), alpak, lam, wielbłądów, reniferów, jaków, a także królików. Zwierzęta te żyją w różnych warunkach, więc ich owłosienie nie jest takie samo.

Jeśli dodamy do tego szeroki wybór tkanin i dzianin, otrzymamy ogromną liczbę produktów o właściwościach dostosowanych do każdych potrzeb i upodobań. Zresztą włókna pozyskiwane od owiec także różnią się między sobą. I to nie tylko ze względu na rasę zwierzęcia, ale też w zależności od tego, z której części runa pochodzi konkretny gatunek wełny! Najszlachetniejszą przędzę wyrabia się z włosów rosnących na łopatkach i bokach owiec. To chyba najlepiej pokazuje, że wełna wełnie nierówna.

Ogólna charakterystyka

Pomimo to można wyróżnić podstawowe cechy wełnianego włókna. Przede wszystkim zapewnia komfort cieplny. Komfort to nie znaczy po prostu, że grzeje. W takim wypadku materiał z wełny nie byłby w niczym lepszy od najtańszego koca z poliestru, pod którym po godzinie snu budzimy się zlani potem. Zwierzęta, od których pozyskujemy wełnę, są wyposażone w takie owłosienie, które chroni przed zimnem, ale też pozwala skórze oddychać, żeby się nie przegrzewała.

Termoregulacja – to słowo-klucz. Dopiero ostatnio udaje się ją zapewnić przy użyciu materiałów sztucznych, przedtem wełna była pod tym względem wyjątkowa. Goretexy i inne membrany sportowe, wymyślane przez sztaby naukowców, uzyskują najlepsze parametry. Ale i dziś wiele osób woli wełnianą odzież sportową, która znów jest popularna jako przyjemniejsza w dotyku. Albo po prostu lepiej wygląda.

Kolejna zaleta: włókno wełniane bardzo dobrze pochłania wilgoć, nawet powyżej poziomu 1/3 objętości. Co to znaczy? Materiały wełniane potrafią dłuższy czas zatrzymywać krople deszczu, nie dając nam ich odczuć na skórze. Podobny proces zachodzi od drugiej strony – wełniane włókna mogą spokojnie wchłonąć sporą część potu. Czyli musielibyśmy się naprawdę nieźle zgrzać, żeby ktoś zobaczył na naszym ubraniu „mokre plecy”.

Jednocześnie wełna jest dość odporna na brud i przykry zapach. Większość ubrań wełnianych nie wymaga prania po każdym użyciu. Dlatego włókna wełniane materiałoznawcy zaliczają do higienicznych.

I ostatnia, bardzo ważna zaleta – wełna jest sprężysta, a więc odporna na gniecenie. Nadaje się na ubrania, które mają utrzymać świetny wygląd przez cały dzień.

Po tej całej, długiej liście plusów nie dziwi Was chyba, dlaczego zdecydowałam się szyć sukienki z wełny?

Oczywiście, żeby zachować obiektywizm, muszę dodać, że wełna dla niektórych osób może być trudniejszą w utrzymaniu tkaniną. Silniejsze środki piorące jej szkodzą. Poza tym pranie w zbyt wysokiej temperaturze prowadzi zazwyczaj do zniszczenia wełnianych ubrań, o czym chyba każdy się kiedyś z bólem przekonał. Pod wpływem zbyt ciepłej wody dochodzi do spilśniania: tkaniny i dzianiny się kurczą, przestają być przyjemne w dotyku, gorzej przepuszczają powietrze. Na szczęście wełnę naprawdę trudno ubrudzić. Warto więc traktować ją jak jeansy i nie prać po każdym założeniu. Ona tego nie potrzebuje.

Niektórzy mówią, że łatwiejsze w użytkowaniu są materiały sztuczne, ale czy naprawdę dobrze się w nich czujecie? I czy mogą zastąpić piękny wygląd prawdziwej wełny? Jej wszystkie zalety zdecydowanie górują nad wadami. A poza tym dzięki odpowiednim technologiom produkcji wełna wcale nie musi być gryząca. O jej cechach decyduje także gatunek. I teraz więcej na ten temat.

Skąd bierzemy wełnę i co z tego wynika

O gatunku wełny decyduje przede wszystkim to, z czyjej okrywy włosowej została uzyskana. Oto lista wełnistych zwierzaków wraz z charakterystyką przędzy, jaką się wytwarza z ich włosów.

Owca – towarzyszy człowiekowi od tysiącleci, jest dość łatwa w hodowli, a jej runo rośnie dosyć szybko, zwłaszcza gdy jest regularnie strzyżone. Dlatego w przemyśle odzieżowym tak chętnie korzysta się z wełny owczej, która równie dobrze się nadaje na zimowe tweedy i na letnią tkaninę cool wool, czyli fresko.

Spośród owiec najwyżej cenione ze względu na runo są merynosy, hodowane m.in. w Australii, Argentynie czy RPA. Z ich cienkich włosów wytwarza się miękkie, sprężyste i niegryzące tkaniny i dzianiny. Trochę podobna jest przędza pozyskiwana z runa szetlandów, rasy wywodzącej się z wysp położonych na północ od Wielkiej Brytanii. Natomiast szewioty to owce dające wełnę bardziej szorstką, ale za to lśniącą i wytrzymałą. Oczywiście ras owiec hodowanych dla runa jest dużo więcej.

materiały z wełny merynosowej fot David McClenaghan

fot. David McClenaghan 

Koza kaszmirska – jej nazwa wzięła się od doliny w północnych Indiach, ale te zwierzęta hoduje się też w Mongolii, Chinach czy Australii. Wyjątkowe owłosienie zapewnia im doskonałą ochronę przed zimnem. Na potrzeby przemysłu odzieżowego włosy kóz kaszmirskich są wyczesywane specjalnymi grzebieniami, nie strzyżone. Ilość przędzy, jaką można uzyskać, jest niewielka. Ale za to jest niezwykle miękka, przyjemna w dotyku i ma piękny połysk. Stąd tak wysoka cena kaszmiru.

Koza angorska – duma Turków. Dawniej Ankarę nazywano Angorą i stąd nazwa zwierzaków hodowanych w tamtym rejonie (ale dziś też m.in. w Australii i RPA). Produktem z sierści kozy angorskiej jest moher. To efektowne włókno o pięknym, delikatnym połysku. Poza tym rzadko się filcuje. Ze względu na cenę nieczęsto można zobaczyć ubrania wykonane w całości z moheru. Pojawia się raczej jako kilkuprocentowa domieszka, która ma dodać blasku wieczorowym ubraniom.

Królik angorski – to z jego sierści wytwarza się materiał nazywany angorą. Nazwa znowu wskazuje na pochodzenie tureckie, ale teraz największe hodowle znajdują się w Chinach. Ten typ wełny bardzo łatwo się spilśnia, jest za to ciepły, lekki i miękki. Cenione są m.in. skarpetki i rękawiczki z angory.

Obrońcy praw zwierząt mówią, że proces pozyskiwania tej wełny sprawia królikom ogromne cierpienia. Organizacja PETA namawia, by omijać wyroby z angory i stawiać na te z sierści owiec czy kóz, dla których strzyżenie nie jest bolesne. Ale część producentów, zwłaszcza na Zachodzie, udowadniała, że ich króliki mają się zupełnie dobrze. Pytanie – kto ma rację?

Wielbłąd – ten żyjący na gorących terenach zwierzak także potrzebuje ochrony przed zimnem. Na pustyni nocą temperatura potrafi spaść nawet o 30 stopni Celsjusza. Wełna wielbłądzia, nazywana po prostu kamelem, ma piękny kolor i należy do najbardziej wytrzymałych. Dlatego wytwarza się z niej płaszcze, które mogą służyć przez długie lata.

Alpaka – żyjący w Andach, bardziej włochaty odpowiednik lamy nosi na sobie sierść cieplejszą od owczej, a jednocześnie wytrzymalszą. Mimo to wytwarzana z niej przędza raczej nie drapie. Podobnie jak moher zazwyczaj występuje jako uszlachetniająca domieszka.

alpaka - przędza fot Damast

fot. Damast

Istnieje oczywiście więcej wełnistych zwierząt. Ale produkty powstałe z ich sierści dużo rzadziej do nas docierają.

Wełniane tkaniny

Teraz pomogę Wam się jeszcze zorientować, jakie tkaniny macie do wyboru, jeśli chcecie sobie kupić albo uszyć wełniane ubranie. Dzianiny mamy już chyba ogarnięte. Ale czy wiecie, co się kryje za nazwami wełnianych tkanin?

Donegal – tkanina o splocie płóciennym, zazwyczaj osnowa i wątek mają różne kolory, co daje ciekawy, melanżowy efekt. Zastosowanie: płaszcze, marynarki, kostiumy.

Flanela – splot płócienny albo skośny. Może być wykonana też z bawełny, ale wełna daje lepszą termoizolację. Lubiana, włochata powierzchnia powstaje dzięki procesowi drapania. Zastosowanie: kostiumy, garnitury, koszule, piżamy.

Flausz – splot skośny. Poddawana drapaniu zyskuje włochatą powierzchnię, a proces spilśniania sprawia, że jest bardziej odporna na wodę. Zastosowanie: płaszcze, kapelusze.

Fresko – splot płócienny, bardzo luźny. Tkanina wytwarzana z cienkiej przędzy, doskonale oddycha. Zastosowanie: letnie sukienki i letnie marynarki.

Gabardyna – splot skośny, gęsto tkany. Na powierzchni widać wyraźnie prążkowaną strukturę. Gabardyna jest wytrzymała i dość dobrze chroni przed wiatrem i deszczem. Zastosowanie: płaszcze, sukienki, garnitury.

Sukno – powstaje podobnie do flauszu, w procesie drapania i spilśniania, tyle że na bazie splotu płóciennego. Taka tkanina jest bardzo wytrzymała, wodoodporna, wiatroszczelna, poza tym nieźle grzeje. Zastosowanie: płaszcze, mundury, obicia meblowe.

Tweed – tkanina o splocie skośnym z grubej przędzy, spilśniana i drapana. Jej struktura jest ścisła, ale widać wyraźnie nici wątku i osnowy, często wielobarwne i układające się we wzory (jodełka, pepita, kratka). Tweedy są wytrzymałe, ale czasem nieprzyjemne w dotyku. Zastosowanie: marynarki, spódnice, kaszkiety.

Jak widać, przędza wełniana może być poddana spilśnianiu, co nada jej gęstość i zwiększy wytrzymałość. Z kolei drapanie wyciąga część włosów ze struktury materiału, dzięki czemu powstaje efekt rozmytego konturu. To dzięki temu wełna jest wyjątkowym materiałem.

Jak widzicie, wełny nie da się opisać w kilku słowach, a i tak wiele rzeczy musiałam uprościć albo pominąć. Mam nadzieję, że kluczowe sprawy Wam trochę rozjaśniłam. Wełna to jeden z najbardziej przyjaznych materiałów odzieżowych i zawsze się przyda chociaż podstawowa wiedza na jej temat. Nie myślcie stereotypami – że jest trudna w utrzymaniu, gryzie i nadaje się tylko na zimę!

Dzisiaj ode mnie to tyle, zapraszam niedługo na kolejną notkę, tym razem o wiskozie. Będzie się działo, bo mitów na temat wiskozy jest mnóstwo!

 

 

 

  • Miałam kiedyś przyjemność przyglądać się jak wygląda przędzenie wełny. Widziałam wełnę z angory i z alpaki w nieprzetworzonej formie – są cudownie miękkie. Wełna z owiec była bardziej drapiąca i sztywna. Chciałabym na zimę coś wełnianego, ale w sklepach raczej trudno dostać ubrania z takiej żywej wełny i musiałyby pewnie kosztować majątek. Marzę o tym, aby kupić trochę takiej prawdziwej, ręcznie przędzonej wełny i zrobić sobie sweter. :)

    • Mi dwa lata temu Mama zrobiła wełniany sweter, czapkę oraz szalik i naprawdę warto mieć coś takiego naturalnego na zimę, bo grzeje znacznie lepiej. Jak umiesz robić na drutach to zazdroszczę. Ja nie umiem (oraz nie mam cierpliwości), a mojej Mamie też się średnio spodobało, więc pewnie się nie doproszę kolejnych rzeczy :(

      • Ania

        mi mama robi właśnie sweter, jednak niestety z wełny, której skład to 70 % akrylu i tylko 30 wełny. Co myślicie o takim swetrze? Moja mama już robi trochę na drutach i mówi, że teraz to prawie niemożliwe kupić 100 % wełnę

        • anne

          Niemożliwe? Przecież wystarczy wpisać w wyszukiwarkę i jest tego pełno – do wyboru do koloru i w całkiem przyzwoitych cenach – lama, alpaka, merino, moher, owcza, różne mieszanki – co się tylko chce. Ja zwykle zamawiam tutaj (mają często super przeceny – zwłaszcza latem,ale widzę, że teraz też jakieś są):
          https://wloczkowo.pl/pl/c/Wloczka-Drops/36
          Tutaj z kolei jest całe morze wzorów:
          http://www.garnstudio.com
          Wystarczy wybrać interesujący nas model wejść w opcję „zamów” i pojawią się linki do wszystkich sklepów, gdzie można kupić potrzebną włóczkę.

          • emk

            Da się kupić 100% wełnę w pasmanterii. Niestety, jest jej mało i średni wybór bo jest dość droga( w porownaniu do akrylu) wiec sklepy nie sprowadzaja tego ☹️
            Mi sie udalo. Trzeba przeszukiwac wszystkie pasmanterie. Najlepiej w tych najwiekszych miastach.

  • Wioletta

    Ostatnio kupiłam sobie w C&A piękny, burgundowy sweterek z 30% domieszką moheru i 30% wełny. Resztę składu stanowi nylon i elastan. Jeszcze kupiłam wełniany kapelusz :) Z tego, co wiem, jest nawet kolekcja z kaszmirem :)
    Mogę powiedzieć, że C&A pozytywnie zaskoczył mnie tej jesieni :)

    • A jaki jest procent nylonu, a jaki elastanu?
      Ciekawa jestem jaką to ma jakość, daj znać za jakiś czas, proszę.
      Widziałam, że H&M chyba ma też kapelusze z wełny i nawet chyba się przymierzę do bordowego ;)

      • Wioletta

        Wełny, moheru i nylonu jest po 30%, resztę stanowi elastan. Parę razy już w nim pochodziłam i nie wydaje mi się, żeby się mechacił ;) Pożyjemy, zobaczymy.

        Będąc w Holandii kupiłam wełniany, burgundowo-czarny kapelusz w C&A, którego w polskich sklepach nie zauważyłam.

  • Pingback: Wiskoza – jaka jest naprawdę | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: Len – wszystko, co musisz o nim wiedzieć | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: 14 sposobów na ogrzanie się w ciągu dnia | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: Bawełna – co o niej wiesz? | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: Poliamid – dowiedz się, z czego są twoje ubrania | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Pingback: Akryl – najgorszy materiał odzieżowy | BLACK DRESSES – blog lifestylowy()

  • Emilia

    Uwielbiam wełne, tylko te mole 😒

    • Jest na rynku mnóstwo rozwiązań antymolowych ;)

Pizzeria da Michele, Neapol – jak smakuje najsłynniejsza pizza świata?

Listopad 2, 2017

Nie wiem, jakim cudem się od tego nie roztyłam, ale mam świadków, którzy potwierdzą, że na studiach potrafiłam w tej samej restauracji zjeść pizzę jednego dnia wieczorem, a następnego na śniadanie. Co więcej, powtarzałam tę czynność kilka razy w tygodniu, wprawiając tym samym kelnerów w osłupienie. Cóż, być może prawdziwa jest moja teoria, że prawidłowo przygotowana pizza tak naprawdę nie jest bardzo tucząca. Inna sprawa, że ja zawsze jadłam margheritę z oliwą peperoncino. Nie da się ukryć, że to najlżejsza pizza, a ostra przyprawa dodatkowo podkręca metabolizm. Jednak dietetykiem nie jestem, to mądrzyć się nie będę. W każdym razie jedno jest pewne: od zawsze kochałam jeść.

Nie tylko pizzę. Po prostu jeść. Kiedyś nie umiałam tego nazwać, ale przeczytanie, a później obejrzenie Jedz, módl się, kochaj pomogło mi uświadomić sobie, że jedzenie jest dla mnie niezwykłym doświadczeniem. To jest jak podróżowanie – z tą różnicą, że czasem wystarczy skoczyć trzy ulice dalej, żeby doznać kulinarnego orgazmu. Napisałam „jak podróżowanie”? Może jednak powinnam użyć innego określenia… Tak czy siak, odkrywanie nowych smaków, testowanie potraw, delektowanie się każdym kęsem – to wszystko potrafi wywołać u mnie naprawdę magiczne emocje. Szczytem ekstazy jest oczywiście kuchnia włoska. Nie wiem, jak to się stało, że do tej pory byłam już około dwudziestu razy w kraju pizzy i makaronów, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze do Neapolu. Kilka dni temu w końcu udało mi się spełnić swoje największe kulinarne marzenie i zjeść w Pizzeria da Michele, czyli w tym słynnym miejscu, w którym Julia Roberts weszła w najważniejszy związek swojego życia.


I wcale jej się nie dziwię. Ale od początku, bo dostanie się do da Michele wcale nie jest takie łatwe. Na zdjęciach niżej widzicie typową kolejkę, która stoi przed wejściem w porze lunchu. Ja byłam tam pod koniec października, więc nawet nie chcę się zastanawiać, co musi dziać się w lipcu, kiedy jest więcej turystów.

Na początku trzeba się przedostać do środka i znaleźć kogoś z obsługi, kto mówi po angielsku. Następnie poprosić o papierowy numerek i wyjść na zewnątrz odstać swoje. Ja zostałam poinformowana, że mój czas oczekiwania wyniesie około 40 minut. W praktyce było to blisko 1,5 godziny. Można też zamówić pizzę na wynos (wydaje mi się, że to trwa krócej), ale bardzo chciałam zjeść w środku, więc czekałam.

Po wejściu kelner wskazał mi stolik. Nie dostałam menu, ponieważ jest ono wywieszone na ścianach. Z jakiego powodu? Jest ultrakrótkie. Tutaj nie dostaniecie pizzy z ananasem, brokułami, pieczarkami, szynką, boczkiem, jajkiem, cukinią i sosem czosnkowym. Są po prostu dwa rodzaje pizzy: margherita i marinara. Pierwsza to ciasto, sos pomidorowy i mozzarella. Druga to ciasto i sam sos. Koniec. Dziwne? Jakość nie potrzebuje dodatków. Porsche nie obkleja się naklejkami. Do minimalistycznej sukienki nie nakłada się… Okay, miało być o pizzy.

Kocham włoską kuchnię za prostotę. Mało składników, ale obłędna jakość. Cienkie ciasto, pachnące pomidory, najlepszy ser. Naprawdę nie potrzeba nic innego, żeby stworzyć danie, które zjecie w trzy sekundy. Pizza w da Michele jest oczywiście neapolitańska, czyli taka trochę pływająca. W 2009 r. została zastrzeżona przez Komisję Europejską jako wyrób tradycyjny i od tamtej pory można wyrabiać ją tylko według ściśle określonej receptury; możecie ją szczegółowo zgłębić we wniosku o rejestrację.

A jak smakuje? Jak herbata z miodem i cytryną w mroźny dzień, jak pierogi w Wigilię, jak pierwsze w sezonie truskawki, jak jagody prosto z lasu, jak arbuz w największy upał i trochę też jak tort urodzinowy, który idzie w biust.

Gwarantuję, że gdy skończysz jedną, to będziesz chciała zamówić drugą na deser. Zrób to. Nie pożałujesz!

 

 

 

Przejdź do komentarzy
Obserwuj mnie na Instagramie @blackdressesblog

Sorry:

- Instagram feed not found.